niedziela, 21 grudnia 2014

Indywidualny Pakiet Radiochronny IPR-2

Tym razem coś z tematyki wojny jądrowej i przygotowań czynionych przez Ludowe Wojsko Polskie na wypadek użycia broni masowego rażenia. Oprócz środków ochrony przed skażeniami (zestawy dwuczęściowe OP-1 albo jednoczęściowe kombinezony L-2), sprzętu dozymetrycznego (indywidualne dozymetry DKP-50 lub DS-70, rentgenoradiometry DP-66 i DP-75) przewidziano również indywidualne apteczki dla żołnierzy. Zawierały one jodek potasu (dla ochrony tarczycy przed wychwytywaniem jodu-131 z otoczenia), środki przeciwbólowe (Dolargan - petydyna), przeciwpsychotyczne (Fenactil - chlorpromazyna), uspokajające (Relanium - diazepam), antybiotyk (oksytetracyna), przeciw chorobie popromiennej (cysteamina) i antidota na najbardziej powszechne BST (toksogonina z atropiną, tzw. Toksatr). Całość w pudełeczku podobnym do Indywidualnego Pakietu Przeciwchemicznego (IPP). Analogiczny zestaw w Armii Czerwonej nazywał się apteczka indywidualna AI-1 i jej kolejne wersje. W Wojsku Polskim obecnie stosuje się Indywidualny Zestaw Autostrzykawek IZAS-5.
Ponieważ taki zestaw zawiera leki o działaniu narkotycznym, często przeznaczone dla lecznictwa zamkniętego, w wolnym obrocie dostępne są tylko wersje ćwiczebne, gdzie w ampułkostrzykawkach jest roztwór soli fizjologicznej, a tabletki to placebo. Poniżej fotografia takiego zestawu, notabene z pamiętnego roku 1986:





poniedziałek, 15 grudnia 2014

Świecące zegary, źródełka - kwestia legalności

Wielu z Was pewnie się zastanawiało, czy posiadanie zegarów lotniczych, źródeł kalibracyjnych, rudy uranowej i innych "świecących" przedmiotów jest legalne. Pamiętamy aferę z rudą uranową oraz wykrycie na przejściu granicznym przewożonych zegarów lotniczych.

Tymczasem na forum Strefazero.org kolega przedstawił przydatne informacje:

-Zegarki, zegary lotnicze itp. z farbą radową, torową i trytową
-Am-241 z czujek dymu (<10kBq)

można posiadać bez żadnego zezwolenia, nikt nie ma prawa do tego się przyczepić. Jedyny problem może wystąpić podczas przewozu przez granicę - było kilka przypadków że osoby wyposażone w ww. sprzęt nie przeszły przez bramki i był problem.
W takim wypadku należy wystąpić do PAA o oświadczenie że coś takiego się posiada, oni wydadzą papier i problem rozwiązany.

Jak jest z siatkami żarowymi? Nie wiem, bo świeci tam nie tylko Th228 ale i Ołów, Tal, Bizmut, Aktyn itp. jeżeli są ogólnie dostępne to nie wiem dlaczego miały by być zabronione.

Jak ma się sprawa cieszącej się złą sławą Blendy Smolistej ?
Otóż Blendę Smolistą można posiadać w ilości UWAGA do 18g
Chodzi tutaj o aktywność, bo 18g właśnie blendy smolistej o największej koncentracji uranu w uranie ma około 1kBq. A Prawo atomowe mówi że 1kBq to dawka graniczna uranu-238 po przekroczeniu której potrzebne jest już zezwolenie.

Jeżeli chodzi już o konkretne izotopy (źródła kalibracyjne) należy posiłkować się wiedzą z Prawa Atomowego o źródłach niekontrolowanych i tabeli w załączniku nr.2 na samym końcu - Kolumna P1.

