17 kwietnia, 2021

Szkolny radioindykator Iza z FPN Nysa

Proste indykatory promieniowania na potrzeby szkolnictwa produkowane były w latach 60. przez Fabrykę Pomocy Naukowych "Biofiz" w Poznaniu. Pojedyncze egzemplarze co jakiś czas pojawiają się na rynku wtórnym -  sam posiadałem dwa, które omawiałem w osobnej notce [LINK].

Tym razem trafiła mi się nowsza konstrukcja, z którą spotkałem się po raz pierwszy od początku bloga, czyli od 2013 r.

 


Indykator ten wyprodukowała Fabryka Pomocy Naukowych w Nysie, wykorzystując obudowę od radioodbiornika Iza MOT-745 produkcji zakładów Unitra-Eltra. Radio to wyróżniało się obłą obudową w żywych barwach, skrajnie odmienną od panującej wówczas stylistyki.

 


Obudowę dostosowano do konstrukcji radioindykatora, unikając jak najbardziej wszelkich ingerencji w tworzywo sztuczne. Otwory po potencjometrze i pokrętle strojenia zaklejono od wewnątrz tkaniną. 

W otworze mieszczącym zaczep paska na rękę umieszczono pomarańczową neonówkę sygnalizującą impulsy. 


Gniazdo słuchawek (jack 3,5) przeznaczono do podłączenia zasilacza, zaś z przełącznika zakresów zrobiono włącznik, zachowując opisy D - S (fale długie - średnie). 


Pod szybką skali umieszczono kartkę z napisem "szkolny radioindykator" zaś na tylnej ściance dodano logo FPN Nysa i napis "Napięcie znam. 9V". Pozostawiono klapkę komory baterii, choć nie przewidziano zasilania bateryjnego.

 


Jeżeli chodzi o układ elektroniczny, to zwraca uwagę zastosowany licznik G-M - jest to DOB-80! Licznik ten stosowany był w rentgenoradiometrach DP-66 i DP-66M, gdzie odpowiadał za IV zakres pomiarowy (0,05-0,5 R/h). Zastosowanie tego licznika może dziwić, ale jest zamierzone przez projektanta, gdyż na płytce drukowanej, przy wyprowadzeniach licznika, widać wyraźnie napis DOB-80.

 

Licznik DOB-80 ma ok. 4 razy mniejszą czułość niż liczniki STS-5/BOB-33/DOI-33, zatem nie jest najlepszym wyborem w przyrządzie, który ma indykować tło naturalne i niskie moce dawek. Oczywiście będzie reagował na słabe źródła i to nawet dość wyraźnie, co widać na powyższym teście licznika zamontowanego w DP-66:


Niestety, choć mój indykator po podłączeniu zasilacza 9V uruchomił się, wydając pisk pracującej przetwornicy WN, to jednak głośnik pozostawał cichy, za wyjątkiem pojedynczego impulsu chwilę po włączeniu. Nie reagował nawet przy zbliżaniu silniejszych źródeł do detektora. Zwiększenie napięcia zasilającego do 11 V powodowało wzbudzanie się głośnika i częste błyski neonówki, niezależnie od obecności źródła promieniowania. Podobny efekt osiągnąłem, manipulując potencjometrem przetwornicy WN, zachowując napięcie zasilania 9V. Wylutowałem więc oryginalny licznik i na jego miejsce umieściłem DOB-50. Udało mi się zarejestrować rzadkie impulsy tła naturalnego oraz niewielki wzrost wskazań od silniejszych źródeł. Licznik DOB-50 odpowiadał za najwyższe zakresy pomiarowe (0,5-5 R/h i 5-200 R/h) w DP-66 i DP-66M. Od od biedy można nim zastąpić STS-5/SBM-20, choć czułość będzie wielokrotnie niższa. 

Przekonawszy się, że układ zliczający jest sprawny, podłączyłem licznik BOB-33 i dopiero wówczas indykator zaczął pracować jak należy. Rejestrował zarówno tło naturalne, jak również promieniowanie nawet od słabych źródeł. Licznik DOB-80 podpiąłem zaś do radiometru UDR-2. Niestety pomimo ustawienia napięcia roboczego na 500-600 V efekt był ten sam - pojedynczy impuls zaraz po załączeniu prądu i cisza.


Jak się później dowiedziałem, liczniki DOB-80 są wysoce awaryjne na skutek wadliwej konstrukcji wyprowadzeń. Po pewnym czasie przepusty tracą szczelność i stopniowo wpuszczają powietrze do objętości czynnej licznika, powodując wyładowania ciągłe przy wyższych napięciach. Problem dotyczy zarówno liczników zapasów magazynowych, jak i zamontowanych w DP-66 i DP-66M. Liczniki DOB-50 są bardziej trwałe, gdyż wyprowadzenia umieszczono naprzeciwko siebie, a nie równolegle.

