12 maja, 2018

Komora jonizacyjna

Promieniowanie jonizujące, zgodnie z nazwą, wywołuje jonizację atomów ośrodka, przez które przechodzi. Może to być jonizacja bezpośrednia w przypadku cząstek alfa i beta, jak również pośrednia przy promieniowaniu gamma. Zjawisko to powoduje np. rozładowanie elektroskopu pod wpływem promieniowania na skutek pogorszenia właściwości izolacyjnych powietrza, które zaczyna przewodzić prąd. Na tej zasadzie działają komory jonizacyjne - mierzą one prąd przepływający przez objętość komory z odizolowanymi od siebie elektrodami. Ich historia sięga początków badania zjawiska radioaktywności, można powiedzieć, że obok detekcji metodą fotochemiczną były to pierwsze detektory promieniowania. Nieco później powstały ekrany scyntylacyjne i liczniki Geigera. Poniżej komora wykonana przez Piotra Curie w czasie wspólnych badań małżonków Curie nad
radioaktywnością radu:
Źródło - Wikimedia Commons


W większości przypadków komora jonizacyjna ma kształt walca, którego obudowa stanowi jedną elektrodę. Drugą jest cienki drut we wnętrzu cylindra. Komorę może wypełniać powietrze albo inny gaz, np. argon, pod ciśnieniem atmosferycznym lub wyższym. Podobnie jak licznik Geigera, komora pracuje w płaskim odcinku charakterystyki, tzw. plateau, ale przy dużo niższym napięciu, zwykle ok. 100 V. Napięcie to musi być wyższe niż tzw. zakres rekombinacji, w którym jony zobojętniają się zanim dotrą do elektrod. Nie może jednak być za wysokie, gdyż wtedy nastąpią wyładowania lawinowe, charakterystyczne dla liczników proporcjonalnych i liczników Geigera.  
Źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f7/Detector_regions.gif
Komory jonizacyjne mają większą trwałość niż liczniki Geigera, gdyż nie jest w nich potrzebny czynnik gaszący, ograniczający trwałość liczników Geigera do ok. 10^10 impulsów. Nie występuje też zjawisko czasu martwego, zafałszowującego wyniki powyżej częstości zliczania 10^4 cps. Z tych względów komory jonizacyjne stosowane są często w przemyśle jądrowym do pomiarów dużych mocy dawek, jak również w rentgenometrach przewidzianych do pracy w warunkach wojny jądrowej. Inną zaletą komór jonizacyjnych jest praca przy niższym napięciu, co zwiększa bezpieczeństwo użytkowania przyrządu (większość liczników G-M potrzebuje napięcia ok. 400 V i wyższego). Wadą jest większa objętość komory niż analogicznego licznika G-M, co przekłada się na gabaryty sondy czy całego przyrządu pomiarowego. Z tego powodu dozymetry wyposażone w komorę jonizacyjną dość łatwo rozpoznać po średnicy i długości głowicy pomiarowej. Poniżej kilka przykładów radiometrów i rentgenometrów wykorzystujących komorę jonizacyjną:

***
Wojskowy rentgenometr przenośny D-08 o zakresie od 0,1 do 400 R/h, produkowanym masowo w latach 60. na potrzeby Ludowego Wojska Polskiego [OPIS]:


Komora jonizacyjna to srebrny prostopadłościan z kratką. Źródło - http://qann.wikidot.com/dozymetr-d08
Wnętrze komory jonizacyjnej - widoczna centralna elektroda odizolowana od ścianek. Źródło - http://qann.wikidot.com/dozymetr-d08


Rentgenometr pokładowy DP-3, przeznaczony do montażu w wozach bojowych i statkach powietrznych (zakres do 500 R/h, czyli ok. 5 Sv/h).

https://lacachimba.wordpress.com/2015/06/18/dp-3-%D0%B4%D0%BF-3-soviet-military-roentgenometer/
Komora jonizacyjna (z prawej) wraz z przedwzmacniaczem:


