19 lutego, 2014

Radiometr RBGT-62a z Czechosłowacji

Przyrząd ten produkowano w Czechosłowacji w latach 60. na potrzeby armii (CSLA). Przeznaczony był do pomiaru skażeń emiterami beta, jak również niskich poziomów promieniowania gamma. Jego oznaczenie rozwijamy jako „radiometr beta gamma tranzystorowy wzór 62 odmiana a”. RBGT-62a stanowi modyfikację wcześniejszego, znacznie rzadszego modelu RBGT-62, od którego różni się rodzajem tranzystorów i brakiem przetłoczenia na boku obudowy. Pod względem eksploatacji  oba mierniki są identyczne.

RBGT-62a był stosowany również przez Siły Zbrojne PRL, potoczne zwane Ludowym Wojskiem Polskim, zanim opracowano rentgenoradiometr DP-66 i jego kolejne wersje. Stąd też dużo egzemplarzy ma polską instrukcję i oznaczenia na obudowie, choć odbiór techniczny jest czeski.

Przyrząd mierzy aktywność beta i moc dawki gamma za pomocą typowego licznika STS-5 umieszczonego w sondzie z obrotową przesłoną. Możemy ją ustawiać w 3 pozycjach:

  • β1 – licznik odsłonięty
  • β2 – licznik osłonięty przesłoną z dziurkami, która 10x osłabia promieniowanie beta
  • γ – licznik całkowicie zasłonięty, pomiar tylko emisji gamma


Na czas szkolenia korpus sondy z wycięciami pokryty był cienką folią w kolorze czerwonym, chroniącą wnętrze przed skażeniem i uszkodzeniami. W razie wojny instrukcja zalecała zerwać tą folię po przecięciu wzdłuż, aby uzyskać większą czułość na promieniowanie beta. Dla ochrony przed skażeniami na sondę naciągano "prezerwatywy" z cienkiej gumy.

Mikroamperomierz wyskalowany jest tylko w jednostkach aktywności powierzchniowej – rozpadach na minutę z centymetra kwadratowego. Przy pomiarach mocy dawki musimy samodzielnie przeliczać, przyjmując 2500 rozp/min/cm2 = 1 mR/h (~10 µSv/h). Przelicznik podany jest w lewym dolnym rogu skali, niestety czerwona farba wypłowiała w większości egzemplarzy i nie jest czytelna:


Takie rozwiązanie nieco dziwi, praktyczniejsza byłaby dodatkowa podziałka, jednak przyrząd jest przeznaczony przede wszystkim do pomiaru aktywności, pomiar mocy dawki jest wtórny.

Zakresy pomiarowe przedstawiają się więc następująco:

  • I 
    • beta: 10.000 - 250.000 rozp/min/cm2 z podziałką co 10.000
    • beta z przesłoną x10: 100.000 - 2.500.000 rozp/min/cm2 z podziałką co 100.000
    • gamma: 4 - 100 mR/h (~40-1000 µSv/h)
  • II 
    • beta: 1000 - 25000 rozp/min/cm2 z podziałką co 1000
    • gamma: 0,4 - 10 mR/h (~4-100 µSv/h)
  • III
    • beta: 100 - 2500 rozp/min/cm2 z podziałką co 100
    • gamma: 0,04 - 1 mR/h (~0,4-10 µSv/h)

 ***

Aby uruchomić miernik, musimy najpierw podłączyć sondę do pulpitu pomiarowego, gdyż jest ona przechowywana osobno, w specjalnej kieszeni pod pokrywą futerału.  

Sonda podłączana jest przez wtyk koncentryczny, na czas nieużywania chroniony zakrętką na łańcuszku. 


Następnie włączamy przyrząd, przestawiając przełącznik zakresów w pozycję KN i pokrętłem KN ustawiamy wskazówkę na znacznik KN na skali. Potem wybieramy odpowiedni zakres pomiarowy, uszeregowane są od najwyższego (I), na którym pomiar możemy prowadzić z przesłoną sondy w położeniu B1 lub B2. Kolejne, coraz niższe zakresy (II i III) służą do pomiaru w pozycji B1. Oczywiście na każdym z zakresów możemy też mierzyć moc dawki gamma po ustawieniu osłony sondy w pozycji γ.