***

Indykator ten przedstawiłem w charakterze ciekawostki, choć może służyć do identyfikowania silniejszych źródeł promieniowania i niektórych pokazów popularnonaukowych. W razie potrzeby możemy też go stosować do testowania liczników G-M, podpinając zaciski pod wyprowadzenia przetwornicy WN. Jeżeli ktoś miałby dodatkowe informacje o tym indykatorze, proszę o kontakt przez formularz bloga. 

12 kwietnia, 2021

Indykator promieniowania DS-1

Ten prosty indykator promieniowania powstał w wyniku kooperacji dwóch Naukowo-Produkcyjnych Stowarzyszeń: "Płast-1500" i "Tekstronika". Pierwsze było inicjatorem produkcji, wykonało obudowę i opakowanie, drugie zaprojektowało układy logiczne i obwody elektroniczne przyrządu. Czujnikiem promieniowania jest licznik SI-Plast z filtrem odcinającym promieniowanie beta, niestety nigdzie nie znalazłem informacji o tym liczniku. Prezentowany egzemplarz ma oryginalne plomby i właściciel nie chciał go rozkręcać. Tak czy inaczej, miła odmiana po Jedynie Słusznym SBM-20.
http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=329

Przyrząd jest indykatorem, podającym jedynie przybliżoną wartość mocy dawki gamma. Indykacja odbywa się dwojako - poprzez liczbę błysków diody LED na przednim panelu, jak również poprzez świecenie jednej z trzech diod na krótszym boku obudowy. Liczbę błysków należy liczyć przez 15 sekund, zakres wynosi od 0,1 µSv/h (4 błyski) do 0,6 µSv/h (24 błyski). Przy wyższej mocy dawki liczenie błysków byłoby mocno utrudnione.

Kolorowe diody z kolei działają na takiej samej zasadzie, jak w innych przyrządach tego typu - zielona odpowiada bezpiecznemu poziomowi promieniowania - do 0,6 µSv/h, żółta - podwyższonemu, między 0,6 a 1,2 µSv/h i wreszcie czerwona - niebezpieczny poziom powyżej 1,2 µSv/h. Jak widać zakres pomiarowy bardzo łatwo przekroczyć, podobnie jak w wielu innych indykatorach, przeznaczonych dla ludności cywilnej do amatorskiego pomiaru mocy dawki gamma na całe ciało.
http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=329

W komplecie znajduje się futerał z pleksi z nalepkami producenta. Konstrukcja bardzo rzadka, nawet Autor wątku na Forum RHBZ nie miał zbyt wielu informacji na temat tego indykatora. 
http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=329

07 kwietnia, 2021

Licznik Geigera DOB-50

Licznik DOB-50 jest szklanym licznikiem G-M przeznaczonym do pomiaru wysokich natężeń promieniowania, rzędu dziesiątek i setek rentgenów. Jego oznaczenia, według systematyki polskich liczników G-M, możemy rozwinąć jako: prądowy (D), z nieorganicznym czynnikiem gaszącym, czyli chlorowcowy (O), szklany cylindryczny z katodą metalową (B), wielkości (względnej) 5, bez cokołu (0).


Opracowano je w NRD [LINK], a produkowane były przez Przemysłowy Instytut Elektroniki, a następnie przez wydzielony z tego Instytutu Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Elektroniki Próżniowej (OBREP), znany później jako Unitra-OBREP. W moich zbiorach mam liczniki obu producentów:


Do rodziny liczników DOB należą też DOB-80, o większej czułości i niższym zakresie pomiarowym, oraz DOB-60, z którym jeszcze nie zetknąłem się w praktyce.

http://qann.wikidot.com/rodzinagm#dob

DOB-50 najczęściej stosowane były w wojskowym sprzęcie dozymetrycznym, rzadziej w niektórych konstrukcjach cywilnych. Najbardziej znane są z rentgenoradiometrów DP-66 i DP-66M, w których odpowiadały za dwa najwyższe zakresy (5-200 R/h i 0,5-5 R/h). 


Montowano je też w rentgenometrach pokładowych DPS-68, gdzie również obsługiwały najwyższe zakresy. DOB-50 był też detektorem promieniowania w sygnalizatorze RS-70, mającym zakres 0,5-50 R/h. Umieszczono go w grubym ekranie ołowianym (na zdjęciu zdjęty, leży z prawej):


Licznik ten można było też opcjonalnie zamontować w sondzie SGB-1D w miejsce STS-5, rozszerzając jej zakres pomiarowy do 100 R/h.