Zapasowa komora jonizacyjna w rosyjskim sklepie:

https://www.avito.ru/tomsk/audio_i_video/ionizatsionnaya_kamera_k_dp-3b_793367752

Radiometr komorowy RKL-60 stosowany w ochronie radiologicznej i przemyśle jądrowym - widać odizolowane mocowanie centralnej elektrody:

Komora jonizacyjna wypełnia cały korpus na lewo od chwytu. 
Dawkomierz komorowy DK-3:
Konstrukcja analogiczna jak RKL-60 i RKLG-62 - zbiory Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie
Rentgenometr Victoreen CDV-715 z czasów zimnej wojny:
Źródło - Orau.org

Komora jonizacyjna to srebrny walec z lewej strony.
Co ciekawe, na Wikipedii ten miernik do niedawna był przykładem "licznika Geigera". Oczywiście już nie jest :)
Poniżej kilka mierników, z którymi jak do tej pory nie spotkałem się na żywo, ale występują w starszej literaturze. Trudno nie zauważyć komór jonizacyjnych:




Komory jonizacyjne wyróżniają się dużą objętością detektora, ale niekiedy można je pomylić z obudowami kryształów scyntylacyjnych w niektórych miernikach, ale na ten temat napiszę w osobnej notce.

10 maja, 2018

Słuchawka miniaturowa Tonsil SM-73


Słuchawka ta, pierwotnie była przewidziana do monofonicznych radioodbiorników przenośnych z początku lat 70. Wkrótce jednak znalazła też zastosowanie w sprzęcie dozymetrycznym. Występowała w dwóch wersjach wtyków:
  • jack 3.5 mono 
    • radioodbiorniki 
    • radiometry kieszonkowe RK-10, RK-20, RK-21, RK-21C 
    • monitory skażeń RKP-1-2 i RKP-2, 
  • specjalny wtyk symetryczny
    • rentgenoradiometry serii DP-66 i DP-75
    • nowsze radiometry RK-67 (starsze miały koncentryczny wtyk, taki sam jak RKP-1)
    • radiometry RK-67-3, RG-1 i RN-2
    • radiometry uniwersalne RUST-2 i RUST-3
Słuchawka może być noszona na dwa sposoby. Pierwszy - z założonym kanałem dousznym z miękkiego tworzywa sztucznego - wówczas wkładamy ją głęboko w kanał uszny (fuj!), co sprawdza się w głośnym otoczeniu


Drugi - z nakładką nauszną, nawijaną na małżowinę - wówczas nie da się założyć wkładki dousznej (tulejka jest dość krótka, więc albo nasadka douszna, albo nauszna). Niestety plastik nasadki nausznej kruszeje z wiekiem, co powoduje pękanie przy zakładaniu na słuchawkę. Wiele egzemplarzy ma pęknięty, nadłamany lub ze śladami klejenia.


Kolejne "wykonania" (wersje) słuchawki różniły się stopniem skompletowania:
  • SM-73-1 - sama słuchawka bez wtyku
  • SM-73-2 - wtyk i wkład douszny, 
  • SM-73-3 - wtyk, wkład douszny, nasadka nauszna (najczęściej występuje)
  • SM-73-4 - j.w. i dodatkowo przedłużacz przewodu P-73 (poniżej).



 Konfekcjonowane były w płaskim pudełku z szarego plastiku, sygnowanym Tonsil.


W przypadku wykonania SM-73-4 pudełko było znacznie większe, by pomieścić przedłużacz P-73.



Jako słuchawka do słuchowej indykacji impulsów SM-73 sprawdza się bardzo dobrze. Czasami dźwięk wydaje się za cichy, ale to raczej kwestia konkretnego dozymetru, moc słuchawki jest stała i wynosi 100 mW. Najpoważniejsza wada SM-73 wynika z faktu, iż jest to słuchawka jednouszna - przy dłuższej pracy ucho zaczyna boleć. 
Zatem jeżeli chcemy dłuższy czas używać miernika ze słuchawką, lepiej użyjmy współczesnych słuchawek, zapewniających większą ergonomię dzięki równomiernemu obciążeniu uszu. Pamiętajmy tylko, że wtyk stereo, podłączony do stosowanego w dozymetrach gniazda monofonicznego, będzie doprowadzał sygnał tylko do jednej ze słuchawek. Musimy więc wymienić wtyk lub zewrzeć jeden z kanałów, by uzyskać efekt dual mono.

