04 grudnia, 2022

Muzeum Gazownictwa w Paczkowie

Muzeum (https://muzeumgazownictwa.pl/) odwiedziliśmy podczas naszego objazdu po Dolnym Śląsku, w czasie którego głównym celem były kopalnie uranu (Podgórze, Liczyrzepa i Kletno). Postanowiliśmy przy okazji zwiedzić kilka innych ciekawych obiektów w okolicy, np. sztolnie walimskie, twierdzę Kłodzko czy właśnie Muzeum Gazownictwa.

Placówka mieści się w budynkach zabytkowej gazowni, która w latach 1901-1977 produkowała tzw. gaz miejski, zwany też świetlnym, powstający poprzez ogrzewanie węgla w wysokiej temperaturze bez dostępu powietrza. 

W tym procesie węgiel ulegał odgazowaniu, tworząc koks, zaś z powstałego gazu odzyskiwano wiele różnych substancji chemicznych, jak amoniak, smoła pogazowa, benzol, naftalen itp. Cały proces można prześledzić na tym schemacie:

Gazownia pracowała na potrzeby lokalnych odbiorców - sieci oświetlenia ulicznego oraz gospodarstw domowych. Wyprodukowany gaz przechowywano w stalowym zbiorniku o zmiennej pojemności, który obecnie mieści ogromną kolekcję gazomierzy.


Ekspozycja muzeum pozwala prześledzić cały proces produkcji gazu, zaczynając od pieca typu poziomo-retortowego.


Część aparatury wyeksponowana jest na dziedzińcu, jak choćby odwadniacze:


Najciekawszym elementem ekspozycji jest szerokie spektrum urządzeń zasilanych gazem. Wbrew potocznemu wyobrażeniu gazowe były nie tylko kuchenki, piecyki czy lampy. Przed wojną produkowano też gazowe lodówki, palarki kawy, maglownice, żelazka oraz lokówki. Odejdę tutaj od głównej tematyki bloga i przyjrzę się bliżej ekspozycji gazowych AGD.

Lodówki gazowe działały na zasadzie absorpcyjnej, czyli palnik gazowy podgrzewał wodę amoniakalną (roztwór amoniaku) w warniku (desorberze), z której wydzielał się gazowy amoniak. Gaz ten następnie był doprowadzany do skraplacza, gdzie przechodził w fazę ciekłą, po czym kierowano go do wypełnionych wodorem rurek wokół komory chłodniczej, gdzie parując odbierał ciepło. Następnie w absorberze amoniak schładzał się i ponownie rozpuszczał w wodzie. Wodór zaś z powrotem był kierowany do skraplacza i parownika [więcej - LINK]


Były to pierwsze lodówki, stosowane w gospodarstwach domowych. Ich zaletą był brak ruchomych części, a przez to długowieczność i cicha praca, wadą zaś niska sprawność, przez co wyparły je powszechne dziś lodówki sprężarkowe. Układ absorpcyjny spotyka się do dziś w lodówkach turystycznych z uwagi na uniwersalność zasilania - warnik może być podgrzewany zarówno grzałką zasilaną z sieci lub instalacji samochodowej, jak też palnikiem gazowym podłączonym do butli. Przykładem takiej lodówki jest Polar TA-71KA.

Piece łazienkowe niewiele różniły się od produkowanych dziś, choć warto zwrócić uwagę na kran z prysznicem umieszczony bezpośrednio na korpusie pieca. Obok wanny widoczny jest taboret gazowy z kotłem, służącym do gotowania bielizny albo pasteryzacji przetworów. Ekspozycję uzupełniają reklamy - przed wojną gaz reklamowano jako "czyste" paliwo z uwagi na brak sadzy, pyłu i dymu, towarzyszących spalaniu węgla i drewna.


Wadą gazu była wysoka toksyczność z powodu dużej zawartości tlenku węgla (czadu), jak również tworzenie mieszanin wybuchowych z powietrzem. Wiele urządzeń, jak niżej widoczny kaloryfer, podłączano do instalacji za pośrednictwem gumowego węża, przyłączanego do specjalnych króćców, tzw. oliwek [LINK]. Uszkodzenie takiego węża, np. przez przepalenie od rozgrzanej powierzchni, mogło mieć tragiczne skutki. 


Ofiarami zatruć gazem padały najczęściej służące, śpiące zwykle w kuchniach z braku osobnych pomieszczeń dla służby. Eksplozje gazu miały zaś ogromną siłę niszczącą - poniżej skutki wybuchu w Gdyni w 1931 r.

Eksplozja gazu w bloku przy al. Piłsudskiego 50 w Gdyni, 1931, zbiory NAC, sygn. 3/1/0/8/7230/1
Toksyczność gazu miejskiego spowodowała stopniowe zastępowanie go gazem ziemnym (metanem), co w Polsce nastąpiło w latach 70. W likwidowanych gazowniach niekiedy urządzano muzeua, jak przypadku Paczkowa czy Warszawy.

Prezentowana w muzeum ekspozycja kuchenek i pieców gazowych jest imponująca, obejmuje zarówno wyroby przedwojenne, jak i z epoki PRL. Niektóre z nich do tej pory można spotkać w starych mieszkaniach - z lewej na ścianie piec "Sanar" z NRD (film z pracy - LINK), pośrodku PG-4 z zakładów w Świebodzicach.


Bardzo ciekawe są gazowe żelazka. Mogły być nagrzewane przez palnik umieszczany w osobnej podstawce, ale gaz mógł też być doprowadzany bezpośrednio do żelazka, jak na archiwalnym zdjęciu ze zbiorów NAC.

Z prawej - żelazko gazowe - nagroda pisma "As", 1937, zbiory NAC, sygn. 3/1/0/8/1894b/1 

Gazowe lokówki nagrzewane były nad palnikiem umieszczonym w podstawce, na którą je odkładano, a temperaturę sprawdzano, owijając lokówkę papierem - jak ciemniał, temperatura była za wysoka. Oprócz lokówek, na które nawijano włosy, stosowano też swego rodzaju karbownice, pozwalające na uzyskanie modnych w latach 30. falowanych fryzur.

Zdjęcia wklejone - zbiory NAC, z prawej tercet żeński F.F., 1935-1939, sygn. 3/1/0/11/7092, z lewej członkini Przysposobienia
Wojskowego Kobiet podczas puszczania wianków na Pilicy, 1933, sygn. 3/1/0/7/2474.

I wreszcie coś, co nas najbardziej interesuje z punktu widzenia dozymetrii, czyli lampy gazowe, wykorzystujące siatki Auera. O samych siatkach pisałem osobno [LINK], przejdźmy więc do ekspozycji.

Na dziedzińcu stoją latarnie uliczne typu czteropłomieniowego - latarnia z lewej świeci, choć jedna z koszulek jest już przepalona, zaś w drugiej pali się tylko płomień pilotujący.


Podobne latarnie znajdują się przed Muzeum Woli w Warszawie i w kilku innych miejscach (ul. Agrykola), gdzie przywrócono je jako funkcjonujące oświetlenie. 

W hali Muzeum możemy przyjrzeć się kloszowi ulicznej latarni z bliska, szczególnie mechanizmowi, pozwalającemu na zdalne zapalenie latarni, za pośrednictwem nagłego skoku ciśnienia w sieci gazowej. Takie rozwiązanie wyeliminowało pracę latarników.


Pośród ekspozycji sprzętu AGD widzimy kilka lamp domowych różnych typów - egzemplarz przy gazowym maglu przypomina sufitowe lampy naftowe


Najciekawsze lampy znajdują się w sali konferencyjnej, ozdobionej dodatkowo gazowymi piecami łazienkowymi. 


Są to dwa typy. Pierwszy to żyrandol o trzech kloszach zapalanych osobno. W każdym z nich znajduje się koszulka Auera w postaci wydłużonej czaszy, zamocowanej do lampy przy pomocy ceramicznej oprawki o trzech ryglach. Są to koszulki wypalane fabrycznie, w odróżnieniu od koszulek do lamp turystycznych, które trzeba wypalić przy pierwszym uruchomieniu. 