W zestawie powinno znajdować się beta-aktywne źródło kontrolne w formie prostokątnej płytki, zaszytej w prawej ściance futerału. Celem przetestowania miernika, zbliżamy sondę do wewnętrznej strony futerału w tym miejscu.


Czas półrozpadu strontu-90 wynosi 28 lat, zatem od momentu wyprodukowania miernika i źródła (1964 r.) aktywność znacznie spadła. W prezentowanym egzemplarzu wynosi ok. 2200 rozp/min/cm2, pomiar przy użyciu RBGT-62a oscyluje między 2000 a 2500, czyli koniec I zakresu.


Ekranowanie jest na tyle skuteczne, że na zewnętrz futerału ledwo da się zmierzyć pojedyncze rozpady. Niestety większość RBGT-62a dostępnych na rynku ma usunięte źródła.

***

Przyrząd ma również dźwiękową sygnalizację impulsów. Impulsy mogą być podawane na słuchawkę, co pozwala wykryć nawet nieznaczny wzrost wskazań, którego nie zarejestruje jeszcze mikroamperomierz. W RBGT-62a jest to słuchawka jednouszna, wersja RBGT-62 miała typowe słuchawki radiowe. Zwraca uwagę wtyk słuchawki, przypominający płaską wtyczkę sieciową, w razie potrzeby można go zastąpić za pomocą 2 "bananów".

 


Czułość przyrządu jest bardzo dobra. Licznik STS-5, znany z wielu innych ówczesnych przyrządów (DP-5, DP-66) reaguje na większość "domowych" źródeł. Najsłabsze promieniowanie jest niestety nieco osłabiane przez folię na okienku pomiarowym i sporą odległość między krawędzią sondy a powierzchnią licznika. 


Wadą jest stosunkowo długa stała czasu i duże fluktuacje wskazań, trzeba się wpatrywać we wskazówkę przez dłuższą chwilę, by ustalić punkt, w którym pojawia się najczęściej. RBGT-62a będzie najbardziej przydatny, jeśli mamy dużo źródeł beta-aktywnych, nawet o sporej aktywności, i chcemy mieć od razu gotowy wynik w rozpadach na minutę z centymetra kwadratowego. 

 Z praktyki wynika, że najczęściej będziemy stosowali zakres III i II, okresowo I przy pomiarach łącznej emisji najbardziej aktywnych źródeł. Podczas poniższego długiego testu z udziałem różnych "artefaktów" I zakres był potrzebny tylko przy skali od DP-63A (75k) i kontrolce od DP-66 (40 k). Nigdy zaś nie było potrzeby skorzystania z przesłony, rozszerzającej 10x zakres pomiaru aktywności beta. 


Większość pomiarów gamma, z uwagi na solidne ekranowanie sondy, udało się wykonać na zakresie III (do 1 mR/h czyli ok. 10 µSv/h). Gorzej sprawdzał się RBGT-62a na początku zakresu, przy najsłabszych źródłach, gdzie wychylenia wskazówki od tła naturalnego były na tyle duże, że mogły maskować promieniowanie od źródła. 

***

Skala, wskazówka i opisy pozycji przełącznika zakresów pokryte są farbą okresowego świecenia, niestety na skutek upływu lat świeci ona bardzo słabo, chyba że pomożemy jej ultrafioletem:


Zasilanie odbywa się z 2 ogniw R-20 (D) umieszczanej w komorze z zakręcaną, uszczelnianą pokrywą. Do jej otwarcia służy klucz, przymocowany żyłką do futerału..


Pobór prądu wynosi aż 67 mA, czyli jest dość spory. Miernik pracuje przy napięciu ogniw od 1,7 do 3,1 V, zatem powinien uruchomić się nawet przy częściowo rozładowanych. Czas pracy na jednym komplecie ogniw wg specyfikacji wynosi 50 godzin. Instrukcja nakazuje wyjmowanie ogniw po pracy i przechowywanie w specjalnej kieszeni z boku futerału. Zapis ten wynika z niskiej jakości ówczesnych ogniw cynkowo-węglowych, które miały tendencję do wylewania po nadmiernym rozładowaniu. Przy obecnych ogniwach alkalicznych lub akumulatorkach takie ryzyko nie zachodzi.

