piątek, 20 grudnia 2013

"Afera uranowa", czyli odcedzamy komary, połykając wielbłądy

Ze sporym opóźnieniem dotarła do mnie informacja o tzw. aferze uranowej. W skrócie - kolekcjoner wymieniał się z innymi kolekcjonerami, wysyłając m.in. minerały promieniotwórcze. Efektem był nalot lotnej brygady i proces. Do tego doszły nieścisłości rzeczników i dziennikarzy, m.in. informacja o "handlu" tymi materiałami, który przecież w ogóle nie miał miejsca! Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie dla oskarżonego, nieprzetworzone minerały, nawet jeśli radioaktywne, nie są materiałem promieniotwórczym. Teraz toczą się starania o odzyskanie "dowodów w sprawie", przechowywanych w Centrum Unieszkodliwiania Odpadów Promieniotwórczych w Świerku. Sprawa jest bardzo przykra, gdyż pokazuje, jak bardzo gorliwe jest nasze państwo w kwestiach wręcz marginalnych. Szkoda, że tak się nie kwapi do rozwikłania zagadki śmierci gen. Papały, porwania Olewnika, paru innych zaginionych, wszystkich afer - paliwowej, węglowej, hazardowej - długo wymieniać. Ze swojej strony proponuję aresztowanie wszystkich, którzy posiadają stare świecące zegarki, zastawę ze szkła kryształowego (czy nie daj Boże uranowego!), elektrody do TIG-a, siateczki żarowe (koszulki Auera) do lamp gazowych etc.


Poniżej bardziej szczegółowe informacje na forum prawnym.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!