Zwracają uwagę rozmiary koszulek oraz brak jakichkolwiek osłon - w razie przepalenia i pokruszenia koszulki rozsypie się ona po okolicy, m.in. do talerzy. Ciekawe, na ile był to powszechny problem w złotym wieku gazowego oświetlenia? Siatki Auera są kruche, choć nie pękają od razu pod byle dotknięciem, tylko najpierw się lekko uginają (nie próbujcie!). Ich wyrób, transport, montaż oraz demontaż uszkodzonych z pewnością powodował rozsiewanie drobnego pyłu, który różnymi drogami dostawał się do organizmów ludzi, zarówno zatrudnionych przy tych czynnościach, jak i osób postronnych. 
Siatki zastosowane w powyższej lampie przypominają nieco produkty firmy ŻAR z Nowego Tomyśla, których produkcja kontynuowana była również pod niemiecką okupacją, jako "ZAR" A.G.  - kilka egzemplarzy omawiałem tutaj na początku mojej przygody z dozymetrią.

Film z pomiarów - https://www.youtube.com/watch?v=ye_QYWl-cW4


Ponieważ zawartość toru w większości siatek z tamtych lat jest zbliżona, zatem odczyt z egzemplarzy zamontowanych w lampach w Paczkowie będzie podobny do uzyskanego przeze mnie przy wspomnianych siatkach firmy ŻAR. Pomiarów w muzeum nie prowadziłem z uwagi na ryzyko uszkodzenia eksponatów.

W tej lampie z kolei jest koszulka Auera typu stosowanego do latarni ulicznych. Takie siatki również omawiałem we wspomnianym wpisie.


Drugi egzemplarz tego modelu nie ma klosza, więc dobrze widać ceramiczną obsadkę z zaczepami, mocującymi siatkę na palniku (brenerze). 



Nie mam danych dotyczących trwałości takich siatek, jednak po wielu egzemplarzach lamp widać, że długotrwała praca powoduje stopniowe osłabianie konstrukcji, aż do wypalenia otworu w siatce, najczęściej w miejscu, gdzie styka się ona ze szczytem płomienia. Oderwany fragment siatki jest wówczas unoszony prądem gorących spalin i leci pod sufit, po czym spada gdzieś w pomieszczeniu. Jeśli fragment jest większy, spadnie bezpośrednio pod lampą. Drobiny siateczki mogą też osadzać się na kloszu i innych elementach lampy. O ile samo promieniowanie siatek jest dość słabe, o tyle skażenie, zwłaszcza wewnętrzne, może mieć groźne skutki dla zdrowia. Wszelkie prace przy siateczkach zawierających tor-232 i lampach, w których są stosowane, należy prowadzić z zachowaniem najwyższej ostrożności.

Same koszulki Auera mają osobną ekspozycję w pawilonie z drobnymi urządzeniami i akcesoriami związanymi z gazownictwem. 


Są to jak widać wyłącznie koszulki wstępnie wypalane, stosowane zarówno w lampach domowych, jak i latarniach ulicznych. 


Jest wśród nich "siatka wagonowa", stosowana w kolejnictwie, niestety o modelu P.10 nie znalazłem żadnych informacji, ale "Katechizm służby pociągowej w pytaniach i odpowiedziach", wyd. II z 1930 r., wspomina o siatkach P.2 dla wagonów I i II klasy oraz P.3 dla klasy III i IV [LINK]. W cytowanym podręczniku pojawia się też zalecenie unikania wstrząsów (trzaskania drzwiami wagonów i gwałtownego zamykania kopuł lamp), co niszczy siatki żarowe. Ostrzega też przed dotykaniem siatek zapalniczką podczas zapalania oraz używania zapalniczek spalających naftę.

Niektóre siatki prezentowane w muzeum są bardzo małe - tutaj przedstawiam najmniejszy egzemplarz z całej wystawy. 


Podczas zwiedzania miałem ze sobą zestaw złożony z RadiaCode 101 i Radex Obsidian. Przy gablocie z siatkami Auera odczyt był wyraźny, ale nadal poniżej niebezpiecznego poziomu. Promieniowanie emitowane przez tor-232 ma małą energię, zaś siatki umieszczone są za szybą, która jak widać skutecznie pochłania większość emisji. Działa tu też prawo odwrotnych kwadratów - promieniowanie maleje proporcjonalnie do kwadratu odległości. 


Najlepiej to widać przy latarniach stojących na dziedzińcu - na poziomie gruntu brak odczytu ponad tło, choć w kloszu lampy znajdują się aż 4 koszulki Auera. 

***

W tym wpisie trochę odszedłem od tematyki dozymetrycznej, jednak ekspozycja Muzeum Gazownictwa jest na tyle wyjątkowa, że warto poświecić jej więcej miejsca. Muzeum polecam każdemu z uwagi na zróżnicowaną, przestronną, nowocześnie urządzoną ekspozycję, która przeniesie nas w czasy, gdy gaz bardzo skutecznie konkurował z elektrycznością. Mam tylko małe zastrzeżenie co do skąpych podpisów - Muzeum sprawia wrażenie zorientowanego na pasjonatów, chcą zobaczyć modele urządzeń znane już z własnej praktyki czy z literatury. Przydałyby się rozszerzone opisy, chociażby przy gazowych lokówkach, gdzie można pokazać, jak wyglądały fryzury ułożone za pomocą tych narzędzi.  Odnosi się też wrażenie, jakby placówka była nieco puszczona samopas - brak kasy biletowej i kiosku z pamiątkami (!), bilety kupuje się w jednym z pokoi biura, który trzeba najpierw znaleźć - parę modyfikacji mogłoby wydobyć ogromny potencjał tej placówki. 

29 listopada, 2022

Dozymetr "piórkowy" HFS-P3 z Aliexpress

Ten miernik jest jednym z najmniejszych przyrządów dozymetrycznych, z jakimi spotkałem się od początku prowadzenia bloga. W ofertach handlowych określany jako "pen nuclear radiation detector" co automatyczne tłumaczenie na Aliexpress przekłada na "piórkowy (!) detektor promieniowania jądrowego". Kształtem obudowy przyrząd przypomina japoński Air Counter_S, jest jednak od niego nieporównywalnie mniejszy.


Przyrząd mierzy moc dawki i łączną dawkę promieniowania gamma oraz silniejszego beta za pomocą miniaturowego licznika G-M o długości 37 mm. Nie podano jego dokładnego typu, jednak z wykazu chińskich liczników G-M najbardziej zbliżone będą dwa modele: J-303βγ (35 mm) i J-32βγ (34 mm +/- 2 mm)

https://www.pascalchour.fr/ressources/cgm/chine_cgm.pdf


Detektor położony jest mniej więcej pod wyświetlaczem, choć spodziewalibyśmy się go bliżej końca korpusu. Niestety z uwagi na nierozbieralną obudowę nie mogłem tego dokładnie sprawdzić, ale użycie punktowego źródła o większej aktywności pozwala w przybliżeniu ustalić położenie detektora.

Wynik podawany jest na małym wyświetlaczu OLED o dwóch rzędach. Mogą być na nim wyświetlane różne wartości, które przewijamy przyciskiem z symbolem trójkąta. Pierwszym ekranem, który wyświetla się od razu po uruchomieniu dozymetru, jest pomiar mocy dawki (DOSE RATE):


Obok wyświetlacza znajduje się zielona dioda, która miga w rytm impulsów. Niestety brak dźwiękowej sygnalizacji impulsów, prawdopodobnie z uwagi na konieczność oszczędzania energii, pobieranej z bardzo małego akumulatora.

Następny ekran to łączna dawka (DOSE) wraz z czasem jej gromadzenia, liczonym od momentu włączenia dozymetru. Zarówno czas, jak i dawka są niestety resetowane po wyłączeniu przyrządu.


Później widzimy średnią moc dawki (AVR) i wspomniany czas pracy dozymetru


Następnie pojawia się maksymalna moc dawki (MAX), warto też zauważyć, że przejście do każdego kolejnego ekranu przesuwa w dół kwadracik na pasku z prawej strony wyświetlacza.


