wtorek, 19 września 2017

Pulpit załadowczy PZ-65

Dzięki uprzejmości Sprzedawcy mogę zaprezentować pulpit załadowczy do dozymetrów optycznych oznaczony PZ-65. Urządzenie jest jakby miniaturką rentgenoradiometru DP-66 umożliwiającą ładowanie dozymetrów optycznych DKP-50 z zestawu KD-65 wyprodukowanych po 1964 r. Wcześniejsze dozymetry miały magnetyczny kontakt ładowania i ładowało się je w innych przyrządach (pulpit kontrolno-załadowczy DP-23p, poprawcie mnie, jeśli się mylę). Poszczególne typy dozymetrów odróżniał kształt dolnego kapturka oraz mosiężna elektroda centralna do regulacji wkrętakiem - więcej informacji TUTAJ.
Przyrząd jest zasilany z baterii R-20 lub z zewnętrznego źródła przez wkładkę z pozwalającą na stosowanie napięć 3, 6 lub 12V. Sam pulpit waży 1 kg, w skrzyni z akcesoriami i częściami zapasowymi 3.5 kg, wymiary pulpitu 165x80x140 mm, wymiary futerału 220x180x185 mm.
 Sprzęt był lżejszy, prostszy w obsłudze i tańszy w produkcji niż pełnowymiarowe rentgenoradiometry DP-66 i DP-66M. Nie była to zresztą jedyna modyfikacja tych mierników, że wspomnę choćby radiometr górniczy RG-1, czyli DP-66 bez możliwości ładowania dozymetrów optycznych - można powiedzieć, że sumą RG-1 i PZ-65 byłby DP-66 :)


 


Link do ogłoszenia, jakby ktoś chciał kupić.

poniedziałek, 18 września 2017

Przygotowania do wojny jądrowej w PRL



Pierwsze eksplozje jądrowe i następujący po nich amerykańsko-radziecki wyścig zbrojeń spowodowały, że wizja wojny jądrowej stała się na wiele lat bardzo realna. W związku z tym podjęto szereg przygotowań po obu stronach "żelaznej kurtyny". W tym miejscu chciałbym przedstawić krótki przegląd działań podejmowanych w naszym kraju.


  • rozmieszczenie magazynów z radzieckimi ładunkami nuklearnymi, zarządzanymi przez ZSRR - część stanowiły ładunki mające być na hasło "Wisła 778"  wydane LWP w razie wojny (3001 Podborsko koło Białogardu, 3002 kolonia Brzeźnica koło Sypniewa [FOTO] i 3003 Templewo koło Trzemeszna Lubuskiego). Istniały też magazyny przeznaczone wyłącznie dla Północnej Grupy Wojsk Radzieckich z siedzibą w Legnicy (m.in. w Kluczewie, Bagiczu i Szprotawie). Ładunki miały moc od 0,5 do 500 kt i było ich łącznie ok. 300. Do przenoszenia ładunków przeznaczono zarówno wyrzutnie rakiet m.in. Łuna 2P16 czy SS-1B (SCUD-A), jak również samoloty MiG-21PFM, MiG-23, Su-20, Su-22 i in. Poniżej mapa przedstawiająca rozmieszczenie wojsk radzieckich, gwiazdy oznaczają magazyny "amunicji specjalnej" [źródło z szerszym omówieniem lokalizacji i sprzętu przenoszącego ładunki]





    • budowa Atomowej Kwatery Dowodzenia w Łomiankach na terenie Kampinosu, wyposażonej we własne ujęcia wody, generatory prądu, środki łączności itp. Podziemny bunkier z zewnątrz zamaskowano budynkiem wyglądającym jak... szkoła "tysiąclatka". Obiekt do niedawna posiadał w pełni funkcjonalne wyposażenie, niestety pozostawiony bez dozoru został rozszabrowany, a następnie częściowo wyburzony w 2017 r. Zostały tylko wyprute kondygnacje podziemne.