Oczywiście oryginalna słuchawka, możliwa do kupienia na targach staroci i portalach aukcyjnych, będzie cennym uzupełnieniem starego radiometru dla celów kolekcjonerskich. 

Poniżej dwa radiometry wyprodukowane w latach 70., posiadające gniazdo jack 3.5 mono:

Gniazdo słuchawkowe radiometru RK-10 wprowadzonego do produkcji w 1973 r.
Monitor skażeń powierzchni RKP-1-2, wprowadzony w 1975 r. udoskonalenie monitora RKP-1 z 1969 r.
Gniazdo słuchawek na górnym panelu poniżej przycisków zakresów.
Monitor skażeń powierzchni RKP-2, następca RKP-1-2 - gniazdo słuchawkowe wykonano z metalu.

06 maja, 2018

Zakłócenia dozymetrów od prądów d'Arsonvala

Jak już wiemy, pole elektromagnetyczne wysokich częstotliwości wpływa zakłócająco na pracę urządzeń elektronicznych, w tym sprzętu dozymetrycznego. Do tej pory badałem wpływ induktora Ruhmkorffa, kuli plazmowej oraz jonizatora powietrza, które powodowały znaczny wzrost wskazań przyrządów dozymetrycznych.

Tym razem użyłem kosmetycznego przyrządu Derma Wand wykorzystującego prądy d'Arsonvala, mające działanie stymulujące i bakteriobójcze. Jacques Arsene D'Arsonval odkrył, że prąd zmienny powyżej 5 kHz nie ma negatywnego wpływu na nerwy i mięśnie, takiego jak przy typowym porażeniu prądem, wykazuje za to działanie terapeutyczne. Zastosował więc prądy wysokiej częstotliwości (0.5-2 MHz) generowane w obwodzie rezonansowym. Końcówką roboczą była bańka szklana z gazem pod niskim ciśnieniem, w której powstawały wyładowania po przyłożeniu do powierzchni skóry. Można powiedzieć, że d'Arsonval został pionierem elektroterapii. Urządzenia wykorzystujące prądy d'Arsonvala były stosowane od końca XIX w. i stały się na tyle popularne, że używano ich również w weterynarii. Poniżej leczenie psa, zdjęcie z przedwojennego Ilustrowanego Kuriera Codziennego (IKC) w zbiorach NAC:

 Zabytkowe egzemplarze do dziś można nabyć na targach staroci, poza tym urządzenia te są do dzisiaj produkowane w nowszym wykonaniu.




Ponieważ jednak zabytkowe egzemplarze są dość drogie i nie dają gwarancji sprawności z racji wieku, do eksperymentu użyłem wspomnianego już współczesnego Derma Wand, działającego na tej samej zasadzie. Urządzenie jest kompaktowe, zasilane z sieci 230V, z płynną regulacją siły stymulacji. Końcówka robocza jest neonówką z plastikową osłonką. Dotknięcie osłonki powoduje wyładowania, a skóra ulega rozgrzaniu.



Wpływ pracy przyrządu na dozymetry jest bardzo silny, oczywiście zależny od odległości i kąta przyłożenia, a także od tego, czy neonówka jest dotykana ręką. Dozymetry wariowały - EKO-C pokazał 80 cps a potem po prostu się wyłączył, Sosna zliczała setki impulsów w trybie "T", aplikacja obsługująca Smart Geiger zaczęła sama się obsługiwać, skacząc po menu, a następnie wyłączając się, po czym w smartfonie włączyła się przeglądarka internetowa. Jak widać, pojemnościowy ekran dotykowy zaczął wariować. Znacznie zwiększone wskazania wykazał też sygnalizator PM-1401, wykorzystujący detektor scyntylacyjny i mający mocną, metalową obudowę z niewielkim oknem na wyświetlacz LCD, który był odporny na wpływ kuli plazmowej i jonizatora. 
 Przebieg testu z Sosną, SmartGeigerem i PM-1401 ukazuje filmik:


Następnie nabyłem bardziej zaawansowany przyrząd - Portable High Frequency LZ-006A - umożliwiający pracę z końcówkami (tzw. pelotami) o różnych kształtach, dostosowanymi do stymulowanych powierzchni.

