środa, 18 października 2017

Indykator promieniowania DP-62


Ten bardzo prosty indykator promieniowania znajdował się na wyposażeniu Armii Czerwonej w latach 50. i 60. Urządzenie zasilane jest prądem zmiennym o napięciu 6V, generowanym z ręcznej prądnicy, napędzanej przez ściskanie w dłoni. Analogiczny patent stosowano od lat przedwojennych w kieszonkowych latarkach. W prezentowanym sprzęcie korpus takiej latarki wykorzystano jako generator prądu dla układu pomiarowego. 


 

Obwód elektryczny jest bardzo prosty i składa się z transformatora, neonówki i pojedynczej tuby STS-5. Transformator ma dwa uzwojenia wtórne - jedno zasila lampkę, która przy odpowiednio wysokim napięciu świeci światłem ciągłym - w ten sposób wiemy, że ściskamy generator w odpowiednim tempie. Drugie uzwojenie poprzez prostownik i opór zasila tubę Geigera. Cząstki rejestrowane przez licznik wywołują błyski neonówki, analogicznie jak w polskim indykatorze RIK-59. 


 

Obudowa miernika ma odsuwane masywne osłony okienka pomiarowego, pozwalające na indykację skażeń emiterami beta-aktywnymi. STS-5 ma dużą czułość, zatem z otwartymi przesłonami miernik wykrywa promieniowanie tła w postaci pojedynczych błysków neonówki:

 
 
DP-62 jest wspominany w radzieckich podręcznikach, np. "Rażące działanie wybuchu jądrowego" ale nie wiem, czy był stosowany w Siłach Zbrojnych PRL. Na rosyjskich stronach nazywają go "masturbator" i podejrzewam, że taką nazwę miał w sowieckiej armii :)
Zaletą sprzętu jest niezależność od baterii i bardzo prosty układ elektryczny. Pamiętajmy, że większość ówczesnych mierników promieniowania wymagała ciężkich i objętościowych baterii, osobnych do obwodów żarzenia i anodowych (np. radiometr DP-11B). Oczywiście były też sprzęty na ogniwa "paluszkopodobne" (DP-63). Tutaj mamy ważącą 1 kg metalową kostkę, którą można zawiesić na pasie przez ramię i która po kilku ruchach dźwigni pokaże nam, czy jesteśmy w terenie skażonym. Oczywiście dokładność pozostawia wiele do życzenia, ale sprzęt jest INDYKATOREM, a nie miernikiem, więc ma ma jedynie zasygnalizować obecność promieniowania przekraczającego tło.

PS. myślę, że zmontowanie od podstaw takiego miernika nie byłoby trudne, latarki na dynamo można tanio nabyć na targach staroci, choć starsze modele z okrągłym reflektorem zdarzają się rzadziej niż nowsze z prostokątnym. Pozostałe elementy są powszechnie dostępne, z tubą STS-5 lub odpowiednią włącznie.









wtorek, 17 października 2017

Radioaktywny Quantum Pendant - złota wersja



Tym razem na prośbę Czytelnika dokonałem badania nowej wersji medalionu Quantum Pendant [link do wcześniejszej notki]. Charakteryzuje się ona obudową z metalu w kolorze złotawym (pewnie mosiądz). Reklamowana jest jako "latest edition". Substancja radioaktywna umieszczona jest w środku tejże obudowy, zatem wyniki pomiaru są nieco niższe - 45 cps według monitora EKO-C - niż w przypadku "gołych" szarych medalionów (70 cps). Promieniowanie ma większą energię, gdyż pomiar z zamkniętą osłoną okienka pomiarowego wykazał jedynie niewielki spadek (kilka cps) w stosunku do pomiaru z otwartą.



Do zestawu dołączona jest karta "autentyczności", która... również wykazuje emisję! Poziom promieniowania jest nawet większy niż w przypadku medalionu - 60 cps. Co ciekawe, na karcie jest napis "Japanese technology", zaś na medalionie... "Korean technology" (pewnie bliższy prawdy...).