    • budowa tajnych laboratoriów, zamaskowanych i odpornych na atak z powietrza, jak np. niedawno odtajniony Obiekt Alfa na terenie Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii, gdzie prowadzono ściśle tajne badania nad bronią NBC, a także monitoring skażeń promieniotwórczych.


    • budowa schronów pod zakładami pracy, budynkami mieszkalnymi i użyteczności publicznej. Część z nich spełniała wymogi ochrony przed skażeniami (urządzenia filtrowentylacyjne, drzwi gazoszczelne z przedsionkami, sprzęt odkażający i dezaktywacyjny), pozostałe były jedynie schronami przeciwlotniczymi. Do dziś na wielu osiedlach widać charakterystyczne "grzybki" zapasowych wyjść i czerpni powietrza. Pomimo masowej budowy schronów w razie wojny zmieściłby się w nich niewielki procent ludności Polski. Z biegiem lat schrony zostały przeznaczone na piwnice i magazyny, a ich wyposażenie straciło sprawność lub zostało rozkradzione. Obecnie mamy schronów na... 2.5% ludności [źródło]. Funkcję schronów mogą pełnić też pierwsze stacje budowanego od 1983 r. warszawskiego metra (Kabaty - Wierzbno), wyposażone w specjalne grodzie. Nowsze stacje nie mają już tych urządzeń. 
    • Improwizowanymi ukryciami miały być szczeliny przeciwlotnicze, czyli nakryte rowy wykopane w ziemi czy nawet odpowiednio wzmocnione i uszczelnione piwnice domów oraz piwnice wolnostojące, popularne na wsiach.
    • Poniżej urządzenia filtrowentylacyjne z napędem elektrycznym i ręcznym, z prawej wyjście zapasowe (fot. dzięki uprzejmości Exploratorów, dzięki!):

    Przykładowy plan schronu.
    Inne rozmieszczenie pomieszczeń schronu

    W schronie musiał być też kibelek ;)


    • bieżący monitoring skażeń promieniotwórczych przez Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej - jak widać na wykresie, ograniczenie prób nuklearnych spowodowało wykrywalne zmniejszenie całkowitego opadu promieniotwórczego (cyt. za: K. Żarnowiecki, Podstawy ochrony radiologicznej).

    Zespół Aparatury Pomiarów Skażeń ZAPKS-1 w CLOR


    • rozbudowa struktur Obrony Cywilnej (OC), która miała chronić ludność i środki materialne kraju podczas wojny czy klęsk żywiołowych. Do obowiązków OC należało m.in. ostrzeganie o skażeniach za pomocą syren oraz środków improwizowanych (np. dzwonów kościelnych). Poniżej film "W pogodny dzień" z 1976 r. o zachowaniu się w warunkach alarmu o skażeniach. Rozpoznacie wszystkie sprzęty? 


    • Instrukcje dezaktywacji obiektów skażonych:


    • Oprócz szykowania się na III wojnę OC zabezpieczała przed klęskami żywiołowymi i zagrożeniami przemysłowymi. Poniżej plan obrony cywilnej d. zakładów im. Nowotki (PZL-Wola S.A.)  - ten plan, jak widać jest dość nowy (widać Danone przy Redutowej) i uwzględnia bardziej realne zagrożenia trującym środkami przemysłowymi (TSP) stosowanymi w warszawskich zakładach (chlor, amoniak):




    • budowa ponad tysiąca szkół "tysiąclatek" (dokładnie Szkół-pomników Tysiąclecia Państwa Polskiego zgodnie z hasłem "tysiąc szkół na Tysiąclecie") w latach 60.. Oczywiście dla kształcenia przyszłych kadr Polski Ludowej, ale... projekt szkół umożliwiał szybką adaptację na szpitale polowe:
    SP nr 128 przy ul. Kadetów 15, fot. G. Rutowska, NAC