Działanie na dozymetry było takie samo, jak w przypadku DermaWand, jedynie zasięg zakłóceń był szerszy z racji większej powierzchni końcówki i większej mocy całego urządzenia. Tym razem testom poddałem kilka mierników, których nie miałem przy poprzednim teście (np. RK-10, RK-63, RIK-59, DBGB-04, RKGB-01 Gorin). EKO-C bardzo szybko zaczął zawyżać wyniki już z odległości 30 cm, jeszcze zanim pojawił się w kadrze, wskazał 400 cps, po czym się wyłączył, Polaron stopniowo doszedł do końca pierwszego zakresu, Expert przekroczył najwyższy zakres, RKGB-01 Gorin zaczął bardzo szybko zliczać i "dławić się". Radioindykator RIK-59 nie wykazywał wzrostu wskazań z racji grubej blaszanej obudowy, tak samo jak scyntylacyjny sygnalizator PM-1401. RK-63 reagował nieznacznie na najwyższym zakresie (100 mR/h) i stopniowo silniej na coraz niższych, na III wskazówka osiągnęła już 3/4 skali, zatem nie włączałem najczulszego IV. Z kolei RK-10 z dorobioną sondą na tubie STS-5 nawet na czułych zakresach  nie wariował, jedynie wychylając wskazówkę o kilka początkowych działek.




Eksperyment ten, podobnie jak poprzednie z jonizatorem i kulą plazmową, pokazuje, że bardzo duże wskazania dozymetru mogą powstawać bez udziału promieniowania jonizującego, na skutek prądów zmiennych dużej częstotliwości. Oczywiście jak w przypadku innych zakłóceń, ich zasięg jest niewielki i ogranicza się do 10-20 cm od dozymetru, w zależności od siły źródła zakłóceń. Myślę, że przedwojenny d'Arsonval mógłby powodować dużo silniejsze zakłócenia czy wręcz uszkodzenia sprzętu dozymetrycznego, zatem poluję na taki egzemplarz - ale nie róbcie tego w domu!

03 maja, 2018

Nie każdy dozymetr to licznik Geigera!

Przyjęło się potocznie nazywać każdy miernik promieniowania "licznikiem Geigera", choć jest to określenie nieścisłe, a często wręcz błędne. Tak samo jak tranzystor nie jest radioodbiornikiem tranzystorowym, a adapter gramofonem z adapterem (piezoelektrycznym lub magnetycznym), tak samo dozymetr z licznikiem Geigera nie jest "licznikiem Geigera". Licznik Geigera to po prostu najważniejszy element takiego miernika, lampa elektronowa w której następują wyładowania pod wpływem promieniowania jonizującego. Często, choć niepoprawnie, nazywany jest "tubą Geigera" - kalka z angielskiego "tube", oznaczającego lampę elektronową.

Cylindryczne liczniki Geigera - od lewej - polski  BOI-33, polski szklany BOB-33, radziecki STS-5,
polski szklany DOB-50.

Nazywanie dozymetru "licznikiem Geigera" to figura retoryczna pars pro toto, czyli część zamiast całości.  Należy jednak pamiętać, że są mierniki promieniowania wykorzystujące inne detektory - liczniki proporcjonalne, scyntylacyjne, komory jonizacyjne, detektory półprzewodnikowe, którym poświęcę osobny post. Tymczasem chciałbym omówić licznik Geigera, a właściwie Geigera-Mullera (G-M).