 


Ostatecznie w wojskowym sprzęcie dozymetrycznym DOB-50 zostały wyparte przez DOI-30, mający większy zakres pomiarowy przy znacznie mniejszych wymiarach. Zapasy magazynowe liczników DOB-50 są tak duże, że odkąd prowadzę bloga (2013) to nadal są wyprzedawane i to cały czas w bardzo przystępnej cenie 8-10 zł, choć zapasy STS-5 dawno się skończyły. Poniżej oferta sklepu DW_RADIO, mającego wiele części do wojskowego sprzętu elektronicznego:

https://allegro.pl/oferta/licznik-promieniowania-geiger-dob-50-7497457527

Niska cena skłania do używania DOB-50 w amatorskich przyrządach dozymetrycznych, choć jego parametry nie zapewniają spektakularnego sukcesu w tym zastosowaniu. Jest to licznik pracujący w układzie prądowym, a nie impulsowym, tak samo jak większość liczników do pomiaru większych dawek (serie DOB i DOI). Liczniki te wykorzystują logarytmiczną zależność między mocą dawki a prądem licznika i wymagają innego sposobu podłączenia niż detektory pracujące w układzie impulsowym.

Ścianka jest dość gruba (200 mg/cm2) i wykonana ze szkła, przez co silnie osłabia promieniowanie beta i niskoenergetyczne gamma, a takie zwykle będziemy mierzyć.

Zerknijmy na specyfikację z oryginalnej ulotki:

https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic2093494.html

 

Jeśli chcemy się przekonać o czułości tego detektora, wystarczy, że włączymy DP-66 na zakres 0,5-5 R/h przy zdjętej osłonie sondy i z podłączoną słuchawką. Tło naturalne wyniesie ok. 0,5 cps, zaś większość typowych źródeł spowoduje wyraźny wzrost częstości trzasków w słuchawce. 


Wskazówka oczywiście się nie wychyli, gdyż zakres ten jest wyskalowany dopiero od 0,5 R/h, czyli 5 mSv/h, Jedynie najsilniejsze źródła (zegary lotnicze, kontrolki beta, niektóre minerały) spowodują drgania wskazówki pomiędzy zerem a pierwszą podziałką, i to tylko dlatego, że test prowadzimy bez osłony sondy. Przełączmy teraz DP-66 na zakres 0,05-0,5 R/h, obsługiwany przez licznik DOB-80 i zbliżajmy źródła do tego licznika, znajdującego się po drugiej stronie płytki montażowej, obok STS-5. Porównajcie poniższą reakcję DOB-80 z powyższym filmikiem z DOB-50:


Wzrost czułości jest bardzo wyraźny, szczególnie przy słabszych źródłach, które na DOB-50 praktycznie nie działają.

Niestety liczniki DOB-80 są rzadko występują w sprzedaży, zaś te, które są dostępne, często uległy rozszczelnieniu podczas długotrwałego przechowywania. Zmusza to konstruktorów do korzystania z DOB-50. Przykładem takiego dozymetru jest szkolny projekt Dawida - gratulacje!


Co do zasady nie twierdzę, że to jest zły licznik, tylko ma specyficzne przeznaczenie do pomiaru bardzo dużych natężeń promieniowania w warunkach wojny jądrowej. Podłączony do zasilacza wysokiego napięcia i układu zliczającego będzie działał, a na silniejsze źródła zareaguje nawet wyraźnie, jednak do takich konstrukcji polecałbym albo stary dobry STS-5/SBM-20, albo nawet i chiński M4011.

Licznikiem DOB-50 od biedy można zastąpić większość liczników pracujących przy napięciu 400-500 V. Pominę tu kwestię kalibracji, ale z racji niskiej ceny taki licznik może posłużyć do szybkiego, roboczego uruchomienia dozymetru, zanim zamówimy właściwy detektor. Tak zrobiłem w dozymetrze Sarasota Instruments DX-1, w którym oryginalny licznik był uszkodzony:


Dozymetr zadziałał, choć reagował tylko na silniejsze źródła, ale dzięki temu szybko przekonałem się o sprawności układu zliczającego i innych obwodów miernika. Do takich celów warto zawsze mieć kilka DOB-50 w szufladzie.

Na zakończenie amatorski dozymetr ("rejestrator cząstek") na DOB-50, którego schemat opublikowano w "Radioelektroniku" nr 10/1993 [LINK]. Co ciekawe, czasopismo przytoczyło błędne dane - za niskie napięcie pracy oraz możliwość pomiaru cząstek alfa i beta (!):


Jeśli mieliście do czynienia z tym licznikiem w swoich konstrukcjach lub chcecie uzupełnić notkę o jakąś informację, dajcie znać w komentarzach.