 ***

RBGT-62a jest prostą konstrukcją, możliwą do naprawy nawet w warunkach amatorskich. 

https://danyk.cz/rbgt.html


Ze słabych punktów warto wymienić wrażliwy mikroamperomierz, który może ulec uszkodzeniu w transporcie. Wspominają o tym nawet zagraniczne blogi, porównując RBGT-62a in minus z DP-5 [LINK]. Innym słabym punktem jest delikatne pokrętło KN do regulacji napięcia – w jednym z moich egzemplarzy uległo całkowitemu rozkawałkowaniu podczas przesyłki, w drugim zupełnie go nie było.

Dozymetr przenoszony jest w skórzanej torbie z wytłoczoną nazwą miernika i numerem seryjnym - w ten sposób oznaczano też inne czechosłowackie przyrządy dozymetryczne. 


Futerał mieści wszystkie akcesoria do RBGT-62a, takie jak:

  • sonda - w zapinanym na 3 napy uchwycie pod klapą futerału
  • zeszyt pracy połączony z instrukcją obsługi - w kieszonce za pulpitem pomiarowym
  • klucz do otwierania komory baterii - przymocowany do przegródki między komorami futerału
  • źródło kontrolne - zaszyte po w prawej ściance futerału
  • ogniwa (na czas nieużywania) - w prawej komorze 


Książka pracy połączona jest z instrukcją obsługi - do pobrania TUTAJ. Zawiera wpisy kontroli skalowania, napraw, przeglądów, czasu pracy i przydziałów do jednostek wojskowych. 


Prezentowany egzemplarz nosi datę fabrycznej kontroli technicznej 13.11.1964 r. W eksploatacji był aż do roku 1987, w którym odbył przeszedł ostatnie wzorcowanie, ważne do 1989 r. 


W międzyczasie przeszedł dwie naprawy średnie (przełącznika w 1974 r. i kabla sondy w 1987 r.), zaś w latach 1981-1983 był niesprawny, dopóki nie wymieniono licznika STS-5.


RBGT-62a, podobnie jak inne starsze mierniki promieniowania (np. D-08), po wycofaniu z wojska, przekazywano Obronie Cywilnej. Wspomina o nim Katalog podstawowego sprzętu Obrony Cywilnej z 1981 r.


Zerknijmy jeszcze na różnice między RBGT-62a i wspomnianym na początku jego poprzednikiem, sygnowanym RBGT-62. Różnice są kosmetyczne, najbardziej zwraca uwagę przetłoczenie wzdłuż komory baterii na boku korpusu RBGT-62:

https://danyk.cz/rbgt.html

Od strony elektronicznej różnice są bardziej istotne: RBGT-62 miał 3 tranzystory PNP, zaś RBGT-62a 3 tranzystory NPN i jeden PNP, inny był też układ połączeń. Zamieszczam schemat nowszej wersji:

https://danyk.cz/rbgt.html

Dodatkowe informacje można znaleźć na czeskich stronach:

***

Podsumowując, RBGT-62a to nadal w pełni funkcjonalny przyrząd o dużej czułości, ciekawa alternatywa wobec DP-66 i pochodnych.  Należy jednak liczyć się ze zużyciem elektroniki, podatnością mikroamperomierza na uszkodzenia i koniecznością odłączania sondy przed zamknięciem futerału. Niewątpliwą zaletą będzie skala w jednostkach aktywności powierzchniowej, pozwalająca na wiarygodny pomiar aktywności beta, niestety jednocześnie pomiar mocy dawki gamma będzie utrudniony. Na rynku pojawiają się co jakiś czas pojedyncze egzemplarze w różnym stopniu skompletowania, niekiedy tylko same pulpity pomiarowe. Sprawny egzemplarz z pełnym wyposażeniem będzie z pewnością cennym nabytkiem kolekcjonerskim.