    • zajęcia z Przysposobienia Obronnego, na których m.in. nauczano postępowania w razie ataku jądrowego ze słynnym "nakryciem się prześcieradłem" ("i czołganiem do najbliższego cmentarza", jak dodawali złośliwi). Sama idea nie była zła - wiedza z zakresu pierwszej pomocy, terenoznawstwa, podstaw strzelectwa, ochrony ppoż. itp. jest przydatna w każdych warunkach, zresztą do tej pory jest nauczana w szkołach. Niestety silne zideologizowanie tego przedmiotu w latach PRL-u, prowadzonego często przez "trepów", oraz wpajanie przy tym komunistycznej wizji dziejów sprawiało, że zajęcia z PO były szczerze znienawidzone. Po latach zostawały w pamięci jedynie kuriozalne powiedzonka "peowców", np. "siła żywa, tak zwani ludzie" :)



    Zajęcia z PO, fot. G. Rutowska, NAC. Kto widzi radiometr i jaki? ;)


    • Szczególne urządzenia techniczne, będące na wyposażeniu wojska i obrony cywilnej:
    1. dozymetry indywidualne dla żołnierzy - zarówno optyczne DS-50 i DKP-50 (zakres 1-50R) jak i chemiczne DP-70 (zakres 25-800R)
    2. rentgenometry o dużym zakresie pomiarowym (nieraz do 500R/h), zarówno nasobne (D-08), jak i przewoźne (DP-3B, DPS-68)
    3. rentgenometry o mniejszym zakresie od 0.5 do 50R/h (DP-63A) oraz sygnalizatory promieniowania (RS-70)
    4. rentgenoradiometry nadające się zarówno do pomiaru niewielkich aktywności, jak i dużych mocy dawek (rodzina DP-66 i DP-75)
    5. sprzęt odkażający w postaci indywidualnych zestawów samochodowych (IZS) i eżektorowych zestawów samochodowych (EZS), wykorzystujących do zasilania bądź ciśnienie sprężania w cylindrze silnika spalinowego (IZS), bądź ciśnienie spalin (EZS)
    6. indywidualne środki ochrony przed skażeniami - maski przeciwgazowe różnych typów (MUA, tzw. słoń, MC-1, później MP-4, tzw. buldog) i kombinezony, zarówno jednoczęściowe (L-2), jak i dwuczęściowe, złożone z pończoch ochronnych i narzutki (OP-1)
    7. indywidualne pakiety radiochronne zawierające środki przeciw chorobie popromiennej (cysteamina), tabletki jodowe chroniące tarczycę, odtrutki przeciw BST i środki przeciwbólowe
    8. specjalnie przyciemniane okulary mające chronić wzrok żołnierzy przed błyskiem wybuchu jądrowego (do niedawna sprzedawane na Allegro)
    9. kalkulatory mocy dawki promieniowania w zależności od siły wybuchu w kilotonach i odległości od punktu zerowego
    10. chorągiewki do oznaczania terenu skażonego i innych miejsc niebezpiecznych
    Część wyposażenia stosowanego w LWP i OK: Indywidualny Zestaw Samochodowy (taka myjka ciśnieniowa, maski p/gaz typu "słoń", przyrząd do kontroli masek i przyrząd rozpoznania chemicznego.

      • zapasy jodku potasu do podania ludności w razie masowego skażenia radioaktywnym jodem-131, wykorzystane podczas akcji podawania płynu Lugola po awarii w Czarnobylu - całą akcje, pomimo opóźnienia jej rozpoczęcia, przeprowadzono bardzo sprawnie, podając płyn Lugola dzieciom, młodzieży i kobietom w ciąży, łącznie kilku milionom ludzi. Dla porównania, podczas awarii w Three Miles Island i Windscale jod podano po wielu, wielu dniach...