Przypominam też o mojej zbiórce na Patronite - https://patronite.pl/anonymousdosimetrist

03 kwietnia, 2021

Dozymetr Gamma Scout w/Alert

Dozymetr Gamma Scout omawiałem kilka lat temu [LINK]. Była to jednak podstawowa wersja, nazwana Standard, która rozpoczyna serię złożoną z czterech modeli - Standard, w/Alert, Rechargeable i Online:




Teraz chciałbym zrecenzować model w/Alert. Od wersji Standard różni się obecnością sygnalizacji dźwiękowej impulsów (!) oraz alarmem progowym, informującym o przekroczeniu wybranej wartości dawki oraz mocy dawki. Tak, dobrze przeczytaliście, wersja podstawowa zupełnie nie ma dźwięku. Podyktowane jest to koniecznością oszczędzania baterii, która jest wlutowana na stałe, a wymienić ją może tylko serwis. Producent tłumaczy takie rozwiązanie koniecznością podtrzymania pamięci dozymetru, który stale zapisuje dane pomiarowe. Mały pobór prądu, rzędu 10µA, może być utrzymany jedynie przy stałym wlutowaniu baterii, gdyż typowe styki do wymiennej baterii uległyby utlenieniu i spowodowały wzrost oporu. Dobrze, że bateria wystarcza, według specyfikacji, aż na 10 lat pracy.



W modelu w/Alert dźwięk impulsów jest włączany przez dwukrotne naciśnięcie przycisku kontroli baterii [znak akumulatora], a następnie potwierdzenie przyciskiem [enter]. Czas działania dźwięku jest fabrycznie ograniczony do 10 minut. Instrukcja deklaruje, że pobór prądu przy pracy z dźwiękiem jest 500 razy większy niż bez dźwięku i zaleca używanie tej opcji “raz dziennie”. W przypadku częstszego korzystania producent pobierze dodatkową opłatę za wymianę baterii.
Sam dźwięk jest typowym “klikaniem”, o umiarkowanej głośności ok. 50-60 dB, bez możliwości regulacji. Alarm z kolei sygnalizowany jest seriami trzech sygnałów w odstępie 8 s. Poziom głośności alarmu wynosi 80 dB, jest zatem wyraźny, ale nie ogłuszający. Alarm uruchomi się niezależnie od tego, czy jest włączony dźwięk impulsów.




Progi alarmu ustawiamy, wciskając dwukrotnie przycisk ustawień [trzy nakładające się kwadraty]. Wówczas pojawi się migająca wartość progu, którą zmieniamy kursorami i zatwierdzamy przyciskiem [enter]. Do wyboru mamy wartości od 0,1 do 950 µSv/h, regulowane skokowo:
  • co 0,1 pomiędzy 0,1 a 1
  • co 0,2 pomiędzy 1 a 5
  • co 0,5 pomiędzy 5 a 10
  • co 1 pomiędzy 10 a 20
  • co 2 pomiędzy 20 a 50
  • co 5 pomiędzy 50 a 100
  • co 10 pomiędzy 100 a 200
  • co 20 powyżej 200 itd

Domyślny próg alarmu mocy dawki to 5 uSv/h, pamiętajmy jednak, że z uwagi na słabe ekranowanie licznika G-M, zwłaszcza po bokach, alarm może uruchomić się przy wartości nieco niższej. Jeśli zaś nie chcemy zupełnie korzystać z funkcji alarmu progowego, należy ustawić możliwie wysoki próg. Niestety nie ma możliwości wyłączenia alarmu z pozostawieniem zapisanego progu.
Alarm przekroczenia dawki jest nieco trudniejszy do ustawienia. Musimy najpierw wejść w menu łącznej dawki za pomocą przycisku [enter].. Wyświetli się dawka skumulowana, przyjęta do tej pory przez przyrząd. Wciskamy [enter] drugi raz, pojawi się czas gromadzenia dawki - najpierw dni, potem godziny i minut, po czym znowu zobaczymy łączną dawkę. Wciskamy górny kursor [^] - wyświetli się komunikat [stop], informujący o mającym nastąpić zatrzymaniu gromadzenia dawki Zatwierdzamy za pomocą [enter], zatrzyma się gromadzenie dawki. Wtedy wciskamy powtórnie górny kursor [^]. Wyświetli się [del], ostrzegający o możliwości wyzerowania łącznej dawki. Zatwierdzamy [enter], co skasuje dotychczasową dawkę i czas gromadzenia. Wtedy znowu wciskamy [enter], by wprowadzić nową wartość progu od 5 do 50 mSv, skokowo co 5 mSv.


Ponieważ ustawienie nowego progu dawki oznacza usunięcie dotychczas zapisanej dawki i czasu jej gromadzenia, korzystajmy z tej funkcji rozważnie, zwłaszcza jak zależy nam na ciągłości gromadzenia danych o przyjętej dawce promieniowania.
Ustawianie tego progu jest na tyle skomplikowane, że w instrukcji umieszczono specjalny graf, prezentujący ten algorytm.