Wczesny licznik skonstruowany przez H. Geigera w 1932 r. (źródło)

Sam licznik został wynaleziony w 1928 r. przez Hansa Geigera i jego doktoranta, Waltera Mullera, choć już w 1908 r. Geiger z Ernestem Rutherfordem skonstruował podobny licznik, wykrywający jedynie cząstki alfa. Sam licznik składa się z cylindra z elektrodą pośrodku, wypełnionego gazem, zwykle argonem pod ciśnieniem niższym niż atmosferyczne. Do licznika doprowadzone jest wysokie napięcie stałe rzędu kilkuset woltów. Wpadająca cząstka alfa, beta lub kwant gamma powodują powstanie jonów. Jony te są przyspieszane w polu elektrycznym licznika i zderzając się z innymi atomami powodują powstanie kolejnych jonów. Jest to tzw. jonizacja lawinowa, powodująca powstanie impulsu, zliczanego przez układ pomiarowy licznika. Po każdym wyładowaniu przez pewien czas licznik nie może zarejestrować następnego impulsu, dopóki nie zostanie wygaszone poprzednie wyładowanie. Jest to tzw. czas martwy licznika, mierzony zwykle w mikrosekundach. Aby skrócić czas martwy, można albo zastosować specjalny układ elektroniczny z oporem obniżającym napięcie i gaszącym wyładowanie, albo dodać tzw. czynnik gaszący do gazu wypełniającego licznik. Stąd podział na liczniki niesamogasnące i samogasnące. W przypadku liczników samogasnących, czynnikiem gaszącym są pary chlorowców (np. brom) lub alkoholu, stąd podział tych liczników na alkoholowe oraz chlorowcowe. Liczniki alkoholowe pracują przy wyższym napięciu (ok. 1000 V) a ich czas martwy mniejszy (200 µs), chlorowcowe mają niższe napięcie pracy (300-600 V) i większy czas martwy (400 µs).  Poniżej szczegółowe porównanie obu typów liczników:
Cyt. za: A. Piątkowski, W. Scharf, Aparatura radiometryczna w medycynie i biologii, s. 79

W przypadku dużych mocy dawek czas martwy licznika zaczyna odgrywać poważną rolę, stąd nowsze konstrukcje dozymetrów posiadają funkcję kompensacji czasu martwego (np. Radiatex MRD-2). 
Licznik Geigera pracuje powyżej pewnego określonego napięcia, zwanego napięciem progowym lub po prostu progiem Geigera. Jest to jeden z najważniejszych parametrów charakteryzujących dany licznik. Zaraz za progiem zaczyna się nieznacznie nachylony obszar charakterystyki licznika, zwany "plateau" (czasem notowany fonetycznie "plato"). W tym obszarze należy umieścić punkt pracy licznika. Zwykle przyjmuje się 1/3 plateau, często też specyfikacja podaje dokładną wartość, np. "napięcie progu +50 V".  Plateau charakteryzuje się nachyleniem, wyrażonym w procentach na 1 V lub % na 100 V oraz długością, podaną w woltach. Radzieckie popularne tuby SBM-20 i STS-5 mają nachylenie 0,1 %/1 V, zaś polskie szklane BOB-33 i BOB-33A odpowiednio 0,053 i 0,125. Przykładowe wartości dla niektórych tub wraz z innymi charakterystykami liczników podałem w notce o biegu własnym detektora [LINK]. 
Plateau kończy się tzw. napięciem przebicia, powyżej którego znajduje się obszar wyładowań ciągłych, gdzie licznik sam generuje impulsy, a nawet może ulec uszkodzeniu. 