      • wydawanie specjalnych publikacji np. Miasto w wojnie jądrowej, Działanie rażące wybuchu jądrowego itp. Zresztą nawet pozornie "cywilne" książki, jak Podręcznik kierowcy zawodowego, uczyły jak zachować się, gdy wybuch jądrowy zastanie nas za kółkiem (schować się pod deską rozdzielczą, wykorzystując masywny przód samochodu z silnikiem jako tarczę przeciw promieniowaniu przenikliwemu, cieplnemu i fali uderzeniowej).

      • prace nad własną bombą wodorową prowadzone w Wojskowej Akademii Technicznej pod kierownictwem prof. Sylwestra Kaliskiego - w latach 70. Polska była pionierem laserowej mikrosyntezy, m.in. uzyskano temperaturę plazmy 10 mln st. C ("eksperyment Focus"). Powołano istniejący do dziś Instytut Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy. Śmierć Kaliskiego na skutek wypadku samochodowego w 1978 r. przerwała te prace. Można przypuszczać, że za "wypadkiem" stał ZSRR, doskonale poinformowany o postępach prac przez swoich agentów. Wielki Brat nie mógł dopuścić, by w "najweselszym baraku" socjalistycznego obozu produkowano na własną rękę broń termojądrową...
      ***
      Podsumowując przygotowania PRL-u na wypadek konfliktu nuklearnego, należy pamiętać, że analogiczne działania podejmowano po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny. Antyatomowa panika była podsycana przez wyścig zbrojeń obu bloków politycznych. Budowano schrony, przeprowadzano próbne alarmy i symulacje działań bojowych, a także produkowano sprzęt dozymetryczny. Ale o tym innym razem :)

      ***

      Na deser ładny przykład legendy miejskiej i radiofobii w jednym, znaleziony przy szukaniu materiałów o radzieckich magazynach głowic jądrowych: 
      Będąc w wojsku w Świętoszowie, "zwiedzałem" tamtejsze pozostałości po armiach radzieckich. Z Opowieści naszego kapitana wynikało że tak jak pisał szwejk4 właśnie w okolicach Bolesławca jest stara jednostka w której były głowice jądrowe. Stwierdził też, że okolica silosów jest tak skażona, że mimo zalania terenu zbrojonym betonem, promieniowanie wielokrotnie przekracza wszelkie normy...
      Zdjęć niestety nie posiadam... nigdy tam nie bylem i raczej nie miałem zamiaru tam się wybierać... ;)
      Interlokutor słusznie kontruje, ale popada w pułapkę nierozróżniania rodzajów promieniowania - obsługa stacji radarowych miała specjalne nakrycia głowy z drobną metalową siatką, ekranująca od promieniowania, egzemplarz można oglądać np. w Obiekcie Alfa:
      Jeżeli chodzi o te skażenie promieniotwórcze to raczej wątpliwa sprawa. Po wyjściu Rosjan wszelkiego typu obiekty wojskowe były badane przez komisje z Ochrony Środowiska i WAT-u. Nie stwierdzono znaczącego wzrostu promieniowania na tych terenach. Owszem kazda niewielka ilość materiału promieniotwórczego pozostawia tzw ślad czyli niewielkie podniesienie promieniowania w obszarze gdzie był przetrzymywany materiał promieniotwórczy. Nie jest to szkodliwa dawka. Większe promieniowanie powstaje przy pracy na stacjach radiolokacyjnych, gdy pracują na wysokiej mocy. Jeśli chodzi o skażenie to owszem przekraczało ono kilkaset razy normy ale pod względem zanieczyszczenia środkami ropopochodnymi, paliwem lotniczym, metalami ciężkimi, rtęcią, a w okolicach Bornego Sulinowa bardzo toksycznym paliwem rakietowym SAMINA (na bazie kwasu azotowego).