Te dwie funkcje odróżniają model w/Alert od podstawowego. Poza nimi obsługa jest identyczna, przypomnę więc jedynie w skrócie funkcje dozymetru:
  • pomiar łącznej emisji alfa,beta i gamma licznikiem okienkowym o średnicy okienka 9,1 mm i gęstości powierzchniowej 1,5-2 mg/cm2.
  • pomiar emisji beta+gamma po odfiltrowaniu emisji alfa cienką przesłoną
  • pomiar samej emisji gamma po odfiltrowaniu emisji alfa i beta grubszą przesłoną
  • każdy z nich w jednostkach równoważnika dawki lub w impulsach na sekundę
  • dodatkowa funkcja pomiaru w trybie przelicznika (zliczanie impulsów przez określony czas)
  • logowanie pomiaru w zaprogramowanych interwałach czasowych i zgrywanie tych danych na komputer
  • zegar z datownikiem
  • pomiar napięcia baterii
  • graficzny wykres poziomu promieniowania
  • sygnalizacja przekroczenia zakresu pomiarowego.
Jak można się spodziewać, Gamma Scout w/Alert dzieli wszystkie wady i zalety z modelem Standard. Tak samo jak on nie ma uszczelnień, w obudowie hula wiatr, a plastik jest cienki i trzeszczy w dłoniach, zwłaszcza szybka na ekranie. Cyfry na wyświetlaczu lekko drżą, wynik ulega sporym wahaniom, a klawiatura membranowa pracuje opornie i lubi się odklejać. 



Czułość licznika nie jest w pełni wykorzystywana z powodu odsunięcia okienka pomiarowego od krawędzi obudowy. Słabe ekranowanie licznika powoduje, że promieniowanie przedostaje się bokami, omijając filtry na okienku. Ale za to Gamma Scout umożliwia filtrowanie poszczególnych rodzajów promieniowania, co z dozymetrów klasy popularnej oferuje jeszcze tylko RadiaScan 701, jednak w mniej wygodniej formie klapki, którą trzeba zakładać na okienko pomiarowe jedną lub drugą stroną. Zaletą Gamma Scouta jest też logowanie pomiaru, pozwalające prześledzić nasze wędrówki w terenie skażonym. Dźwięk impulsów z racji obostrzeń w jego wykorzystaniu jest wątpliwą zaletą, natomiast bardzo przydatny jest alarm, szczególnie, gdy szukamy hot-spotów.

Jaki finalny werdykt? Nie jestem miłośnikiem tych przyrządów, gdyż uważam, że są mocno przepłacone w stosunku do jakości i możliwości. Szczególnie jednak niekorzystnym zakupem jest wersja w/Alert z uwagi na ograniczenia w korzystaniu z dźwięku. W takiej sytuacji lepiej albo zrezygnować z dźwięku i kupić wersję Standard, albo dopłacić za model Rechargeable, wyposażony w akumulator. Wersja w/Alert zatrzymała się w pół drogi.

30 marca, 2021

Rentgenoradiometr DP-66


DP-66 to rentgenoradiometr, czyli przyrząd mierzący zarówno wysokie poziomy promieniowania, jak i niskie oraz skażenia. Miernik ten rozpoczyna serię pięciu wojskowych rentgenoradiometrów (w tym jeden szkolny), stosowanych w Siłach Zbrojnych PRL, a następnie do niedawna w Wojsku Polskim. Oznaczenie DP zapożyczono z ZSRR (dozimetriczeskij pribor), gdzie opisywano w ten sposób wszystkie wojskowe mierniki promieniowania, niezależnie od typu, nadając im kolejne numery [LINK]. W Polsce początkowo stosowano symbol DP dla przyrządów produkowanych na licencji radzieckiej (DP-11, DP-3B, DP-23p). Później jednak zarezerwowano go wyłącznie dla rentgenoradiometrów krajowego projektu (DP-66, DP66M, DP-75), innym przyrządom dając oznaczenia polskie (KD, PZ, RL, RS) z dodanym po myślniku rokiem opracowania (65, 75, 70).



Rentgenoradiometr DP-66 opracowano w 1966 r., a pierwsza seria opuściła zakład w 1967 r. Wczesne serie miały obudowę z czarnego tworzywa z panelem z trawionego aluminium. 



Nie było to praktyczne z punktu widzenia kamuflażu i szybko zastosowano brązowe tworzywo sztuczne w charakterystyczny deseń.



Produkcja trwała do 1971 r., kiedy wprowadzono ulepszoną wersję DP-66M, różniącą się konstrukcją sondy oraz wyskalowaniem. Została ona zastąpiona w 1975 r. przez znacznie zmodernizowany model DP-75, który omawiałem osobno [LINK]. Zapasy magazynowe DP-66 były do niedawna masowo wyprzedawane z demobilu po 50-70 zł, jednak już uległy wyczerpaniu. Sprawne egzemplarze są coraz rzadsze, a przez to droższe (~300 zł). Tyle historii, zerknijmy na sam miernik.

