sobota, 15 grudnia 2018

Uniwersalny radiometr cyfrowy URS-3

Dzięki uprzejmości Laboratorium Badawczo-Usługowego Proton [LINK] mogę przedstawić ten oto radiometr laboratoryjny. Miernik przypomina uniwersalny radiometr laboratoryjny URL-2 z 1974 r., jest jednak o co najmniej jedną generację nowszy. Opracowano go w 1981 r. i wyprodukowano w liczbie 200 egzemplarzy. Jak widać, wykorzystuje już wyświetlacz LED zamiast wskaźnika wychyłowego, zachowując zwykły wskaźnik do pomiaru wysokiego napięcia. Radiometr może zarówno zliczać impulsy w określonym czasie, jak również podawać częstość impulsów z dwiema stałymi czasu. Posiada też funkcję odejmowania tła w układzie antykoincydencyjnym oraz dyskryminacji impulsów, z osobną regulacją progu (100 mV - 10 V) i okna (20 mV - 1 V). Oferuje tez możliwość sygnalizacji przekroczenia ustawionego wcześniej progu oraz dźwiękowej indykacji impulsów z regulowaną głośnością.
Poniżej sprzęt z sondą scyntylacyjną uniwersalną SSU-3-2 podczas pomiaru tła promieniowania naturalnego po rzekomej awarii w Belgii 3 września 2017 r.:


Wysokie napięcie w zakresie 400-1400 V (500 µA) i 800-2800 V (100 µA) dostarcza wbudowany zasilacz włączany osobnym przyciskiem. Czas pomiaru 1, 3, 10, 30, 100, 300, 1000, 3000 aż do miliona i 3 mln sekund, stała czasu o dwóch wartościach (fast / slow). Zakres do 10.000 cps w 4 podzakresach. Błąd pomiaru zaledwie 1 %. Obudowa w standardowej obudowie z uchwytami, umożliwiającej montaż w większych zestawach. Miernik pozwala na współpracę z wszystkimi sondami produkowanymi przez ZZUJ "Polon", zarówno na pojedynczy przewód, jak i na podwójny (osobno wysokie napięcie i sygnał, np. SSU-70). URS-3 współpracuje nawet ze specjalnym sondami przepływowymi typu SPU, wyprodukowanymi w małych seriach (10 szt.) w latach 70. (np. SPU-1P - LINK)

URS-3 z sondą sondą SSU-3-2 w czasie pokazu na pikniku naukowym:


Sprzęt oferuje ogromne możliwości, jak choćby dużą dokładność wskazań i pracę w układzie antykoincydencyjnym, wymaga jednak posiadania sond pomiarowych i wyposażenia dodatkowego (domki osłonne itp.). Trudno też go nabyć na rynku wtórnym, gdyż wyprodukowano zaledwie 200 egzemplarzy, z których większość najprawdopodobniej jest nadal w użyciu z racji dobrej jakości i względnej "nowości" konstrukcji. Taki sprzęt nie "wyciekał" zbyt łatwo z miejsc użytkowania, chyba że w przypadku likwidacji placówki. Jest to przyrząd dla zaawansowanych użytkowników, mających zarówno wyposażenie, jak i wiedzę dotyczącą używania takich radiometrów. Tym niemniej, jeśli traficie na jakiś egzemplarz, nawet niekompletny, w jakimś skupie złomu itp., to ratujcie go za wszelką cenę! Naprawdę warto!

poniedziałek, 10 grudnia 2018

"Uranowa gorączka" w USA

Wyścig zbrojeń między USA a ZSRR spowodował zwiększone zapotrzebowanie na uran do produkcji kolejnych bomb atomowych.W Stanach Zjednoczonych ogłoszono wielką akcję poszukiwania złóż uranu, oferując nagrody finansowe dla osób, które natrafią na odpowiednio bogate rudy. Całość koordynowała Komisja Energii Atomowej, mająca od 1948 r. monopol na skup uranu od prywatnych firm górniczych. Rozpoczęło się istne szaleństwo, niekiedy przewyższające słynną "gorączkę złota" na Dzikim Zachodzie. W marketach można było nabyć rozmaite modele dozymetrów, zarówno proste indykatory ze słuchawkami, jak również profesjonalne detektory scyntylacyjne za ponad 1000 $. Produkowano również dozymetry dla dzieci:

