piątek, 28 lutego 2014

Tuby Geigera - porównanie

Przyszła do mnie paczka z zamówionymi tubami G-M. Elementy pochodzą ze starych zapasów i pozwolą mi postawić na nogi mój RGBT-62. Tuba STS-5 to najpopularniejsza radziecka tuba, jej cywilny odpowiednik SBM-20 oraz SBM-20-1 używane są w dozymetrach Sosna, Polaron, RKSB-104, Biełła i w wielu konstrukcjach amatorskich. BOI-33 to polski odpowiednik STS-5, a BOB-33 wersja ze szklaną tubą, bardziej czuła na promieniowanie beta, lecz również wrażliwsza na uszkodzenie. DOB-50 to tuba odpowiadająca za średni zakres w rentgenoradiometrach DP-66 i DP-66M (za najniższy odpowiada tradycyjnie STS-5, podobnie jak w radzieckich DP-5). 




Po przetestowaniu wszystkich tub w moim DP-5B mogę stwierdzić, że różnice w czułości są niewielkie. Najbardziej zawiodła mnie BOB-33A, która pomimo szklanej obudowy nie była jakoś oszałamiająco czuła na słabą betę ze szkła uranowego. Co ciekawe, DP-5B miał fabrycznie zamontowaną... SBM-20 zamiast jej wojskowego odpowiednika STS-5, co więcej STS-5 ledwo wchodziła w mocowania, gdyż była minimalnie za długa. Reszta na filmie:
 Niedługo postaram się porównać te tuby z użyciem radiometru RGBT-62 - zobaczymy, o ile więcej wykryją rozpadów na minutę, choć rewelacji się nie spodziewam....

środa, 26 lutego 2014

Rentgenoradiometr RR-66 z NRD

Tymczasem coś od naszych zachodnich sąsiadów. Miernik trochę podobny do czechosłowackiego RGBT-62, ale nieco bardziej zaawansowany.  Może pracować zarówno jako radiometr, z wykorzystaniem zewnętrznej sondy (zakres 0,25-25 mR/h, najniższa działka 0,01mR/h) oraz jako rentgenometr, wtedy wykorzystuje czujnik ukryty w korpusie i osłonięty dodatkowymi blachami (zakres 0,25-250R/h). Miernik jest zasilany z 2 baterii R-20 i wymaga regulacji napięcia przed pracą. Co ciekawe, skala jest podświetlana na inny kolor podczas testu baterii (żółtawy) i podczas ustawiania napięcia oraz pomiaru (akwamaryna). W sumie to powinni dać jeden kolor dla czynności "technicznych" (kontrola/regulacja) i jeden dla pomiaru. Obsługa jest intuicyjna, nawet nie musiałem czytać skróconej instrukcji przymocowanej na blaszce. Przedział baterii ma pokrywkę na panelu czołowym, z boku umieszczone jest gniazdo słuchawek, a całość - dość ciężka - była noszona w pokrowcu z podgumowanej tkaniny, razem z przedłużką do sondy i akcesoriami.
Mój egzemplarz ma niestety stłuczoną tubę w sondzie (jakaś szklana, zasilana napięciem 240V), więc mogłem sprawdzić tylko wyższy zakres, zaczynający się od 0,25 R. Zakresy są nawet oznaczone - połowa gałki  ma cyfry na żółto, z podpisem "sonde" :) Obrócenie gałki na pozycje oznaczone srebrnymi cyframi odłącza zasilanie sondy. Sonda niestety jest przystosowana tylko do pomiaru emisji gamma - korpus z aluminiowej rurki bez żadnego okienka, uszczelniony gąbką, by tuba się nie obijała -jak widać nieskutecznie. Na szczęście przyszedł transport tub i mogłem wreszcie przetestować miernik. Szklane tuby typu BOB-33A są bardziej czułe na słabą betę niż metalowe STS-5, ale nie zaryzykuję powtórki z rozrywki ;)
Test obu zakresów i procedura włączania ukazane zostały na tym filmie:


A tutaj parę fotek urządzenia:)

Panel czołowy - widoczne pokrętło regulacyjne, przełącznik zakresów (i jednocześnie sond pomiarowych), pokrywa baterii i przełącznik trybu pracy. Obsługa jak we wszystkich tego typu przyrządach - kontrola zasilania (Kontr.), regulacja napięcia (Abgleich), praca (Messen). Jak widać, sonda zewnętrzna powinna mierzyć w trybie 15 s, wewnętrzna 45, muszę zobaczyć, co się stanie, jak zrobię odwrotnie :)


Sonda wraz ze zbitą tubą. A dziwiłem się, czemu potrząsanie sondą wywołuje gwałtowny skok wskazań ;)


Tu specyfikacja tuby - tylko gdzie ją dostać?