Na koniec pojawia się menu alarmu progowego mocy dawki. Jeśli chcemy zmienić wartość progu, musimy najpierw odblokować tę funkcję, wciskając i przytrzymując oba klawisze jednocześnie, zniknie wówczas symbol kłódki na górnym pasku. Następnie wciskamy na krótko przycisk zasilania, wartość progu zacznie migać i będziemy mogli ją zmieniać przyciskiem menu. Do wyboru mamy następujące wartości:
  • 0,6 - 0,9 µSv/h co 0,1, 
  • 1 - 10 µSv/h co 1, 
  • 10 - 50 µSv/h co 10, 
  • 75 - 300 µSv/h co 25
Wartość progu modyfikujemy przyciskiem menu i zatwierdzamy przyciskiem zasilania. Alarm sygnalizowany jest dźwiękiem i błyskami diody wskazującej impulsy, która w razie przekroczenia progu miga na zmianę w kolorze zielonym i czerwonym. Niestety nie ma możliwości wyłączenia alarmu, pozostaje jedynie ustawienie najwyższego progu.


Ostatnim ekranem, po progu mocy dawki, jest próg łącznej dawki, domyślnie ustawiony na 100 µSv. Zmieniamy go w ten sam sposób (przycisk zasilania - przycisk menu - przycisk zasilania). Dostępne wartości progu są takie same jak dla progu mocy dawki (0,6 - 300), tylko oczywiście wyrażone w µSv a nie w µSv/h. 


Na wszystkich ekranach widoczny jest też stan naładowania akumulatora w postaci wskaźnika o 3 paskach.

Dozymetr obsługujemy za pomocą dwóch gumowych przycisków. Jeden to włącznik, służący też do wyboru ustawień, które chcemy zmodyfikować, drugi zaś przewija kolejne ekrany oraz zmienia wartości ustawień, czyli progów alarmowych. Modyfikacja progów domyślnie jest zablokowana, wówczas na górnym pasku ekranu jest widoczna kłódka. Odblokowujemy je, przytrzymując oba przez kilka sekund. Po ponownym uruchomieniu dozymetru przyciski znowu będą zablokowane.

GFS-P3 jest bardzo prosty w obsłudze, wystarczy go włączyć i ewentualnie ustawić próg alarmu. Nie ma innych ustawień, co jest jednocześnie pewną wadą przyrządu. Jeżeli chodzi o czułość, to reaguje na praktycznie wszystkie "domowe" źródła, choć przy szkle uranowym i niskoaktywnej ceramice na wynik trzeba dłużej poczekać. 



Dobrym przykładem jest patera z "marmurkową" zielonkawą glazurą uranową, która na Polaronie osiąga 2 µSv/h łącznej emisji, natomiast HFS-P3 oscyluje wokół 0,16 µSv/h z okresowymi skokami do 0,40 µSv/h. Podobnie fragment sztaby szkła uranowego, dający na Polaronie 4 µSv/h łącznej emisji, tutaj wykazuje zaledwie 0,6. Mniej aktywne szkła będą dawały odczyt ledwie przekraczający tło, chyba że kształt wyrobu pozwoli na umieszczenie dozymetru np. wewnątrz szyjki dzbanka, w kieliszku czy puzderku, co zapewni korzystniejszą geometrię układu pomiarowego. Na szczęście z "typową" glazurą uranową HFS-P3 radzi sobie doskonale:



Akumulator litowy o pojemności 300 mAh starcza na 50 godzin pracy, czyli dość krótko, zwłaszcza w porównaniu z konkurencyjnymi przyrządami, oferującymi setki godzin pracy. Pamiętajmy jednak o rozmiarach obudowy, w której trudno umieścić akumulator o dużej pojemności. Krótki czas pracy na jednym ładowaniu ogranicza możliwość wykorzystania HFS-P3 jako dawkomierza do długoterminowej kontroli przyjętej dawki - musimy pamiętać o ładowaniu, gdyż wyłączenie przyrządu kasuje zapisaną dawkę.
Akumulator dozymetru ładujemy przez port USB-C przy pomocy dowolnej ładowarki, powerbanku lub komputera. Po całkowitym naładowaniu gaśnie zielona dioda LED, ta sama, która wskazuje impulsy i przekroczenie progu.


Obudowa jest solidnie wykonana i sprawia wrażenie szczelnej za wyjątkiem głośniczka znajdującego się między przyciskami. Port USB zabezpieczony jest za pomocą gumowej zaślepki, którą możemy też całkowicie wyjąć. Ponowne włożenie wymaga mocnego wciśnięcia i kilku obrotów z jednoczesnym naciskiem.


Dozymetr ma klips pozwalający na zaczepienie go w kieszeni. Jest on jednak dość wiotki i obawiam się o jego trwałość, zwłaszcza przy dłuższej eksploatacji.


Obudowa jest bardzo mała, nawet na tle innych miniaturowych dozymetrów, zarówno z licznikiem G-M, jak i scyntylacyjnych. 


W powyższym zestawieniu połączyłem dwa zdjęcia - jedno z recenzji Air Counter_S, który porównałem do posiadanych wówczas przyrządów (PM-1203, Rodnik 3, Soeks 112), oraz obecne z HFS-P3 przyrównanym do niektórych mierników, które aktualnie posiadam (RadiaCode 101, Radex Obsidian, Bosean FS-600). Scyzoryk Victorinox pozwolił na zachowanie jednakowej skali obu zdjęć. 

W fabrycznym komplecie otrzymujemy sztywne pudełko, instrukcję i kabel USB.


Czas na podsumowanie. Głównym atutem HFS-P3 są bardzo małe wymiary, pozwalające zabrać ten miernik dosłownie wszędzie, a w wielu przypadkach najlepszy dozymetr to ten, który akurat mamy przy sobie. Sprawdzi się też jako zapasowy miernik, gdy główny ulegnie uszkodzeniu lub straci zasilanie. Czułość jest na dobrym poziomie i wystarczy do większości źródeł (ceramika, minerały, farby radowe, tor-232), choć przy słabszych (szkło uranowe, zwłaszcza o mniejszej aktywności) trzeba długo czekać na ustalenie się wyniku, są też przy nich duże wahania odczytu. 
Najpoważniejszą wadą, zwłaszcza przy zastosowaniu w dozymetrii indywidualnej, jest krótki czas pracy na jednym ładowaniu akumulatora, szczególnie wobec kasowania zapisanej dawki po wyłączeniu zasilania. Akumulator starcza na 2 doby, musimy więc pamiętać o codziennym doładowywaniu lub nosić ze sobą powerbank, co z kolei eliminuje zaletę małych wymiarów dozymetru. Nie jest to więc przyrząd, o którym możemy "zapomnieć", a odezwie się w razie zagrożenia radiacyjnego, jak np. RadiaCode 101 czy niedawno omawiany HFS-10. Warto jeszcze wspomnieć o bardzo ubogich ustawieniach miernika, jednak jest to kolejna cena miniaturyzacji.

Tym niemniej HFS-P3 zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i na stale zagości w moim instrumentarium.

Plusy:
  • bardzo małe wymiary
  • dobra czułość
  • prosta obsługa
  • przystępna cena
Minusy:
  • ubogie menu ustawień
  • brak dźwięku impulsów
  • reset łącznej dawki po wyłączeniu
  • krótki czas pracy na baterii

24 listopada, 2022

Dziewiąty rok na blogu

Ten rok naznaczony został przez rosyjską agresję na Ukrainę, która doprowadziła do przejściowego zajęcia Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. Oprócz pomocy uchodźcom zaangażowałem się też w zwalczanie dezinformacji  i przejawów paniki – internet od razu zalały plotki o powtórce z Czarnobyla, ludzie zaczęli wykupywać płyn Lugola, a ceny dozymetrów osiągnęły absurdalne wartości. Stworzyłem więc wpisy podyktowane potrzebą chwili:

  • O możliwych przyczynach wzrostu poziomu promieniowania w Strefie po wejściu Rosjan i bieżącej sytuacji radiologicznej w Polsce [LINK]
  • O kryteriach wyboru miernika promieniowania spośród dostępnych na rynku konstrukcji, głównie chińskich [LINK]
  • Pomiar radioaktywnych skażeń powietrza w warunkach amatorskich [LINK]

Następnie wróciłem do zwyczajnej pracy na blogu, monitorując oczywiście moc dawki i aktywność beta-gamma w powietrzu, a także odpowiadając na pytania i wątpliwości Czytelników. Panika wywołana przez wojnę w Ukrainie spowodowała nie tylko wzrost cen i masowe wykupywanie dozymetrów, również tych nieprzydatnych w codziennej dozymetrii, ale także „wypłynięcie” wielu ciekawych ofert. Najpierw jednak przedstawię statystyki:

  • Łączna liczba wyświetleń - 1265624
  • Liczba postów łącznie z rocznicowym - 666
  • Komentarze - 1046
  • Przeciętna liczba wyświetleń - 400-600
  • Najpopularniejsze posty:

    • Zabezpieczenia pojazdów pancernych przed atakiem nuklearnym [LINK] - 10,9 tys.
    • Dzień otwarty Krajowego Składowiska Odpadów Promieniotwórczych [LINK] - 3,13 tys.
    • Odpady radioaktywne [LINK] - 2,04 tys.
  • Nowe etykiety: sondy (do tej pory były przypisane do etykiety akcesoria)
  • Profil bloga na Instagramie (@radioaktywny1986) osiągnął 1000 postów 13 czerwca, w rocznicowym wpisie zaprezentowałem więc swoje instrumentarium, zarówno dozymetry, jak i pomocnicze akcesoria. Z kolei w dniu rocznicy bloga statystyki Instagrama przedstawiają się następująco:
    • posty (łącznie z rocznicowym) - 1071
    • obserwujących - 838
    • tak jak do tej pory, profil na Instagramie służy promocji bloga, nawiązywaniu kontaktów, jak również przedstawianiu znalezisk, w tym takich, o których nie robię osobnego wpisu na blogu

Zakupy sprzętu dozymetrycznego były bardzo zróżnicowane, ze znaczną przewagą chińskich mierników z Aliexpress:

  • Dozymetry kieszonkowe: DRG-06T, RM-9000, HFS-10, Bosean FS-600, Fnirsi GC-01. Nuctest F6000
  • Dozymetry z licznikiem okienkowym: Atomtex AT6130, Inspector Alert, RadiaScan 701A
  • Dozymetry scyntylacyjne: Radex Obsidian
  • Indykatory: samoróbka z Austrii na liczniku Valvo, DBG-0,5B
  • Radiometry przenośne: RK-100, RK-21-1, RN-2-2, Nuclear Enterprises RM5/1
  • Rentgenometry: D-08 wykonanie 1, Intensitetsmaler 1963 (Total 6511D), KSMG 1/1M
  • Rentgenometry pokładowe: DPS-68, DPS-68M1 (wreszcie omówiłem wszystkie z serii!)
  • Sondy: SGB-3P, SSNT-2, SGB-2D
  • Dozymetry indywidualne: czytnik dawkomierzy osobistych CDI-77, ALDO-10
  • Detektory radonu: Radex MR-107+

 Inny sprzęt:

  • przystawka głośnikowa PS-2
  • słuchawka miniaturowa SM-73 z przedłużaczem P-73
  • przejściówka do testowania liczników G-M 

Kolejne egzemplarze przyrządów omawianych wcześniej:

  • ANRI 01-02 Sosna
  • Biełła
  • RG-1 w nieco innym wykonaniu
  • KOS-1
  • ALDO-3
  • RBGT-62a (pełen zestaw)
  • DP-66M1
  • RK-67 (wczesna wersja)
  • RKP-1-2 (wczesna wersja)
  • Palesse 26K86 (skanibalizowany)
  • RKSB-104 (na targu!)
  • zasilacz Elektronika D2-10M

Kontynuowałem meliorację starszych notek:

Omówiłem też dwa "zimne eksponaty", czyli poważnie uszkodzone radiometry, oba wykorzystujące komorę jonizacyjną, kupione w zestawie z innymi przyrządami jeszcze w 2019 r.:

Powstało też parę wpisów teoretycznych, w tym jeden na życzenie Czytelnika:

  • Podsumowanie jednostek dawki i mocy dawki [LINK]
  • Zarys rozwoju koncepcji atomu [LINK]
  • Odpady radioaktywne - systematyka, przetwarzanie, przechowywanie [LINK]

Opublikowałem tekst Krzyśka (pozdrowienia!) z praktycznymi poradami dotyczącymi zakupów w sklepie RadiaScan [LINK], niestety z powodu rosyjskiej agresji na Ukrainę ma on chwilowo znaczenie wyłącznie teoretyczne. 

Przeprowadziłem również kilka eksperymentów:

  • pomiar radonu metodą Markova - przy okazji wykrywania skażeń powietrza [LINK]
  • badanie przenikliwości cząstek alfa przez folie i papiery [LINK]
  • budowa spintaryskopu z użyciem różnych scyntylatorów [LINK]
  • domek osłonny z gradowiny żelaznej [LINK]
  • autoradiogramy z glazury uranowej i elektrod TIG, naświetlane 8 miesięcy [LINK]
  • testy porównawcze liczników DOB-51 i DOB-50 [LINK]

Teraz omówię najważniejsze zakupy i wydarzenia w upływającym roku obrachunkowym. 

1. Sprzęt dozymetryczny

Pierwsze miejsce przypada bezapelacyjnie radiometrowi RK-100, którego kompletny, mało używany zestaw udało mi się nabyć w przystępnej cenie:

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/03/radiometr-rk-100.html

Jednak czułość tego miernika, plasująca się nieco poniżej EKO-C, była sporym rozczarowaniem. Tym niemniej jest to rzadki przyrząd o profesjonalnym przeznaczeniu, jakie nieczęsto pojawiają się na blogu. Co ciekawe, wkrótce po opublikowaniu recenzji pojawiło się wiele ofert tego miernika, z informacją, że przyrząd jest produkowany na zamówienie. 

Miłym zaskoczeniem okazał się Inspector Alert, sprowadzony za pół ceny aż z Izraela. Sprzedawany był jako „niesprawdzony”, choć pomiar tła widoczny na wyświetlaczu pozwalał sądzić, że przyrząd działa poprawnie. Jego czułość jest taka sama jak Mazura PRM-9000 przy znacznie większej ergonomii użytkowania, a przydatnym rozwiązaniem jest kuwetka do pomiarów aktywności

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/03/dozymetr-inspector-alert.html

Ciekawą pozycją okazał się RadiaScan 701A – oprócz trybu selektywnego pomiaru alfa i beta oferuje też wykrywanie skażeń i innych małych aktywności poprzez długotrwały pomiar z odejmowaniem uprzednio zapisanego tła. Pozwala to wykryć emisję nawet śladową emisję szkła kryształowego, cegieł, granitu, niskoaktywnego szkła uranowego itp. Niestety obecnie z uwagi na toczącą się wojnę jakiekolwiek zakupy w Rosji są po prostu niemoralne. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/01/dozymetr-radiascan-701a.html

To samo dotyczy dozymetru Radex Obsidian który został przysłany na krótko przed wojną w Ukrainie i wahałem się, czy umieszczać recenzję. Ostatecznie tekst zamieściłem w celach informacyjnych, szczególnie że przyrząd okazał się rozczarowaniem. Pomimo nieco większego kryształu, kompensacji energetycznej oraz selektywnego pomiaru beta i gamma miernik ten ustępuje znacznie RadiaCode 101. Najpoważniejsze zastrzeżenia dotyczą dopracowania aplikacji, szczególnie nanoszenia wyników na mapę, jak również błędy oprogramowania samego dozymetru. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/02/dozymetr-radex-obsidian.html

Błąd oprogramowania uniemożliwił mi użycie Obsidiana w kopalni Podgórze, gdzie bardzo liczyłem na jego funkcję logowania wyników, na szczęście miałem ze sobą inne dozymetry. 