Najprostsze przyrządy kosztowały 30 $ - Snooper firmy Precision Radiation Instruments (PRI), bardzie zaawansowany model Lucky Strike tej samej firmy kosztował 99,50 $, z kolei Victoreen Vic Tic - 125 $,  Detectron Bismuth Nucliometer 1295 $, zaś PRI Royal Scintillator - aż 1995 $. Poniżej przegląd w/w modeli przyrządów dozymetrycznych:


Oferowano również mierniki do montażu na samochodach i samolotach, kosztujące nieraz i 5000 $, szczególnie przydatne do szybkiego przeszukiwania bezkresnych przestrzeni USA. Tutaj porównanie dawnych metod poszukiwawczych z epoki gorączki złota i współczesnych, wykorzystujących lotnictwo cywilne:

Niektóre sklepy rychło wyspecjalizowały się w dostarczaniu sprzętu dla "uranium prospectors". Oprócz aparatury radiometrycznej oferowano wszystkie niezbędne akcesoria, łącznie z "modnymi" strojami dla ekip poszukiwawczych. 

Wyposażenie sprzedawano nawet w zestawach - podstawowy kosztował 180 $, z czego 98,50 $  dozymetr Detectron DG-2. Reszta sprzętu to m.in. siekierka, oskard i kapelusz.

Bogaty zestaw za 3529 $, oprócz kilku mierników i sprzętu górniczo-biwakowego, zawierał nawet wartego 1685 $ jeepa!

Oprócz sklepów powstały też specjalne knajpy i bary przeznaczone dla poszukiwaczy, nieraz zwanych "Uraniumaires". Podejrzewam, że serwowano w nich również mode wówczas drinki o atomowych nazwach:

Oczywiście tam, gdzie pieniądz, rodzą się mroczne instynkty, więc w wielu rejonach zapanowało prawo pięści. Stawka była wysoka, rząd płacił 3000 $ za tonę rudy 0,1 % i 7000 $ za tonę rudy 0,2 %. Badanie próbek rudy pod kątem zawartości uranu było bezpłatne, wystarczyło przesłać 10 funtów (4,5 kg) do analizy. Znalezienie obfitych złóż oznaczało fortunę - Vernon Pick (na zdjęciu z prawej) zyskał 9 mln $:

O poszukiwaniach uranu powstawały nawet filmy, a pisma dla młodzieży uczyły, jak zbudować dozymetr i zachwalały uranium prospecting jako świetną przygodę.

Masowe wydobycie i przerób rud uranu nie pozostało bez wpływu na środowisko naturalne oraz zdrowie górników i okolicznych mieszkańców. Mielenie rud uranu i składowanie odpadów na hałdach powodowało rozsiewanie radioaktywnego pyłu i skażenie wód gruntowych. Prace przy wydobyciu skutkowały rakiem płuc u górników na skutek wdychania radonu. Głośna stała się sprawa Indian Navajo, których tereny zostały skażone, a Indianie byli zatrudniani w kopalniach do najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych prac - np. wysyłano ich w rejon wydobycia zaraz po odstrzeleniu skały, gdy radioaktywny pył jeszcze nie opadł [LINK]. Prace prowadzono często w sposób rabunkowy, nie żałując dynamitu i poważnie dewastując środowisko naturalne. Tereny dawnych kopalń do tej pory są wyłączone z użytku [źródło]:

Uranowa gorączka wygasła w latach 60., kiedy rząd USA zgromadził odpowiednie zapasy rudy i już nie potrzebował skupować jej od prywatnych firm. Ostatecznie w latach 70. spadło zapotrzebowanie na niskoprocentową rudę amerykańską. Powodów było wiele: import zagranicznych rud wysokoprocentowych, nasilające się ruchy antyatomowe i początki rozmów rozbrojeniowych między USA i ZSRR.
Więcej na ten temat na poniższych blogach, skąd też pochodzą archiwalne fotografie użyte w notce: http://blogs.dailybreeze.com/history/2014/04/12/the-1950s-uranium-boom/


W Polsce i innych krajach bloku wschodniego takie poszukiwania prowadzone były przez specjalistów z ZSRR, a wydobycie uranu prowadzono w tajnych, zakodowanych zakładach, m.in. w  "Zakładach Przemysłowych R-1" w Kowarach. Ale to inna historia.