      środa, 13 września 2017

      Suwak dozymetryczny

      Dzięki uprzejmości Sprzedawcy mogę przedstawić tzw. suwak dozymetryczny, przewidziany do użycia na wypadek konfliktu nuklearnego. Przyrząd produkowały krajowe zakłady "Skala", wytwarzające głównie przybory kreślarskie (linijki, ekierki, cyrkle, krzywiki), a także suwaki logarytmiczne itp. SPRZĘT DO NABYCIA TUTAJ


      Suwak składa się z 2 znitowanych kwadratowych kawałków tworzywa sztucznego i obrotowej skali pomiędzy nimi, podobnie jak fotograficzna "tabela naświetlań" czy obrotowa mapa nieba (kto jeszcze pamięta te pomoce?). W zestawie skórzane etui i instrukcja obsługi.
      Skala zawiera cyfry od 0.1 do 10.000 oznaczające moc dawki w R/h lub dawkę w R. Środkowa tarcza zawiera oznaczenia czasu od 10 minut do 200 dni po eksplozji i służy do określenia natężenia promieniowania, takie same oznaczenia ma wewnętrzna tarcza, która służy do ustalenia przyjętej dawki.  


      Punktem wyjściowym do obliczeń jest moc dawki zmierzona za pomocą rentgenometrów bądź odczytana z tabeli, czas dokonania pomiaru licząc od wybuchu, czas wejścia w teren skażony i wyjścia z niego.
      Mając te dane można obliczyć natężenie promieniowania w dowolnym czasie od 10 minut do 200 dni po wybuchu. Można też obliczyć przyjętą dawkę podczas przebywania na terenie skażonym w określonym czasie. Suwak umożliwia też działania odwrotne - obliczenie, kiedy promieniowanie zmniejszy się do żądanego poziomu albo jak długo można przebywać na terenie skażonym, by nie przekroczyć określonej dawki. Suwak pozwala również obliczyć moc dawki na śladzie opadania chmury radioaktywnej powstałej po naziemnym wybuchu jądrowym - na drugiej stronie znajduje się specjalna tabela z podanymi mocami wybuchu w zakresie od 2 do 10.000 kt TNT. Szczegółowa instrukcja znajduje się TUTAJ

      Obliczenia za pomocą suwaka umożliwia fakt, że zanik promieniowania produktów rozszczepienia zależy od ich stałej rozpadu, która jest ściśle przypisana do poszczególnych izotopów. Większość produktów rozszczepienia to izotopy krótkożyciowe, stąd początkowo aktywność maleje bardzo szybko. Następnie rozpada się jod-131 (t1/2=8 dni), a potem pozostaje stront-90 (28 lat), cez-137 (30 lat) i inne nuklidy (pluton, uran o t1/2 rzędu tysięcy lat). 
      Pewien wpływ na dokładność obliczeń za pomocą suwaka mogą mieć warunki atmosferyczne (opady, wiatr) oraz ukształtowanie terenu (las, pole, miasto), mogące prowadzić do lokalnej koncentracji skażeń bądź ich większego rozproszenia. Należy jednak pamiętać, że suwak jest jedynie przyrządem orientacyjnym, przeznaczonym do obliczania mocy dawek rzędu dziesiątek, setek i tysięcy rentgenów, a stosuje się go łącznie ze sprzętem dozymetrycznym (rentgenometrami i rentgenoradiometrami). Najmniejsza podziałka suwaka to 0.1 R czyli 100 mR, co pokrywa się z początkiem skali rentgenometrów D-08 i DP-3B (tło naturalne wynosi 0.01-0.02 mR/h). Największa - 10.000 R czyli ok. 100 Gy (100 Sv dla promieniowania gamma i beta). Dla porównania ok. 400-500R (4-5Sv) to dawka LD50/30, czyli połowa napromieniowanych umrze w ciągu miesiąca). Przy mocy dawki 10.000 R/h dawkę 400 R otrzymamy w ciągu 2 minut i 24 sekund. Ale na wojnie, zwłaszcza jądrowej, trudno uniknąć ofiar, zwłaszcza że doktryna wojenna Układu Warszawskiego zakładała spisanie na straty pierwszego rzutu wojsk, zajmujących skażony teren...

      piątek, 8 września 2017

      Tło promieniowania naturalnego w Tatrach

      Korzystając z urlopu postanowiłem zmierzyć tło promieniowania naturalnego w Tatrach. Zabrałem więc na wyjazd dozymetr Radiatex MRD-2 z uwagi na jego funkcję logowania pomiaru oraz małą masę i wymiary. Wziąłem też sygnalizator PM-1401, ale nie używałem go zbyt często. 