Podświetlenie podczas pomiaru.

Podświetlenie podczas kontroli napięcia.



Zasilanie 2x R-20 - standard. Łatwiej wymienić baterię niż w RGBT-62, nie trzeba wyciągać z futerału.

Tuba wewnętrznego zakresu - z lewej u góry, w mosiężnej osłonie.




Tuba wyższego zakresu w grubej metalowej rurce.


poniedziałek, 24 lutego 2014

Demontaż sondy od DP-5B

Nie planowałem rozbiórki sondy od tego rentgenoradiometru, ale przysłany RGBT-62 bez tuby G-M wymusił czasowe "pożyczenie" brakującego elementu. Sama rozbiórka nie była prosta, Sowieci znani są z masywnych konstrukcji, a zielona farba blokująca gwint, w połączeniu z korozją nie ułatwiły mi pracy. Dekiel z osłoną okienka daje się łatwo wyjąć po odkręceniu małej śrubki używanej jako podpórka przy kładzeniu sondy na źródle kontrolnym lub skażonej powierzchni. W środku znajdujemy osłonę z PET, której za Chiny nie daje się ruszyć. Od strony kabla mamy dwie mufy - większą, trzymającą płytkę drukowaną w korpusie sondy, i mniejszą, która trzyma uszczelkę kabla. Trzeba odkręcić większą, tylko przydatne będzie imadło i klucz francuski. Przyda się też WD-40. Nie chcąc iść do piwnicy napsikałem WD-40, a skoro nie dało to efektu - podgrzałem mufę nad palnikiem spirytusowym i opukałem delikatnie. Puściła od razu :) Środek wygląda jak następuje:

Sonda na drugiej stronie płytki drukowanej ma lampy, których rolą (tak sądzę) jest wzmacnianie impulsów - gdy zbliżamy źródełko, widać zwiększenie częstotliwości wyładowań:





A tu jak to wygląda na żywo:


środa, 19 lutego 2014

Radiometr RBGT-62a z Czechosłowacji


Tym razem radiometr od naszych południowych sąsiadów. Jest to sprzęt wojskowy, a więc bardzo masywnie wykonany - aluminiowa obudowa pokryta emalią w zielonkawym kolorze o "młotkowej" fakturze, uszczelki, zakrętki, futerał z dermy - zatem teoretycznie nie ma prawa się łatwo zepsuć :) Teoretycznie, gdyż wskaźnik wychyłowy jest wrażliwy na wstrząsy, mój co prawda przeżył wysyłkę z Czech, ale inny rozwalił się w czasie krajowej przesyłki pocztą. O wrażliwości w porównaniu z DP-5B i innymi miernikami piszą też na zagranicznych blogach. Urządzenie produkowano w latach 60., zatem wymaga regulacji napięcia zasilającego tak samo jak np. DP-5B i inne mierniki z tego okresu. Zasilanie 2 bateriami R-20, więc nie będzie kombinowania z przejściówkami do baterii. Ciekawostką jest skala - posiada tylko podziałkę w rozpadach beta, z niewielką adnotacją na dole skali podającą przelicznik 2.5 tys. rozp./min*cm2 = 1 mR/h ! Jest to o tyle dziwne, że skrót nazwy miernika rozwija się jako "radiometr gamma-beta tranzystorowy". a sonda posiada obrotową osłonę z 3 pozycjami (gołą, osłona dziurkowana, osłona pełna). Możliwość dokładniejszego oszacowania emisji beta jest bardzo cenna, choć oczywiście pomiaru należy dokonywać w dwóch etapach. Najpierw mierzymy emisję łączną, kierując sondę stroną odsłoniętą w kierunku źródła. Notujemy wynik, a potem mierzyny emisję gamma i odejmujemy. Skala ma zakres między 100 a 2,5 mln rozp./min., podzielony na 3 podzakresy. Sonda ma obrotową osłonę z aluminium, uszczelnioną za pomocą czerwonej cienkiej folii. Gdy przyrząd nie jest używany, sondę można odkręcić, a jej gniazdo zamyka nakrętka na łańcuszku.