Rzadką konstrukcją, a wartą wspomnienia, jest AT6130 białoruskiej firmy Atomtex. Przypomina MKS-01SA1M, jednak ze znacznie wzmocnioną obudową i rozbudowanymi funkcjami dodatkowymi – m.in. przełącza tryb gamma i beta po przestawieniu klapki filtra w odpowiednie położenie. Przydatną funkcją jest też zapis pomiaru po wciśnięciu przycisku. Osłonięcie okienka licznika cienką folią odcina niestety większość cząstek alfa, jednak jest to niewielka cena za szczelność i łatwość dekontaminacji. Doskonały wybór do pracy w trudnych warunkach. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/03/dozymetr-atomtex-mks-at6130.html

Z Czech dostałem informację o zagadkowym radiometrze oznaczonym RN-2-2 (dzięki, Aleš!). Udało mi się ustalić, że jest to „radiometr noszony” wykonany w małej serii w latach 80. Przyrząd o tyle ciekawy, że ma bardzo szeroki zakres pomiarowy, porównywalny z serią DP-66. Po reanimacji przeprowadzonej przez Michała (pozdrowienia!) sprzęt zyskał pełną sprawność. Jedyną wadą przyrządu jest wyskalowanie w amperach na kilogram, czyli wyjątkowo kłopotliwych w przeliczaniu układowych jednostkach mocy dawki ekspozycyjnej.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/06/radiometr-noszony-rn-2-2.html

Innym wartym wspomnienia produktem ZZUJ Polon był radiometr kieszonkowy RK-21-1, czyli podstawowe wykonanie tego przyrządu, z sondą zewnętrzną. Do tej pory dysponowałem tylko wariantem RK-21-2, z detektorem w korpusie. Posiadanie obu odmian pozwoliło na dokładne testy porównawcze, w których sonda zewnętrzna pokazała swą znaczną przewagę. Pomimo upływu lat miernik ten jest w pełni użyteczny przy pomiarach wyższych poziomów promieniowania i niewiele ustępuje nowszemu RK-21-1C.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/04/radiometr-cyfrowy-rk-21-1.html

Dozymetry poczarnobylskie były reprezentowane bardzo skromnie - z konstrukcji dotychczas nieomawianych był to tyko DBG-06T, uboższa wersja DRG-01T1. Dozymetr ten, oprócz pancernej obudowy, wyróżnia się też zastosowaniem 4 liczników SBM-20, z których jedna para jest używana przy pomiarze w mR/h, a druga w µSv/h, co znacznie zwiększa niezawodność przyrządu. Miernik, po przetestowaniu, został sprzedany na prezent - może Obdarowana znajdzie się wśród czytelników?

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/04/dozymetr-dbg-06t.html

Zrobiłem też obfite zakupy na Aliexpress, spośród mierników na tym portalu wybija się RM-9000, mający bardzo korzystny stosunek ceny do parametrów użytkowych, zwłaszcza czułości. Jest niestety wyjątkowo ubogi w funkcje, rekompensuje to jednak prostotą obsługi. Przyrząd ten był bardzo miłym zaskoczeniem:

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/10/dozymetr-rm-9000-z-aliexpress.html

Absolutnym królem chińskich dozymetrów okazał się F6000, który można uznać za budżetowy odpowiednik Terry P. Miernik ten ma zdejmowany filtr, odcinający promieniowanie beta, co jest rzadkością w dozymetrach klasy popularnej, nie tylko chińskich. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/11/dozymetr-nuctest-f6000-z-aliexpress.html

Jego walory użytkowe prezentują się bardzo wysoko, nawet pomimo pewnych niedociągnięć. Recenzja tego przyrządu była prawdziwą przyjemnością.

Znacznie mniej udany okazał się zaś FNIRSI GC-01 z uwagi na "rekordowy" czas pracy na jednym ładowaniu akumulatora - całe 10 godzin (!). Tej wady nie rekompensują liczne funkcje dozymetru oraz wysoka ergonomia użytkowania.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/10/dozymetr-fnirsi-gc-01-z-aliexpress.html

Niektóre spośród mierników z Aliexpress, kupionych w tym roku obrachunkowym, zostaną omówione w następnym, gdyż zostały przysłane na krótko przed rocznicą bloga i recenzje po prostu nie zmieściły mi się w harmonogramie - staram się zachowywać odstęp 4-7 dni między wpisami. Następnie zrobię porównanie przetestowanych dozymetrów z wyszczególnieniem najważniejszych zalet i wad każdego z nich. 

Pod kątem zakresu pomiaru wyróżnia się sprowadzony z Włoch KSMG 1/1 M – mierzy od 1 µSv/h aż do 10.000 Sv/h. Dozymetr ten jest przeznaczony na wojnę jądrową, wykorzystuje diody PIN jako detektor promieniowania, a jego obudowa jest pancerna i łatwa w dekontaminacji. Niestety wynik podaje w notacji naukowej, a nawet najbardziej aktywne źródła ledwo go uruchamiają. Zaletą jest dodatkowy tryb, wykrywający promieniowanie natychmiastowe, towarzyszące eksplozji jądrowej - KSMG 1/1M zaalarmuje nas, jeśli w pobliżu wybuchła bomba atomowa.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/02/dozymetr-ksmg-11-m-na-wojne-jadrowa.html

Z kolei krajowy DPS-68 rozpoczyna całą serię wojskowych rentgenoradiometrów pokładowych, jednak do tej pory dość rzadko pojawiał się na rynku, dominowały nowsze modele (DPS-68M i M1). Ostatnio jednak nastąpił wysyp tego najstarszego modelu z całej serii i to ze szczegółowym opisem poszczególnych wyprowadzeń w gnieździe sterowania instalacjami zewnętrznymi, co znacznie rozszerza możliwości przyrządu. Podczas testów sprawdziłem pracę przyrządu zarówno z osłoną sondy, jak i bez, aby potwierdzić możliwość stosowania w roli stacjonarnego monitora tła promieniowania. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/05/rentgenometr-pokadowy-dps-68.html

Pod względem kolekcjonerskim najcenniejszy okazał się czytnik dawkomierzy osobistych CDI-77, pozwalający na odczytywanie dozymetrów radiofotoluminescencyjnych DI-77. Dobrze zachowany egzemplarz z kompletnym wyposażeniem wymagał jedynie drobnej naprawy (pozdrowienia dla Michała raz jeszcze!). Przyrząd jest bardzo rzadki - do tej pory na rynku pojawiły się jedynie 2, licząc mój:

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/09/czytnik-dawkomierzy-osobistych-cdi-77.html

Dzięki temu miernikowi możemy praktycznie wykorzystać dozymetry DI-77, które bez tego warte są tyle, co breloczek.

Warto tu jeszcze wymienić sygnalizator dawki ALDO-10, ostatni i najbardziej funkcjonalny z tej serii. Do niedawna był przedstawiony na blogu jedynie skrótowo, w oparciu o informacje i fotografie z książek. Nabycie dwóch sprawnych egzemplarzy pozwoliło na szeroko zakrojone testy.

I wreszcie, last but not least - radiometr RM5/1 renomowanej firmy Nuclear Enterprises. Sprzęt z Zachodu, zwłaszcza starszy, pojawia się na blogu dość rzadko, zatem z tym większą przyjemnością opisałem ten bardzo użyteczny przyrząd.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/11/radiometr-nuclear-enterprises-rm51.html

Rok 2022 przyniósł też sondy produkcji ZZUJ Polon i to te rzadziej występujące. Warto wymienić tutaj sondę powierzchniową beta-gamma SGB-3P, stanowiącą dwukrotnie powiększoną sondę SGB-1P. Przeznaczona była do poszukiwania skażeń na dużych powierzchniach, głównie podłogach. Przetestowałem ją zarówno podczas poszukiwań artefaktów na targu, jak i pomiarów aktywności dużych, niskoaktywnych źródeł, takich jak granit czy beton. 

Ciekawa, choć w warunkach amatorskich mało przydatna, jest sonda neutronowa SSNT-2, którą otrzymałem od jednego z Czytelników (pozdrowienia!)

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/06/sonda-neutronowa-ssnt-2.html

Mam nadzieję, że nigdy nie będę miał okazji jej przetestować, gdyż obecność silnego strumienia neutronów oznacza bliską eksplozję jądrową (lub rdzeń reaktora).

Na rynku wypłynęły również inne sondy krajowej produkcji, m.in. cztery egzemplarze SSU-70-2, dwa SGB-1P, jedna SGB-1R, jedna SSA-1P, jedna LS-5. Najciekawszy z nich był radziecki blok detekcji promieniowania BDMG-42 do systemu Sejwał, w dodatku sygnowany przez ZZUJ Polon. 

https://allegro.pl/oferta/blok-detekcji-promieniowania-gamma-bdmg-42-12676597560


Pod koniec roku na Allegro pojawił się nawet monitor promieniowania z analizatorem widma Sapos 90, bardziej rozbudowana wersja omawianego tu Sapos 90M, a także niespotykany do tej pory zestaw SU-88:


Niestety zwiększony popyt połączony z niekorzystnymi zmianami wprowadzonymi przez Allegro powoduje absurdalny wzrost cen i utrudnia zakupy. 

