czwartek, 7 stycznia 2016

Choroba popromienna

Ilekroć pojawia się tematyka promieniowania i radioaktywności, wiele osób myśli o chorobie popromiennej.
Na masową skalę wystąpiła do tej pory dwa razy - w Hiroszimie i Czarnobylu. Mniejsze wypadki radiacyjne wywołały pojedyncze zachorowania, zaś o innych awariach brak dokładniejszych danych (zwłaszcza w ZSRR). Dobrze znany jest przypadek Louisa Slotina, fizyka zatrudnionego przy projekcie Manhattan - podczas ustalania masy krytycznej przyszłej bomby atomowej doszło do przypadkowego złączenia dwóch półkul z uranu i gwałtownego wzrostu radiacji. Fizyk rozdzielił półkule własnoręcznie, zapobiegając poważniejszemu wypadkowi, jednakże sam otrzymał śmiertelną dawkę i zmarł po 9 dniach.

Nasilenie objawów zależy bardziej od mocy dawki niż od samej dawki. Czyli otrzymanie 4 Sv w ciągu godziny może spowodować zgon w ciągu kilku tygodni, ale ta sama dawka przyjęta przez rok może nie wywołać aż tak poważnych skutków (10,95 mSv/dzień).  Szanse zachorowania rosną, gdy ekspozycja na promieniowanie jest ciągła - w przypadku przerywanej organizm ma czas na regenerację. Istotny jest również napromieniowany narząd, rodzaj promieniowania oraz osobnicza wrażliwość radiacyjna. Stosunkowo największe dawki można przyjąć na ręce, zaś najbardziej wrażliwa jest tarczyca, narządy płciowe i układ krwiotwórczy. Co ciekawe, krwinki czerwone (erytrocyty) są znacznie mniej wrażliwe na promieniowanie niż białe (limfocyty). Niektóre narządy są szczególnie wrażliwe na określone rodzaje promieniowania, np. soczewki oczu na neutrony. Czasem zdarzają się przypadki przeżycia osób, które otrzymały dawki wielokrotnie większe niż śmiertelne - np. Anatolij Bugorski otrzymał dawkę 2000-3000 Gy - i to prędkich protonów - prosto w głowę, ale przeżył, choć z pewnymi powikłaniami. Podobne obserwacje czyniono podczas awarii w Czarnobylu - niektórzy napromieniowani umierali, choć otrzymali małe dawki, inni przeżywali, pomimo większych. 
Można wysnuć pewną analogię z poparzeniami - oparzenie I stopnia dużej powierzchni ciała jest bardziej szkodliwe niż III stopnia małej powierzchni, np. ręki.
 
Choroba popromienna ma kilka postaci, zależnych od pochłoniętej dawki:
  • subkliniczna objawiająca się osłabieniem i zmianami we krwi, oraz brakiem śmiertelności
  • hematologiczna (szpikowa) - (2-4 Gy) zmiany we krwi, osłabienie, niedokrwistość, obniżenie odpornośći, smiertelność 25%
  • jelitowa - (4-8Gy) uszkodzenia przewodu pokarmowego, biegunki, zaburzenia gospodarki wodnej,
  • mózgowa -  (8-50Gy) drgawki, utrata przytomności, zaburzenie przewodnictwa synaptycznego 
  • enzymatyczna - (>50Gy) zatrzymanie działalności enzymatycznej na skutek chemicznego rozpadu białek enzymatycznych pod wpływem promieniowania.
W tej notce nie poruszam efektów skażenia izotopami radioaktywnymi, koncentrując się jedynie na efektach napromieniowania. Przy skażeniu musimy się liczyć z radiotoksycznym działaniem wielu izotopów, jak również wbudowywaniu się w tkanki (np. kości) i wieloletnim, często dożywotnim oddziaływaniem na organizm, zarówno radiacyjnym, jak i chemicznym. 
Leczenie choroby popromiennej polega na łagodzeniu objawów, żywieniu pozajelitowym, transfuzjach krwi i płynów krwiozastępczych, ochronie przed zakażeniami (antybiotyki itp.), a w cięższych przypadkach - przeszczepach szpiku kostnego. 
Chorob może mieć różnego rodzaju skutki późne, do których zaliczamy zaćmę, bezpłodność, nowotwory czy wady wrodzone u potomstwa. Skutki te możliwe są nawet przy niewielkim napromieniowaniu, natomiast z powodu znacznej odległości czasowej od napromieniowania powiązanie ich z tym faktem bywa problematyczne (nowotwory wywołuje wiele innych czynników, w tym dziedziczne).

1 komentarz:

  1. O Anatolij-u pierwsze słyszę. Ciekawy przypadek. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!