piątek, 7 grudnia 2018

Dozymetr RKS-107 - następca RKSB-104

Dzisiaj druga recenzja autorstwa Maćka, oddaję głos Autorowi:


Radiometr RKS-107 produkowany jest przez białoruskie zakłady Belvar. Jest to następca dość popularnego u nas RKSB-104 produkowanego w Związku Radzieckim. Model RKS-107 jest jednak bardzo mało popularny. W Internecie niewiele jest o nim informacji, najwięcej pochodzi od użytkowników z Japonii z okresu tuż po awarii w Fukushimie. Czytając o nim natrafiłem na białoruskie rejestry państwowe w których pierwsze wzmianki o dopuszczeniu  urządzenia o tej nazwie do użytku pochodzą z roku 1995, natomiast najnowsze zezwolenie pochodziło z 2016. Radiometr zapakowany jest w plastikowe pudełko złożone z dwóch części zamykających się na zatrzaski (dokładnie takie samo jak w przypadku RKSB-104). Pudełko to może pełnić rolę kuwety do badania substancji promieniotwórczych bądź jako dodatkowy filtr cząstek beta. 
Dołączona instrukcja obsługi zawiera szczegółowe dane o parametrach urządzenia, opis poszczególnych trybów pracy, a także dane z fabrycznych pomiarów w oparciu o źródła kontrolne i certyfikat dopuszczenia do użytkowania wraz z numerem seryjnym, datą (w przypadku mojego egzemplarza 29.05.2015) i podpisem osoby akredytującej. Plastik, z którego został wykonany jest dość gruby, chropowaty w dotyku, obudowa dobrze spasowana, nic nie trzeszczy. Wyświetlacz jest sporych rozmiarów przez co bardzo czytelny, na plastikowym okienku, które go osłania z prawej strony umieszczono jednostki pomiarowe poszczególnych trybów pracy. Pod nim znajdują się przyciski pracujące z dobrym skokiem. Mamy tu przycisk "ON", "OFF", "START" oraz "MODE". 
Po drugiej stronie urządzenia umieszczono idąc od góry: gniazdo sondy zewnętrznej znajdujące się za wysuwaną klapką, klapę osłaniającą tuby Geigera otwieraną za pomocą sprężynowego zatrzasku pełniącą funkcję filtra beta i kompensacji energetycznej oraz wysuwaną klapkę komory baterii 9V. 




Dane dostępne w Internecie podają, że urządzenie korzysta z dwóch tub SBM-20, jednak w moim egzemplarzu znajdują się szklane tuby J305βΥ 2015 owinięte plastikową przezroczystą folią.


Po włączeniu przyciskiem "ON" radiometr jest od razu gotowy do pracy. Możemy ustawić jeden z trzech trybów pomiarowych: mocy równoważnika dawki (0.1-999µSv/h), strumienia cząstek beta (0.1-999rozp./s*cm^2) oraz aktywności właściwej cezu-137 w produktach (2-9990Bq/g). Zmiany dokonuje się przyciskiem "MODE", a o aktualnym trybie informuje podłużny znacznik pojawiający się na wyświetlaczu z lewej strony nadrukowanych na okienku jednostek i miga on w trakcie pomiaru.

 Pomiar uruchamiamy przyciskiem "START", w zależności od trybu trwa on odpowiednio ok. 53s, ok. 37s i ok. 240s. Radiometr możemy wyłączyć przyciskiem "OFF" lub poczekać na auto wyłączenie następujące po około minucie bezczynności. Każdemu naciśnięciu przycisku,  towarzyszy "piknięcie", pojawia się ono również po zakończeniu pomiaru. W trybie pomiaru mocy równoważnika dawki możemy dodatkowo ustawić alarm naciskając ponownie przycisk "ON",  wtedy na wyświetlaczu z lewej strony wyniku pojawi się symbol "~", a gdy zostanie przekroczony pierwszy próg 0.6µSv/h pojawi się pulsacyjny głośny alarm, gdy zostanie przekroczony drugi próg 1.2µSv/h symbol "~" zacznie migać, a częstotliwość alarmu wzrośnie. Wyniki pomiarów są zgodne z innymi miernikami. Urządzenie jest czułe na słabe źródła typu płytki podłogowe czy umywalki ceramiczne, a w trybie pomiaru aktywności cezu urządzenie jest w stanie wykazać różnicę pomiędzy wartością zmierzoną dla tła, a np. dla paczki herbaty liściastej. Pomiary szkła uranowego pokazują, że klapka bardzo dobrze odcina promieniowanie beta. Podsumowując jest to sprzęt do bardziej zaawansowanych pomiarów, dostajemy urządzenie na wstępie sprawdzone przez producenta w oparciu o źródła kontrolne. Nie jest to jednak miernik kieszonkowy (16x7x4.5cm, waga z baterią 340g)ale można też zabrać go w teren.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Dozymetr Radex One

