niedziela, 12 stycznia 2014

Radiometr kieszonkowy RK-67 - recenzja

Przyrząd ten, wyprodukowany przez krajowe zakłady Polon-Alfa, był do niedawna dość często wykorzystywany w polskiej atomistyce i medycynie nuklearnej. Używane egzemplarze co jakiś czas pojawiają się w serwisach aukcyjnych. Poniżej dość stary egzemplarz z 1969 r. - zwraca uwagę gniazdo słuchawek typu koncentrycznego, jak w najstarszym "żelazku" RKP-1:


Poniżej nieco nowszy egzemplarz - występowały wersje wyskalowane w milirentgenach, mikrogrejach (czyli dla gammy  - mikrosiwertach) a nawet w nanoamperach na kilogram.


Miernik, choć mieni się "kieszonkowym", w rzeczywistości zmieścić się może co najwyżej do kieszeni bojówek :) Masywna kanciasta obudowa z czarnego bakelitu czyni go dalekim od kieszonkowego, na szczęście producent przewidział etui z dermy wyposażone w pasek do przenoszenia.


Radiometr mierzy promieniowanie gamma i beta, co ciekawe, nie ma obrotowej przesłony, jak większość mierników - aby zmierzyć promieniowanie beta, wystarczy przyłożyć sondę do próbki stroną z wycięciami, a gdy chcemy zmierzyć gammę - przykładamy drugą stroną. W sondzie znajduje się typowa tuba STS-5 lub jej krajowe odpowiedniki (BOI-33 itp.), której zakres pomiarowy kończy się na 144 mR/h, zatem zakres 250 mR/h musi być ekstrapolowany (kompensacja czasu martwego?).



Miernik wychyłowy wyskalowany w mR/h, bez skali w rozpadach beta (wg instrukcji pomiar beta jest jedynie indykacją, a wykrywane jest tylko mocniejsze promieniowanie). Aby dokonać pomiaru, trzeba trzymać wciśnięty guzik na obudowie, co ma chronić przed rozładowaniem baterii w razie pozostawienia włączonego przyrządu. Nie jest to zbyt wygodne, aczkolwiek po pozostawieniu włączonej Sosny czy Polarona na całą dobę wiem, że ma to pewien sens :)


Nowsza wersja RK-67-3 posiadała lampkę sygnalizującą przekroczenie najwyższego zakresu pomiarowego, czyli w zależności od jednostki, w jakiej wyskalowano miernik: 250 mR/h lub 2400 µGy/h (2.4 mGy/h):

Fot. z zaprzyjaźnionego bloga Dozymetria.wordpress.com
Nie wiem, czy była wersja RK-67-2 ;)

Miernik był fabrycznie wyposażany w "źródełko", umieszczone w futerale (vide foto^^), ale sprzedawane mierniki są zwykle go pozbawione. Źródło zawierało Co-60 i było zakładane w formie opaski na sondę (fot. dzięki uprzejmości Sprzedawcy):




Obsługa miernika jest bardzo prosta, na pierwszym "zakresie" testujemy baterię tak samo jak w DP-5 czy DP-66/DP-75, następnie za pomocą pokrętła przechodzimy na coraz czulsze zakresy.

Do zasilania przyrząd potrzebuje nietypowych ogniw o napięciu 3V. Niestety są one krótsze niż 2 baterie R6/AA, stąd konieczność kombinowania. Mamy kilka opcji:
  1. gwintujemy kawałek tulejki, wkręcamy zamiast pokrywki baterii, aby przedłużyć przedział baterii - i stosujemy baterie R-6 - polecam, jak ktoś ma gwintowniki - wewnętrzny i zewnętrzny - oraz odpowiednią tulejkę
  2. stosujemy rurkę z tworzywa, do której ciasno wchodzą paluszki AA, na jej zewnętrznej ściance robimy kontakt  stykający się z gwintem pojemnika na baterie
  3. stosujemy baterie 3V od aparatów fotograficznych, dopychając je różnego rodzaju "popychaczami"
  4. przerabiamy miernik na zasilacz sieciowy, ale wiąże się to z nawiercaniem albo obudowy, albo pokrywy baterii - w zależności od tego, czy chcemy zostawić możliwość zasilania bateryjnego, czy nie - przy odrobinie pracy można zrobić adapter do zasilacza wkręcany w gniazdo baterii na wzór tego z DP-66. 
  5. umieszczamy w zasobniku koszyczek na 2 baterie AAA
  6. stosujemy baterię 3,7 V o oznaczeniu 18650 używaną m.in. w latarkach
  7. stosujemy baterię 2R10 składającej się z 2 ogniw R10 o napięciu 1.5 V każde :)
Skoro już przy serwisie jesteśmy - uruchomienie miernika  "na kabelki' nie jest łatwe, ponieważ obudowa jest dość ciasna i trudno podejść "krokodylkami" do zacisków przedziału baterii. Podłączenie od zewnątrz, zamiast baterii jest jeszcze trudniejsze - centralny styk jest umieszczony dość głęboko, należałoby długą śrubę umieścić w kilku koncentrycznych rurkach z PCV, aby zapewnić stały styk z bolcem na dnie gniazda bez przesuwania się na boki. Drugi styk jest na gwintowanym kołnierzu od pokrywy gniazda baterii, więc tu podłączenie będzie łatwiejsze.


