czwartek, 6 kwietnia 2017

Samolot atomowy

Zbudowanie pierwszego reaktora jądrowego (1942) stworzyło możliwość zastosowania energii jądrowej zarówno do generowania elektryczności i izotopów promieniotwórczych, jak i do napędu różnych jednostek. Początkowo były to okręty podwodne (USS Nautilus, 1954) i lodołamacze (NS Lenin, 1957), lecz wkrótce pokuszono się o próby zastosowanie tego napędu w lotnictwie. Wymagało to jednak pokonania wielu istotnych problemów technicznych, z których najważniejszym była masa reaktora i osłon ochronnych. Reaktor z osłonami ważył więcej, niż dałby radę udźwignąć największy z ówcześnie budowanych bombowców. Zmniejszenie osłon spowodowałoby z kolei napromieniowanie załogi. Charakterystyczny jest opis projektowanego samolotu atomowego z książki "Kto, kiedy, dlaczego?" z 1958 r., w którym przyjęto, że piloci w czasie 165 godzin lotów szkoleniowych ze zmniejszoną prędkością przyjmą dawkę 25 rentgenów (ok. 0.25 Sv), a następnie mogą wykonać jedno jedyne zadanie bojowe z maksymalną prędkością na dystansie ok. 6000 km, co da im dodatkowe 10 R (0.1 Sv). Potem na zawsze zakończą karierę w lotnictwie atomowym (!). Moc dawki przy prędkości 800 km/h miała wynosić ok. 0.3 R/h, ale przy 1300 km/h już 1 R/h. Warto zauważyć, że pochłonięcie w krótkim czasie łącznej dawki 0.35 Sv może już powodować łagodną chorobę popromienną oraz skutki późne. Cóż, iście radzieckie podejście do życia - "u nas ludzi mnogo". Zresztą nie tylko radzieckie, również Amerykanie eksperymentowali z działaniem wybuchów jądrowych na piechotę przebywającą w okopach. Dla porównania, likwidatorzy awarii w Czarnobylu otrzymywali całożyciową dawkę w ciągu 40 sekund pracy w ołowianym kombinezonie na dachu reaktora...

Wizualizacja radzieckiego samolotu atomowego z lat 50.
Projekt hangaru amerykańskiego samolotu atomowego.
Ostatecznie Amerykanie w 1952 r. zamontowali 3-megawatowy reaktor jądrowy w bombowcu Convair B-36 Peacemaker, tworząc samolot Convair X-6. Woda służyła w nim zarówno za moderator, jak i za chłodziwo, oddając ciepło przez wymienniki do atmosfery. Reaktor nie zasilał samolotu (!), miał służyć jedynie do badania wpływu promieniowania na podzespoły maszyny (i załogi). Napęd stanowiły 6 typowych tłokowych silników gwiazdowych na paliwo lotnicze, choć zamontowano też 4 silniki turboodrzutowe, które miały być napędzane przez reaktor. Dziób samolotu wyposażono w osłonę z gumy i ołowiu o łącznej wadze 12 ton (udźwig B-36 to 40 ton). Maszyna wylatała 215 godzin, z czego 89 z pracującym silnikiem, po czym, wobec zawieszenia projektu, została złomowana w 1958 r.  (Źródło - Wikipedia).
Po drugiej stronie żelaznej kurtyny Tupolew Tu-95LAL, działający na tej samej zasadzie, wykonał w latach 1961-1969 ok. 40 lotów testowych, w większości z... wyłączonym reaktorem. Głównym celem testów było sprawdzenie efektywności osłon z płynnego sodu, tlenku berylu, stalowych płyt, kadmu i parafiny. Skuteczność jest dyskusyjna, choć nie stwierdzono negatywnego wpływu na awionikę maszyny. Następna wersja, Tu-119, nie została nigdy ukończona z powodu anulowania projektu wobec coraz większych kosztów oraz rosnącego potencjału międzykontynentalnych pocisków balistycznych, powodującego odchodzenie od bombowców strategicznych. O innym atomowym samolocie - Miasiszczew M-60 - napiszę innym razem, znających rosyjski odsyłam do źródeł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!