Dziś dzięki uprzejmości Maćka mogę przedstawić ten oto dozymetr, który nieczęsto występuje w naszym kraju. Oddaję głos Autorowi recenzji:

Radex One jest to urządzenie wzorowane na profesjonalnych dozymetrach indywidualnych, takich jakie są stosowane przez osoby, których praca związana jest z kontaktem ze źródłami promieniowania jonizującego. Takie urządzenie ma być zawsze przy nas, a więc musi być małe i lekkie. Taki jest właśnie Radex One produkowany przez firmę Quarta-Rad. Wraz z baterią i klipsem waży ok. 50g i jest kompaktowy  112x32x23mm. Jest to najtańszy miernik znajdujący się w ofercie tej firmy, obecnie kosztuje ok. 129$. 

Obudowa ma opływowy kształt i wykonana jest z przyjemnego w dotyku dobrze spasowanego szarego plastiku. Mały wyświetlacz umieszczony jest na jednej z krótszych ścianek za okienkiem wykonanym z tworzywa sztucznego. Na przeciwległej ściance znajduje się wyjście mikro USB służące do podłączenia do komputera.

Na jednym z dłuższych boków znajdują się dwa płaskie przyciski "MODE" i "SET" służące do modyfikacji ustawień i zmiany trybów wyświetlania oraz wyczuwalny pod palcami stylizowany napis RADEX. Gdy kupowałem dozymetr w 2015 roku natrafiłem na komentarze sugerujące dość słabą jakość i awaryjność tych przycisków.

Ja zbyt często ich nie używam, gdyż większość czasu korzystam z tych samych ustawień i trybu pracy i ciągle funkcjonują one prawidłowo. Obecnie producent sprzedaje urządzenie z ulepszonymi, nieco wypukłymi, prostokątnymi przyciskami na których widnieją symbole graficzne.


Po drugiej stronie boku z przyciskami znajduje się zdejmowalny klips do paska, klapka komory baterii typu AAA (mały paluszek) oraz otworki do przyczepienia smyczy. Klapka wchodzi bardzo ciasno także raczej nie ma możliwości, aby ją zgubić. Jedynie przy jej montażu/demontażu należy uważać na jej boczne wypustki gdyż są drobne i może dojść do ich ukruszenia.



Głównym elementem dozymetru jest tuba SBM-20-1, znajduje się ona obok baterii i jest całkowicie osłonięta obudową (brak klapki ekranującej jak np. w Terra-P czy Polaron). Jej fragment jest dostrzegalny, gdy zajrzymy z boku do wnętrza komory baterii.


Tak więc wszystkie pomiary dotyczą jednocześnie promieniowania gamma i beta. Przy czym słaba beta jest tłumiona przez niezbyt gruby plastik obudowy chyba, że zdejmiemy klapkę baterii wtedy słabsza beta ma szansę dotrzeć do tuby. Jak podaje producent dozymetr rejestruje gammę z zakresu 0.1 - 1.25MeV a betę 0.25 - 3.5MeV. 
Po włączeniu pierwszy wynik pomiaru otrzymujemy po 10 sekundach, jest on jednak obarczony największym błędem i należy następnie poczekać ok. 2 minuty (ok. 10 cykli pomiarowych) aż na ekranie pojawi się symbol "n" oznaczający ustabilizowaną optymalną wartość. Urządzenie wykonuje pomiar cały czas i wyświetla zaktualizowane wartości w odstępach 10-cio sekundowych.
Zakres pomiarowy to od 0.05 do 999µSv/h. Korzystając z przycisku "SET" możemy zamiast aktualnego poziomu promieniowania wyświetlać dawkę skumulowaną (zarejestrowaną od czasu jej ostatniego zresetowania) lub liczbę zliczeń na minutę (CPM). W przypadku zarejestrowania kwantu gamma bądź cząstki beta na ekranie na krótką chwilę pojawia się malutki symbol koniczynki radiologicznej, który w przypadku wysokiego poziomu promieniowania wyświetla się już cały czas. Na ekranie mogą pojawiać się również symbole wyczerpania baterii, alarmu dźwiękowego lub alarmu wibracyjnego.