Drugą istotną kwestią jest często występujący defekt miernika wychyłowego. Urządzenie włącza się, reaguje na promieniowanie narastaniem trzasków w słuchawkach i wzrostem napięcia na stykach miernika - ale wskazówka stoi, nawet jeśli nie jest zatarta i daje się pokrętłem nastawić na zero. W większości wypadków winna jest przerwa w cewce, a jedyną metodą naprawy - wymiana wskaźnika - na szczęście pasuje ten od DP-66, choć pozostaje problem skalowania. Istotę problemu ilustruje ten film:


Aby uruchomić radiometr ze zdjętą obudową, należy zacisnąć, np. klamerką do bielizny czy papieru - przełącznik uruchamiany guzikiem P, w przeciwnym wypadku pomiar będzie niemożliwy. Pracę miernika sygnalizuje wysoki pisk przetwornicy, tak samo zresztą, jak w większości przyrządów tego typu. Dźwięk ten podobno przestaje się słyszeć po 30. roku życia ;)
Przy pracy z otwartym radiometrem należy zachować najwyższą ostrożność, gdyż na przetwornicy występuje napięcie ok. 400V ! Wszelkich przełączeń można dokonywać tylko po odłączeniu zasilania!
PS. Z tego co słyszałem od użytkowników, w/w defekt występuje dość często, a wiele mierników sprzedawanych jest na Allegro jako "niesprawdzane". Moja rada - jeśli cena jest wysoka, a nie dysponujesz warsztatem i częściami zamiennymi - kup Polarona :)

***

Poniżej schemat - wiem, że jest trudno go dostać, zatem zamieszczam (dzięki, Zuzanno!):

 
Płytka montażowa z obu stron:




Poniżej fotografie innego egzemplarza miernika - widać inny typ futerału oraz źródełko kontrolne zamontowane na sondzie (zdjęcie dzięki uprzejmości Sprzedawcy)







12 komentarzy:

  1. Mam małe pytanie: Jakie słuchawki zastosować? Czy to muszą być jakieś specjalne wysokoomowe, czy można przystosować dzisiejsze normalne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie Detefon, by musiały być wysokoomowe :) tu jest podobna słuchawka co w DP-66 i DP-75 (na jedno ucho), opór pewnie coś koło 75 omów, powinna pasować każda :)

      Usuń
  2. Co oznacza K i W na pokrętle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W - wyłączony, K - kontrola baterii (w tym położeniu wskazówka powinna znaleźć się na zielonym łuki z literą K, jeśli nie dochodzi do tego łuku, bateria jest słaba).

      Usuń
  3. Mam sprawę...
    Wszedłem w posiadanie tego dozymetru. Wskaźnik był nieco uszkodzony, ale udało mi się go naprawić. W każdym razie reaguje po przełączeniu na K - wskazuje stopień naładowania baterii. Ale po przełączeniu na zakresy pomiarowe (słychać działającą przetwornicę) miernik nic nie wskazuje, mimo, że w słuchawkach słychać trzaski przy zbliżeniu sondy do materiału promieniotwórczego. Jaki może być powód? Czy posiada Pan schemat tego dozymetru? Może udąłoby się to naprawić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety schematu nie mam, ale skoro wskaźnik jest sprawny a miernik zlicza impulsy, to prawdopodobnie przyczyną jest jakiś brak połączenia? Proszę sprawdzić, czy na wszystkich zakresach wskaźnik się wychyla po podłączeniu słabego napięcia.

      Usuń
    2. Sam wskaźnik na pewno jest sprawny. Licznik rejestruje impulsy, bo trafiają one do słuchawek. Wygląda jednak jakby człon integratora (całkujący) nie działał, lub nie otrzymywał impulsów. Jego naprawa bez schematu może być hmmm... bardzo problematyczna:(

      Usuń
    3. Na stronie Polonu można pobrać instrukcje - http://www.polon-alfa.pl/pl/dozymetria_pliki_do_pobrania

      Usuń
  4. Ha! Udało się. Tranzystor wymieniony i całość działa aż miło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wreszcie mam pełny schemat, umieściłem w treści notki. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Instrukcję tak, ale niestety nie ma w niej schematu, co jest dosyć dziwne jak na urządzenie z tamtych lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może obawiali się grzebania przez osoby nieuprawnione ;) Dziwne, bo w instrukcjach do RKP-1-2 i RUST-3 są schematy, a to sprzęt z tych samych lat...

      Usuń

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!