wtorek, 11 lutego 2014

Świecący budzik "Kienzle" czyli farba radowa znowu

Trafił mi się na targu budzik znanej niemieckiej firmy "Kienzle". Sprzedawca miał całą walizkę starych budzików po zegarmistrzu, więc było w czym wybierać. Trochę ruskich, trochę naszych Mera-Poltik i niemieckie, głównie Junghans i Kienzle. Widząc starą zbrązowiałą masę świecącą na wskazówkach wiedziałem, czym to pachnie, choć akurat nie wziąłem dozymetru :)
W domu wyjąłem Polarona i zmierzyłem emisję, nie jest powalająca, może bez szybki byłaby nieco większa, ale aż żal rozkręcać tak wiekowy budzik. Zresztą zobaczcie sami:


Jak widać, farba już dawno nie świeci, trzeba pomóc jej ultrafioletem, choć po zaprzestaniu naświetlania luminescencja momentalnie zanika. O dziwo, budzik nadal działa, choć ruszał dość opornie. Liczę na kolejne zegary za tydzień, zwłaszcza na same tarcze od zegarków ręcznych, które stanowią uniwersalne "źródełko" do testowania dozymetrów (emitują zarówno gammę, jak i betę). Dla porównania zegarek Majak oraz ZiM:


Przy kupowaniu tego typu zegarków dobrze mieć dozymetr, ponieważ czasem nawet zżółkła i wyglądająca na starą farba świecąca może kompletnie nie mieć emisji. Naciąłem się tak, kupując zestaw starych zegarów lotniczych - jeden na sześć dawał słabiutką betę, a w drugim zestawie równie mizernie...:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!