poniedziałek, 20 marca 2017

Bieg własny detektora

Jednym z bardziej istotnych parametrów detektorów promieniowania (liczników Geigera-Mullera, komór jonizacyjnych, detektorów scyntylacyjnych) jest tzw. bieg własny, czyli impulsy niepochodzące od mierzonego preparatu. Na bieg własny składa się wiele czynników, przede wszystkim tło naturalne, czyli promieniowanie kosmiczne i  promieniowanie pochodzące z Ziemi, jak również promieniowanie elementów detektora i jego osłon. W tym celu przy pomiarach szczególnie niskich aktywności buduje się grube osłony z betonu zagłębione w gruncie, aby odciąć promieniowanie kosmiczne. Z kolei zwiększanie grubości osłon detektora zwiększa wpływ promieniowania naturalnych i sztucznych domieszek zawartych w ołowiu i żelazie. Dlatego też na właściwe osłony, tzw. domki pomiarowe, wykorzystuje się często takie materiały, jak sezonowany ołów i stal - pierwszy pochodzi z ołowianych sztab, służących za balast rzymskich okrętów, drugi np.z pancerzy okrętów wojennych zatopionych przed XX wiekiem. Oczywiście pojawia się tu konflikt z interesami archeologów, przeciwnych niszczeniu zabytków szkutnictwa Antyku. Trudno się jednak dziwić zakusom fizyków, skoro ołów wytopiony 2000 lat temu nie zawiera tylu domieszek, co wytapiany współcześnie (skażenie atmosfery i gruntu produktami prób nuklearnych i awarii reaktorów), a ewentualne krótkożyciowe domieszki zdążyły dawno ulec rozpadowi.
Innym sposobem na eliminowanie tła promieniowania jest stosowanie układów antykoincydencyjnych - próbka i miernik otoczone są innymi detektorami zliczającymi impulsy pochodzące z zewnątrz, a układ antykoincydencyjny liczy tylko te impulsy, które nie pojawiły się jednocześnie w głównym liczniku i którymkolwiek z liczników zewnętrznych.
Innymi czynnikami składającymi się na bieg własny detektora mogą być zakłócenia elektromagnetyczne, zmiany temperatury, wstrząsy, wahania napięcia zasilającego i wiele innych. Część z nich można wyeliminować (stała temperatura, stabilizacja napięcia zasilającego), inne należy po prostu uwzględniać w prowadzonych pomiarach. Zaleca się mierzyć bieg własny przed serią pomiarów, w trakcie pomiędzy poszczególnymi partiami próbek oraz po całym dniu pracy, kiedy pomiar biegu własnego można "zapuścić" na noc, a zebrane dane użyć następnego dnia. Jeżeli chodzi o napięcie pracy licznika Geigera, to powinno być ustalone w 1/3 plateau licznika, zaraz za progiem Geigera - wzrost napięcia powoduje zwiększenie biegu własnego, po przekroczeniu progu na końcu plateau miernik ulega wzbudzeniu i zaczyna sam generować impulsy.
A tak przykładowo bieg własny tuby Geigera typu BOB-33 z 1969 r., mierzony w osłonie z 2 cm ołowiu wynosi < 27 imp./min (długość plateau 100V, nachylenie 0.053%/V). Z kolei BOB-33A z 1984 r. ma bieg własny deklarowany na 25 imp./min (dane odpowiednio: 100V, 0.125%/V). Inne tuby:

  1. SBT-11A - 0.25 imp./s (15 imp./min.)
  2. SBT-9 - 0.17 imp./s (10,2 imp./min.)
  3. SBM-19 - 2 imp./s (120 imp./min.)
  4. SBM-20 - 1 imp./s (60 imp./min.)
  5. SI38G - 0.008 imp./s (0.45 imp./min.)
  6. STS-5 - 27 imp./min (0.45 imp./s)
  7. LND 712 - 10 imp./min (osłona 50 mm Pb + 3 mm Al)
Porównanie różnych tub GM:







Oryginalne metryczki radzieckich popularnych tub 
(niestety nie dla wszystkich podano bieg własny):








Więcej specyfikacji i porównań TUTAJ


czwartek, 16 marca 2017

Promienie katodowe i rentgenowskie

Promieniowanie rentgenowskie, zwane też na zachodzie promieniami X (X-ray), odkryto przez przypadek, podczas badania wyładowań w rozrzedzonych gazach. Po przyłożeniu wysokiego napięcia do elektrod w tzw. rurze Crookesa powstawał strumień elektronów emitowanych przez katodę i uderzających z dużą prędkością w anodę. Część elektronów, które nie trafiły w katodę, tylko w szkło bańki, powodowała świecenie szkła na skutek wzbudzenia jego atomów. 