Urządzenie jest dość małe (10x16x12 cm bez futerału) i względnie lekkie - z sondą 2 kg, bez 1,6. W futerale ukryte jest źródło kontrolne, do zestawu dostajemy także jednouszną słuchawkę. Niektóre mierniki były używane w Polsce, stąd polskie oznaczenia na gniazdach i skali. Zasilanie z 2 baterii R-20, pobór prądu ok. 75 mA. Szybki czas reakcji i powrotu wskazówki, co eliminuje konieczność stosowania przycisku "reset' jak w DP-66, DP-75 i DP-5A/B/W/WB.
Generalnie jest to bardzo ciekawy i w pełni użyteczny przyrząd, zwłaszcza jeżeli chcemy mierzyć emisję beta bez zbędnych przeliczeń i w szerokim zakresie (Polaron wysiada powyżej 20.000 rozp./min., a w RGBT-62 dopiero kończy się II zakres). Rzadko pojawia się na rynku, ale jego cena zwykle jest dość przystępna (80-200 zł, w zależności od stanu i skompletowania). Minusem jest wrażliwość - nigdy nie wiadomo, czy dotrze sprawny, a o części zamienne trudno...
Pulpit. Nakrętka na łańcuszki zakrywa gniazdo sondy.

Pełny zestaw (bez futerału).

Widoczne fabryczne plomby (czerwone).

Pokrywka przedziału baterii.


Przedział baterii jest uszczelniony.
Sonda - zakres beta-1.

Sonda - zakres beta-2.








poniedziałek, 17 lutego 2014

Rentgenometr DP-63A - dobre źródełko :)


Radzieckie rentgenometry DP-63A pojawiają się na polskim rynku dość rzadko. Są to nietypowe przyrządy z zakresem całkowitym pomiędzy 0,1 a 50R/h, posiadające również możliwość indykacji promieniowania beta (bo o pomiarze trudno tu mówić, skala jest tylko w rentgenach na godzinę). Zakres pomiarowy podzielony jest na dwa podzakresy - niższy do 1,5R/h i wyższy - do 50R/h. Skale do obu podzakresów są oddzielne, pomiaru dokonuje się, wciskając przyciski w gumowych osłonach na panelu czołowym miernika. 
Rentgenometr jest mały, przypomina futerał od lornetki 6x30, i lekki jak na wojskowe standardy - tylko 750 g. Zasilany jest dwoma nietypowymi ogniwami 1,5V, ale można z tektury falistej zrobić przejściówki na standardowe paluszki R6 (AA). Test zasilania uruchamia się, naciskając oba przyciski zakresów - strzałka powinna wychylić się poza trójkąt pośrodku skali. Przy pomiarze wciskamy przycisk odpowiadający żądanemu zakresowi. Jeśli chcemy sprawdzić, czy występuje emisja beta, naciskamy inny przycisk znajdujący się na przedniej ścianie urządzenia - odsłania on okienko przed tubami G-M, "wpuszczając" cząstki beta do tub.
Miernik oparty jest na dwóch tubach, po jednej dla każdego zakresu. Jedna to SI-10BG, drugą właśnie identyfikuję :) 
Co ciekawe, pod tubami umieszczono kontrolkę B-8, jak piszą Rosjanie - Реальная активность б-8 - 250 000 распадов в минуту по слабой(0.53 МЭв) и жесткой(2.27 МЭв) - "faktyczna aktywność 250 000 rozp./min. słabej 0,53MeV i silnej (2,27MeV) [bety]. Nie rozumiem tylko, jak silna beta od Sr90+Y90 nie wpływa na działanie tub G-M, zwłaszcza przy indykacji promieniowania beta?
To jedna niespodzianka, drugą jest skala, pokryta w całości farbą okresowego świecenia, która daje... 3 mR/h gammy i sporo bety (wg Rosjan - 24 mln rozp./min.). Więcej informacji tutaj.
Wynikają z tego dwie konkluzje - miernik taki może być wygodnym "źródełkiem" do eksperymentów - oraz może przysporzyć kłopotów. Jakiś czas temu głośna była sprawa DP-63A, nabytego na jarmarku dominikańskim w Gdańsku, który narobił zadymy przy próbie wwiezienia go do Szwecji. Swoją drogą, trudno o gorszy kraj do przywożenia takich rzeczy, z ich hoplem na punkcie ekologii (choć przy Czarnobylu to oni podnieśli raban, za co im chwała). 
Tak czy inaczej, miernik przyda się jedynie jako kolekcjonerski gadżet lub wygodne "źródełko" do badania przenikliwości promieniowania, jego tłumienia itp. Poniżej praktyczna demonstracja zasady odwróconych kwadratów - jak widać, gwałtowny wzrost mocy dawki występuje  dopiero przy zbliżeniu się na odległość 10 cm.


