czwartek, 26 grudnia 2013

Rentgenometr D-08 - recenzja


Tym razem postaram się opisać dość popularny, ale jednocześnie mało użyteczny wojskowy przyrząd dozymetryczny, jakim jest rentgenometr D-08. Urządzenie działa na zasadzie komory jonizacyjnej, a nie licznika G-M, zasilane jest z kilku baterii o różnych napięciach (lub adaptera na 3 baterie R-20) i ma zakres pomiaru użyteczny jedynie w wypadku wojny jądrowej (0,1-300 R/h). Występuje powszechnie w demobilach i na targach militariów, gdyż podczas zimnej wojny wyprodukowano ogromną ilość tych mierników. W zestawie dostajemy skrzynkę, zapasowe lampy (czasem), zeszyt pracy, instrukcję obsługi ze schematem i (teoretycznie) latarkę "portfelową", nóż i śrubokręt. O oryginalnych bateriach możemy pomarzyć, a potrzebne są 3 (anoda, siatka, żarzenie). Na szczęście wersja D-08/2 miała "koszyczek" mieszczący 3 baterie R-20 i przetwornicę napięcia, która zasilała obwody przyrządu. Poniżej zdjęcie pulpitu:


I adaptera z przetwornicą:



W przeciwieństwie jednak do DP-66 i pochodnych, rentgenometry D-08 rzadko znajdują nabywców, co najwyżej wśród amatorów bawiących się lampami rentgenowskimi. Jak już wspomniałem, zakres zaczyna się od 0,1 R/h, czyli 100mR/h - na szczycie reaktora w Świerku moc dawki wynosiła 28mR/h, czyli 1/4 najmniejszej działki miernika - i może nawet wskazówka by drgnęła :) Poza takimi miejscami, do których dostęp jest zresztą silnie ograniczony - nie ma miejsc, gdzie taki miernik zalazłby zastosowanie (może gorące plamy w Strefie, ale tam wygodniej iść z DP-66 lub DP-5, przenośna sonda ułatwia dotarcie do źródła). Uwaga ta dotyczy wszystkich rentgenometrów produkcji wojskowej - przeznaczono je do pomiaru dużych dawek bezpośrednio po wybuchu jądrowym. Najwyższy zakres to 300R/h - dwie godziny przy takiej mocy dawki i 100% śmiertelność, a po godzinie jest szansa na śmierć ok. 25% napromieniowanych. W swych szacunkach przyjmuję, że LD50/30 wynosi 450R (4,5Sv). LD50/30 to dawka, po której połowa napromieniowanych umrze w ciągu 30 dni - przyjęto ją jako miarodajne określenie dawki śmiertelnej z racji dużej zmienności osobników danego gatunku na napromieniowanie.
Wracając do naszego przyrządu, oprócz marnej czułości jest on dość kłopotliwy w obsłudze - nawet jak mamy wersję z adapterem na 3 baterie R-20, musimy kalibrować miernik przed użyciem. W moim egzemplarzu kalibracja nie dochodziła do skutku - przy kolejnym kroku nie dawało się ustawić wskazówki w żądanym miejscu, jedynie raz, po podłączeniu zasilacza laboratoryjnego, ale akurat wtedy nie filmowałem :(
Kalibracja odbywa się wg instrukcji naniesionej farbą przez szablon na ściankę urządzenia:


Pokrętła regulacyjne, osłonięte specjalną klapką na sprężynie i wyposażone w specjalny guzik, który trzeba przyciskać podczas regulacji - są niezłym ćwiczeniem siły i zręczności palców :)
Tutaj nieudana próba uruchomienia:

Miernik ostatecznie został sprzedany prawie bez zysku, i tak miałem szczęście, gdyż inny egzemplarz "wisi" na Allegro od miesięcy :)
Miernik został wyprodukowany w 1970 r. (dość nowy, widziałem z 1962) i "na służbie" był do 1982 r., o czym świadczą regularne wpisy w "zeszycie pracy", dotyczące przeglądów i kalibracji.
 Nie wiem, w którym roku rzeczony miernik został zdjęty ze stanu i przekazany na sprzedaż, przedtem trafił do Obrony Cywilnej, która kontynuowała "przeglądy" jeszcze przez parę lat - ostatni wykonany w 1993 r. był ważny do 1994 (choć procedura była "uproszczona"). Obecnie pewnie wszystkie D-08 zostały już wyprzedane, a do "skasowania" idą poczciwe DP-66 czy nawet DP-75 ;)
Tu fragmenty instrukcji z danymi technicznym i sposobem obsługi (pełna tutaj), zresztą skrót instrukcji napisany jest białą farbą na ściance obudowy miernika, łącznie ze słynnym "po pracy wyłącz przyrząd":

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!