      Tło naturalne w Tatrach zależy od podłoża skalnego - Tatry Zachodnie zbudowane są głównie z wapieni, zaś Wysokie - z granitów, zatem tam wzrost mocy dawki będzie wyraźniejszy. Pomiary prowadziłem zarówno w marszu (okresowe skoki do 0.28 µSv/h), jak również na dłuższych postojach, gdzie włączałem tryb logowania pomiaru co 1 minutę. Dla porównania wykonałem też pomiar na kwaterze, zostawiając dozymetr na całą noc z logowaniem co 10 minut. Wyniki przedstawiały się następująco:


      • Ul. Brzozowa, 580 minut, zakres 0,09-0,24, średnia 0,16
      • Polana Strążyska (1020-1060  m n.p.m.), 15 minut, zakres 0,09-0,25, średnia 0,16
      • Czerwona Przełęcz (1301 m n.p.m.), 16 minut, zakres 0,1-0,27, średnia 0,17
      • Schronisko na Hali Ornak (1100 m n.p.m.), 33 minuty, zakres 0, 1-0,27, średnia 0,13
      • Hotel górski Kalatówki (1198 m n.p.m.), 12 minut, zakres 0,11-0,25, średnia 0,17
      • Schronisko na Hali Kondratowej (1335 m n.p.m.),  28 minut, zakres 0,1-0,22, średnia 0,14
      • Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.), 10 minut, zakres 0,08-0,24, średnia 0,19
      • Zakopane, Krupówki, 18 minut, 0,06-0,26, średnia 0,15
      • Zakopane, Równia Krupowa, 26 minut, 0,08-0,24, średnia 0.15
      • Średnia wszystkich pomiarów 0.15
      Dla porównania:
      • Kraków, Dworzec PKS, 10 minut, 0,08-0,24, średnia 0.14
      • Warszawa, Wola, 80 minut, 0,04-0,2, średnia 0,10

      Na mapie wygląda to następująco:


      Oczywiście mam świadomość braków metodologicznych w moich pomiarach, jak np. niejednakowa liczba pomiarów zapisywanych w różnych miejscach, zależna od czasu postoju, pomiar w marszu, pomiar w budynkach, pomiar przez względnie krótki czas itp. Niestety warunki zarówno pogodowe, jak i sama specyfika turystyki górskiej uniemożliwiły dłuższe i dokładniejsze pomiary, zatem prezentowane wyniki mają charakter jedynie orientacyjny.

       ***
      W Dolinie Białego znajduje się sztolnia, gdzie po II wojnie prowadzono poszukiwania uranu na potrzeby radzieckiego programu atomowego (ściślej - dwie, druga oddalona od szlaku). Wejście do sztolni jest zamknięte, a pomiar z zewnątrz nie wykazał aktywności powyżej poziomu tła w Tatrach (choć pomiary w górze doliny wskazywały do 0.28µSv/h):

      Sztolnia z zewnątrz.

      Chodnik sztolni - widok przez kraty.


      Pomiar na zewnątrz sztolni.