Teraz każdy myśli: WOW to ja biegnę kupić do POLATOMU źródło kalibracyjne o P mniejszej od P1.
Hahaha takiego wała, nawet jakby źródło miało 1Bq to i tak nie sprzedadzą bez pozwolenia - Taka ta nasza mała Polska :)

Źródła: PAA, CLOR, PA, DOR, UMCS


Link do wpisu http://strefazero.org/forum/viewtopic.php?f=10&t=1291

Źródła cytowane we wpisie:

Postępy Techniki Jądrowej (artykuł)

Prawo atomowe

=======================================================================
Jak widać, poza źródełkami produkowanymi fabrycznie, osoby prywatne mogą posiadać cały wachlarz źródeł improwizowanych (szkło uranowe, zegarki, siateczki). Należy jednak mieć świadomość, że litera prawa nie zawsze pokrywa się z praktyką, a nadgorliwość (gorsza od faszyzmu) może przysporzyć nam kłopotów. Kolekcjoner minerałów uranu ostatecznie wygrał - ale co się nawojował, to jego. Nigdy nie wiemy, czy nie trafi się jakiś niedoceniony czynownik, który będzie chciał zabłysnąć w oczach przełożonych - a smród lubi się ciągnąć długo. Wiele osób, niemających pojęcia o fizyce, panicznie reaguje na słowo "promieniowanie" - a gdy osoby te piastują władzę i mają środki wykonawcze - robi się nieciekawie.
PS. Mam nadzieję, że edukacyjna funkcja tego bloga i jego poziom merytoryczny (doceniony nawet przez CLOR) dają mi choć częściowy "dupochron" ;)

piątek, 12 grudnia 2014

Radioaktywne papierosy, czyli wdychanie polonu-210

Szkodliwość palenia tytoniu została dowiedziona ponad wszelką wątpliwość. Dym tytoniowy zawiera 5000 różnych substancji chemicznych o często bardzo szkodliwym działaniu dla zdrowia. Wszyscy wiedzą o nikotynie, substancjach smolistych, może ktoś wspomni o tlenku węgla, amoniaku, formaldehydzie - ale kto wie o radioaktywnym polonie-210? Tak, tym samym, który nasza Rodaczka nazwała na cześć Polski i tym samym, którym otruto Litwinienkę i Arafata.
Polon opada na ziemię na skutek przemian promieniotwórczych zachodzących w atmosferze i jest akumulowany przez liście tytoniu. Dodatkową część przyjmuje roślina tytoniu z gleby, wraz z nawozami fosforowymi. Zawarty w liściach polon uwalnia się podczas palenia i wraz z dymem przechodzi do płuc. Będąc pierwiastkiem radioaktywnym, w dodatku emiterem cząstek alfa, wykazuje silną radiotoksyczność. Metale ciężkie są trujące przez swoje właściwości chemiczne, lecz ich radioaktywne izotopy wykazują tysiące razy większą toksyczność z racji emitowanego promieniowania. Szczególnie niebezpieczne są cząstki alfa, które pomimo małego zasięgu przekazują tkankom bardzo dużą energię i powodują poważne uszkodzenia. Do emiterów cząstek alfa zaliczamy też pluton, rad, uran, tor,  ameryk - w większości silnie radiotoksyczne.
Szacuje się, że palenie 30 papierosów dziennie powoduje przyjęcie rocznej dawki odpowiadającej  300 prześwietleniom płuc - ponad 3 razy więcej, niż otrzymali mieszkańcy najbardziej skażonych po Czarnobylu rejonów Polski -  źródło TUTAJ.
Mam świadomość, że zagorzałych palaczy nie przekonam. Niektórzy wypierają świadomość zagrożenia, negują wyniki badań naukowych albo powołują się na argumenty z anegdoty ("dziadek palił całe życie i dożył setki"). Inni, pomimo świadomości, są tak mocno skrępowani nałogiem, że przypominanie im o szkodliwych efektach palenia wywołuje tylko frustrację i agresję. Oczywiście swój udział mają tu koncerny tytoniowe, zainteresowane w utrzymaniu dotychczasowego poziomu sprzedaży papierosów, które ostatnio zyskały konkurencję w postaci dużo bezpieczniejszych e-papierosów.
Tym niemniej, palenie tytoniu należy do najbardziej istotnych źródeł promieniowania, a właściwie skażenia wewnętrznego, na jakie narażony jest współczesny człowiek. Skażenia wewnętrzne są o tyle niebezpieczne, że płuc nie możemy "umyć", tak jak rąk - zatem pierwiastki promieniotwórcze pozostaną w nich na długo, przenikając do organizmu i niszcząc tkanki.

Aktywność promieniotwórcza popiołu tytoniowego jest niewielka, nieznacznie przekracza tło. Większość polonu ulatnia się z dymem (70%), a poza tym, jest on emiterem alfa, zatem trudno zmierzyć jego aktywność typowym licznikiem GM bez okienka mikowego. Dodatkową trudność sprawia naturalny potas, zawierający również promieniotwórczy potas-40, który występuje we wszystkich popiołach roślinnych i drzewnych (jest przyswajany z gleby wraz z nawozami). Jego emisja beta jest silniejsza i łatwiejsza do wykrycia niż cząstki alfa polonu.