Żródło - https://en.wikipedia.org/wiki/File:Detector_regions.gif
Jeżeli licznik Geigera będziemy zasilać napięciem niższym niż próg Geigera, będzie wówczas pracował jako tzw. licznik proporcjonalny, w którym amplituda impulsu będzie zależna od energii wpadającego do licznika promieniowania. Teoretycznie każdy licznik Geigera może pracować jako licznik proporcjonalny, ale nie każdy licznik wykonany fabrycznie jako proporcjonalny będzie pracował jako licznik Geigera z uwagi na małą ilość czynnika gaszącego lub jego zupełny brak. O licznikach proporcjonalnych wspomnę w innej notce, tutaj nadmienię tylko, że w popularnych dozymetrach nie są one w ogóle spotykane.
Liczniki Geigera mogą być wykonane jako cylindryczne lub okienkowe, z cienkim okienkiem mikowym do pomiaru promieniowania o małej przenikliwości, np. cząstek alfa czy niskoenergetycznego promieniowania beta. Grubość ścianek licznika mierzy się w jednostkach masy powierzchniowej (mg/cm2). Jeżeli chcemy obliczyć grubość okienka w jednostkach długości, dzielimy ciężar powierzchniowy przez ciężar właściwy (gęstość) materiału okienka, pamiętajmy tylko ujednoliceniu jednostek przed obliczeniami. Poniżej krajowy licznik okienkowy BOH-45 do pomiaru promieniowania beta (jego okienko mikowe jest zbyt grube, aby przepuścić cząstki alfa):
Okienkowy licznik produkcji radzieckiej SBT-10A, przeznaczony do pomiaru skażeń alfa-aktywnych, stosowany m.in. w monitorze EKO-C:

Cylindryczne liczniki G-M typu BOI-53, krajowy odpowiednik radzieckich STS-6, stosowane w monitorach skażeń RKP-1, RKP-2 oraz sondach do pomiaru skażeń powierzchni SGB-1P i SGB-3P:


Cylindryczne liczniki Geigera typu SBM-20 w radiometrze Polaron-Pripyat:


Wadą liczników Geigera jest fakt, że są skalibrowane dla określonej wartości energii promieniowania, zwykle cezu-137 (0,6 MeV) lub kobaltu-60 (1,17 MeV) i w okolicach tych energii pomiar jest najbardziej wiarygodny. W przypadku pomiaru promieniowania o innej energii, czy wręcz nieznanym widmie, możliwe są bardzo duże przekłamania. Wydajność liczników dla cząstek beta wynosi praktycznie 100%, jeśli tylko cząstki przenikną przez ścianki licznika, dla kwantów gamma jest znacznie gorsza i wynosi zaledwie 2%. 
Liczniki Geigera ulegają też zużyciu - głównie wyczerpuje się czynnik gaszący - i z biegiem lat ich charakterystyka staje się coraz bardziej "stroma" - plateau skraca się i rośnie jego nachylenie:

cyt. za: Wiesław Gorączko, Ochrona radiologiczna, Poznań 2011.
Większość popularnych tub ma trwałość 10^10 impulsów,co przy biegu własnym 27 imp./min. powinno dać trwałość rzędu 700 lat nieprzerwanej pracy. 
Pomimo swoich wad liczniki Geigera są powszechnie stosowane z uwagi na niską cenę, prostotę niezbędnych układów elektronicznych i czułość wystarczającą do większości popularnych zastosowań. W zastosowaniach naukowych często stosuje się też detektory scyntylacyjne, półprzewodnikowe oraz komory jonizacyjne, które omówię przy innej okazji. Na zakończenie powtórzę jeszcze raz - nie każdy dozymetr wykorzystuje licznik Geigera, a rozpoznanie rodzaju detektora "na oko" nie zawsze jest możliwe! Poniżej parę przykładów:

Monitor skażeń powierzchni RKP-1-2 z 3 cylindrycznymi licznikami Geigera STS-6:


Sygnalizator Polon PM-1041 z detektorem scyntylacyjnym:



Radiometr komorowy RKL-62, działający na zasadzie komory jonizacyjnej:


I wreszcie... SmartGeiger FSG-001, nie będący, wbrew nazwie, licznikiem Geigera, tylko detektorem półprzewodnikowym:


Breloczek-indykator BIRI z miniaturowym licznikiem Geigera:



Aby mieć pewność co do zastosowanego detektora, zwykle najlepiej sięgnąć do charakterystyki przyrządu albo, jeśli czujemy się na siłach, otworzyć obudowę. 