      Zejście z Czerwonej Przełęczy do Dol. Białego:



      Kasprowy Wierch - chwilowy skok do 0.32 µSv/h:


      A przy zejściu nawet 0,34:


      Mapa geologiczna Tatr w Muzeum Tatrzańskim:


      I mapa rozkładu mocy dawki promieniowania gamma w Polsce:


      Jak widać, rejon Tatr nieznacznie odbiega od reszty kraju, natomiast w porównaniu z okolicami Kowar wzrost tła jest praktycznie pomijalny. Różnice w poziomie tła naturalnego wynikają z budowy geologicznej i nie mają żadnego wpływu na zdrowie. Jako ciekawostkę warto wspomnieć o miejscach (Kerala w Indiach, Ramsar w Iranie), gdzie tło jest setki i tysiące razy wyższe niż w Polsce - a nie stwierdzono tam zwiększonej zachorowalności na choroby nowotworowe, przeciwnie mieszkańcy odznaczają się długowiecznością. Dla odmiany, bardzo niskie tło jest w... Radomiu - na poziomie 0.04-0.08 µSv/h (Warszawa 0.10-0.12).

      wtorek, 5 września 2017

      Czy brać jod na wypadek awarii jądrowej w Belgii?

      Jestem przeciwny samowolnemu przyjmowaniu preparatów jodu w związku z zagrożeniem potencjalną awarią nuklearną. Pamiętajmy, że nadmiar jodu jest szkodliwy, a nawet może doprowadzić do śmiertelnych zatruć. Czym chciała się otruć Justyna z "Granicy "? Jodyną, czyli alkoholowym roztworem jodu i jodku potasu. Płyn Lugola, jak pamiętamy, podawany w Polsce po Czarnobylu, ma te same składniki, tylko inny rozpuszczalnik (wodę). Przyjęcie go w nadmiarze jest tak samo toksyczne, gdyż zawarty w nim jod jest silnie żrący.
      Jeżeli chodzi o tabletki jodku potasu, to należy je przyjmować kilka godzin przed narażeniem na skażenie radioaktywnym jodem - nieradioaktywny  jod z tabletek nasyca tarczycę, tak że nie wchłania ona jodu radioaktywnego. Przy przyjęciu tabletek jodowych po 4-6 godz. po narażeniu ochrona wynosi 50%, zaś po 12 godz. przyjęcie leku mija się z celem. Przy obecnym szybkim obiegu informacji zdążymy się dowiedzieć o ewentualnej awarii zanim radioaktywna chmura do nas dotrze. Blokada informacyjna jak w czasach Czarnobyla w dobie internetu nie jest już możliwa. Raczej odwrotnie, szukanie sensacji i nagłośnienie wszelkich incydentów. Do tego ilość sprzętu dozymetrycznego w społeczeństwie jest dość duża, działa też międzynarodowa sieć domowych czujników promieniowania Radioactive@home, dzięki której możemy sprawdzić moc dawki promieniowania w wielu miejscach Polski, Europy i Świata, zatem również w Belgii. Przykładowa mapa:


      Jak widać, tło w Belgii jak najzupełniej normalne, w Polsce również, między 0.08 a 0.12 µSv/h. Link do mapy czujników aktualizowanych na bieżąco TUTAJ (mój domowy czujnik też tam jest).
      Poza tym Krajowa Służba Pomiarów Skażeń na bieżąco monitoruje sytuację radiacyjną w kraju - bieżący monitoring na stronie PAA. Zresztą pamiętajmy, że nie każda awaria w elektrowni jądrowej oznacza wyciek i skażenia! Nie dajmy się manipulować mediom celowo siejącym antyatomową panikę. Pamiętajmy, że zarówno awaria w Czarnobylu w 1986 r., jak również w Fukushimie w 2011 r. nie były typowe dla energetyki jądrowej, gdyż wywołały je skrajnie nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, które w Europie Zachodniej nie mają prawa wystąpić. Nowoczesne reaktory jądrowe ulegają wyłączeniu w razie nagłej utraty chłodziwa w przeciwieństwie do czarnobylskiego RBMK-1000, zaś Europa nie jest aktywna sejsmicznie jak Japonia. W razie pytań proszę o kontakt przez formularz kontaktowy na blogu.