2. Artefakty

Znaleziskiem roku została bezapelacyjnie Matka Boska Radioaktywna, która objawiła się pod postacią niepozornej płytki z bezbarwnego szkła. Charakterystyka pomiarów dozymetrycznych, a następnie badanie widma promieniowania gamma jednoznacznie wskazały na obecność toru-232. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/06/matka-boska-radioaktywna-nowe-objawienie.html

Spośród naczyń z glazurą uranową na pierwsze miejsce wybija się się owocarka niemieckiej firmy Strehla, upolowana wspólnymi siłami wraz z Żoną. Początkowo sprzedający wycenił ją na 50 zł, zawahałem się więc i odłożyłem zakup. Następnie, po zwiedzeniu drugiego targu, wróciłem na to stoisko, jednak naczynie leżało już w "droższej strefie", koło lampy art deco, i kosztowało 100 zł. Wróciłem więc do domu, bolejąc nad straconą okazją. Wkrótce na targ poszła Żona, której udało się kupić to naczynie za... 40 zł. 

https://www.youtube.com/watch?v=I56ZuZo0zlk

Jest to jeden z bardziej "gorących" obiektów pokrytych glazurą uranową, jak również największych - średnica wynosi 30 cm, zaś wysokość 9 cm.

Równie "gorący", choć mniejszy, jest ten podgrzewacz renomowanej firmy Rosenthal, którego kolor rzuca się w oczy już z daleka.  Równa powierzchnia, jednolicie oblana glazurą uranową, bardzo ułatwia pomiary, gdyż zapewnia korzystną geometrię układu pomiarowego. W podgrzewaczu pozostał kawałek świeczki, a do stearyny przeniknęła odrobina uranu, powodując niewielki, lecz wyraźny wzrost odczytu na odpowiednio czułych miernikach.

https://www.youtube.com/watch?v=sOIeOCQy_Hk

Naczynia kupuję pojedynczo, starając się wybierać je pod kątem aktywności, koloru, rozmiaru lub oryginalności wzoru. Raz jednak zrobiłem wyjątek i kupiłem cały zestaw do kawy lub herbaty w stylu art deco, nazwany HAWAI. Największą aktywność wykazuje imbryk z dużymi zdobieniami na dzióbku i uchwycie.

https://www.youtube.com/watch?v=0yncQyjwByc

Naczynia pochodzą z ok. 1929 r., producentem jest Uffrecht & Co (później Carstens Uffrecht KG) z Neuhaldensleben [podobny model - LINK].

Niektóre znaleziska są bardzo niepozorne, jak ten skromny popękany talerzyk, sygnowany przez... Fabrykę Fajansu w Kole:


Polskie wyroby z glazurą uranową bardzo rzadko trafiają się na targach, zaś produkcja takiej ceramiki cały czas czeka na swoje opracowanie. Do tej pory spotkałem się z żółtym niskoaktywnym plamiastym talerzykiem z Ćmielowa, "marmurkową" paterą z Włocławka oraz ozdobnym (i drogim) talerzem z Łysej Góry. "Włocławek" ostatecznie trafił w moje ręce, jednak jak do tej pory nie udało mi się ustalić dodatkowych informacji na jego temat.

https://www.youtube.com/watch?v=KGEZSLXG_Vc

W kategorii "najciekawszy kształt" zwycięża "bucik" (chodak) z pomarańczową glazurą, choć jego aktywność jest przeciętna:

https://www.youtube.com/watch?v=Ic_AgbkCTts

Drugą nagrodę zyskuje ta francuska pieprzniczka w kształcie króla z podbitym okiem, w której "świecą" żółtawe zdobienia

https://www.youtube.com/watch?v=GDjQ86D-Snw

Pozostała ceramika przedstawia się następująco - podobnie jak w zeszłym roku, zakupy ograniczyłem do wyrobów wyróżniających się aktywnością, wzorem lub ceną:

Zestawienia za poprzednie lata - LINK

Generalnie rok był obfity w glazurę żółtą, która występuje znacznie rzadziej niż pomarańczowa, podsumowałem więc całość znalezisk w osobnej notce [LINK]. Pojawiła się też, po raz pierwszy od lat, brązowa glazura uranowa i to nie tylko jasna, "sraczkowata", ale też ciemna, przypominająca pospolite, nieaktywne wyroby. Te naczynia również opisałem zbiorczo w osobnym wpisie [LINK]

Spośród brązowych wyrobów wyróżnił się ten włącznik światła z Zakładów Elektrotechnicznych „Bracia Borkowscy” (znak fabryczny BRABORK), w którym pokrętło pokryto brązową glazurą uranową - na porcelanie elektrotechnicznej stosowano zwykle glazurę czarną. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2021/08/porcelana-elektrotechniczna-z-glazura.html

Oprócz tego kupiłem jeszcze gniazdko natynkowe (sam korpus) oraz wtyczkę. Na wtyczce są wyraźne sygnatury: znak jakości VDE (Verband Deutscher Elektrotechniker - Stowarzyszenie Niemieckich Elektryków) i DRGM (Deutsches Reich Gebrauchsmuster - wzór użytkowy Rzeszy Niemieckiej).

https://www.youtube.com/watch?v=KLPNeRc5yGU

Obecnie mam więc dwie wtyczki, dwa gniazdka, jedną oprawkę żarówki, włącznik podtynkowy oraz natynkowy, a także samo pokrętło do takiego włącznika. Pozostaje mi polować na kostki przyłączeniowe oraz izolatory, jeśli takowe też pokrywano glazurą uranową. 

Glazura uranowa była umieszczana nie tylko na ceramice, ale również na wyrobach z metalu, choć są one bardzo rzadkie. W zeszłym roku trafiła się prostokątna plakieta z wizerunkiem rycerza [LINK], w tym zaś miedziany trójkąt ozdobiony mniejszymi trójkącikami. Wbrew pozorom aktywne nie są te jaskrawe, pomarańczowe:

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/04/miedziany-trojkat-z-glazura-uranowa.html

Szkło uranowe w tym roku prezentuje się dość mizernie: kilka kieliszków, filiżanka, kałamarzyk (niestety bez pokrywki) i wkład do wazonu, pozwalający na umieszczanie kwiatów w odstępach. 


Ciekawym wyrobem zaś jest widoczny również wazon ze szkła przypominającego zwykłą, butelkową zieleń. Odczyt na RKP-1-2 oscylował wokół 10-12 cps, czyli na poziomie szkła kryształowego, zaryzykowałem jednak i miałem rację, w ultrafiolecie widoczna jest słaba luminescencja.


W takich przypadkach, oprócz "żelazka" do wyszukiwania, warto też mieć ze sobą kieszonkowy dozymetr z licznikiem okienkowym.
Z drugiej strony "żelazko" i metoda szukania "na przyrządy" pozwoliła mi upolować ten oto dzbanek z ręcznie malowanego szkła wazelinowego, który najprawdopodobniej bym pominął wśród masy innych naczyń.

https://www.youtube.com/watch?v=3ZUPF8B3IL4

Do targowych zdobyczy trzeba doliczyć dwa poważnie uszkodzone wyroby. Pękniętą pokrywę do wazy sprzedawca chciał wyrzucić (!), jak zwróciłem uwagę na uszkodzenie, zaś mocno obity kieliszek z uranową nóżką dostałem za darmo.

Na targu pojawiły się też minerały - albo może były i wcześniej, jednak wtedy nie szukałem metodą "na przyrządy", które pozwala odnaleźć obiekt nawet na dnie kartonu, pod warstwą talerzy i dzbanków. Były to głównie niewielkie bryłki o przeciętnej aktywności - poniżej zapisane wartości łącznej aktywności alfa+beta+gamma zmierzonej MKS-01SA1M, emisja gamma ledwie przekracza tło.

Garść tych kamyków skaziła mi skórzaną rękawiczkę, o czym przekonałem się, dokonując pomiarów sondą SSA-1P. Rękawiczka trafiła do foliowego worka i posłuży jako źródło do autoradiogramów.


Sonda SSA-1P jest BARDZO przydatna przy pracy z tego typu obiektami, gdyż wykrywa nawet niewielkie ilości emiterów alfa rozmieszczone na większej powierzchni i robi to znacznie wydajniej niż licznik G-M, nawet z najcieńszym okienkiem pomiarowym. Przekonałem się o tym kilka razy w ciągu upływającego roku. 