 


Ciekawe, ile jeszcze wersji tych "zdrowotnych" medalionów powstanie. Tymczasem, proszę udostępniajcie ten post znajomym, szczególnie wierzącym w "energię skalarną" itp. nienaukowe teorie. Noszenie takich medalionów na skórze przez dłuższy czas, tak samo jak spanie z nimi, może powodować raka skóry. Samo przechowywanie w zamkniętym pudełku czy branie do ręki na krótki czas nie powoduje szkodliwych skutków. W razie pytań służę pomocą.

sobota, 14 października 2017

Sprzedam siatki Auera do lamp gazowych


Mam na sprzedaż trochę koszulek żarowych starego typu, aktywność wg EKO-C mierzona bez osłony 200 cps. Polecam, gdyż siateczki te są najtańszym i najbezpieczniejszym artefaktem do testowania dozymetrów. Reaguje na nie większość popularnych liczników Geigera, choć radiometry gamma, z tubą owiniętą folią ołowianą (Master, Biełła, Raton), reagują słabiej niż liczniki beta-gamma (Polaron, Sosna, RK-67).



Link:
http://allegro.pl/show_item.php?item=7004310528

i firmy Luxor:
http://allegro.pl/show_item.php?item=7004311137

Jak ktoś chce maselniczkę ze wstawkami ze świecącej glazury, proszę:

http://allegro.pl/stara-maselniczka-ceramika-uranowa-werner-i6967411739.html

Pod młotek idzie też RK-67 z pierwszej serii produkcyjnej (z dorobioną sondą, zapasowymi elementami i paroma innymi drobiazgami):

http://allegro.pl/dozymetr-radiometr-licznik-geigera-polon-rk-67-i7003245175.html

PS. Dziękuję za zainteresowanie moją ofertą :) Nie zwlekajcie z zamówieniami, gdyż liczba koszulek jest ograniczona i maleje z każdą chwilą, na dzień dzisiejszy (17.10) zostało tylko 10 sztuk :)

czwartek, 12 października 2017

Nazewnictwo dozymetrów

Tym razem coś bardziej filologicznego niż fizycznego, czyli jak nazywano nasze zabawki i dlaczego. Zajmując się dozymetrią od wielu lat, usiłuję znaleźć jakąś prawidłowość w nazewnictwie.

Kieszonkowe dozymetry radzieckie


  • Altair - gwiazda
  • Beta - promieniowanie korpuskularne złożone z elektronów
  • Biełła - właśc. Bella, imię żeńskie
  • Bierieg - brzeg
  • Fon - tło (promieniowania)
  • Gryf - mityczny stwór - lew ze skrzydłami i głową orła
  • Jupiter - Jowisz
  • Ładoga - wielkie jezioro k. Leningradu
  • Master - mistrz
  • Palesse 26k86 - Polesie, hotel w Prypeci + data awarii w Czarnobylu
  • Poisk - poszukiwanie
  • Polyn 101 - Piołun, ukraińskie znaczenie słowa "Czarnobyl", dodatkowo nawiązanie do Gwiazdy Piołun z Apokalipsy św. Jana
  • Pripyat - Prypeć, opuszczone miasto k. Czarnobyla, zbudowane wraz z elektrownią dla jej pracowników
  • Sosna - hmm, czy aby na pewno chodzi o drzewo? ;)
  • Straż - wiadomo
  • Strielec - strzelec

Dodatkowe oznaczenia kodowe:

  • DBGB - dozymetr bytowoj gamma beta - dozymetr codziennego użytku gamma beta
  • DBG - dozymetr bytowoj gamma - dozymetr codziennego użytku gamma 
  • (niestety niektóre dozymetry gamma są oznaczane DBGB, więc chyba moja teoria nie jest słuszna)
  • BIR - bytowoj indikator radiacii - indykator promieniowania codziennego użytku


Dozymetry polskie:


  • RK- radiometr kieszonkowy np. RK-60, RK-63, RK-67
  • RKLG - radiometr komorowy logarytmiczny - RKLG-62
  • RKL - radiometr komorowy liniowy (?) - RKL-60
  • RG- radiometr górniczy - RG-1
  • RIK - radioindykator kieszonkowy - RIK-59
  • RKP - miernik skażeń powierzchni - RKP-1, RKP-1-2, RKP-2, RKP-100
  • RUST - radiometr uniwersalny tranzystorowy - RUST-2, RUST-2S, RUST-3
  • MSP - starsze radiometry laboratoryjne o konstrukcji lampowej
  • URL - uniwersalny radiometr laboratoryjny
  • RUM - radiometr uniwersalny (nowsza generacja)
  • EKO - ? - trudno mi znaleźć tu jakiś kod, EKO-D to kieszonkowy radiometr, a EKO-C monitor skażeń powierzchni z licznikiem okienkowym
  • PM - nowsze mierniki kieszonkowe o konstrukcji mikroprocesorowej, np. PM-1203, PM-1401


Sprzęt wojskowy produkcji polskiej lub na licencji radzieckiej:

  • KD - komplet dozymetrów
  • DP - zarówno rentgenometry, jak i radiometry czy rentgenoradiometry, w części importowane z ZSRR
  • RL - rentgenometr lotniczy
  • RS - rentgenometr sygnalizacyjny
  • PK - kolorymetr polowy
Wojskowe mierniki radzieckie - numeracja ciągła, bez podziału na klasy sprzętów, analogicznie jak w przypadku broni:*

W oznaczeniach pomijam dodawane wraz z kolejną wersją litery alfabetu, np. DP-5A, DP-5B, DP-5W, DP-5WB itp.

Laboratoryjne mierniki radzieckie:
  • Karagacz - wiąz (drzewo)
  • Kaktus - kaktus ;)


Rozszyfrowywanie tych skrótów utrudnia brak literatury, najlepszymi źródłami są katalogi producentów, niestety są one trudno dostępne. Jeśli ktoś z branży chciałby pomóc, zapraszam do skorzystania z formularza kontaktowego na blogu.


---------------------------------------------
* radziecka broń produkowana w zakładach w Iżewsku (IŻH) miała oznaczenia "bez ładu i składu" - IŻ-37 to starter (nawet nie pistolet startowy), IŻ-38 - wiatrówka karabinek, IŻ-39 - dubeltówka, IŻ-40 wiatrówka pistolet.

piątek, 6 października 2017

Ekranowanie przed różnymi rodzajami promieniowania

Często spotykam się z nierozróżnianiem rodzajów promieniowania, a zwłaszcza z utożsamianiem promieniowania jonizującego i mikrofalowego. Poruszałem już kiedyś ten temat [LINK], teraz chciałbym się skupić na różnicach w ekranowaniu.
Promieniowanie jonizujące dzielimy na alfa, beta i gamma. Promieniowanie alfa zatrzyma kartka papieru, kilka cm powietrza, folia itp. Promieniowanie beta ekranujemy blachą albo szkłem lub grubym plastikiem. Promieniowanie gamma wymaga grubych osłon z żelaza, ołowiu, rtęci albo betonu.

Poniżej cegła ołowiana stosowana do budowy boksów ochronnych, zabezpieczających przed promieniowaniem gamma (grubość 10 cm, waga 10 kg):


Boksy ochronne w NCBJ w Świerku, zbudowane z takich cegieł:




A jak ekranujemy promieniowanie mikrofalowe? Wystarczy cienka metalowa blacha, a gdy wymagana jest przejrzystość - siatka metalowa o oczkach mniejszych niż długość fali. Przed promieniowaniem jonizującym nie ochroni wcale, natomiast mikrofale odcina skutecznie. Poniżej kilka przykładów:


  • Kosmetyczna lampa M.E.L.Z. "Foton" do naświetlań ultrafioletem. składająca się z bańki z gazem, świecącym pod wpływem zmiennego pola elektromagnetycznego w owiniętym wokół niej przewodzie, zasilanym z generatora wielkiej częstotliwości. Lampa jest osłonięta drucianą siatką, mierząc jej oczka możemy w przybliżeniu ustalić długość fali.



Jeśli zdejmiemy tą siatkę, to lampa podczas pracy będzie powodować np. zakłócenia sprzętu dozymetrycznego:




  • Osłona okna w kabinie kierowcy wojskowej stacji radarowej P-40 Agata. Blacha karoserii skutecznie ekranuje od mikrofal (tzw. klatka Faradaya), ale szyby wymagają zabezpieczenia siatką, gdyż mikrofale przechodzą przez szkło. Można zobaczyć w filii Muzeum WP - Muzeum Techniki Wojskowej przy ul. Powsińskiej.