Plusy
  • duża czułość
  • skala w jednostkach aktywności powierzchniowej
  • szeroki zakres pomiaru aktywności beta (100 -  2,5 mln rozp/min/cm2)
  • prostota konstrukcji

Minusy
  • spore wahania wyniku
  • konieczność przeliczania jednostek przy pomiarze gamma
  • konieczność odłączania sondy przed zamknięciem futerału
  • wrażliwy mikroamperomierz

***


Podoba Ci się mój blog i chcesz wesprzeć twórcę? Zapraszam na Patronite - https://patronite.pl/

17 lutego, 2014

Rentgenometr DP-63A


Radzieckie rentgenometry DP-63A pojawiają się na polskim rynku dość rzadko. Są to nietypowe przyrządy z zakresem całkowitym pomiędzy 0,1 a 50 R/h, posiadające również możliwość indykacji promieniowania beta (bo o pomiarze trudno tu mówić, skala jest tylko w rentgenach na godzinę). Zakres pomiarowy podzielony jest na dwa podzakresy - niższy do 1,5 R/h i wyższy - do 50 R/h. Skale do obu podzakresów są oddzielne, pomiaru dokonuje się, wciskając przyciski w gumowych osłonach na panelu czołowym miernika.

W podręcznikach od PO stale nazywany "indykatorem" :)

Rentgenometr jest mały, przypomina futerał od lornetki 6x30, i lekki jak na wojskowe standardy - tylko 750 g. Zasilany jest dwoma nietypowymi ogniwami 1,5V, ale można z tektury falistej zrobić przejściówki na standardowe paluszki R6 (AA). Test zasilania uruchamia się, naciskając oba przyciski zakresów - strzałka powinna wychylić się poza trójkąt pośrodku skali. Przy pomiarze wciskamy przycisk odpowiadający żądanemu zakresowi. Jeśli chcemy sprawdzić, czy występuje emisja beta, naciskamy inny przycisk znajdujący się na przedniej ścianie urządzenia - odsłania on okienko przed tubami G-M, "wpuszczając" cząstki beta do tub.




Miernik oparty jest na dwóch szklanych licznikach Geigera, po jednym dla każdego zakresu. Na zdjęciu u góry znajduje się prostownik selenowy, pod nim licznik SI-3BG  a poniżej SI-10BG.
Co ciekawe, pod tubami umieszczono kontrolkę B-8, jak piszą Rosjanie - Реальная активность б-8 - 250 000 распадов в минуту по слабой(0.53 МЭв) и жесткой (2.27 МЭв) - "faktyczna aktywność 250 000 rozp./min. słabej 0,53MeV i silnej (2,27MeV) [bety]. Nie rozumiem tylko, jak silna beta od Sr90+Y90 nie wpływa na działanie tub G-M, zwłaszcza przy indykacji promieniowania beta? Podejrzewam, że analogicznie do sygnalizatora schronowego DP-64, układ pomiarowy ma za niską czułość, by wykryć promieniowanie kontrolki, a do testu obniża się jego czułość wielokrotnie.
To jedna niespodzianka, drugą jest skala, pokryta w całości farbą okresowego świecenia, która daje... 5.5 mR/h gammy i drugie tyle bety (wg Rosjan - 24 mln rozp./min.). Więcej informacji tutaj. Skalę można dość łatwo wymontować (dociska ją sprężynującą blaszka), ale lepiej tego nie robić z uwagi na możliwość skażenia niewidocznymi drobinkami silnie aktywnej farby.


Wynikają z tego dwie konkluzje - miernik taki może być wygodnym "źródełkiem" do eksperymentów - oraz może przysporzyć kłopotów. Jakiś czas temu głośna była sprawa DP-63A, nabytego na jarmarku dominikańskim w Gdańsku, który narobił zadymy przy próbie wwiezienia go do Szwecji. Swoją drogą, trudno o gorszy kraj do przywożenia takich rzeczy, z ich hoplem na punkcie ekologii (choć przy Czarnobylu to oni podnieśli raban, za co im chwała).