Wśród minerałów trafiło się też wyjątkowe znalezisko - drobne okruchy autunitu (?) w gablotce z pleksi, wykazujące silną luminescencję:

https://www.youtube.com/watch?v=VAypm0LLcYE

Gablotka ta była na tyle niepozorna, że zupełnie nie rzucała się w oczy, szczególnie wobec ogromu talerzy, dzbanków i kieliszków w kartonach. Odczyt na "żelazku" był jednak bardzo silny, wyższy niż przy ceramice, nietrudno było więc zlokalizować "świecący" obiekt.

Budzików z farbą radową praktycznie już nie kupuję, ograniczając się do dokumentacji fotograficznej, szczególnie że wiele z nich nie ma szkiełka i grozi skażeniem:


Pewnego razu, spośród licznych wyrobów znanych producentów (Kienzle, Westlclox, Junghans, UMF Ruhla) trafiłem również na taki oto chiński budzik.
 

Czasami też fotografuję naczynia, których nie kupuję, zwykle przez niekorzystny stosunek aktywności do ceny lub zbyt duży gabaryt, albo jedno i drugie. 


Ceny na targu to temat na osobny wpis, podobnie jak humory niektórych sprzedawców. Generalnie moje poszukiwania spotykają się z życzliwym zaciekawieniem, czasem nawet z prośbami o sprawdzenie jakiegoś przedmiotu (zwykle szkła uranowego), natomiast zawsze musi trafić jakaś czarna owca. Przy jednym ze stoisk usłyszałem "Tu nie ma żadnego promieniowania, tu ludzie chodzą!". Czasami pozostaje tylko pokazać "kuku na muniu" i zaśmiać się szyderczo, albo w ogóle zignorować.

3. Literatura przedmiotu

Opublikowałem drugi artykuł w Postępach Techniki Jądrowej – tym razem podsumowałem poczarnobylską produkcję sprzętu dozymetrycznego z wyszczególnieniem cech poszczególnych grup przyrządów i przybliżeniem najważniejszych oraz najciekawszych przykładów. Z uwagi na objętość został przesunięty z IV kwartału 2021 r. na I kwartał 2022, zatem choć powstał w VIII roku bloga, to zaliczam go do upływającego.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/03/dozymetry-produkowane-po-czarnobylu.html

Podobnie książka Pawła Sekuły "Zona - opowieść o radioaktywnym świecie", choć przeczytana jeszcze we wcześniejszym roku obrachunkowym, to recenzja ukazała się już na początku kolejnego, znajdzie więc tutaj swoje miejsce. Publikacja bardzo cenna, gdyż doprowadzona praktycznie do ostatnich lat i zawiera najnowsze dzieje Strefy:

https://promieniowanie.blogspot.com/2021/11/zona-opowiesc-o-radioaktywnym-swiecie.html

Z kolei zdjęcie naszej kolekcji szkła uranowego trafiło na łamy najnowszej książki prof. Tomasza Pospiesznego "Nowa alchemia czyli historia radioaktywności":

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/09/ksiazka-nowa-alchemia-czyli-historia.html


Wśród książek wyróżniło się wznowione wydanie pracy Richarda Rhodesa "Jak powstała bomba atomowa", która de facto przedstawia historię odkryć, umożliwiających w ogóle prace nad bronią jądrową. Bardzo ciekawa podróż przez historię fizyki jądrowej.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/02/ksiazka-jak-powstaa-bomba-atomowa.html


W publikacji "Energia jądrowa w Polsce w latach 1955-1960" znalazłem zdjęcie przyrządu opisanego jako "tranzystorowy monitor promieniowania MGB-5". Jest to jedna z małoseryjnych konstrukcji, powstałych w pionierskim okresie rozwoju polskiej atomistyki. Zdjęcie miernika uzupełniło wpis o zapomnianych dozymetrach, umieszczam je również tutaj:

https://promieniowanie.blogspot.com/2018/03/zapomniane-dozymetry-ktokolwiek-widzia.html

Podobnie jak w przypadku dozymetrów, niektóre publikacje, choć przeczytane w upływającym roku obrachunkowym, omówione zostaną dopiero w następnym. Inne zaś, choć niewątpliwie ciekawe, nie doczekają się recenzji z uwagi na ograniczone zasoby czasowe - niestety pełna recenzja publikacji pochłania znacznie więcej sił i czasu niż równie dogłębna ocena przyrządu dozymetrycznego. Jeśli jednak oczekujecie większej liczby postów dotyczących literatury przedmiotu, dajcie znać w komentarzach. 

4. Inny sprzęt

Swoją służbę zakończył legendarny „koci plecak”, używany nieprzerwanie od 2013 r. Drelichowa „gruszka” produkcji radzieckich zakładów „Wojenochot” przeniosła ogromne ilości uranowej glazury, szkła, dozymetrów i innej elektroniki, płowiejąc od słońca i deszczu oraz wycierając się na łączeniach.

Plecak nabył ode mnie pewien Stalker, zatem poszedł w dobre ręce i pewnie posłuży jeszcze drugie tyle. Szybko kupiłem nowy plecak, też radziecki, jeden z licznych cywilnych modeli stosowanych podczas wojny w Afganistanie. Przy porównywalnej pojemności, ma on większą tylną kieszeń, w której z powodzeniem mieści się "żelazko".

Ciekawostką okazał się próbnik napięcia z żarówką tablicową na gwint E-14, wykorzystujący jako obudowę… osłonę sondy od radiometru DP-11B


Z akcesoriów do sprzętu dozymetrycznego wspomnę o przystawce głośnikowej PS-2, przeznaczonej do radiometrów RUST-2, a także przejściówce, wykonanej przez Michała (dzięki!), pozwalającej na podłączenie dowolnego licznika G-M do każdego radiometru uniwersalnego z wtykiem BNC-2,5.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/07/przystawki-gosnikowe-polon-ps-1-i-ps-2.html

Przedstawię tutaj jeszcze dwa przyrządy, skromne, ale przydatne: sonometr do pomiaru natężenia dźwięku oraz mechaniczny stoper produkcji radzieckiej. Szczególnie często korzystam ze stopera, mierząc czas uruchamiania się przyrządów, uśredniania wyniku, reakcji na wzrost mocy dawki i jej spadek czy długość osi czasu w histogramie.


Z kolei sonometr (decybelomierz) przydaje się przy pomiarze głośności alarmu oraz dźwięku impulsów. Niektóre przyrządy osiągają nawet 90 dB, przy innych dźwięk jest ledwie słyszalny, ale ocena na słuch bywa bardzo subiektywna, lepiej dokonać pomiaru używając trybu wartości szczytowej.

Radiometr SRP-68 zyskał wreszcie futerał, pozwalający na bezpieczne przenoszenie zarówno pulpitu pomiarowego, jak i sondy.



5. Wydarzenia

Najważniejszymi wydarzeniami było zwiedzenie 3 kopalni uranu podczas naszej objazdowej wycieczki po Dolnym Śląsku:

  • Podgórze (świetna trasa ekstremalna)
  • Liczyrzepa (w detektorze żenady zabrakło skali)
  • Kletno (najciekawsza ekspozycja, choć ciut za krótkie zwiedzanie)
Po wycieczce przekonałem się, że nasza domowa kolekcja szkła uranowego jest całkiem spora - podobnej liczebności jak zbiory Podgórza, 4 razy większa niż w Liczyrzepie i 2 razy mniejsza niż w Kletnie. Jako uzupełnienie zbiorów szkła uranowego zaproponowałem obu kopalniom nabycie zestawu naczyń z glazurą uranową z przykładami wszystkich kolorów w każdym. W obu przypadkach oferta spotkała się z zainteresowaniem. 


Kopalnia w Kletnie szybko sfinalizowała transakcję, natomiast Podgórze, pomimo początkowej akceptacji, ostatecznie odpowiedziało, cytuję: Dziękujemy za wiadomość natomiast te talerze nie są tematycznie związane z kopalnią (!). Dodatkowy zestaw trafił więc do Kletna. Z Podgórza zaś przyniosłem trochę mineralizacji uranowej na spodniach, o czym poinformowała mnie niezastąpiona w tym sonda SSA-1P.


Podczas wycieczki odwiedziliśmy również Muzeum Broni i Militariów w Witoszowie Dolnym k. Świdnicy. Miałem okazję przetestować krotność osłabienia promieniowania tła przez pancerz czołgu oraz zmierzyć kilka "uradowanych" wskaźników, w tym jeden na działku przeciwlotniczym:


Osobom żądnym ekstremalnych wrażeń polecam oferowaną w Muzeum przejażdżkę haubicą samobieżną "Krab", ale ostrzegam, trzeba mieć silne ręce, by mocno trzymać się pancerza, pojazd jeździ po wertepach o sporym kącie nachylenia. 