Całość stacji - widoczne osłony na szybach kabiny:



Maska ochronna dla załóg stacji radarowych - podejrzewam, że kaptur jest z metalizowanej tkaniny, a osłona twarzy i uszu z siatki metalowej (ekspozycja Obiektu Alfa).


Jak widać, osłona przed promieniowaniem mikrofalowym jest dużo cieńsza niż osłona przed promieniowaniem jonizującym, może być nawet ażurowa, a i wówczas - jeśli oczka są mniejsze niż długość fali -  skutecznie pełni swoją funkcję.

czwartek, 5 października 2017

Domowe czujniki do pomiaru radonu

Jak już wspominałem, radon to radioaktywny gaz powstający podczas rozpadu radu. Jego promieniowanie jest bardzo słabe, ale jako emiter cząstek alfa silnie działa na tkankę żywą. W dodatku jego produkty rozpadu są ciałami stałymi, zatem dostając się do płuc, osadzają się w nich i mogą powodować np. nowotwory.
Do tej pory pomiar stężenia radonu wymagał stosowania bądź detektorów śladowych, bądź sorpcji na węglu aktywnym i zalewania ciekłym scyntylatorem, co wymagało wyposażenia laboratoryjnego. Obecnie można nabyć detektor radonu współpracujący ze smartfonem [LINK], który w przystępny sposób informuje nas o poziomie radonu w danym pomieszczeniu.


Stężenie radonu zależy od bardzo wielu czynników, zatem jednorazowa ekspertyza nie jest miarodajna, zaś czujnik pozwala na stały monitoring poziomu tego gazu. Zawartość radonu w powietrzu zależy od pory dnia, materiałów budowlanych, podłoża skalnego oraz... obecności radowej farby w zegarach i zegarkach. Zwłaszcza na ten ostatni czynnik chciałbym zwrócić uwagę. Skala od rentgenometru DP-63A powoduje wzrost stężenia radonu do 50. tys. Bq/m3, przy normie 200 dla nowszych budynków i 400 dla starszych*. Niektóre zegary lotnicze z farbą świecącą starego typu wykazują podobną emisję (zależną od powierzchni cyfr i wskazówki). Zatem jeśli mamy takie przedmioty w domu, czujnik radonu staje się niezbędny. W mniejszym stopniu dotyczy to szkła uranowego i ceramiki barwionej solami uranu. 


----------------------------------------------------------------------------------------
* w moim często wietrzonym pokoju wyszło zaledwie 18 Bq/m3 :)

środa, 4 października 2017

Ruten 106 w powietrzu - czy jest zagrożenie?

Właśnie dotarła do mnie informacja, że stacje pomiarowe CLOR wykryły nad Polską niewielkie ilości rutenu-106. Podobne podwyższenie stężenia tego izotopu zaobserwowano w innych miastach Europy. Cytuję oficjalny komunikat i wyniki pomiarów:



Warto wspomnieć, że skażenia po awariach reaktorów czy wybuchach jądrowych mają bardzo charakterystyczny skład izotopowy, który można dość szybko zbadać spektrometrycznie. W ten sposób od razu stwierdzono, że skażenia w kwietniu 1986 r. nie pochodzą z wybuchu bomby atomowej, tylko z awarii reaktora - jak się wkrótce okazało, był to Czarnobyl.
W obecnym przypadku uwolniony został JEDEN izotop, niewystępujący w naturze i o ściśle określonym zastosowaniu, w dodatku w niewielkiej ilości, zatem prawdopodobnie jego źródłem jest niewłaściwa utylizacja (spalenie) medycznych źródeł promieniowania ew. pożar magazynu. Pamiętajmy też, że współczesna aparatura wykrywająca skażenia jest bardzo czuła, zatem wskazuje wyniki będące dużo poniżej progu wszelkiego zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi.
Uprzedzając pytania - branie preparatów jodowych (płyn Lugola itp.) jest bezcelowe, gdyż jod chroni tarczycę tylko przed radioaktywnym jodem-131, który w tym przypadku nie występuje. Nieumiejętne dawkowanie jodu może prowadzić do ciężkich zatruć, a nawet śmierci. W razie pytań proszę o kontakt przez formularz na blogu. 