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Radiometr uniwersalny RUST-3

Tym razem przedstawię pokrótce bardziej zaawansowany przyrząd, jakim jest radiometr uniwersalny RUST-3 produkcji krajowych zakładów Polon-Alfa. Urządzenie jest przystosowane do zasilania zarówno z sieci, jak i z zestawu baterii, posiada też uchwyty do pasa, zatem może pracować jako sprzęt przenośny. Miernik ten współpracuje z różnego rodzaju sondami, podłączanymi przez typowe złącze BNC. Jedną z najbardziej znanych jest sonda scyntylacyjna SSA-1P
Skala miernika wyskalowana jest w impulsach na sekundę (cps), napięcie zasilania regulowane jest ręcznie w zakresie 350-1600 V, w zależności od rodzaju podłączonej sondy. Regulacja napiecia dwoma pokrętłami (zgrubna i dokładna). Radiometr posiada sygnalizacje przekroczenia uprzednio ustawionego progu pomiarowego. Przewidziano możliwość współpracy z zewnętrznym rejestratorem (gniazdko na boku obudowy).
Sprzęt przeznaczony jest dla bardziej zaawansowanych dozymetrystów, wymaga użycia odpowiednich sond, które dość rzadko pojawiają się w handlu. Cena samego miernika nie jest wysoka, ale sprawny zestaw z sondą do tanich nie należy. Urządzenie znajduje zastosowanie głównie w laboratoriach, choć jest stopniowo wypierane przez nowsze produkty Polonu :)
Po więcej informacji odsyłam do fabrycznej instrukcji obsługi.




czwartek, 4 grudnia 2014

Awaria na Ukrainie - czy jest zagrożenie?

Sądząc po zamieszaniu w mediach, muszę zabrać głos. Widzę, że ożywają demony Czarnobyla. Zła władza na pewno coś przed nami ukrywa, i niedługo wszyscy zaczniemy świecić...
A tymczasem była to awaria układu elektrycznego elektrowni - i to jednego z wielu - bez jakiegokolwiek uwolnienia substancji radioaktywnych do atmosfery. Na szczęście mamy sieć Radioactive@home wyposażoną w podłączone do internetu czujniki promieniowania. Póki co tło wynosi 0,1-0,2µSv/h, czyli w normie. Ukrywanie katastrofy na taką skalę, jak miało to miejsce w Czarnobylu nie byłoby dziś możliwe. Licznik Geigera można nabyć za kilkaset złotych i samodzielnie zmierzyć poziom promieniowania. Nie jest to sprzęt reglamentowany i rejestrowany, więc nie ma ryzyka konfiskaty jak w 1986. W razie czego można zerknąć na mapkę w/w czujników http://radioactiveathome.org/map/. Mamy też państwową służbę dozymetryczną, pomiary przeprowadza zarówno CLOR w Warszawie jak i UMCS w Lublinie*, no ale państwowym źródłom się zbyt chętnie nie wierzy, mając w pamięci "brak zagrożenia" 28 lat temu. Inna sprawa, że mamy też całe tabuny ekspertów z bożej łaski, wprowadzających niepotrzebne zamieszanie i podsycających panikę, niemających jednocześnie podstawowej wiedzy o fizyce jądrowej i dozymetrii.

Poniżej w miarę aktualny artykuł nt. wypadku na Ukrainie:
http://adamrajewski.natemat.pl/125973,awaria-w-elektrowni-jadrowej-na-ukrainie

Natomiast nóż się w kieszeni otwiera, jak widać niektóre tytuły w mediach, obliczone na wywołanie nie potrzebnej sensacji czy wręcz paniki. Wtórują im różnego rodzaju manipulanci, rozpowszechniający niesprawdzone, ale chwytliwe pseudoinformacje ("wujek dostał poufny telefon z ministerstwa"), na granicy legend miejskich. W takim chaosie giną pojedyncze, wyważone głosy ekspertów - Polak i tak wie lepiej, jak zresztą w wielu innych dziedzinach wiedzy...