***

DP-66 mierzy moc dawki promieniowania gamma w zakresie od 0,05 mR/h (praktycznie od tła naturalnego, które wynosi ok. 0,01 mR/h) aż do 200 R/h, czyli warunków, w jakich po dwóch godzinach otrzymamy dawkę śmiertelną LD-50/30. Dodatkowo mierzy też aktywność skażeń izotopami beta-aktywnymi w rozpadach na minutę z centymetra kwadratowego od 1000 aż do 1 mln rozp/min*cm2 z możliwością dziesięciokrotnego rozszerzenia tego zakresu przez przysłonę sondy.



Tak szeroki zakres pomiarowy osiągnięto dzięki zastosowaniu 3 liczników GM: DOB-50 dla dwóch najwyższych podzakresów (5-200 R/h i 0,5-5 R/h), DOB-80 dla pośredniego (0,05-0,5 R/h) i STS-5 dla trzech najniższych (0,05-0,5 mR/h, 0,5-5 mR/h, 5-50 mR/h). 

Wnętrze sondy - u góry STS-5, za nim DOB-80, pod spodem DOB-50.


Detektory umieszczono w sondzie z obrotową przesłoną, ustawianą w zależności od rodzaju mierzonego promieniowania. W położeniu G okienko pomiarowe jest zasłonięte i licznik rejestruje tylko promieniowanie gamma. Położenie Bx1 służy do pomiaru emisji beta, zaś Bx10, z małym otworkiem w osłonie sondy, rozszerza zakres pomiaru aktywności beta. 




Przewód sondy przechodzi przez uchwyt, który w położeniu transportowym przechowywany jest obok głowicy. 


Do pracy przesuwamy go na kablu i podłączamy do sondy za pomocą złącza bagnetowego - musimy mocno przycisnąć uchwyt do sondy, a następnie przekręcić, aż zaskoczy. Głowica sondy ma małe nóżki, umożliwiające stabilne położenie jej na płaskiej powierzchni z zachowaniem minimalnego odstępu. 


Celem ochrony przed wilgocią lub skażeniem należy założyć foliowy pokrowiec dołączony do zestawu. Umożliwia on nawet zanurzenie sondy na 50 cm pod wodę przez 5 minut.
W razie potrzeby możemy zamontować sondę na teleskopowej przedłużce - po jednej stronie mocujemy głowicę, po drugiej uchwyt. Przewód przechodzi przez ukośny rowek na końcu trzonka przedłużki i jest do niego dociskany rączką, zatem uważajmy, czy nie jest zbyt mocno ściśnięty.



Wynik pomiaru podawany jest na mikroamperomierzu MEA-33 100 µA, stosowanym w większości krajowych przyrządów dozymetrycznych (RK-67, RKP-1-2, RG-1). Ma on 3 skale,
  • dolna, dla najwyższego zakresu (5-200 R/h), niewymagająca mnożników, analogicznie jak w radzieckiej serii DP-5
  • środkowa, dla pomiaru mocy dawki gamma w R/h i mR/h na pozostałych zakresach z podstawową podziałką 0,5-5
  • górna, dla pomiaru aktywności beta w rozp/min*cm2 z podstawową podziałką 0,5-10



Skala jest pokryta farbą okresowego świecenia, ma też podświetlenie, włączane przyciskiem chwilowym. 
Do dźwiękowej sygnalizacji impulsów służy dołączana słuchawka nauszna SM-73. Jej konstrukcja umożliwia noszenie w założonej masce przeciwgazowej typu "słoń" (SzM-41M) bez pogorszenia jej szczelności. 
Kontrolę poprawności wskazań DP-66 zapewniało źródło beta-aktywne (10 µCi Sr-90), umieszczone pod pokrywą futerału. Niestety w egzemplarzach sprzedawanych z demobilu było ono usuwane, trafiało się niekiedy w ofertach od osób prywatnych. 


Źródło osłonięte było cienką blaszką z symbolem “koniczynki”, obracaną na pionowej osi. Nie było to szczelne zabezpieczenie, gdyż promieniowanie przedostawało się bokami. Według instrukcji w sprawnym przyrządzie po zbliżeniu sondy do źródła na I zakresie wskazówka powinna dojść do końca skali, na II do połowy, na III zauważalnie drgać. Ponieważ czas połowicznego rozpadu Sr-90 wynosi 28 lat, zatem w egzemplarzu z 1970 r. aktywność izotopu wyniesie obecnie zaledwie 2,9 µCi. Taka kontrolka nadal będzie aktywna i to mocno, jednak już nie wychyli wskazówki DP-66 tak silnie, jak wymaga tego instrukcja.
***
Przyrząd włączamy pokrętłem, którym również zmieniamy zakresy. Na pozycji K odbywa się test baterii - wskazówka powinna znaleźć się na czerwonym łuku na skali. Następnie włączamy kolejne zakresy, zaczynając od najwyższego. Zwykle będziemy korzystać z najniższego (0,05-0,5 mR/h), na którym czas ustalania się wskazań wynosi do 30 s. Wynik możemy zresetować przyciskiem KAS, choć zwykle spada dosyć szybko. Reakcję miernika na typowe źródła o średniej aktywności przedstawia poniższy film:



Zasilanie odbywa się z dwóch ogniw R-20 w komorze zamykanej na zakrętkę, a przyrząd jest bardzo odporny na spadek napięcia zasilającego, pracuje jeszcze przy 1,6 V z obu (!) ogniw. 