niedziela, 1 października 2017

Atom simple - nowy dozymetr do telefonów i tabletów


Udało mi się okazjonalnie nabyć "Atom Simple" firmy "Atom Spectra", dozymetr przeznaczony do współpracy z telefonami i tabletami przez gniazdo słuchawkowe. W przeciwieństwie do popularnego Smart-Geigera, który ma czujnik półprzewodnikowy, Atom Simple wykorzystuje miniaturowy licznik Geigera, stąd jest dłuższy i grubszy, gdyż oprócz samej tuby GM zawiera potrzebną do jej obsługi elektronikę. 




Urządzenie jest dosyć drogie - 80 $ na Ebay - LINK, ale warte swojej ceny. Bardzo szybko reaguje na źródła promieniowania, nawet te słabe - mało aktywne szkło uranowe, granit itp.
Specyfikacja:

  • Zakres energii gamma promieni X od 30 keV do 3 MeV, beta powyżej 0.3 MeV. 
  • Pomiar w µSv/h lub µR/h (nie znoszę tej jednostki). 
  • Zakres 0.05 µSv/h - 1 mSv/h (5µR/h/0,05 mR/h - 100 mR/h). 
  • Uchyb w stosunku do cezu-137 max. 15% przy 10 µSv/h. 
  • Wskazywanie błędu pomiaru, który maleje wraz z czasem zliczania cząstek - przez pierwsze 20 sekund wynosi +/-50%, potem 40%, po 30 s około 30%, po 45 s już tylko 25%, po minucie 20% i stopniowo spada dalej aż do 10 po 5 minutach. Po 10 minutach błąd spadł do 7.8%.
  • Licznik przyjętych przez miernik cząstek.
  • Zegar mierzący czas pomiaru.
  • Graficzny wskaźnik poziomu promieniowania z zaznaczonym progiem, powyżej którego miernik sygnalizuje podwyższenie radiacji (próg jest ustawiany, możliwość włączenia alarmu wibracyjnego).
  • Zliczanie dawki skumulowanej w zakresie 1nSv-1Sv (0.1µR-100R). 
  • Trzy tryby pomiaru - szybki, średni i wolny, w trybie wolnym miernik jest najdokładniejszy. Opcja mapy sprzężonej z Google Maps, na której możemy zaznaczać miejsca pomiarów.
  • Pobór mocy 10 mW, nie zauważyłem większego zużycia baterii, tylko telefon trochę się nagrzał. 
Aplikacja może pracować w tle, cały czas mierząc poziom promieniowania, aczkolwiek wtedy zarówno wynik, jak i błąd pomiaru są wyższe, choć po zmaksymalizowaniu okna wracają do poprzedniej wartości - podczas testów tło wynosiło 0.10 µSv/h z błędem pomiaru 9%, zaś po przejściu do pracy w tle miernik pokazał 0.15 µSv/h i 30% błędu.
Obudowa nie jest szczelna, więc instrukcja zaleca ochronę przed wilgocią i suszenie w razie zalania (to akurat problem, licznik powinien być hermetyczny aby ułatwić dekontaminację).
Niewątpliwą wadą są większe wymiary i kabel utrudniający manewrowanie licznikiem, obudowa sprawia wrażenie dość wiotkiej, przydałby się jakiś twardy futerał, np. od okularów. Podejrzewam, że kabel może być podatny na uszkodzenia, ale to akurat część zamienna (2x jack 3.5 na 4 styki). Przydałby się też jakiś zaczep, by zahaczyć sondę np. o etui od telefonu. Ale to drobiazgi. Umiejscowienie sondy na kablu jest i wadą i zaletą, zależy co mierzymy i jaki jest dostęp do mierzonej powierzchni, tak samo w tradycyjnych miernikach - czasem lepszy jest RK-67, czasem Polaron. Na targu staroci kabel jest akurat zaletą - trzymamy telefon w jednej ręce, a sondą mierzymy interesujące nas przedmioty, nie biorąc ich do ręki.
Możliwości urządzenia szczegółowo przedstawia film - jestem pozytywnie zaskoczony. Do wad można zaliczyć wolne cofanie się wskazań po zabraniu źródła, ale to wada większości dozymetrów, z Polaronem na czele, jedynie EKO-C szybko obniża wskazania. Zresztą od tego mamy przycisk Reset. 