Będąc w okolicy, zajechaliśmy do Muzeum Gazownictwa w Paczkowie, wiedząc, że w zbiorach będą koszulki Auera różnych typów, a także funkcjonujące lampy gazowe.


Recenzję z tego bardzo ciekawego muzeum napiszę dopiero w nadchodzącym roku obrachunkowym.
Pomiary prowadziłem też w kopalni Guido w Zabrzu - 320 m pod ziemią moc dawki nie różniła się zbytnio od tej na powierzchni, za wyjątkiem jednego miejsca, przy tamie izolacyjnej, gdzie skoczyła do 0,40 µSv/h.


Warto też wspomnieć o dniu otwartym Krajowego Składowiska Odpadów Promieniotwórczych w Różanie. Niestety nie udało mi się przeprowadzić pomiarów, ale przy następnej edycji wykonał je jeden z Czytelników. Oczywiście nie zachęcam nikogo do przemycania dozymetrów, tym niemniej sama instytucja za mały nacisk kładzie na aspekt dozymetryczny zwiedzania. Wycieczki otrzymują kilka dawkomierzy, jednakże są to mierniki czułe tylko na promieniowanie gamma i w czasie zwiedzania, trwającego niecałą godzinę, nie przyjmą nawet 0,1 µSv, czyli najmniejszej dawki, możliwej do zarejestrowania przez ten miernik. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/07/dzien-otwarty-krajowego-skadowiska.html


Odwiedziliśmy też giełdę staroci Pchli Targ w Poznaniu. Jest ona znacznie bardziej przestronna i lepiej zorganizowana niż warszawskie bazary, z drugiej strony asortyment ma dużo nowszy, przeważnie z lat 90. i wczesnych 2000. Stoiska ze skorupami dość duże, ale praktycznie bez "świecidełek", nie licząc drobnicy z Jasby.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/06/gieda-staroci-pchli-targ-w-poznaniu.html


Po nawiązaniu kontaktu z Działem Edukacji i Szkoleń NCBJ w Świerku otrzymałem do przetestowania Detektory Edukacyjne. Był to Edukacyjny Licznik Geigera (na STS-6) oraz scyntylacyjny CosmicWatch, który w trybie koincydencji z drugim takim samym detektorem może zliczać miony z promieniowania kosmicznego.

Podziękowałem pewnej rosyjskiej firmie, która napisała do mnie z propozycją pozycjonowania strony. Odparłem, że z racji toczącej się wojny nie współpracuję z żadnymi rosyjskimi podmiotami, odpowiedź kończąc: Слава Україні!

Na krótko przed rocznicą zareklamowałem konkurs "Atomowa Bzdura Roku", zorganizowany przez portal Nuclear.pl. W konkursie tym można zgłaszać wygłoszone publicznie treści dotyczące energetyki jądrowej i promieniotwórczości, które są sprzeczne z obecną wiedzą naukową. Zachęcam do zgłaszania nominacji, termin upływa 30 listopada.

https://promieniowanie.blogspot.com/2022/11/konkurs-atomowa-bzdura-roku-2022.html

Inne wnioski i obserwacje:

  • Ludzie nie wydadzą na dozymetr klasy popularnej więcej niż 400-450 zł. Sprzedaż dozymetrów z wyższej półki, mających licznik okienkowy i kosztujących 1500-2000 zł graniczy z cudem, choć nie jest to niemożliwe.
  • Ceny na targu ustalane są bardzo arbitralnie i często wyrób obiektywnie więcej warty zostanie sprzedany taniej niż teoretycznie "tani" bibelot. Dobrym przykładem może być wazonik z żółtą glazurą uranową znanej firmy Sarreguemines (10 zł) oraz kwadratowa popielnica ze zwykłego przezroczystego szkła (20 zł). Niektórzy sprzedawcy wycwanili się i podwyższają ceny, jeśli przedmiot okazuje się być szkłem uranowym lub ceramiką z glazurą uranową (nie wszyscy na szczęście, mam parę zaprzyjaźnionych stoisk z przyzwoitymi cenami).
  • Na Olx i Allegro pojawiło się sporo trefnych ogłoszeń z miernikami sprzedawanymi jako niesprawdzone, podczas gdy tak naprawdę są uszkodzone, a w dodatku nieudolnie naprawiane. Szczególnie rozczulił mnie "niesprawdzony" zasilacz do DP-66 - jak rozumiem, osoba od lat zajmująca się dozymetrami nie potrafi podłączyć zasilania 3, 6 lub 12 V i żaróweczką od latarki lub multimetrem sprawdzić pracy tego prostego układu? Na szczęście działa też „sieć ostrzegania sąsiedzkiego” – świat dozymetrystów jest mały i informacje o „niesprawdzonych” egzemplarzach rozchodzą się lotem błyskawicy. Poza tym, jeśli z asortymentu sprzedawcy i treści ogłoszeń widać, że zna się na rzeczy, to przymiotnik "niesprawdzony" trzeba traktować jako synonim "niesprawny". 
  • "Żelazko" wzbudza ogromne zainteresowanie, ale ludzie w większości kompletnie nie odróżniają aparatury technicznej - wielokrotnie chodząc z "żelazkiem" słyszałem "mam taki sam na sprzedaż, przyniosę", po czym zwykle okazywało się, że jest to... multimetr, najczęściej UM-3 lub kompatybilny. Jakim cudem taki przyrząd może być podobny do RKP-1-2?
UM-3 (fot. Adam - http://qann.wikidot.com/um3a) vs RKP-1-2



***

Na sam koniec zerknijmy jeszcze na moją poboczną działalność, jaką jest przetwórstwo owocowo-warzywne. W tym roku mirabelki nie obrodziły - starczyło tylko na kilka butelek kompotu, z kolei truskawki były bardzo drogie i zrobiłem jedynie parę słoików konfitury. 

Pojawiła się za to obfitość gruszek, których przy pomocy ogrodniczego czerpaka nazbierałem ponad 60 kg. Większość poszła do suszenia, trochę na kompot i sok, z reszty zrobiłem cydr. Przypłaciłem to śmiercią chińskiej sokowirówki, z której poszedł dym, ale nabyta pospiesznie VA-370 "Katarzyna" firmy Predom Mesko sprawnie dokończyła robotę.

Nastawiłem też wino z czereśni (delikatne) oraz ze sklepowego soku jabłkowego (najmocniejsze z dotychczas zrobionych). Kwas chlebowy po raz kolejny stał się piwem, pozostaje mi więc robić tylko podpiwek kujawski z gotowego zestawu.

I ostatnia kwestia, również niezwiązana tematycznie z blogiem - adopcje kotów niewidomych. Od prawie 2 lat jest z nami Sabinka, adoptowana za pośrednictwem fundacji Ja Pacze Sercem jako młodziutki ślepaczek po kocim katarze. Mimo ślepoty doskonale sobie radzi, wykorzystując inne zmysły, głównie słuch. Bez problemu trafia do miski i kuwety, skacze za piłeczką (i moją nogą), niekiedy wręcz sprawia wrażenie, jakby widziała, choć stan oka niestety to wyklucza.

https://promieniowanie.blogspot.com/2021/12/adopcja-niewidomego-kota.html

Napisałem więc okolicznościowy wpis, w którym zawarłem garść praktycznych porad dla osób, które rozważają adopcję niewidomego kota (polecam!). Wiele osób obawia się opieki nad niewidomym kotem - zupełnie niesłusznie! Niewidome koty widzą więcej!

***

Kończąc ten rocznicowy wpis, przede wszystkim dziękuję PT Czytelnikom za obecność, wnikliwą lekturę i konstruktywne uwagi. Wsparcie, które otrzymuję w komentarzach i wiadomościach prywatnych jest bardzo cenne i zachęca mnie do dalszej pracy nad blogiem. 
Oczywiście pozostawiam otwartą księgę życzeń i uwag w komentarzach, jestem też dostępny mailowo - formularz kontaktowy znajduje się na prawym panelu bloga. Szczególnie czekam na komentarze od Czytelników, którzy na bloga trafili za pośrednictwem wizytówek lub z polecenia.