Świecenie lampy elektronowej - prostowniczej diody próżniowej EY-86) na skutek promieniowania katodowego.
Wkrótce okazało się, że w rurach Crookesa powstaje jeszcze inne, wysoko przenikliwe promieniowanie, zdolne do pokonania szkła bańki i innych przeszkód. Odkryto je przez przypadek, dzięki luminescencji przypadkowo rozsypanego luminoforu podczas pracy lampy zasłoniętej czarnym papierem (warto mieć czasem bałagan w warsztacie!). Wiedziano, że przyczyną nie mogą być promienie katodowe ani światło, gdyż lampa była osłonięta. Nowe promienie początkowo nazwano "X" - od matematycznego symbolu niewiadomej, później nadano im imię jednego z odkrywców, W.K. Roentgena (nad promieniowaniem pracowali też inni uczeni, m.in. Nikola Tesla, Iwan Puluj i wspomniany już Crookes, który jednak nie zwrócił szczególnej uwagi na dużą przenikliwość promieni towarzyszących emisji katodowej).

Promienie katodowe wykorzystywane są m.in. w lampach elektronowych i kineskopach. W lampach elektronowych strumień elektronów między katodą a anodą jest regulowany przez napięcie przykładane do trzeciej elektrody, tzw. siatki sterującej, co pozwala na pracę lampy np. jako wzmacniacza, tak jak pracują obecnie tranzystory. W lampach dwuelektrodowych (diodach) przewodzenie możliwe jest tylko w jednym kierunku (od katody do anody), zatem nadają się do prostowania prądu zmiennego oraz detekcji sygnału radiowego, analogicznie jak późniejsze diody półprzewodnikowe (krzemowe, germanowe). W kineskopie strumień przyspieszonych elektronów jest odchylany w polu magnetycznym, rysując linia po linii obraz na warstwie luminoforu, którą pokryty jest od wewnątrz ekran. W lampach próżniowych (kineskopy) przyspieszeniu ulegają elektrony emitowane przez katodę, w lampach gazowanych (część lamp elektronowych) przyspieszane są jony gazu wypełniającego lampę.
Promieniowanie rentgenowskie powstaje niejako przy okazji, na skutek hamowania rozpędzonych elektronów na atomach ciężkich pierwiastków, z których wykonana jest anoda (w przypadku kineskopu - ekran). Zderzenie z atomami anody powoduje powstanie promieniowania hamowania (Bremmstrahlung), lecz większa część energii przetwarzana jest na ciepło. Dlatego też lampy rentgenowskie wymagają wydajnego chłodzenia (wodne albo przez stały obrót anody, by elektrony zawsze uderzały w inny jej punkt).
Promieniowanie rentgenowskie najprościej można otrzymać podłączając lampę elektronową do źródła wysokiego napięcia - może to być powielacz napięcia z telewizora, albo, gdy chcemy być tradycjonalistami - induktor Ruhmkorffa ze szkolnej pracowni. Świecenie szkła oznacza emisję promieni katodowych, a więc i promieni rentgenowskich. 


Do eksperymentu nadaje się każda lampa elektronowa majaca wyprowadzenie anody na czubku bańki (brak ryzyka zwarcia), szczególnie diody prostownicze EY-86 i DY-86. Zwykłe lampy grożą przebiciem między nóżkami cokołu (napięcie używane przy eksperymencie jest rzędu dziesiątek kV!). Można też użyć odgromników iskrowych ze sprzętów wojskowych (typ R-35, R-350), a nawet - neonówki na gwint E-14 (przy zasilaniu z induktora moc dawki od neonówki do 3 mR/h, EY-86 daje 0.7, inne 0,12-0.4). Moc dawki zależy bezpośrednio od napiecia i natężenia prądu na lampie, tabele można znaleźć w podręcznikach radiologii (np. S. Zgliczyński, Radiologia) i ochrony radiologicznej. 
Odgromnik iskrowy typ R-35 z radzieckiego demobilu, typ R-350 ma 2 elektrody bez środkowej, ale też działa.