Progi alarmów mogą być ustawione odpowiednią kombinacją klawiszy w krokach co 0.1 w przedziale od 0.1 do 1µSv/h. Możemy ustawić jednocześnie alarm dźwiękowy i wibracyjny, tylko jeden z nich lub całkowicie je wyłączyć. Alarm dźwiękowy to dość ciche krótkie piknięcia pojawiające się w momencie przekroczenia ustawionego progu. W dość cichym otoczeniu lub w nocy są one słyszalne jednak w centrum miasta bądź pod grubszą warstwą odzieży ten alarm może nie spełnić swojego zadania. Alarm wibracyjny jest taki sam jak w telefonach komórkowych. Jest dość dobrze wyczuwalny na pasku czy w kieszeni spodni, a brzęczenie jakie wydaje jest nawet głośniejsze niż alarm dźwiękowy. Gdy kupiłem ten dozymetr producent informował, że na jednej baterii gwarantowana praca ciągła wynosi ponad 500 godzin. Jednak jakiś czas później pojawiła się poprawiona wersja wewnętrznego oprogramowania oszczędzająca zużycie energii dzięki której czas pracy znacznie się wydłużył i teraz jest to ponad 3000 godzin (w sytuacji gdy promieniowanie jest na poziomie tła naturalnego, a alarmy są wyłączone lub pojawiają się rzadko). Tak więc tu duży plus za ciągły ulepszanie urządzenia jeśli pojawia się taka możliwość. Ze strony producenta możemy ściągnąć program umożliwiający po podłączeniu dozymetru do komputera kablem mikro USB m.in. na rejestrowanie poziomu promieniowania, prezentację zgromadzonych danych w postaci graficznej lub tabeli, zmianę ustawień alarmów oraz wgranie nowej wersji oprogramowania jeśli taka się pojawi (od momentu zakupu do tej pory pojawiły się chyba 3 aktualizacje).

Dozymetr potrafi zareagować na słabe źródła, jak np. płytki ścienne czy podłogowe bądź umywalki ceramiczne, lecz potrzebuje na to kilku - kilkunastu cykli aktualizacyjnych, aby wskazać wartości nieco podwyższone w stosunku do tła. Dobrze reaguje na szkło uranowe. W odległości ok. 10 cm przy włączonym alarmie częstotliwość pisków zaczyna narastać, a umieszczony bezpośrednio na źródle natychmiast sygnalizuje promieniowanie wysoką częstotliwością piknięć bądź wibracji, a wynik ustala się po mniej więcej 3 cyklach, po odsunięciu od źródła alarmy ustają natychmiast, a po 2 cyklach wynik powraca do wartości tła naturalnego. Mierzone wartości są porównywalne z innymi miernikami, które posiadam.
Ogólnie uważam, że jest to bardzo fajny sprzęt i bardzo dobrze spełnia funkcję dozymetru osobistego ze względu na ciągły i długi czas pracy na jednej baterii, wymiary, wagę i klips do paska dzięki czemu można go mieć zawsze przy sobie i ostrzeże nas gdy znajdziemy się w pobliżu źródła promieniowania lub będziemy chcieli zbadać jakiś artefakt. Jednak musimy pamiętać, że mierzone wartości zawsze pochodzą łącznie od promieniowania gamma i beta.

czwartek, 29 listopada 2018

Radiometr geologiczny "Prognoz"