Możemy więc stosować baterie nie pierwszej świeżości, które innych mierników już nie uruchomią. W zestawie jest też przystawka zasilania zewnętrznego, wkręcana w komorę baterii. 



Umożliwia zasilanie z dowolnego źródła prądu stałego o napięciu 3, 6 lub 12 V, musimy tylko odpowiednio ustawić zworkę. Zasilacz ma kabel długości 6 m i jest zabezpieczony diodą przed odwrotnym podłączeniem biegunów. Pozwala na zasilanie m.in. z akumulatora samochodowego, wtyk pasuje do specjalnego gniazda w wojskowych pojazdach.



Przyrząd noszony był w skórzanym futerale z dwoma pasami nośnymi. Jeden zakładano na ramię, drugim owijano się w pasie, aby miernik nie przesuwał się podczas marszu czy biegu. W futerale na spodzie jest komora do przenoszenia sondy z uchwytem. W klapce tej komory znajdowała się mała kieszonka na słuchawkę. 


Spakowanie całości wymaga pewnej wprawy - sondę wkładamy przewodem do przodu, obok uchwyt, a następnie zwinięty przewód, który wyprowadzamy przez wycięcie w klapce. Wg instrukcji powinno to wyglądać tak:


Oznacza to dosyć ciasne zwijanie przewodu i mocne zaginanie, co pomimo "odgiętek" w formie sprężynek skutkuje pękaniem kabla po dłuższym czasie.

Pokrywa futerału ma okienko ze szkła organicznego, pozwalające na pomiar bez otwierania, np. w deszczu. 



Od wewnętrznej strony umieszczono skróconą instrukcję obsługi oraz kołnierz izolacyjny na gniazdo ładowania dozymetrów optycznych. 



Ta funkcja obecnie jest anachroniczna, ale w dobie zimnej wojny istniała potrzeba szybkiego ładowania stosowanych wówczas dozymetrów elektrooptycznych DKP-50. Działały one na zasadzie kondensatora, stopniowo rozładowywanego przez promieniowanie, zatem przed użyciem trzeba je było naładować. Pisałem o tym osobno w notce o DKP-50 [LINK]



DP-66 przechowywany i transportowany był w drewnianej skrzyni, mieszczącej całe wyposażenie dodatkowe, do którego należy:
  • słuchawka
  • foliowe pokrowce na sondę
  • przedłużka sondy
  • przystawka zasilania zewnętrznego
  • śrubokręt
  • baterie
  • pasy nośne - naramienny i biodrowy
  • instrukcja obsługi
  • zeszyt pracy
Skrzynie występowały w dwóch wersjach - dłuższej i krótszej - w zależności od zastosowanej przedłużki sondy (niektóre były minimalnie dłuższe). Tu widzimy dłuższą skrzynię od egzemplarza z 1969 r., wyróżnia się przegródkami w prawej komorze.

http://c4r0.byethost9.com/index.php?page=xrays/counters&lang=0#dp66

Tu z kolei krótsza od przyrządu z 1970 r., ten sam typ skrzyni był stosowany również w DP-66M.


Obecność dodatkowego wyposażenia oraz dokumentacji znacznie podnosi kolekcjonerską wartość sprzętu, choć w codziennej pracy korzysta się najwyżej ze słuchawki i przedłużki sondy. Przystawka zasilania zewnętrznego w większości egzemplarzy jest fabrycznie zapakowana w rurkę z tektury falistej, jak widać raczej ich nie używano.

***

Bardzo szeroki zakres pomiarowy sprawia, że DP-66 to miernik uniwersalny i niestety ma wadę wyrobów uniwersalnych, czyli sprawdza się gorzej niż przyrządy specjalizowane. Dotyczy to szczególnie pomiarów małych mocy dawek. Przede wszystkim okienko pomiarowe zasłonięte jest folią aluminiową, co powoduje straty najsłabszego promieniowania. Dodatkowo nawet w pozycji do pomiaru emisji beta nad okienkiem jest osłona sondy, w której jedynie wycięto pionowe wąskie szczeliny. Powoduje to kolejne straty. Czas ustalania się wskazań na najniższym zakresie wynosi 30 s, więc na niskoaktywne źródła miernik zareaguje dość ospale. Nie sprawdzi się więc do poszukiwania np. szkła uranowego, chyba że bardziej aktywnych egzemplarzy. Poniższy film demonstruje reakcję DP-66 na szkło uranowe, jednocześnie podając wartości uzyskane na Polaronie



Brakuje też zakresu pośredniego między I a II, gdyż wiele źródeł wybija wskazówkę poza skalę na I zakresie, zaś na II powoduje oscylacje wokół pierwszej podziałki. Zaletą jest zaś skala w rozpadach, dajaca bardziej wiarygodny wynik niż mierzenie w jednostkach mocy dawki, obecnie bardzo rozpowszechnione.