Tylko czekać aż sprzęt pojawi się na polskim rynku, do szukania szkła uranowego jak znalazł - reaguje od razu nawet na szkło o niskiej zawartości uranu czy na kawałek granitu - poniżej  granit, który na EKO-C dawał 5-8 cps przy tle 1-2.5, tutaj pokazuje ok. 17 przy tle 10 (pomiar w µR/h, jeszcze nie przestawiłem):




czwartek, 28 września 2017

Radioindykator promieniowania RIK-59


Tym razem kupiłem bardzo stary radiometr, a właściwie indykator promieniowania. Urządzenie stylistyką przypomina radiometr RK-60 - ma metalową obudowę z zaokrąglonymi kantami i farbą o fakturze "młotkowej". Oznaczenie modelu  oznacza Radio-Indykator Kieszonkowy wzór 59 (analogicznie do RK-60, RK-63 i RK-67). Prezentowany egzemplarz pochodzi z 1960 r., wyprodukował go Zakład Doświadczalny Instytutu Tele- i Radiotechnicznego w Bygdoszczy.



Urządzenie ma bardzo prostą konstrukcję, jest to chyba najprostszy miernik promieniowania, z jakim miałem do czynienia (pomijając SmartGeiger, ale to współczesny wyrób). Cała elektronika składa się z przetwornicy napięcia, 2 prostowników selenowych, neonówki, głośnika, kilku oporników i kondensatorów oraz oczywiście tuby Geigera typu BOB-33A (lub odpowiednika, np. BOI-33, STS-5). Na schemacie z listą części znajduje się tylko 17 pozycji (pierwotnie 18 ale wykreślono jedną w toku produkcji). Głośnik jest wmontowany w pokrywę i ma styk, łączący go z płytką drukowaną, zatem przy demontażu nie ma ryzyka zerwania przewodu. Można zauważyć na schemacie, że jeden z oporników jest "dobierany" (indywidualnie dla każdego egzemplarza?):





RIK-59 jest indykatorem, czyli pozwala jedynie oszacować moc dawki promieniowania gamma na podstawie częstotliwości trzasków w głośniczku i migania neonówki. Mierzy tylko promieniowanie gamma i silne promieniowanie beta - obudowa ma specjalne wycięcia, zaklejone od wewnątrz cienką blaszką, zatem kontrolka beta-aktywna czy siatki żarowe powodują wzrost wskazań. 



Zakres pomiarowy prawdopodobnie jest taki, jak stosowanej tuby Geigera, czyli od tła naturalnego do 144 mR/h. Miernik nie ma przełącznika zakresów. Obsługa sprowadza się do naciśnięcia i przytrzymania przycisku włącznika.


Zasilanie odbywało się z ogniwa rtęciowego 3KM o napięciu 4V. Prezentowany egzemplarz ma podpięte kabelki, zatem można go zasilać np. z baterii płaskiej. W innym przypadku można zrobić adapter np. na 3 baterie guzikowe AG13. Sprzęt pracuje i przy napięciu 3V, choć wówczas dźwięk z głośniczka jest dużo słabszy. Pobór prądu 11.5 mA.



Pomimo upływu lat RIK-59 ma swoje zalety - niewielkie wymiary i prostotę obsługi. Nieskomplikowany układ elektroniczny ułatwia naprawę we własnym zakresie. Oczywiście musimy pamiętać, że jest to jedynie indykator, czyli przyrząd pozwalający stwierdzić, czy coś "świeci" i mniej więcej ile. Użytkownik musi we własnym zakresie dokonać "skalowania", sprawdzając, jakie jest natężenie impulsów przy wybranych źródłach promieniowania (siatka żarowa, zegar lotniczy itp.). Poza tym to ciekawy przykład wzornictwa przemysłowego lat 60. :)











sobota, 23 września 2017

Budowle ochronne c.d.