Radiometr ten jest radzieckim odpowiednikiem polskiego radiometru górniczego RG-1 - tak jak on wykorzystuje obudowę od wojskowego przyrządu, posiada jednak mniejszy zakres i inne rozwiązania wynikające ze specyfiki jego zastosowania. Przede wszystkim sonda jest wymienna, w zestawie są dwie sondy, jedna wykorzystująca licznik z okienkiem mikowym SI-8BG typu "pancake", druga zawiera typowe tuby STS-6 znane choćby z monitorów RKP-1-2. Drugim szczegółem jest skala z pojedynczą podziałką w mikrorentgenach na godzinę, zakres miernika kończy się na 5000 µR/h, czyli 5 mR/h, a więc mniej niż RG-1 czy RK-67 (250 mR/h), nawet mniej niż w Polaronie (20) czy Sośnie (9,99). Trzecim detalem jest możliwość zasilania z zewnętrznego źródła prądu o napięciu 12 V, podłączanego do gniazda z lewej strony panelu przedniego. Poza tym miernik pracuje jak typowy DP-5 - lampowa konstrukcja wymaga regulacji napięcia przed pracą za pomocą gałki "reżim". Sprzęt występuje jako "radiometr beta-gamma", zatem okienko mikowe jest zbyt grube, aby przepuścić cząstki alfa.

Pulpit z sondami - z lewej z tubami STS-6, z prawej z okienkowym licznikiem "pancake"

Komplet w skrzyni transportowej. Widoczne zapasowe tuby STS-6 w tekturowych opakowaniach. Przewidziano też źródło kontrolne - pastylkę B-8 z osłonką jak w DP-5 A i B.

Pulpit - taki sam jak w DP-5 A, B i M, tylko z gniazdem zasilania zewnętrznego z lewej.
Metalowa blaszka z prawej osłania przedział baterii - przewidziane ogniwo 11,5 PMCG-U-1,3 o napięciu 11,5 V i pojemności 1,3 Ah, z wyglądu podobne do tego (100-PMGC-U-0,05, czyli 100 V, 0,05 Ah):

Sonda pomiarowa z licznikami cylindrycznymi STS-6 i otwartą przesłoną z 2 mm stali odcinającą promieniowanie beta:
Sonda z okienkiem mikowym i zakręcaną osłoną z blachy, tłumiącą promieniowanie beta.
Pozostałe przesłony na okienko mikowe sondy do pomiaru skażeń punktowych i małych źródeł.
"Gołe" okienko mikowe tuby typu "pancake":

Radiometr z podłączoną sondą z otwartą przesłoną:

Wtyk zasilania z zewnętrznego źródła 12 V. Niestety nie znalazłem w sieci zdjęć samego zasilacza. Być może był to jedynie przewód do instalacji samochodowej.
Pulpit jako żywo przypomina bakelitowe obudowy od DP-5 A i B:
Miernik z zestawem sond - z radzieckiego katalogu:

Miernik przedstawiłem jako ciekawostkę, nie spotkałem się z nim Polsce, a dostępne informacje i zdjęcia pochodzą z Forum RHBZ [link]. Oryginalną instrukcję można pobrać TUTAJ

sobota, 24 listopada 2018

Pięciolecie bloga (2013-2018)

Ani się nie obejrzałem, jak minął piąty rok prowadzenia bloga. Pierwszy post został opublikowany w niedzielę, 24 listopada 2013 r. Sam pomysł pojawił się dwa tygodnie wcześniej w szpitalu, gdzie oczekując na operację, zajmowałem się lekturami z dziedziny atomistyki i przemyśleniami na ten temat. Zrozumiałem, jak wiele pokutuje szkodliwych mitów na temat zjawiska radioaktywności, i jak bardzo brakuje rzetelnych źródeł wiedzy podanej w przystępnej formie. Od tego czasu minęło 5 lat. Przez moje ręce przeszły dziesiątki przyrządów dozymetrycznych, publikacji, świecących artefaktów itp., odwiedziłem też wiele miejsc związanych mniej lub bardziej ze zjawiskiem radioaktywności. Czy jestem tym zmęczony? NIE! Czy mam pomysły na dalsze notki? TAK! Co prawda omówiłem większość łatwo dostępnych przyrządów dozymetrycznych, ale zawsze pozostają konstrukcje prototypowe, profesjonalne czy amatorskie, zaś tematyka źródeł promieniowania jest niewyczerpana.