---------------------------------------
* na wykresie widać pojedynczy wzrost stężenia bizmutu-214, ale związany jest on z opadami deszczu i przemianami promieniotwórczymi radonu-222 zachodzącymi w atmosferze - jak już pisałem TUTAJ. Ciekawe tylko, czy mój głos przekona domorosłych "ekspertów od wszystkiego"...

Jak ktoś się nie czuje bezpiecznie, niech kupi ode mnie licznik Geigera, będzie mógł spać spokojnie ;) 

 

 

środa, 3 grudnia 2014

Promieniowanie podczas badań diagnostycznych

Nawiązując do moich poprzednich postów chciałbym poruszyć parę zagadnień związanych z obecnością „promieniowania” podczas różnych lekarskich badań diagnostycznych.
Do powszechnie stosowanych obecnie metod należą zdjęcia rentgenowskie (RTG), tomografia komputerowa (CT), rezonans magnetyczny (MRI), mammografia oraz ultrasonograf (USG). Rzadziej stosowana jest pozytonowa tomografia emisyjna (PET), która jest rozwinięciem scyntygrafii - badania przez wprowadzanie izotopów promieniotwórczych do organizmu.

Najpierw zdefiniujmy pojęcia. Promieniowanie jonizujące wykorzystywane jest jedynie podczas zdjęć RTG, tomografii, mammografii, scyntygrafii i PET. USG wykorzystuje ultradźwięki, czyli fale dźwiękowe o bardzo wysokiej częstotliwości, niesłyszalne dla człowieka. Rezonans magnetyczny, choć czasem jest zwany „jądrowym rezonansem magnetycznym”, nie ma nic wspólnego z radioaktywnością – wykorzystuje fakt drgania jąder atomów w polu magnetycznym. Oba te badania są praktycznie nieszkodliwe dla człowieka.

Standardowe prześwietlenie / zdjęcie rentgenowskie (RTG) wykorzystuje promieniowanie rentgenowskie, które jest zbliżone właściwościami do promieniowania gamma i jest również promieniowaniem jonizującym. Od promieniowania gamma różni się miejscem powstawania – wytwarzane jest w lampie rentgenowskiej na skutek wyhamowywania rozpędzonych elektronów, podczas gdy promieniowanie gamma powstaje na skutek przemian w jądrach atomów pierwiastków niestabilnych. Zakres promieniowania gamma i rentgenowskiego częściowo pokrywa się, z tym że rentgenowskie leży bliżej ultrafioletu, zaś gamma, mające mniejszą długość fali, na samym końcu widma promieniowania elektromagnetycznego.
Jeżeli mamy być ściśli, prześwietlenie polega na obserwowaniu fluorescencyjnego ekranu podczas ciągłego prześwietlania pacjenta w czasie rzeczywistym. Zarówno pacjent, jak i lekarz otrzymują wtedy dużo większa dawkę niż podczas zdjęcia rentgenowskiego (rentgenografii), działającego jak normalna fotografia - krótki impuls promieniowania powoduje naświetlenie kliszy, podczas gdy obsługa jest osłonięta przed promieniowaniem. Więcej na ten temat u Zgliczyńskiego (Radiologia, wyd. II, s.10-12).

Podczas tomografii komputerowej również wykorzystuje się promieniowanie rentgenowskie, ale prześwietlenie ma charakter ciągły, głowica przesuwa się wokół ciała pacjenta, dając trójwymiarowy obraz tkanek. Przy tym badaniu moc dawki jest zdecydowanie większa, choć nadal w bezpiecznych granicach. Tomografia daje obraz trójwymiarowy, unika się więc nakładania obrazów na siebie i można obejrzeć narządy schowane jeden za drugim.

Mammografia jest z kolei badaniem, polegającym na wykonaniu serii zdjęć RTG piersi, aby wykryć wczesne zmiany, mogące prowadzić do nowotworów. Maksymalna dawka podczas badania jest ograniczona polskimi przepisami do 2,5 mGy, (zwykle 0,4mGy) czyli jest nieco niższa niż roczne naturalne  promieniowanie tła w Polsce.

Scyntygrafia jest badaniem, podczas którego wprowadza się do organizmu substancje chemiczne z domieszką radioizotopów, a następnie obserwuje ich rozmieszczenie w organizmie. Podanie związków jodu znakowanych radioaktywnym jodem I-131 pozwala wykryć np. guzy tarczycy. Izotop użyty podczas badania powinien mieć wystarczającą energię promieniowania, aby mógł być zarejestrowany przez aparaturę pomiarową, ale jednocześnie na tyle niską, by powodował jak najmniej szkód w organizmie. Jego czas połowicznego zaniku powinien być niski i powinien być szybko usuwany z organizmu (o biologicznym czasie połowicznego zaniku jeszcze będzie mowa).