Aby nie pompować postu o przygotowaniach PRL do wojny jądrowej, ukryciom zbiorowym poświęcam osobną notkę. Schrony przewidziane do ochrony przed skażeniami (nie tylko promieniotwórczymi, ale też chemicznymi czy biologicznymi) muszą spełniać podwyższone standardy w stosunku do typowych schronów przeciwlotniczych:

1. Szczelność - drzwi gazoszczelne, przedsionki z podwójnymi drzwiami, utrzymywanie nadciśnienia  powietrza wewnątrz schronu, które dodatkowo zabezpiecza przed przenikaniem pyłu radioaktywnego i BST do schronu.



2. Filtrowanie powietrza doprowadzanego z zewnątrz przez urządzenia filtrowentylacyjne o napędzie elektrycznym oraz awaryjnym ręcznym:





3.Indywidualne środki ochrony przed skażeniami (maski przeciwgazowe, kombinezony) oraz miejsca do zabiegów sanitarnych (odkażanie, dezaktywacja):



4. Odpowiednio solidna konstrukcja, zapewniająca wysoki współczynnik osłabienia promieniowania. Wg tego artykułu konstrukcja powinna zapewniać 100-krotne zmniejszenie dawek promieniowania gamma i neutronowego do dawki 0,5-2 Greja, przy których organizm jest w stanie sam się zregenerować, unikając choroby popromiennej (przy dawce powyżej 50 Grejów śmierć następuje niemal natychmiast). 
Tekst jest nieścisły. Przede wszystkim dawka 2 Gy to prawie połowa dawki śmiertelnej LD50/30, czyli takiej, po której połowa napromieniowanych umrze w ciągu miesiąca. Po drugie, zależy w jakim czasie ta dawka by została przyjęta i na jaką część ciała - jeśli np. w ciągu godziny i na całe ciało = choroba popromienna z dużym ryzykiem śmierci, jeśli na kończyny - jest szansa wyleczenia. O chorobie popromiennej już pisałem TUTAJ. Po trzecie, osłabienie promieniowania neutronowego następuje w innych ośrodkach (jądra lekkie, np. wodór, a więc woda, parafina) niż promieniowania gamma (jądra ciężkie - ołów, żelazo, rtęć). 


Schron powinien być pod budynkiem lub przykryty grubą warstwą ziemi - poniżej współczynniki osłabienia dla różnych substancji - jak widać 40 cm betonu lub 56 cm ziemi osłabia promieniowanie 16 razy:


Odporność na falę uderzeniową po wybuchu jądrowym, co oprócz zagłębienia w ziemi wymaga również stosowania tzw. zaworów przeciwwybuchowych w przewodach powietrznych - zawór taki zamyka się przy nagłym wzroście ciśnienia i otwiera automatycznie lub ręcznie, gdy ciśnienie spadnie do poziomu atmosferycznego. Dodatkowo czerpnie powietrza muszą mieć specjalne osłony - w latach 50. stosowano metalowe płyty osłaniające wlot:

Czerpnie znajdują się na pewnej wysokości nad ziemią (zwykle pod sufitem parteru), aby uniknąć zasypania przez zawalony budynek a także by nie zasysać wraz z powietrzem leżących na powierzchni ziemi skażeń. Czasem czerpnie powietrza budowano jako osobne obiekty lub łączono z awaryjnymi wyjściami - poniżej 3 czerpnie na tyłach ul. Szczęśliwickiej róg Bitwy Warszawskiej:



 ***


Inne elementy są wspólne z typowymi schronami przeciwlotniczymi, np.:


Awaryjne wyjście w odległości 1/2h+3m (gdzie h = wysokość budynku)

"Grzybki" - awaryjne wyjścia ze schronów przy ul. Wolskiej 

W niektórych przypadkach - wieżowy punkt obserwacyjny (WPO) na dachu - zwykle jeden wybrany wysoki budynek w dzielnicy, poza tym zakłady pracy i obiekty strategiczne miały własne WPO:

WPO przy ul. Grochowskiej przed rondem Wiatraczna.


Zbliżenie na konstrukcję WPO.


WPO na wieży ciśnień w d. Fabryce Wyrobów Precyzyjnych im. Gen. Świerczewskiego. Widoczna również syrena alarmowa systemu Obrony Cywilnej.

Wstępna wersja mapy "grzybków" w Warszawie (Schrony PRL-u na FB):