Co nowego pojawiło się na blogu? W ostatnim roku wprowadziłem etykiety, by łatwiej było znaleźć posty z danej kategorii (dozymetry, artefakty, teoria, historia, izotopy). Zacząłem też opisywać sprzęt, którego nie miałem możliwości przetestować, a który znam jedynie z widzenia, bądź ze zdjęć i dokumentacji - wiem, że to ryzykowne, ale warto zasygnalizować, że taki sprzęt istnieje i że ktoś poszukuje informacji o nim. W ten sposób nawiązałem kontakt z firmą Polon-Alfa, z której uzyskałem niezwykle cenne informacje dotyczące krajowego sprzętu dozymetrycznego.
Pojawiły się też teksty Współpracowników z zewnątrz (pozdrowienia!), jak również reklamy firm i wyrobów z branży dozymetrycznej. Osoby obawiające się komercjalizacji bloga od razu uspokajam, że reklamy umieszczam jedynie w wyjątkowych, uzasadnionych przypadkach i na pewno nie zmienię tej strony w Mango-Cyberzakupy. Działalność badawczą i popularyzatorską prowadzę w oparciu o własne środki i niech tak pozostanie.
Skoro jesteśmy już przy środkach - zasoby sprzętu dozymetrycznego zostały uszczuplone przez zakup mieszkania. Na sprzedaż poszły rzadziej używanie mierniki, aby pokryć liczne dodatkowe opłaty, towarzyszące zakupowi lokalu na rynku wtórnym. Siłą rzeczy musiałem też ograniczyć zakupy nowego sprzętu. Mimo to pozostał główny trzon najbardziej użytecznych i wszechstronnych przyrządów: Polaron, Expert, Atom Simple, Radiatex, EKO-C i DP-5B. Pozostawiłem też większość szkła i ceramiki uranowej. Szkło zyskało wreszcie odpowiednią ekspozycję w gablotce z podświetleniem diodami UV. Większa przestrzeń ładunkowa zapewniła lepsze warunki do wykonywania autoradiogramów. Oczywiście nowy lokal został szybko zbadany pod kątem tła i stężenia radonu - tło nieco podwyższone (0,13 µSv/h w stosunku do 0,10 w starym), radon nieco niższy (średnio 40 Bq/m3 w piwnicy zamiast 70). W bloku mam schron na wypadek apo (budownictwo lat 60.):

Pierwszy mebel - Polaron.
Na szczęście finanse bardzo szybko wróciły do równowagi i mogę sobie pozwolić na zakupy szkła i ceramiki oraz tańszych dozymetrów pod warunkiem sprzedaży nadmiarowych sztuk.
Stanowisko pracy to samo, tylko z nieco innym rozmieszczeniem zawartości.

A teraz garść statystyk za te 5 lat - nie byłbym sobą, gdybym nie podał paru zestawień cyferek :)

1. Dozymetry podzielone na kraje (wg modeli):

  • ZSRR i Rosja - 34
  • Polska - 22
  • Francja - 2 (Intertechnique DT-11, Nardeux PDM-2)
  • Wielka Brytania - 1 (Meter Contamination No. 1)
  • Czechosłowacja - 2 (RGB-58, RGBT-62)
  • Niemcy - 2 (RR-66, Genitron)
  • Stany Zjednoczone - 2 (Victoreen CDV-175)
  • Japonia - 1 (SmartGeiger)
2. Dozymetry wg przeznaczenia / budowy:
  • radiometry kieszonkowe beta-gamma - 4 (Polaron, Sosna, RKSB-104, Expert)
  • radiometry kieszonkowe gamma - 31 (Biełła, Master, Sinteks itp.)
  • indykatory promieniowania - 7 (Bierieg, RIK-59)
  • rentgenometry - 8 (DP-3B, D-08)
  • rentgenoradiometry - 10 (DP-5, DP-66)
  • radiometry przenośne -  17 (RKP-1-2, EKO-C, RK-67)
  • radiometry laboratoryjne -12 (URL-2, ZAPKS-1)
  • dozymetry do telefonów - 2 (SmartGeiger, Atom Simple)
  • radiometry niefabryczne - 4 (UDR-1, Radiatex, PCD-10)

Kryteria podziału, jakie przyjąłem, są umowne i nie zawsze ostre. Najściślej można przypisać kategorię miernikom laboratoryjnym, przeznaczonym tylko i wyłącznie do pracy stacjonarnej z racji dużych gabarytów i masy (URL, URS, ZAPKS). Radiometry przenośne to nieco mniejsze wersje mierników laboratoryjnych, które posiadają zasilanie bateryjne z opcjonalnym zasilaniem sieciowym, np. RUST. Do tej kategorii zaliczyłem też monitory skażeń, tzw. żelazka (RKP-1-2, EKO-C). Radiometry kieszonkowe to przyrządy bez sond zewnętrznych, mające kompaktowe wymiary i małą masę. Do tej kategorii należą cywilne radzieckie mierniki typu Sosna czy Polaron, natomiast krajowy "kieszonkowy" RK-67 zaliczyłem do mierników przenośnych. Wreszcie indykatory, czyli mierniki bez dokładnej skali czy wyświetlacza, pokazujące jedynie umownie oznaczony bezpieczny, podwyższony i niebezpieczny poziom promieniowania.