UWAGA. Lampę należy osłonić  z boków kawałkami ołowiu, a w bezpośrednim sąsiedztwie umieścić dozymetr (może być i Biełła, jej ekranowanie nie jest zbyt grube i wykryje nawet słabą emisję RTG). Źródło zasilania włączać z odległości, najlepiej z sąsiedniego pokoju, a przebieg eksperymentu nagrywać kamerą lub aparatem na statywie. Unikać patrzenia na lampę (często występują wyładowana emitujące ultrafiolet - ryzyko zaćmy w przyszłości, poza tym po prostu bolą oczy jak od patrzenia na spawanie łukowe lub lampę kwarcową). Szczególnie chronić okolice narządów rozrodczych, mających największą wrażliwość na promieniowanie.  Drugi dozymetr warto mieć przy sobie dla upewnienia się, że jesteśmy poza zasięgiem promieniowania. EKSPERYMENTUJESZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ

środa, 1 marca 2017

"Castle Bravo"

Źródło - Departament Energii USA, https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Castle_Bravo_Blast.jpg

1 marca 1954 r. na atolu Bikini Amerykanie zdetonowali bombę termojądrową "Shrimp" (Krewetka), w której zamiast płynnego deuteru i trytu znanego z pierwszej bomby (Ivy Mike) zastosowano stały deuterek litu, łatwiejszy do przechowywania i transportu (nie wymagał stosowania ekstremalnie niskich temperatur i wysokiego ciśnienia). W takiej bombie eksplozja następuje w kilku fazach. Najpierw tradycyjny ładunek jądrowy (uranowy lub plutonowy) dostarcza odpowiedniej temperatury i strumienia neutronów. Następnie neutrony powodują powstanie deuteru i trytu z deuterku litu, a temperatura umożliwia syntezę tych izotopów w jądra helu z wydzieleniem ogromnej energii. Dodatkowo bomba obudowana jest płaszczem ze zubożonego uranu, pełniącym funkcję reflektora neutronów w pierwszej fazie wybuchu oraz dodatkowego materiału rozszczepialnego w drugiej fazie. Bomby takie mają nazwę fission-fusion-fission (rozszczepienie-synteza-rozszczepienie).
Siła eksplozji osiągnęła 15 Mt zamiast spodziewanych 5, gdyż w reakcji tworzenia trytu z litu zawartego w deuterku litu brały udział oba izotopy - Li-6 i Li-7, czego nie przewidziano. Eksplozja spowodowała silne skażenie całego atolu, którego mieszkańcy zapadli na chorobę popromienną. Sprawę próbowano wyciszyć, lecz sprawa napromieniowania załogi kutra rybackiego "Piąty Szczęśliwy Smok" (będącego 140-170 km od epicentrum) zwróciła uwagę opinii międzynarodowej na konsekwencje eksplozji. Mieszkańców atolu ewakuowano, choć wielu z nich zmarło lub cierpiało na długofalowe skutki choroby popromiennej. Władze USA zostały zmuszone do wypłacenia odszkodowań zarówno mieszkańcom, jak również własnym naukowcom i załogom okrętów, znajdującym się zbyt blisko epicentrum. Skandal wywołał tzw. Projekt 4.1 w którym eksperymentowano na ludziach i zwłokach, aby zbadać efekty działań promieniowania i opadu radioaktywnego.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Pojemnik na materiały aktywne

Czasami mamy jakąś bardziej aktywną próbkę, którą chcielibyśmy odizolować od otoczenia, zarówno jeśli chodzi o emisję, jak również o ekshalację. Szczególnie skala od DP-63A wymaga starannego przechowywania (gamma 5.5 mR/h + spora emanacja radonu). Na szczęście tanim kosztem można wykonać pojemnik, który skutecznie zabezpieczy próbkę, jednocześnie pozwalając na jej użycie.
Potrzebna będzie stalowa tulejka o grubych ścianach, płaski metalowy walec(np. magnes trwały), magnes trwały - wąski metalowy walec, pas blachy ołowianej, węgiel aktywny, słoik i blaszanka po herbacie.