26 kwietnia, 2018

Skażenie grzybów cezem-137 po katastrofie w Czarnobylu

Wśród sztucznych nuklidów promieniotwórczych, będących produktami rozszczepienia uranu, a zatem występujących podczas awarii reaktorów i wybuchów bomb jądrowych, kluczową rolę odgrywa jod-131, stront-90 i cez-137. Z uwagi na krótki okres półrozpadu jodu-131 (8 dni) oraz niewielką rozpuszczalność strontu-90 przyjęto cez-137 za wyznacznik skażenia produktów żywnościowych substancjami promieniotwórczymi. Cez jest powinowaty do potasu, zatem jego związki wykazują rozpuszczalność w wodzie i łatwo rozpowszechniają się w biosferze. Szczególnie podatne na wychwyt cezu są grzyby, chętnie jedzone w Polsce, stąd prowadzone po awarii w Czarnobylu badania stężenia tego izotopu. Chciałbym przytoczyć w tym miejscu wnioski z pracy Krystyny Skibniewskiej i Stefana Smoczyńskiego pt. Wpływ obróbki kulinarnej na poziom radiocezu w grzybach (Rocznik PZH, 1999, 50, nr 2, s. 157-162). Próbki wybranych gatunków grzybów zebrano dwukrotnie, 5 i 9 lat po katastrofie, po oczyszczeniu zostały zwęglone i spopielone, a następnie dokonano sorpcji cezu, mierzonego sondą scyntylacyjną beta przez zestaw ZAPKS-1. Następnie badania powtórzono, po poddaniu grzybów normalnej obróbce kulinarnej - gotowano je, duszono, marynowano. Główne konkluzje artykułu głoszą, że:

  • w grzybach wielkoowocnikowych długo utrzymuje się stężenie radioaktywnego cezu,
  • stężenie cezu zależy od gatunku grzyba, szczególnie wychwytują cez podgrzybki, jak również lejkówki i opieńki miodowe,
  • niskie stężenie cezu stwierdzono w borowikach szlachetnych (prawdziwkach) i pieprznikach jadalnych (kurkach),
  • procesy kulinarne obniżają stężenie cezu o 50-85%, gdyż cez przechodzi łatwo do środowiska wodnego - pasteryzowany podgrzybek zajączek i marynowana gąska zielona straciły 85% cezu, wynik potwierdzili inni badacze - np. gotowany pokrojony krowiak podwinięty stracił 64% cezu (cyt. za Flakiewicz W., Bońkowski J.: Radionuklidy w grzybach,  Aura, 1991,(7),
  • zawartość cezu w grzybach na terenie Polski wykazuje dużą zmienność, co może wynikać zarówno z metodologii badań, jak i z nierównomierności skażeń po awarii w Czarnobylu - por. mapa z Atlasu radiologicznego Polski,
  • badania wymagają powtórzenia na większej próbie,
  • co ciekawe, praca wspomina o podwyższonym skażeniu grzybów w województwie olsztyńskim, gdzie skażenie powietrza w kwietniu 1986 r. było największe, ale zupełnie pomija tzw. anomalię opolską, gdzie wraz z lokalnymi opadami deszczu spadło na ziemię dużo więcej cezu niż w innych rejonach kraju:



Zawartość Cs-137 w podgrzybkach - jak widać olsztyńskie nieco oberwało, ale nic to w porównaniu z opolskim:
Źródło - http://www.if.pw.edu.pl/~pluta/pl/dyd/mfj/zal03/paszta/czarnobyl.ppt


W kwestii zawartości poszczególnych radionuklidów w glebie i wodzie odsyłam do zeszłorocznej notki, w której przytaczam dane z Atlasu radiologicznego Polski [LINK]. Obecnie aktywność tych nuklidów jest znacznie mniejsza niż w pierwszych latach po katastrofie i nie stanowi zagrożenia dla zdrowia. Jej wykrywanie jest możliwe tylko dzięki nowoczesnej, wysokoczułej aparaturze pomiarowej, mogącej mierzyć nawet śladowe stężenia izotopów promieniotwórczych.