DP-666 ma też solidne ekranowanie sondy - jeśli chcemy mierzyć samo promieniowanie gamma, to mamy pewność, że wynik nie będzie zawyżony przez emisję beta czy niskoenergetyczne kwanty gamma. Szeroki zakres pomiarowy oznacza też, że DP-66 praktycznie nie da się przeciążyć za pomocą źródeł występujących w codziennym otoczeniu. - Zegary lotnicze emitują do 5-7 mR/h emisji gamma. Poradziłby sobie nawet z awariami radiacyjnymi, ale lepiej tego nie sprawdzać osobiście.

Główną wadą DP-66 jest masa i wymiary. Miernik z bateriami, w futerale i z przedłużką sondy waży 3,8 kg! Sytuacje pogarsza fabryczny pas nośny, który jest cienki i wrzyna się w ramię, nawet jak przypniemy pas biodrowy, który przejmuje cześć obciążenia. Częściowym rozwiązaniem może być użycie szerokiego pasa z podkładką na ramię, ale i tak, przy dłuższym marszu w Strefie czy na hałdach odczujemy ciężar DP-66. Do tego dochodzą wymiary, przyrząd mocno odstaje od ciała

***

Pamiętajmy też, że z uwagi na upływ czasu wiele egzemplarzy wykazuje różnego rodzaju defekty. Najczęściej uszkodzeniu ulega:
  • mikroamperomierz MEA-33 - konieczność wymiany na oryginalny lub zamiennik
  • przełącznik wielosekcyjny - zwykle urwana  jest oś pokrętła, można próbować lutować lub pozyskać zapasowy z innego egzemplarza, te elementy były importowane z Czechosłowacji i do tej pory są w sprzedaży, ale.. w Czechach. Przełącznik czasem też powoduje zwarcia, objawiające się skokiem wskazań przy przełączaniu zakresów
  • przewód sondy przy mocowaniach, powodujący zwarcie i skok wskazań przy poruszaniu sondą
Poza tym skorodowaniu ulega aluminiowa komora baterii wraz ze stykiem bieguna dodatniego, wyjątkowo wrażliwa na rozlany elektrolit ze zużytych ogniw. Pomijam awarie liczników GM, które mogą wystąpić w każdym dozymetrze. Najczęściej używany licznik, czyli STS-5, możemy wymienić w bardzo krótkim czasie, musimy tylko otworzyć obudowę sondy. W tym celu wykręcamy mały wkręt robaczkowy na pierścieniu sondy


Następnie odkręcamy cały ten pierścień, chwytając obie części sondy rękami, po czym wysuwamy płytkę drukowaną z korpusu. Licznik STS-5 montowany jest w zaciskach jak do bezpieczników:



Do DP-66 do niedawna można było nabyć większość części, zarówno elektronicznych (przetwornica WN, mikroamperomierz, płytka drukowana z potencjometrami, liczniki G-M), jak i mechanicznych (obudowa, pokrętła, zakrętki), co czyniło naprawę bardzo prostą. Niestety obecnie dostępne są jedynie liczniki DOB-50, z których najrzadziej się korzysta, oraz drobne akcesoria.


***

Czas na podsumowanie. Pomimo upływu lat DP-66 jest nadal w pełni użytecznym przyrządem, który sprawdzi się do większości "codziennych" źródeł, za wyjątkiem najsłabszych. Ma on oczywiście swoje ograniczenia, wynikające głównie z wieku oraz wojskowego przeznaczenia. Zerknijmy więc na finalne podsumowanie zalet i wad:

Plusy:
  • bardzo szeroki zakres pomiarowy
  • skala do pomiarów aktywności beta
  • solidna konstrukcja
  • niski pobór prądu
  • wysoka wartość kolekcjonerska

Minusy:
  • niska czułość na najsłabsze promieniowanie
  • gabaryty i ciężar
  • mała podaż na rynku
  • zły stan wielu egzemplarzy, zarówno używanych, jak i "magazynowych"
  • problem z dostępnością niektórych części zamiennych
Jeżeli macie jakieś uwagi do powyższego opisu, chcecie coś uzupełnić albo dysponujecie rzadką wersją tego przyrządu, dajcie znać w komentarzach.
Przypominam też o możliwości wsparcia mojego bloga na Patronite.pl - LINK.