Tak czy inaczej, miernik przyda się jedynie jako kolekcjonerski gadżet lub wygodne "źródełko" do badania przenikliwości promieniowania, jego osłabienia itp. Poniżej praktyczna demonstracja zasady odwróconych kwadratów - jak widać, gwałtowny wzrost mocy dawki występuje dopiero przy zbliżeniu się na odległość 10 cm.:


Poniżej radziecka instrukcja posługiwania się tym miernikiem, zaczerpnięta z podręcznika Obrony Cywilnej, zgodnie z zasadą ad fontes (łac. "do źródeł"):


Poniżej 3 egzemplarze, z czego jeden w wersji DP-63, bez litery A (źródło - Forum RHBZ):


Obie wersje (DP-63 i DP-63-A) na planszy instruktażowej:

https://tiny.pl/8cszs6sm

Na koniec plansza ze szkoleniowym schematem miernika (ros. makiet-schema):



11 lutego, 2014

Świecący budzik "Kienzle" czyli farba radowa znowu

Trafił mi się na targu budzik znanej niemieckiej firmy "Kienzle". Sprzedawca miał całą walizkę starych budzików po zegarmistrzu, więc było w czym wybierać. Trochę ruskich, trochę naszych Mera-Poltik i niemieckie, głównie Junghans i Kienzle. Widząc starą zbrązowiałą masę świecącą na wskazówkach wiedziałem, czym to pachnie, choć akurat nie wziąłem dozymetru :)
W domu wyjąłem Polarona i zmierzyłem emisję, nie jest powalająca, może bez szybki byłaby nieco większa, ale aż żal rozkręcać tak wiekowy budzik. Zresztą zobaczcie sami:


Jak widać, farba już dawno nie świeci, trzeba pomóc jej ultrafioletem, choć po zaprzestaniu naświetlania luminescencja momentalnie zanika. O dziwo, budzik nadal działa, choć ruszał dość opornie. Liczę na kolejne zegary za tydzień, zwłaszcza na same tarcze od zegarków ręcznych, które stanowią uniwersalne "źródełko" do testowania dozymetrów (emitują zarówno gammę, jak i betę). Dla porównania zegarek Majak oraz ZiM:


Przy kupowaniu tego typu zegarków dobrze mieć dozymetr, ponieważ czasem nawet zżółkła i wyglądająca na starą farba świecąca może kompletnie nie mieć emisji. Naciąłem się tak, kupując zestaw starych zegarów lotniczych - jeden na sześć dawał słabiutką betę, a w drugim zestawie równie mizernie...:



08 lutego, 2014

Dozymetr sygnalizator promieniowania Strielec-1 (Стрелец-1)

Dozymetr ten należy do grupy kieszonkowych indykatorów, czyli mierników o uproszczonej skali, mających jasno powiedzieć, czy promieniowanie jest w normie, czy należy uciekać. Skala ma paski oznaczone kolorami i legendą - zielony = "bezpiecznie", żółty  = "uwaga" i  czerwony = "niebezpiecznie". Do tego progi w mikrorentgenach na godzinę - odpowiednio - do 20µR/h (0,020mR/h), 20-500 i powyżej 500 (0,5mR/h) aż do 5000 (5mR/h). Specjalny guzik pozwala na dziesięciokrotne wydłużenie zakresu, czyli maksymalna wartość pomiaru wynosi 50.000µR/h (50mR/h). 


Co ciekawe, na skali widnieją symbole alfa, beta i gamma, co znajduje potwierdzenie w zastosowanej tubie G-M. Jest to  SBT-9 (http://www.gstube.com/data/3004/) wyposażona w okienko mikowe, przepuszczalne dla cząstek alfa - czyli tuba dla sprzętu co najmniej o klasę wyższego, większość indykatorów pracuje na zwykłych popularnych SBM-20. Niestety możliwości tuby nie są wykorzystane w 100%, gdyż okienko mikowe umieszczone jest w kierunku wnętrza obudowy, zatem mierzy tylko cząstki alfa w powietrzu, które napływa przez dziurki do obudowy, nie zmierzy emiterów alfa z powierzchni .