  1. Płaski walec przyklejamy na spód tulejki
  2. Do słoika sypiemy na dno warstwę 1 cm węgla aktywnego
  3. Wkładamy walec do słoika i przestrzeń między walcem a ściankami zasypujemy węglem aktywnym, który będzie pochłaniał radon i produkty rozpadu
  4. Próbkę umieszczamy w tulejce i zakrywamy magnesem
  5. Zamykamy słoik i owijamy blachą ołowianą możliwie ściśle.
  6. Na dno puszki sypiemy węgiel aktywny.
  7. Słoik owinięty blachą wkładamy do puszki - dobrze by wchodził ciasno i się nie telepał
  8. Zamykamy puszkę.
Moc dawki gamma zmierzona przy dnie i pokrywce wynosi 0.2 mR/h, przy boku 0.4 mR/h, zatem wielokrotnie mniej niż przy gołym źródle czy nawet osłoniętym jedynie walcem (1 mR/h). Konstrukcja jest prosta, materiały ogólnodostępne, a skuteczność wysoka. Oczywiście to tylko wzór, wymiary można skalować,a konstrukcję modyfikować stosownie do potrzeb.




poniedziałek, 13 lutego 2017

Elektroskop i promieniowanie

Elektroskop, znany nam wszystkim z lekcji fizyki, jest przyrządem do wykrywania ładunków elektrycznych. Ładunki jednoimienne odpychają się, zatem jeśli naładujemy metalowy pręt z obrotowo zawieszonym ramieniem, wówczas ramię odchyli się od niego z siłą proporcjonalną do wielkości ładunku. Naładowany elektroskop utrzymuje ładunek dopóki go nie rozładujemy np. przez dotyk ręką co  sprowadza ładunki do ziemi. Pozostawiony bez interwencji, ulegnie stopniowemu samorozładowaniu, zależnemu m.in. od wilgotności powietrza (wilgoć przyspiesza), ale też od obecności promieniowania jonizującego. W ten sposób odkryto promieniowanie kosmiczne - naładowany elektroskop wynoszony rozładowywał się szybciej na pokładzie balonu lecącego wysoko nad ziemią niż na poziomie morza. Elektroskopu używano też do pomiaru natężenia promieniowania przed wynalezieniem licznika Geigera-Mullera w 1928 r. W specyficznym zastosowaniu znajdował się dużo dłużej - jako dozymetr indywidualny typu elektrooptycznego, np. polski DKP-50. Dozymetry te - o kształcie długopisu - były po prostu elektroskopami z włosowatym wskaźnikiem, ładowanymi w specjalnym pulpicie DP-23p albo rentgenoradiometrach DP-66 i DP-75. Promieniowanie powodowało stopniowe rozładowanie elektroskopu i przesuwanie wskaźnika po skali wyskalowanej w rentgenach (0-50R). Dozymetry musiały mieć wysoką sprawność (niska upływność) by ograniczyć samorozładowanie (na poziomie 2%/dzień). 
Mając różne źródła promieniowania można porównać czas samorozładowania elektroskopu. U mnie w korzystnych warunkach elektroskop rozładowuje się w 3 godziny. Do elektryzowania najlepsza jest szklana pałeczka i... kot :) Można też użyć wełny, własnych włosów, pałeczki z siarki itp. Mój egzemplarz elektroskopu jest nieco sfatygowany, ale spełnia swoją rolę:


Gry do elektroskopu przyłożymy np. skalę od paliwomierza lotniczego, rozładowanie nastąpi dużo szybciej - w niecałe 30 minut:

środa, 8 lutego 2017

Podręczny zestaw źródełek

Gdy zajmujemy się dozymetrią i uzbieramy więcej mierników, często chcemy porównać ich czułość na poszczególne rodzaje i energie promieniowania oraz skontrolować zgodność wskazań. Fabryczne źródła kontrolne nie są u nas tak łatwo dostępne jak za granicą, zatem jako źródła promieniowania musimy wykorzystać przedmioty codziennego użytku. Poniżej proponowany zestaw:

  1. jonizacyjna czujka dymu, a ściślej, sam element zawierający Am-241 - źródło promieniowania alfa do testowania dozymetrów z okienkiem mikowym (monitor EKO-C, Gamma Scout, Expert) oraz słabej gammy do sprawdzania czułości innych mierników, zarówno beta-gamma (Polaron, Sosna), jak i też jedynie mierzących promieniowanie gamma (Biełła, Master). Przechowywanie - małe płaskie pudełeczko z pokrywką, element przykleić do tylnej ścianki aby jego górna krawędź była nieco poniżej brzegu pudełeczka - chodzi o to, aby cząstki alfa miały szanse dotrzeć do detektora, ale jednocześnie aby źródełko nie uszkodziło wrażliwego okienka mikowego. Czujki dymu można nabyć na pchlich targach albo na Allegro, powinny być oznaczone znakiem promieniowania i opisem poziomu aktywności Am-241 (33 lub 15 kBq)
  2. elektroda wolframowa torowana (czerwona) - im grubsza, tym większa moc dawki, zalecam 3 a nawet 4 mm - emisja alfa, gamma i beta, testowanie wszystkich typów dozymetrów, mała energia promieniowania, więc niektóre mierniki z plastikową obudową mogą nie wychwycić, emisja gamma + beta jest 10 x większa niż sama emisja gamma - ułatwia to kontrolowanie wyników pomiaru. Można przechowywać w dowolny sposób. Do nabycia w marketach budowlanych.
  3. siatka żarowa do lamp gazowych (koszulka Auera) - zastosowanie jak wyżej, tyle że jest to źródło powierzchniowe, dobre do testowania czujników o większej powierzchni czynnej albo mierników z szeroko rozstawionymi detektorami (RKSB-104, niektóre wersje Sosny). Koszulki występują w wersji miękkiej, wypalanej dopiero po założeniu na lampę - te są wygodne, dostosowują się do kształtu np. obudowy sondy, można nimi owinąć miernik itp. Są też starsze koszulki wypalane fabrycznie, ich aktywnosć jest podobna, lecz lubią się kruszyći pękać, powodując skażenie, zatem nie polecam. Koszulki miękkie należy włożyć w woreczek strunowy, aby uniknąć pozostawiania drobin bawełny nasyconej ThO2. Do nabycia na targach, często ze starymi lampami gazowymi do nakręcania na butle, rzadziej na Allegro.
  4. kontrolka od miernika DP-66, DP-66M albo radzieckich DP-5B i DP-63A - źródło czystego promieniowania beta (Sr-90+Y-90), łatwe do odizolowania (wystarczy mały słoiczek), świetne do sprawdzania, czy radiometr gamma nie przepuszcza bety (większość przepuszcza, zwł. Master). Do nabycia praktycznie tylko wraz z w/w miernikami od osób prywatnych (nie z demobilu). Czasami na Allegro pojawiają się tanie, uszkodzone mierniki, mające w klapie kontrolkę (zawsze usuwaną przed sprzedażą w demobilu). Inne mierniki, np. RKLG-62, RKL-60 też mają kontrolkę tego samego typu co DP-66, tylko zamocowaną na dźwigni we wnętrzu obudowy koło komory jonizacyjnej. Kontrolki B-8, używane w ZSRR, są mniejsze, wyglądają jak nawlekacz igły do maszyny. W DP-5B mocowane są pod klapą futerału, w DP-63A  wewnątrz obudowy, pod tubami Geigera umieszczonymi na spodzie korpusu. Mierniki DP-5W mają podobną kontrolkę mocowana wewnątrz obrotowej obudowy sondy. Przechowywanie - szklany słoiczek (najlepiej) lub puszeczka z grubszego metalu.
  5. tarcze starych zegarków ze świecącą farbą radową - do nabycia na targach, gdzie sprzedają złom zegarmistrzowski. Wykazują dużą rozpiętość w aktywności, więc mogą służyć do porównywania wskazań różnych mierników. Emisja gamma 2x mniejsza niż łączna emisja gamma + beta. Dozymetry z plastikową obudową mogą być niewrażliwe na promieniowanie tarcz z małą ilością farby. Tarcze przechowywać należy w woreczkach strunowych albo foliować, by uniknąć osypywania się farby świecącej. Z uwagi na ekshalację radonu należy je przechowywać w szczelnie zamkniętych pojemnikach. Kompletne zegarki wykazują mniejszą ekshalację, ale jednocześnie niższą moc dawki. Koszt kilka zł dla tarcz, zegarki od kilkudziesięciu do nawet kilkuset zł.
  6. kompasy Adrianowa z farbą świecącą - zastosowanie i uwagi j/w, moc dawki większa, między 0.5 a 1.5 gammy, przydatne do testowania mierników z grubszymi obudowami sond, np. rentgenometr pokładowy DPS-68. Nieszczelności obudowy grożą skażeniem od kruszącej się farby, zatem środki ostrożności muszą być ściślejsze. Koszt między 10 a 50 zł. Należy uważać na kompasy produkcji radzieckiej, gdyż nie są aktywne (srebrna igła, uszy do paska w plastiku obudowy), aktywność  wykazują polskie - igła czarna, uszka z mosiężnego drutu mocowanego do plastiku obudowy. 
  7. Zegary lotnicze z farbą świecącą - uwagi j/w - moc dawki gamma od 1 aż do 6 i więcej mR/h, duża ekshalacja radonu, zalecane przechowywanie z dala od pomieszczeń mieszkalnych w szczelnych pojemnikach osłoniętych blachą ołowianą. Cena od kilkudziesięciu do kilkuset zł. Niektóre wykazują bardzo małą aktywność, np. te od Messerschmitta. Dużą moc dawki mają zegary od Spitfire, a także samolotów radzieckich z lat 50. Wersją kompaktową może być skala od rentgenometru DP-63A (moc dawki gamma 5.5 mR/h), którą po zafoliowaniu można włożyć np. do wydrążonego odważnika albo nawierconego bloku ołowiu. Źródło przydatne  do wojskowych mierników, sprawdzania osłon oraz czułości przy wykrywaniu źródeł na odległość np. za pomocą PM-1401. Do nabycia wraz z miernikiem DP-63, koszt między 50 a 300 zł. 