Wracając do statystyk

3. Artefakty:
  • szkło uranowe - 2 karafki, patera na spinki, świecznik, wazonik, kielich, 2 kieliszki, filiżanka, czarka z pokrywką, korek do karafki, popielniczka, pokrywka cukierniczki, 3 pucharki, medalion 
  • ceramika uranowa - 2 duże wazony z uszami, 1 mniejszy, wazon "gruszka", wazon z rzeźbionym kwiatem, maselniczka, dzbanek, przełącznik do światła, 2 filiżanki, 2 wazoniki ścienne, kółko od mebla, korpus lampy ceramicznej, popielniczka Art Deco, popielniczka okrągła, talerz gorący, jeszcze gorętsza patera z rączkami, bardzo gorący talerz Strehla Keramik, 3 talerzyki z motywem kwiatowym, mały mlecznik 
  • trytowy breloczek zielony i biały (aktywność niewiele ponad tło) - 2
  • zegarki naręczne, kompasy, wskaźniki do radiostacji, zegary lotnicze - nie do policzenia
  • siatki Auera wyprodukowane w Indiach, we Włoszech oraz austriackiej firmy Luxor
  • medaliony Quantum Pendant, różniące się znacznie aktywnością (7-100 cps) - 4

4. Akcesoria:
  • futerały na dozymetry - 2 dla Polarona, 1 dla Sosny pasujący też do Polarona, i po jednym dla Experta, Gamma Scouta i radioindykatora RIK-59
  • zasilacze do Polaronów - 6 (w tym 1 starego typu)
  • zasilacze (ładowarki) PT-1 do radiometrów RK-63 i miernika PIMP-3 - 2
  • sondy pomiarowe - 3  (w tym 1 prototyp)


5. Literatura  przedmiotu - uzbierał się ponad metr półki:

  • podręczniki na wypadek wojny jądrowej - 3
  • podręczniki przysposobienia obronnego uwzględniające broń NBC - 5
  • katalogi aparatury dozymetrycznej - 4
  • podręczniki radiometrii i ochrony radiologicznej - 4
  • podręczniki radioterapii i diagnostyki radioizotopowej - 2
  • podręczniki radiochemii - 1
  • książki popularnonaukowe - 2
  • atlasy radiologiczne - 2
  • raporty agencji państwowych i międzynarodowych
  • artykuły 
  • prezentacje
  • własne publikacje - artykuły popularnonaukowe w różnych pismach

6. Zakończyłem monitoring promieniowania w sieci Radioactive@home z powodu problemów technicznych ze stroną projektu oraz awaryjnością samego miernika, generującego skoki wskazań od byle wstrząsu.

7. Rozpocząłem pomiary radonu za pomocą czujki Airthings Wave - w starym domu stężenie w piwnicy wynosiło ok. 70 Bq/m3, w nowym - 40-50 - większa piwnica z dłuższym korytarzem i wejściami ze wszystkich klatek, co zwiększa przewiew i obniża koncentrację radonu. 

8. Dla podsumowania - łączna liczba wyświetleń 360.000. Najbardziej popularny post - Porzucone generatory radioizotopowe w Gruzji - 20 tys. wyświetleń, drugi w kolejności - Samolot atomowy - 11 tys. Tak wysoką popularność osiągnąłem dzięki udostępnianiu postów w serwisie Wykop.pl - jak widać, niektóre na tyle przypadły do gustu internautom, że wywołały lawinową reakcję udostępniania.

***

I na sam koniec - pytanie otwarte do Czytelników. Co Wam się podoba, a co nie? Co byście zmienili? Jakie tematy mógłbym jeszcze poruszyć? Informacje proszę zostawiać w komentarzach pod postem, a na zachętę... krzywa rozkładu normalnego w różnych regionach świata :)