Notabene na słabą betę Strielec też nie jest specjalnie czuły. Szkoda, mogli to lepiej zaprojektować i byłby naprawdę ciekawy sprzęt. Poza tym, jeśli mierzy wszystkie 3 emisje, to nie powinien podawać wyniku w jednostkach mocy dawki ekspozycyjnej (rentgenach), które dotyczą tylko promieniowania gamma i rentgenowskiego.


Wykonanie przyrządu jest dość toporne, plastik trzeszczy, przyciski się chwieją i wyskakują przy próbie demontażu, sama rozbiórka też nie jest łatwa. Tuba G-M jest bardzo wrażliwa na uderzenia, stąd nie stosowano jej zbyt często, a zwłaszcza w przyrządach tej klasy. Strielców jest bardzo mało na rynku, stąd można podejrzewać, że były one serią eksperymentalną lub wyprodukowaną w bardzo małej ilości sztuk.  Finalne pytanie - czy polecam? Raczej do kolekcji albo celem wykorzystania samej tuby. Do fachowych pomiarów promieniowania alfa służą dużo bardziej skomplikowane (i droższe) przyrządy, zaś indykatory jako takie mają dość ograniczone zastosowanie w domowej dozymetrii, dzięki nim możemy tylko przekonać się czy coś świeci, czy nie. Czasem to wystarcza, ale zwykle chcemy wiedzieć coś więcej :)


05 lutego, 2014

Dwie wersje radiometru Belwar RKSB-104

Opisywany tutaj RKSB-104, znany też jako Radian, produkowany był w co najmniej dwóch wersjach, nieznacznie różniących się ze sobą. Oprócz koloru obudowy (zwykle czarny, ale też czerwony, granatowy), napisu "Belwar" czy faktury plastiku na przełącznikach, poszczególne wersje różnią się także zachowaniem podczas pracy. Czarne bez napisu "Belwar" wydają z siebie "tykanie", które można usłyszeć w cichym pokoju, a po przyłożeniu ucha do miernika słychać je wyraźnie, jak mechaniczny zegarek na rękę. Miałem dwa egzemplarze i w obu było słychać ten dźwięk. Teraz trafił mi się czerwony z napisem "Belwar" i przełącznikami o prążkowanej fakturze - pracuje on bardzo cicho, trzeba dobrze się wsłuchać przykładając ucho, by usłyszeć jego "tykanie", dźwięk sygnału po zakończeniu pomiaru też ma inną częstotliwość. Dodatkowo wyświetla literę F pod koniec pomiaru, czego nie robiły moje dwa pozostałe, choć w ich wyświetlaczach można było pod światło dojrzeć tą literę, tak samo jak symbol baterii czy znacznik przekroczenia zakresu. Widać nie podłączyli :)


Poza w/w różnicami dozymetry nie różnią się, wykorzystują te same tuby, baterie, mają taki sam czas pracy. Aha, mogą mieć inny materiał na szybkę osłaniającą wyświetlacz - czasem jest to pleksi, czasem szkiełko (informacja z zaprzyjaźnionego bloga http://dozymetria.wordpress.com/2014/02/01/rksb-104-redblue-to-samo-a-jednak-inne/)


Czerwona wersja w środku wygląda tak - zwracają uwagę tuby SBM-20, które są montowane na zaciski, a nie SBM-20-1, przeznaczone do wlutowania, jak choćby w ANRI Sosna:


PS. dopiero teraz zauważyłem, że dozymetry sygnowane RKSB-104 mają gniazdo sondy i głośnika na spodniej części, zaś te z napisem RKGB-01 "Gorin" są jego pozbawione. Więcej w notce na temat tego dozymetru [LINK]



Niektóre egzemplarze były sprzedawane w Niemczech pod marką Voltcraft HS-036, tak samo jak Polaron Pripyat występował jako HUPRA HJ-001. Poniżej przykładowe egzemplarze:



W tych wersjach stosowano tuby SBM-20U, które z jednej strony miały kołpak do mocowania na zacisk, a z drugiej wyprowadzenie do lutowania:

Tu z kolei wersja opisana "RKSB-104 Radian" w cyrylicy, choć opisy są po angielsku:

Wersja całkowicie opisana po angielsku:
I jeszcze raz wersja z niemieckimi opisami, sygnowana Voltcraft HS-036:

01 lutego, 2014

Rentgenoradiometr DP-75 - recenzja



To już ostatni z wojskowych rentgenoradiometrów używanych przez Siły Zbrojne PRL, spotykany do niedawna zresztą we współczesnym Wojsku Polskim i Obronie Cywilnej. Można powiedzieć, że jest to ulepszony DP-66M, wykorzystujący nowsze podzespoły, któremu dodano funkcję alarmu progowego i wbudowany zasilacz z automatyczną regulacją napięcia. Najważniejszą zmianą jest zastosowanie dwóch miniaturowych liczników G-M (DOI-30 i DOI-80) zamiast trzech pełnowymiarowych (STS-5, DOB-50, DOB-80). 


Licznik DOI-80 (na zdjęciu u góry) odpowiada za niższe zakresy (IV-VII). Ten sam detektor zastosowano w radiometrach RK-20, RK-21 oraz EKO-D. W porównaniu z STS-5/SBM-20 jest to licznik skompensowany energetycznie, co jednak powoduje niższą czułość na niskoenergetyczne promieniowanie - wykrywa emisję gamma od 80 keV, a nie od 30 keV, jak STS-5/SBM-20. Ma też mniejszą objętość, co przekłada się na niższą wydajność pomiaru.

Sonda pomiarowa ma taką samą konstrukcję jak w DP-66M - do pomiaru emisji beta trzeba odkręcić osłonę sondy, która odskoczy na sprężynie, odsłaniając okienko pomiarowe:


Pomiar emisji beta jest jedynie indykacją o progu wykrywania 1000 rozp/min*cm2. Licznik w okienku sondy jest dość oddalony od powierzchni:



W DP-75 zastosowano mikroamperomierz MEA-32 250 µA zamiast  MEA-33 100 µA, znanego z DP-66, RK-67, RG-1 i RKP-1-2. 




Zakres pomiaru rozszerzono z 200 R/h do 500 R/h, czyli przebywając przez niecałą godzinę przy takiej mocy dawki otrzymamy dawkę śmiertelną LD 50/30. Zachowano funkcję ładowania dozymetrów optycznych DKP-50, choć na wyposażenie wojska wchodziły już wówczas bardziej nowoczesne dozymetry indywidualne. Dodano funkcję alarmu progowego z pięcioma progami sygnalizacji, oznaczającymi przekroczenie wartości 1, 2, 3, 4 i 5 na górnej podziałce skali, niezależnie od wybranego podzakresu pomiarowego. Oznacza to, że przy wybranym progu 2 na podzakresie VII (0,5 mR/h) alarm włączy się przy 0,2 mR/h, zaś na podzakresie V (50 mR/h) przy 20 mR/h.



Przekroczenie progu sygnalizowane jest włączeniem podświetlenia skali oraz alarmem w słuchawce typu SM-73, znanej z DP-66 i RK-67. Niestety zrezygnowano z dźwiękowej sygnalizacji impulsów, czyli nie oszacujemy poziomu promieniowania na podstawie wzrostu częstotliwości trzasków. Utrudnia to poszukiwania źródeł w terenie oraz różnego rodzaju pokazy, podczas których terkot miernika jest bardzo sugestywny dla widzów.
Zasilanie odbywa się z trzech ogniw R-20 zamiast dwóch jak w DP-66 lub z zewnętrznego zasilacza o napięciu 10-30 V, występującego już w DP-66M1. Jest to przydatna opcja, gdy prowadzimy pomiary w domu, a mamy akurat zasilacz na nietypowe napięcie, mieszczące się w tym zakresie. Możemy użyć np. zasilacza od drukarki (30 V) albo laptopa (18-24 V).




Futerał wykonano z dermy, a nie ze skóry, z wykończeniami z płótna. Zachowano jedynie skórzane paski i zaczepy do taśm nośnych. 