wtorek, 11 lutego 2014

Świecący budzik "Kienzle" czyli farba radowa znowu

Trafił mi się na targu budzik znanej niemieckiej firmy "Kienzle". Sprzedawca miał całą walizkę starych budzików po zegarmistrzu, więc było w czym wybierać. Trochę ruskich, trochę naszych Mera-Poltik i niemieckie, głównie Junghans i Kienzle. Widząc starą zbrązowiałą masę świecącą na wskazówkach wiedziałem, czym to pachnie, choć akurat nie wziąłem dozymetru :)
W domu wyjąłem Polarona i zmierzyłem emisję, nie jest powalająca, może bez szybki byłaby nieco większa, ale aż żal rozkręcać tak wiekowy budzik. Zresztą zobaczcie sami:


Jak widać, farba już dawno nie świeci, trzeba pomóc jej ultrafioletem, choć po zaprzestaniu naświetlania luminescencja momentalnie zanika. O dziwo, budzik nadal działa, choć ruszał dość opornie. Liczę na kolejne zegary za tydzień, zwłaszcza na same tarcze od zegarków ręcznych, które stanowią uniwersalne "źródełko" do testowania dozymetrów (emitują zarówno gammę, jak i betę). Dla porównania zegarek Majak oraz ZiM:


Przy kupowaniu tego typu zegarków dobrze mieć dozymetr, ponieważ czasem nawet zżółkła i wyglądająca na starą farba świecąca może kompletnie nie mieć emisji. Naciąłem się tak, kupując zestaw starych zegarów lotniczych - jeden na sześć dawał słabiutką betę, a w drugim zestawie równie mizernie...:



sobota, 8 lutego 2014

Dozymetr sygnalizator promieniowania Strielec-1 (Стрелец-1)

Dozymetr ten należy do grupy kieszonkowych indykatorów, czyli mierników o uproszczonej skali, mających jasno powiedzieć, czy promieniowanie jest w normie, czy należy uciekać. Skala ma paski oznaczone kolorami i legendą - zielony = "bezpiecznie", żółty  = "uwaga" i  czerwony = "niebezpiecznie". Do tego progi w mikrorentgenach na godzinę - odpowiednio - do 20µR/h (0,020mR/h), 20-500 i powyżej 500 (0,5mR/h) aż do 5000 (5mR/h). Specjalny guzik pozwala na dziesięciokrotne wydłużenie zakresu, czyli maksymalna wartość pomiaru wynosi 50.000µR/h (50mR/h). 


Co ciekawe, na skali widnieją symbole alfa, beta i gamma, co znajduje potwierdzenie w zastosowanej tubie G-M. Jest to  SBT-9 (http://www.gstube.com/data/3004/) wyposażona w okienko mikowe, przepuszczalne dla cząstek alfa - czyli tuba dla sprzętu co najmniej o klasę wyższego, większość indykatorów pracuje na zwykłych popularnych SBM-20. Niestety możliwości tuby nie są wykorzystane w 100%, gdyż okienko mikowe umieszczone jest w kierunku wnętrza obudowy, zatem mierzy tylko cząstki alfa w powietrzu, które napływa przez dziurki do obudowy, nie zmierzy emiterów alfa z powierzchni .


Notabene na słabą betę Strielec też nie jest specjalnie czuły. Szkoda, mogli to lepiej zaprojektować i byłby naprawdę ciekawy sprzęt. Poza tym, jeśli mierzy wszystkie 3 emisje, to nie powinien podawać wyniku w jednostkach mocy dawki ekspozycyjnej (rentgenach), które dotyczą tylko promieniowania gamma i rentgenowskiego.