      poniedziałek, 4 września 2017

      Scyntylacje - eksperyment

      Znalazłem telewizorek z rozbitym kineskopem, co pozwoliło mi przeprowadzić eksperyment ze scyntylacjami, czyli powstawaniem błysków światła pod wpływem przechodzenia promieniowania przez różne ośrodki (stałe, ciekłe). Metoda scyntylacyjna była stosowana od początków badań nad promieniotwórczością, dzięki niej m.in. Rutherford odkrył rozbicie jądra atomu azotu.
      W ekranie telewizora kineskopowego znajduje się luminofor, który świeci pod wpływem bombardowania wiązką elektronów z wyrzutni umieszczonej na końcu kineskopu i przyspieszanego w polu elektrycznym powstałym przez przyłożenie do korpusu kineskopu wysokiego napięcia kilkudziesięciu kV. Cewki odchylające sterują wiązką elektronów w ten sposób, że omiata ona cały ekran, tworząc kolejno obrazy w liczbie 25 na sekundę. Tak działały powszechne do niedawna kineskopowe monitory i odbiorniki telewizyjne. Tyle tytułem wstępu.
      Luminofor znajdujący się na tylnej stronie ekranu bardzo się nam przyda :) Musimy tylko czymś zastąpić wiązkę elektronów z wyrzutni. Najlepsze są cząstki alfa z silnego źródła. W szkolnych spintaryskopach użyty był polon, którego 1 mg emituje tyle cząstek alfa co 4.5 g radu (a 1 g radu = 37 mld rozpadów na sekundę!), a jednocześnie nie emituje promieniowania gamma jak rad. W warunkach domowych lepiej użyć źródła Am-241 z czujki dymu, przy czym lepsze jest pojedyncze 40 kBq z polskich DIO niż występujące w niektórych konstrukcjach podwójne 2x 16.5 kBq, które nie wywoła świecenia widocznego gołym okiem (może po bardzo długiej ekspozycji w aparacie). Poniżej przykładowy zestaw eksperymentalny (uwaga na ostre krawędzie!):


      Całość montujemy tak - zamiast szczypiec warto zrobić jakąś podpórkę by źródło dobrze przylegało do luminoforu (cząstki alfa mają mały zasięg) - i gasimy światło:


      W ciemnym pomieszczeniu,np. łazience, można zobaczyć (po adaptacji wzroku) świecący krążek o rozmiarze źródełka.



      Zdjęcia należy robić na długim czasie migawki (30s) i wysokim ISO (6400). Nie unikniemy szumów, ale przynajmniej będzie coś widać - przy 800 ISO nie ma szans. Warto włączyć funkcję redukcji szumów, co prawda w D7100 zajmuje ona tyle, co ustawiony czas naświetlania, ale zdjęcie zdecydowanie lepiej wygląda.
      Siatki żarowe (tor232, też emiter alfa) czy elementy zegarków z farbą świecącą nie wywołują takiego efektu, tak samo jak cząstki beta z dość aktywnej kontrolki od DP-66. Ciekawe jaki efekt by wywołała skala od DP-63A (50 µSv/h gammy i dwa razy tyle bety).


      UWAGA - pamiętajmy o BHP - w kineskopie panuje próżnia więc stłuczenie go grozi implozją i poharataniem przez szkło. Lepiej znaleźć jakiś zbity, zwykle telewizory wystawiane pod śmietniki są szybko wykrywane i tłuczone przez lumpów, którym zależy na miedzi z cewek odchylających. Urywają oni szyjkę kineskopu z działem elektronowym, potem tylko zostaje dobrać się do ekranu, obtłukując boczne ścianki, tylko OSTROŻNIE. Szkło kineskopu potrafi boleśnie skaleczyć a obecność pyłu grafitowego i luminoforu utrudnia gojenie (wiem co mówię).