Nie zawsze montowano źródło kontrolne w pokrywie futerału - prezentowany egzemplarz go nie posiada, ale spotkałem się z głosami, że niektóre mają ślady po jego usunięciu. Na obudowie niektórych egzemplarzy pojawiło się logo Zjednoczonych Zakładów Urządzeń Jądrowych "Polon" w Bydgoszczy - litera "P" z czerwonym kwadratem w środku:



Sonda ma uchwyt zamontowany na przewodzie, który montujemy w sposób typowy, za pomocą zaczepu bagnetowego. 


W komplecie jest też dwuczęściowa przedłużka sondy, pozwalająca na prowadzenie jej przy ziemi i pomiar w trudno dostępnych miejscach.


Do pozostałych akcesoriów należy słuchawka, przewód zasilania zewnętrznego, śrubokręt, foliowe pokrowce na sondę (10 szt.) wraz z gumkami-recepturkami do umocowania oraz, dodany w późniejszych seriach, klucz do odkręcania pokrywy komory baterii. Przypomina on nieco klucz do filtra z pralki Polar PSS-663 Bio:



Całość przechowywana jest w drewnianej skrzyni z przegródkami. Spakowanie zestawu nie jest łatwe pomimo nalepionej wewnątrz wieka instrukcji, pokazującej rozmieszczenie wszystkich elementów.


W komplecie dostarczano instrukcję obsługi oraz zeszyt pracy przyrządu, informujący o przeglądach, naprawach, wzorcowaniach oraz zmianach przydziału służbowego. Prezentowany egzemplarz wyprodukowano w lutym 1982 r. Przechodził wymagane przeglądy, co prawda z dziesięcioletnią przerwą (1986-1996), aż do 1998 r., kiedy miało miejsce ostatnie "czyszczenie i konserwacja" i kontrola wskazań.




Dopiero w 2004 r. trafił do kategorii III, a następnie w 2017 r. do V. Rok później, po 35 latach służby, został skreślony ze stanu, wraz z kilkoma innymi egzemplarzami. Protokół wspomina o wyrobieniu normy zużycia w 175 %. Mimo to egzemplarz jest sprawny i w pełni funkcjonalny, nie nosi też zewnętrznych oznak wyeksploatowania:



Czas na podsumowanie. Sam przyrząd nie jest dużo bardziej użyteczny od DP-66/DP-66M. -  zakresu 500 R/h obyśmy nigdy nie mieli potrzeby korzystać. Z kolei najniższy zakres jest nieco mniej czuły niż ten w starszym mierniku z racji mniejszego licznika o grubszej ściance. Sygnalizacja progowa może być przydatna przy poruszaniu się w terenie skażonym, szkoda tylko, że jej wprowadzenie zostało okupione rezygnacją z dźwięku impulsów.

Zastosowana elektronika sprawia problemy przy naprawach. Mikroamperomierz MEA-32 trudniej kupić niż MEA-33, który był stosowany w większej liczbie przyrządów (DP-66, RKP-1-2, RK-67, RK-67-3), a częściej ulega przepaleniu. Miniaturowe liczniki G-M również rzadko pojawiają się w sprzedaży, w przeciwieństwie do STS-5, DOB-50 i DOB-80 (szczególnie liczne są DOB-50, wyprzedawane po 8-10 zł). W ogóle części do DP-66 jeszcze niedawno były masowo wyprzedawane, jak np. moduł przetwornicy, płytka z potencjometrami kalibracyjnymi itp. - do DP-75 takich elementów nie spotkałem w sprzedaży. Na deser - średnica zakrętki komory baterii jest inna niż w DP-66 - 38,6 mm wobec 37,65 mm w DP-66. Niby drobiazg, ale taki element powinien być zamienny zarówno z DP-66 jak i z RS-70, który jest zasilany tymi samymi ogniwami. Szczególnie jak zgubimy lub trafi się nam zdekompletowany sprzęt. 

***

DP-75 był też droższy niż DP-66/DP-66M, które sprzedawano w demobilu za 70-100 zł. Obecnie jednak gwałtowanie spadła podaż tych przyrządów, przyszła za to kolej na wyprzedaże DP-75. Jest ich jednak znacznie mniej na rynku, a cena waha się od 150 do 300 zł, nie licząc niesprawnych egzemplarzy za ok. 80 zł.