Wykonanie przyrządu jest dość toporne, plastik trzeszczy, przyciski się chwieją i wyskakują przy próbie demontażu, sama rozbiórka też nie jest łatwa. Tuba G-M jest bardzo wrażliwa na uderzenia, stąd nie stosowano jej zbyt często, a zwłaszcza w przyrządach tej klasy. Strielców jest bardzo mało na rynku, stąd można podejrzewać, że były one serią eksperymentalną lub wyprodukowaną w bardzo małej ilości sztuk.  Finalne pytanie - czy polecam? Raczej do kolekcji albo celem wykorzystania samej tuby. Do fachowych pomiarów promieniowania alfa służą dużo bardziej skomplikowane (i droższe) przyrządy, zaś indykatory jako takie mają dość ograniczone zastosowanie w domowej dozymetrii, dzięki nim możemy tylko przekonać się czy coś świeci, czy nie. Czasem to wystarcza, ale zwykle chcemy wiedzieć coś więcej :)


środa, 5 lutego 2014

Dwie wersje radiometru Belwar RKSB-104

Opisywany tutaj RKSB-104, znany też jako Gorin lub Radian, produkowany był w co najmniej dwóch wersjach, nieznacznie różniących się ze sobą. Oprócz koloru obudowy (zwykle czarny, ale też czerwony, granatowy), napisu "Belwar" czy faktury plastiku na przełącznikach, poszczególne wersje różnią się także zachowaniem podczas pracy. Czarne bez napisu "Belwar" wydają z siebie "tykanie", które można usłyszeć w cichym pokoju, a po przyłożeniu ucha do miernika słychać je wyraźnie, jak mechaniczny zegarek na rękę. Miałem dwa egzemplarze i w obu było słychać ten dźwięk. Teraz trafił mi się czerwony z napisem "Belwar" i przełącznikami o prążkowanej fakturze - pracuje on bardzo cicho, trzeba dobrze się wsłuchać przykładając ucho, by usłyszeć jego "tykanie", dźwięk sygnału po zakończeniu pomiaru też ma inną częstotliwość. Dodatkowo wyświetla literę F pod koniec pomiaru, czego nie robiły moje dwa pozostałe, choć w ich wyświetlaczach można było pod światło dojrzeć tą literę, tak samo jak symbol baterii czy znacznik przekroczenia zakresu. Widać nie podłączyli :)


Poza w/w różnicami dozymetry nie różnią się, wykorzystują te same tuby, baterie, mają taki sam czas pracy. Aha, mogą mieć inny materiał na szybkę osłaniającą wyświetlacz - czasem jest to pleksi, czasem szkiełko (informacja z zaprzyjaźnionego bloga http://dozymetria.wordpress.com/2014/02/01/rksb-104-redblue-to-samo-a-jednak-inne/)

PS. dopiero teraz zauważyłem, że dozymetry sygnowane RKSB-104 mają gniazdo sondy i głośnika na spodniej części, zaś te z napisem "Gorin" są jego pozbawione. Ciekawe, czego jeszcze się dowiem :)
[edit]
Na deser trzecia wersja radiometru, sygnowana RKGB-01 "Gorin", ale z takimi samymi przełącznikami i wyświetlaczem (zdjęcie dzięki uprzejmości Sprzedawcy):

 

sobota, 1 lutego 2014

Rentgenoradiometr DP-75 - recenzja



To już ostatni z wojskowych rentgenoradiometrów używanych przez Ludowe Wojsko Polskie. Można powiedzieć, że jest to ulepszony DP-66M. któremu dodano funkcję alarmu progowego i wbudowany zasilacz z automatyczną regulacją napięcia. Futerał jest z dermy, a nie ze skóry, do zasilania potrzebne są 3 baterie R-20, a nie 2, brak też źródła kontrolnego w pokrywie futerału. Zakres pomiaru rozszerzono z 200 R/h do 500 (czyli godzina przebywania przy takiej mocy dawki = dawka śmiertelna). Zachowano funkcję ładowania dozymetrów optycznych DKP-50. Dodano zewnętrzne gniazdo do podłączenia dowolnego zasilacza o napięciu 10-30 V (bardzo przydatne). Słuchawki nie emitują trzasków, tylko sygnały ostrzegawcze po przekroczeniu progów (szkoda). 
Miernik jest sporo droższy niż DP-66/DP-66M - kosztuje ok. 200 zł w demobilu, czyli dwukrotnie drożej niż starszy model. Czy warto dopłacić, by mieć uniwersalny zasilacz, nieco nowszą elektronikę i najwyższy zakres w sam raz na wojnę jądrową?

Pulpit miernika. Pod klapą nie zamontowano "kontrolki" :(



Kieszonka na słuchawkę już z tkaniny, a cały futerał z dermy, a nie ze skóry.

Sonda z "rączką" na kablu, w zestawie powinna być "przedłużka" do prowadzenia przy ziemi.
Sonda o podobnej konstrukcji do tej z DP-66M, też rozkręcana, tylko z białą folią, a nie przezroczystą.

W sondzie dwie tuby, ale mniejsze niż STS-5 i DOB-50/DOB-80 :)