23 kwietnia, 2018

Aparatura jądrowa - informator techniczny Biura Urządzeń Techniki Jądrowej

Gdy badamy historię polskiego sprzętu dozymetrycznego, borykamy się z brakiem źródeł, szczególnie ogólnodostępnych publikacji książkowych. Wiele przyrządów produkowano w małych seriach w gospodarstwach pomocniczych przy instytutach badawczych i uczelniach wyższych, stąd ich specyfikacja wymaga kwerend archiwalnych w aktach tych instytucji. Na szczęście Biuro Urządzeń Techniki Jądrowej publikowało katalogi aparatury jądrowej i dozymetrycznej, niestety wydawane w małych nakładach i bez roku wydania. Póki co natrafiłem na dwa wydania z początku lat 60. Ponieważ wydane zostały "bez roku wydania", trzeba datować na podstawie zawartości. Szczególnie przydatny jest rozdział "Nowe opracowania", gdzie prezentowane są wyroby dopiero mające się ukazać na rynku. W ten sposób dokonałem datowania obu katalogów,  jedno na 1961, drugie na 1963 r. Pomocna była też dedykacja w jednym z nich.



W katalogach Biblioteki Narodowej nie znalazłem innych pozycji z tej serii, za to potwierdziły się moje ustalenia co do daty:

Obie publikacje prezentują sprzęt dozymetryczny (radiometry i detektory promieniowania), izotopowe przyrządy pomiarowo-kontrolne (wskaźniki poziomu, defektoskopy), sprzęt radiologiczny (kasety na klisze), wyposażenie laboratoriów (stoły, pojemniki, komory rękawicowe), a nawet... palnik plazmowy do cięcia metali. Oczywiście opisy mają charakter reklam, a żeby poznać faktyczną użyteczność, trzeba sięgnąć do innych publikacji. I tak w książce Ochrona przed opadem radioaktywnym w rolnictwie bardzo krytycznie oceniono kieszonkowy radiometr RK-60, a niewiele lepszą notę uzyskał monitor licznikowy ML-57. Tym niemniej, jako źródło specyfikacji dozymetrów, publikacja jest niezwykle cenna. Kuleje za to strona edytorska, książkę wydano bardzo niechlujnie, liczne są literówki i niekonsekwentne stosowanie wielkich liter w nazewnictwie (radiometr RUS zapisano Rus, w nazwach izotopów też błędy, np. tal zamiast Tl oznaczono TL). Mam też informator z 1969 r., niewymieniony nawet w katalogach Biblioteki Narodowej, ale wydany został przez inną instytucję i omówię go osobno. Postaram się gromadzić, digitalizować i udostępniać te publikacje. Niestety nie mam odpowiednio dużego skanera, aby to szybko przeprowadzić. Póki co zamieszczam zdjęcia spisów treści, pokrywają się w dużej mierze, ale nie w 100%:


Indykator promieniowania RIK-59 jest opisany w obu, ale już radiometr RK-60 i RK-62 tylko w katalogu z 1961 r.
*


 A na deser - skąpa stopka redakcyjna (kolofon) z informacją o drukarni (oczywiście Dom Słowa Polskiego), numerze zamówienia, nakładzie oraz... znakiem cenzora:





18 kwietnia, 2018

Urządzenie kontrolno-załadowcze DP-23p


Urządzenie to znajdowało się na wyposażeniu Armii Czerwonej oraz Ludowego Wojska Polskiego od lat 50. do 60. Umożliwiało ładowanie dozymetrów optycznych DKP-50 i DS-50, a także odczyt dozymetrów DS-50. Dozymetry te działały na zasadzie kondensatora, stopniowo rozładowywanego pod wpływem promieniowania. Wspomniane dwa modele różniły się sposobem odczytu. DKP-50 odczytywało się, patrząc przez dozymetr na źródło światła - soczewka powiększała obraz wskazówki i skali o zakresie od 2 do 50 R z podziałką co 2 R. Z kolei dozymetry DS-50 odczytywało się w urządzeniu DP-23p, odczyt bezpośredni nie był możliwy.