Swoistym rozwinięciem scyntygrafii jest pozytonowa tomografia emisyjna. Podczas PET wprowadza się do organizmu izotop radioaktywny o krótkim czasie półrozpadu. Izotop ten ulega rozpadowi beta plus, emitując pozytony - dodatnio naładowane elektrony. Cząstki te reagują z elektronami atomów organizmu, ulegając anihilacji. Powstają przy tym dwa kwanty promieniowania gamma, które rozchodzą się w przeciwnych kierunkach pod kątem 180 st. i są zliczane przez aparaturę. Badanie jest kosztowne, gdyż wykorzystywane izotopy mają krótki czas półrozpadu, co wymaga bliskiego umieszczenia cyklotronu, w którym są produkowane. Przykładowo, technet-99m (metastabilny) ma czas półrozpadu 6 godzin, czyli de facto znika po 60 godzinach (dla porównania jod-131 ma t1/2=8 dni i "znika" po 80 dniach).

Badania scyntygraficzne i PET mogą się wydać przerażające - promieniujemy od wewnątrz! - ale emisja utrzymana jest na bezpiecznym poziomie poprzez odpowiedni dobór dawki i rodzaju izotopów, zaś korzyści diagnostyczne przewyższają znacznie zagrożenia. 

Przy ocenie zagrożenia istotne jest uwzględnienie mocy dawki oraz naświetlanego narządu. Stosunkowo duże dawki można przyjąć na kończyny, najmniejsze zaś na układ krwiotwórczy, narządy płciowe, tarczycę. Mało odporne są narządy silnie ukrwione i o szybkim podziale komórek (szpik!). Stosunkowo odporny na promieniowanie jest układ nerwowy. Wielkość pochłoniętych dawek podczas RTG poszczególnych narządów łatwo porównać, zestawiając je z promieniowaniem naturalnym (tła). Prześwietlenie ręki odpowiada 1,5-7 dni promieniowania naturalnego (zależnie od źródła), podczas gdy prześwietlenie klatki piersiowej – kilku miesiącom. Tomografia głowy to już odpowiednik rocznego promieniowania tła. Efektywne dawki ukazuje poniższa tabela:

cyt. za A.. Czerwiński, Energia jądrowa i promieniotwórczość, tabl. 10
Obecnie w rentgenografii stosuje się dużo mniejsze dawki niż kiedyś. Przyjmuje się zasadę stosowania najmniejszych możliwych dawek, jakie są „rozsądnie użyteczne”. Obraz na kliszy rentgenowskiej nie jest wytwarzany bezpośrednio przez promieniowanie, a na skutek świecenia ekranu fluorescencyjnego, co pozwala na użycie niższych dawek (sama klisza nie jest bardzo czuła na promienie RTG, dlatego naświetla ją światło widzialne emitowane przez ekran - por. S.L. Zgliczyński, Radiologia, wyd. II, s. 11).

Z prześwietleniami, a przede wszystkim bardziej inwazyjnymi badaniami nie powinno się przesadzać. Często jednak nie ma wyboru (złamanie), a zysk, w postaci wczesnej diagnozy np. guza, przewyższa zagrożenie wywołane promieniowaniem. Co więcej, zamiast tradycyjnych zdjęć RTG powinno się częściej stosować nowsze i bardziej dokładne metody - tomografię i rezonans magnetyczny. Może w ten sposób miałbym szybciej zdiagnozowany guz okołokręgosłupowy, którego nie wykrywały kolejne prześwietlenia, a który nie dawał mi spokoju przez 3 lata. Ukazał go dopiero rezonans, w stadium wymagającym natychmiastowej operacji i to dużego ryzyka. Niestety, zwykłe RTG długo jeszcze będzie tanim i często nadużywanym badaniem...

Po więcej teorii odsyłam do cytowanego już podręcznika S. L. Zgliczyńskiego (Radiologia, PZWL, wyd. II, 1970). Szczegółowe zestawienie dawek promieniowania podczas różnych badań diagnostycznych można znaleźć na stronie NCBJ - TUTAJ.