środa, 1 lutego 2017

Izotopy wokół nas - tor-232

Tor-232 jest najpowszechniejszym na Ziemi pierwiastkiem niemającym żadnych stabilnych izotopów - występuje w skorupie ziemskiej w ilości 12 ppm (dla porównania uran 1.8 ppm).  Do minerałów toru należą głównie monacyt i toryt. Ulega rozpadowi alfa, rozpoczynając torowy szereg promieniotwórczy. Czas połowicznego rozpadu wynosi aż 14 mld lat, zatem aktywność właściwa toru jest niewielka. Dające się zmierzyć promieniowanie beta pochodzi od produktów rozpadu - aktynu-228 (2.124 MeV), bizmutu-212 (2.252 MeV) oraz ołowiu-212 (0.57 MeV).

Tor jako pierwiastek o wysokiej temperaturze topnienia (1755 st. C) znalazł zastosowanie m.in. w siatkach żarowych do lamp gazowych, tzw. koszulkach Auera. Koszulka z bawełny nasyconej dwutlenkiem toru z dodatkiem 1% dwutlenku ceru rozżarza się w płomieniu gazowym, dając intensywne światło o ciepłym odcieniu. Obecnie z uwagi na ryzyko skażenia w wyniku uszkodzenia takiej koszulki tor jest zastępowany itrem i cyrkonem.

 Dwutlenek toru stosowano też w wolframowych elektrodach do spawania metodą TIG - radioaktywność toru ułatwiała zapłon łuku elektrycznego i poprawiała jakość spoiny. Z uwagi na uwalnianie niewielkich ilości toru do otoczenia i spoiny obecnie stopniowo wycofuje się elektrody torowe. 


Innym zastosowaniem było szkło do wyrobu soczewek obiektywów - dodatek toru poprawiał właściwości optyczne. Obiektywy takie produkowano głównie w Japonii, choć i niemieckie Biometary z NRD czasem wykazywały zawartość toru. 


Tor-232 po absorpcji neutronu i kilku przemianach promieniotwórczych ulega przemianie do uranu-233 (naturalnie występującego w ilościach śladowych), który może służyć jako paliwo rozszczepialne w reaktorach jądrowych. Jest więc tzw. materiałem paliworodnym, tak samo jak uran-238, i może być stosowany w reaktorach powielających.

Jak się ostatnio przekonaliśmy, nieokreślony związek toru posłużył do produkcji "zdrowotnych" medalionów "Quantum Pendant", których aktywność, porównywalna z pojedynczą siatką Auera, jest na tyle wysoka, że nie powinny być noszone na skórze, zwłaszcza przez dłuższy czas. Poniżej filmik ze spektrometrią dla wątpiących: