08 września, 2020

Spektrometr gamma uSpect

 Spektrometr jest swego rodzaju ukoronowaniem kariery dozymetrysty-amatora i znakiem przejścia na wyższy poziom wtajemniczenia. O ile dozymetry podają jedynie wartość mocy dawki od danego źródła, o tyle spektrometr podaje również energię mierzonego promieniowania. Jak wiadomo, energia kwantów promieniowania gamma jest charakterystyczna dla danego izotopu (Cs-137 - 662 keV, Co-60  - 1,17 i 1,3 MeV), umożliwia więc jego identyfikację.



Problem w tym, że praktycznie nie ma na rynku spektrometrów do amatorskiego użytku. W sprzedaży są profesjonalne przenośne spektrometry, takie jak Identifinder czy Field Spec, jednak służą one do identyfikacji silnych źródeł i nie zawsze się sprawdzą z uwagi na za małą czułość. Urządzenia te służą głównie ekipom ratowniczym i mają zmierzyć moc dawki od porzuconego pojemnika izotopowego oraz szybko ustalić, czy w środku znajduje się cez, kobalt, iryd, a może rad. Ich podaż na rynku jest niewielka, a ceny wysokie - najtańszy egzemplarz Identifindera znalazłem za 2800 zł, zaś ceny na Ebay zawierają się między 1200 a 5600 $. FieldSpec z kolei kosztuje między 5000 a 9000$, stanowczo za dużo, jak na użyteczność w domowych laboratoriach. 



Koszt najtańszej amatorskiej konstrukcji, współpracującej z komputerem przez USB, to 600 $ na Ebay. Nieco bardziej zaawansowane, również amatorskie wyroby, kosztują już ok. 1000 $ [LINK]. 

Można oczywiście zbudować spektrometr samemu, jednak nastręcza to liczne problemy technologiczne i wymaga wiedzy z zakresu elektroniki. 
Na szczęście ostatnio pojawił się kompaktowy przyrząd współpracujący z komputerem, zwany µSpect, którego cena jest niższa niż w/w konstrukcji (w przeliczeniu 525 $), przy jednocześnie znacznie wyższej funkcjonalności. Urządzenie to wypełnia istniejącą lukę na rynku i udostępnia spektrometrię promieniowania gamma szerokiej grupie pasjonatów nauki.

Najpierw, tytułem wstępu, chciałbym oddać głos Autorowi spektrometru:

***
Urządzenie oparte jest o scyntylator nieorganiczny NaI(Tl). Fotopowielacz, elektronika formująca i ADC zostały umieszczone wewnątrz aluminiowej obudowy. 



Z tyłu urządzenia znajduje się port USB do podłączenia z komputerem PC, dioda LED informująca o prawidłowej pracy ADC i licznik czasu martwego składający się z 10 segmentowej linijki LED wyskalowany w %. 


W urządzeniu został zastosowany nowy typ detektora światła scyntylacyjnego SiPM. W odróżnieniu od standardowych fotopowielaczy elektronowych, SiPM wymaga stosunkowo niskiego napięcia zasilającego (~27 V) Jest niewrażliwy na pola magnetyczne, a także występuje w postaci niewielkich płytek, co możliwa utworzenie w zasadzie dowolnego kształtu (Rys. 1).
Elektronika procesująca to wzmacniacz zmienno-ładunkowy, układ formujący wzmacniająco całkująco-różniczkujący z P/Z. Równolegle do toru energetycznego działa również tor szybkiego dyskryminatora stałofrakcyjnego współpracującego z licznikiem. Daje on wynik czasu martwego licznika. Licznik czasu martwego informuje o obciążeniu detektora, a co za tym idzie nakładaniu się impulsów spektrometrycznych Zbyt duże obciążenie skutkuje błędną akwizycją widma i zmniejszeniem żywotności scyntylatora.
Urządzenie współpracuje z większością oprogramowania freeware do akwizycji impulsów z użyciem kart dźwiękowych np. ThereminoMCA, PRA, BecqMoni. Widmo izotopu sodu-22 zostało przedstawione na Rys. 2.
Podstawowe dane techniczne: 
  • Scyntylator:  NaI(Tl)
  • Element detekcyjny:  SiPM
  • Napięcie zasilające 5 V
  • Prąd: 70 mA
  • Interfejs: USB 2.0
  • Zakres energetyczny: 20-1800 keV
  • FWHM Cs-137 661,7 keV 8,6 %
  • Czas martwy: 70 µs
  • Wymiary scyntylatora: Φ10x20 mm
  • Wymiary urządzenia: 80x54x23 mm
  • Masa urządzenia: 114 g

Powiedzmy jeszcze parę słów o samej istocie pomiarów spektrometrycznych, gdyż zagadnienie jest złożone i ma pewne niuanse.

W procesie konwersji sygnału radiometrycznego w detektorze scyntylacyjnym (przebiegającym w układzie scyntylatora i fotopowielacza) scyntylator, w odpowiedzi na depozyt energii  rejestrowanej cząstki promieniowania jonizującego, generuje impuls świetlny nazywany scyntylacją. 
Następnie fotopowielacz dokonuje przemiany strumienia fotonów scyntylacji w proporcjonalny prądowy sygnał elektryczny. Widmo promieniowania (odpowiedź detektora na wymuszenie radiacyjne), uzyskiwane za pomocą spektrometrów licznikowych, zależy nie tylko od rzeczywistego widma rejestrowanych cząstek, ale i od charakteru procesów prowadzących do ich absorpcji w objętości detektora oraz od jego energetycznej zdolności rozdzielczej i wydajności. 
Struktura widma aparaturowego kwantów gamma w ogólności odzwierciedla cechy aż trzech procesów charakteryzujących oddziaływanie kwantów gamma z materią: fotoefektu wewnętrznego, rozpraszania Comptona i gdy hν≥1.022 MeV, tworzenia par e- e+. Procesy te przejmują określoną część energii rejestrowanych kwantów gamma, którą przekazują następnie detektorowi w procesach jonizacyjnych. Widmo amplitud impulsów elektrycznych wytworzonych przez kwanty gamma w detektorze jest więc w rzeczywistości widmem tych elektronów wtórnych. Przykładowe widmo monoenergetycznego promieniowania gamma o energii 661.7 keV, zmierzone przy użyciu scyntylatora NaJ(Tl), jest pokazane na rys. 1. (kolory pików odpowiadają opisom poniżej - przyp. red.)

Jeżeli absorpcja fotoelektryczna kwantów gamma zachodzi w głębszych warstwach scyntylatora, to generowane przy tym elektrony Augera, jak i kwanty rentgenowskie są w nim absorbowane a ich energia sumuje się z energią fotoelektronów – w detektorze deponowana jest całkowita energia fotonu. W tym przypadku wierzchołki w widmie reprezentują całkowitą energię rejestrowanych kwantów gamma. Nazywa się je powszechnie wierzchołkami całkowitej energii lub krócej fotowierzchołkami
W procesie absorpcji fotoelektrycznej niskoenergetycznych kwantów gamma, zachodzącej w przypowierzchniowej warstwie detektora, niektóre kwanty rentgenowskie KX mogą wylecieć z detektora, unosząc energię przejść K𝜶 lub K𝜷. Jeżeli wartość tej energii jest większa od szerokości energetycznej danego wierzchołka całkowitej energii (zależnej od energetycznej zdolności rozdzielczej detektora), to z jego lewej strony w widmie pojawią się mniejsze wierzchołki – nazywany wierzchołkami wylotu kwantów rentgenowskich (KX)
Elektrony comptonowskie, w pojedynczym akcie rozproszenia monoenergetycznych kwantów gamma h𝝂 uzyskują energię kinetyczną, która jest ciągłą funkcją kąta rozproszenia kwantu gamma o elektron. Widmo elektronów comptonowskich jest ciągłe. Kończy je ostra krawędź, tzw. skraj Comptona, odpowiadająca elektronom comptonowskim o energii maksymalnej, uzyskanej w procesie rozproszenia wstecznego kwantów gamma.

***

Spektrometr nabyłem bezpośrednio od Autora i od razu przystąpiłem do testów. Urządzenie jest bardzo proste w obsłudze, wystarczy podłączyć je do komputera i poczekać na zainstalowanie sterowników przez system. Potem ściągamy program Theremino MCA (https://www.theremino.com/) i uruchamiamy. W ustawieniach dźwięku (mikser głośności) pojawi się nowe urządzenie - wejście liniowe na USB - wybieramy je i ustawiamy jego głośność na 1. Następnie w programie ustawiamy parametry jak poniżej, a z listy źródeł dźwięku wybieramy wejście liniowe USB. 
  • Bins:  x2
  • Samp.  192000
  • Pulses:          Pos.
  • Audio gain  2.0
  • Zero trim  0
  • Position (uS)  100
  • Size (uS)  200
  • Max slope (%)  20
  • Max noise (%)  20
Pomiar jest stale uruchomiony od momentu startu aplikacji, ale jeśli chcemy go uruchomić od początku, klikamy "start new measure".



W dolnym lewym rogu jest pomarańczowy prostokąt z oznaczeniem siły sygnału. Przy tle naturalnym wyświetla się komunikat "too low signal", ale przy większości typowych źródeł spektrometr będzie mieć odpowiedni poziom sygnału. Czasem nawet sygnał będzie nieco za silny, np. przy wskazówkach od zegarków, wówczas zobaczymy komunikat "too much signal", trzeba wtedy nieco odsunąć źródło od detektora.


Czas zbierania widma zależy od aktywności źródła, najlepiej poczekać, aż piki przestaną zwiększać swoją wysokość. Z biblioteki programu możemy wybrać wartości energii poszczególnych izotopów, aby ułatwić sobie odnalezienie  danego nuklidu na wykresie. Możemy też odczytać energię danego piku lub skorzystać z automatycznego rozpoznawania.
Widma możemy eksportować w postaci plików graficznych lub tekstowych, w tym drugim przypadku można je zaimportować do programu w celu porównania (maksymalnie 3 importowane widma plus bieżący pomiar).
Poniżej spektrogramy uranu naturalnego z glazury uranowej (zielony), toru-232 z siateczki żarowej (niebieski) i radu-226 ze wskazówek zegarka "Majak".



W tym programie za pomocą osobnej funkcji możemy odjąć tło naturalne - najpierw mierzymy je przez kilka minut, potem eksportujemy, a następnie importujemy funkcją BKG. Możemy je wtedy wyświetlić, klikając BKG albo odjąć za pomocą funkcji "use BKG". Poniżej emisja od kafla z polewą uranową (zielona) z porównaniu z tłem:



Pamiętajmy też, że widma tego samego izotopu mogą się różnić wysokością piku, co zależy od materiału źródła, geometrii układu pomiarowego i obecności dodatkowych przeszkód na linii żródło-detektor. Przykładowo, soczewki i elektrody z Th-232 dadzą niższe piki niskoenergetycznego promieniowania niż siateczki żarowe. Dlaczego? Ponieważ metal i szkło silniej osłabia emisję o niskiej energii niż tkanina. 
Poniżej widmo toru-232 z różnych popularnych źródeł. Brązowy wykres to soczewka, zielony - siateczka żarowa,  niebieska - elektroda WT-20, złota - medalion Quantum Pendant.



Drobne różnice będą widoczne nawet przy źródłach z tego samego materiału i o tym samym kształcie. Tutaj widzimy widmo z 3 medalionów Quantum Pendant - dwa szare, nieco różniące się mocą dawki (1 i 1,6 µSv/h), i jeden z zielonego szkła, tzw. Crystal Bio Disc (0,5 µSv/h). 


Tor-232 jest dobrym izotopem do kalibracji spektrometru, szczególnie że trudno mieć dostęp do cezu-137 nie pracując w przemyśle jądrowym. Tor zawarty jest choćby w siateczkach żarowych do lamp gazowych, o czym wielokrotnie wspominałem. Kalibrację najlepiej przeprowadzić za pomocą trzech punktów - Lechosław radzi wziąć wierzchołek Pb-212 na 238 keV, Ac-228 na 338 keV i Ac-228 na 911 keV. Ten ostatni jest już trochę nieostry, zwłaszcza że nakłada się na niego sąsiedni wierzchołek Ac-228 na 968 keV (dlatego trzeba trochę celować w lewo), ale ma zaletę, że jest daleko od tych pierwszych dwóch. Po kalibracji warto sprawdzić, gdzie wychodzi wierzchołek K-40. Dziękuję za poradę!
Do pomiarów słabszych źródeł przydatny jest domek osłonny, zmniejszający wpływ tła naturalnego. W stacjonarnych laboratoryjnych spektrometrach zwykle ma on postać walca, obejmującego próbkę i detektor, jednak uSpect jest na tyle mały, że może być w całości umieszczony w takim domku. Domek wykonamy z ołowiu wyłożonego od wewnątrz 1 mm blachą miedzianą, chroniącą przed promieniowaniem rozproszonym. Grubość ołowiu zależy od naszych możliwości, generalnie powinna być jak największa. Ołów jest jednak dość drogi (15 zł/kg) i ma dużą gęstość (11,3 g/cm3), co zmusza do kompromisu między grubością osłony a jej kosztem. Zalecana grubość to 2 cm, ale jeśli nie mamy tyle ołowiu, to nawet 0,5 cm powinno wystarczyć.
Jeżeli zaś mierzymy silne źródła, pamiętajmy, by nie przeciążać detektora, co skraca jego żywotność i zaburza pomiar. Kontrolę ułatwia nam wskaźnik czasu martwego na tylnej ściance spektrometru. Ma on 10 segmentów i przy większości źródeł (siateczki, elektrody, zegarki, medaliony) świeci się tylko jeden, oznaczający 10 %.


Segmenty powyżej 60 % mają barwę czerwoną i informują o znacznym przeciążeniu detektora. Na szczęście nawet zegary lotnicze dające ok. 5 mR/h emisji gamma nie osiągną tego poziomu, zatrzymując się na 30 %. 

Silniejszych źródeł lepiej byśmy nie mieli okazji mierzyć - dla bezpieczeństwa własnego i innych. Zresztą przy "domowej" spektrometrii jest bardziej potrzebna duża czułość na początku zakresu niż na końcu, gdyż większość źródeł generuje małą moc dawki. Łatwiej zresztą promieniowanie osłabić niż "wzmocnić".
***
Podsumowując, jest to bardzo udana konstrukcja, prosta w obsłudze i o kompaktowych wymiarach. Spektrometr jest wielkości paczki papierosów, nieco mniejszy niż typowe kieszonkowe dozymetry. Współpracuje z darmowym oprogramowaniem i ma czułość odpowiednią dla znacznej części źródeł, z którymi możemy się zetknąć w codziennej praktyce. Jeśli jesteście zainteresowani nabyciem tego spektrometru, piszcie przez formularz  kontaktowy bloga. Sprzęt jest warty swej ceny, zaś Autor zapewnia niezbędne wsparcie merytoryczne.

04 września, 2020

Dozymetr BlackWings v2.16

 Ten kieszonkowy dozymetr bardzo rzadko pojawia się na polskim rynku - do tej pory zarejestrowałem 3-4 egzemplarze, łącznie z moim. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa jest to konstrukcja autorska, aczkolwiek bardzo dobrze wykonana. Za tą tezą przemawia brak jakichkolwiek oznaczeń producenta oraz wzmianek w sieci o tym przyrządzie. 


BlackWings mierzy łączną moc dawki promieniowania beta i gamma w µSv/h. Detektorem jest popularny licznik G-M typu STS-5, całkowicie osłonięty plastikową obudową przyrządu. Miernik ten należy więc do drugiego, mniej popularnego trendu konstruowania dozymetrów (o samych trendach niedługo napiszę osobno). Osłonięcie licznika G-M odcina słabsze promieniowanie beta i gamma, zmniejszając czułość na najsłabsze źródła.


Wynik wyświetlany jest na wyświetlaczu LCD, na którym widzimy też liczbę impulsów na minutę (CPM) i łączną liczbę impulsów zliczonych od chwili włączenia miernika (TC). 

Dodatkowo, poniżej wyniku w µSv/h, może być wyświetlany jeden z 4 parametrów: 

  1. roczna dawka w mSv, którą przyjmiemy przy bieżącej mocy dawki 
  2. łączna przyjęta moc dawki w µSv
  3. maksymalna moc dawki od chwili włączenia
  4. czas pomiaru od chwili włączenia
Podczas pracy dozymetru wszystkie te wartości są zliczane równolegle, zatem w trybie zliczania łącznej dawki będzie też zapamiętywana maksymalna moc dawki i odwrotnie. Szczególnie przydatna jest informacja o tym, jaką roczną dawkę przyjmiemy przy bieżącej mocy dawki. Oszczędza to nam obliczeń i ułatwia ocenę narażenia na promieniowanie jonizujące. 



Niestety powyższe dane są zerowane po wyłączeniu miernika, co utrudnia stosowanie go do oceny dawki indywidualnej.
Podczas pomiaru każdy impuls sygnalizowany jest błyskiem czerwonej diody LED, tej funkcji nie da się wyłączyć. Wzrost mocy dawki powyżej 0,25 µSv/h już powoduje wyświetlenie znaku ostrzegawczego po lewej stronie wyniku. Niestety brak możliwości ustawienia własnego progu sygnalizacji. 


Obsługi dozymetru dokonujemy za pomocą klawiatury membranowej o trzech przyciskach i jest ona intuicyjna. Przycisk "F" wprowadza nas do menu, w którym mamy następujące opcje:
  1. tryb pracy miernika w kolejności jak na w/w liście (screen mode)
  2. kontrast wyświetlacza w %
  3. autowyłączenie wyświetlacza (Led auto-off), niestety brak opcji ustawienia czasu, po którym wyświetlacz się wyłączy
  4. tryb dźwięku (sound mode) - wyłączony (0), kliki (1), piknięcia (2)
  5. autowyłączenie dozymetru (power auto-off) - znowu bez możliwości ustawienia czasu
  6. czas uśredniania wyniku (average time) - do wyboru 15, 30 i 60 s
  7. powrót do ekranu głównego (return) - funkcja redundantna, skoro dozymetr sam wraca do głównego menu już po 3 sekundach (!)
W menu nawigujemy kursorami, zaś pozycje zmieniamy przyciskiem "power". Aby wyłączyć dozymetr, wciskamy "power" i trzymamy, na ekranie wyświetli się rosnący poziomy pasek, dający nam szansę na rezygnację z wyłączenia. 



Włączenie miernika zajmuje zaledwie 3-4 sekundy, przez krótką chwilę widzimy ekran powitalny z wersją przyrządu - w moim wypadku 2.16 z 2017 r, Niestety nie mam informacji o innych wersjach.


Przycisk z wizerunkiem lampki włącza podświetlenie ekranu na 6 sekund, chyba że mamy w ustawieniach włączone stałe świecenie, wtedy włącza lub wyłącza je całkowicie. 

Czułość miernika byłaby tak wysoka, jak licznika STS-5, czyli obejmowałaby nawet granit czy szkło kryształowe., niestety osłonięcie detektora obudową odcina najsłabsze promieniowanie beta i gamma. Natomiast bez problemu BlackWings zmierzy emisję od ceramiki uranowej, farb świecących, siatek żarowych, minerałów itp. Jeżeli chodzi o szkło uranowe, to talerzyk dający 0,7 µSv/h na Polaronie, tutaj wykazuje zaledwie 0,24-0,28 i to po dłuższej chwili. Zatem szybko i jednoznacznie zmierzymy wyroby dające na Polaronie powyżej 1,5-2 µSv/h. Jest to zresztą wspólna wada mierników z detektorem ukrytym w obudowie, ograniczająca ich funkcjonalność.
Reakcja na zmiany mocy dawki jest dość szybka, wahania wyniku można ograniczyć, wydłużając czas uśredniania. Przy silniejszych źródłach wzrost mocy dawki ma stałą szybkość ok. 0,5-1 µSv/h na sekundę i w podobnym tempie wynik spada. 



Zasilanie odbywa się z baterii AAA, niestety brak danych na temat czasu pracy na jednym komplecie. Wykonanie jest solidne, plastik mocny, nic nie trzeszczy, a przedni panel się nie odkleja. Jakość wykończenia sprawia wręcz wrażenie fabrycznej konstrukcji i jest zdecydowanie wyższa niż w wielu tanich chińskich dozymetrach, np. LR-4011. 
Dozymetr z bateriami waży 80 g, a obudowa ma wymiary 135 x 45 x 25 mm. Jest on zatem największy z miniaturowych dozymetrów dostępnych obecnie na rynku, ale jednocześnie znacznie mniejszy niż większość kieszonkowych dozymetrów będących w sprzedaży.



Jeżeli  chodzi o walory eksploatacyjne, to BlackWings sprawdzi się do większości źródeł, za wyjątkiem niskoaktywnego szkła uranowego. Wysoka czułość licznika STS-5 jest niestety częściowo tracona przez osłonięcie go obudową. Funkcja zliczania łącznej dawki pozwala używać miernika w roli dawkomierza  indywidualnego, niestety wynik jest resetowany po wyłączeniu. Brak sygnalizacji progowej ogranicza użyteczność przyrządu w ochronie radiologicznej. Plusem są też niewielkie wymiary dozymetru, choć jest on jednym z większych pośród innych przyrządów miniaturowych (Soeks 112, Rodnik 3). Wadą jest niewielka podaż na rynku, a co za tym idzie, wysoka cena - na jednej z licytacji cena dozymetru BlackWings sięgnęła... 500 zł. 

01 września, 2020

Obrotowy włącznik światła z polewą uranową c.d.

 Glazura uranowa występowała w wielu barwach - pomarańczowej, żółtej, zielonej, brązowej i czarnej [LINK]. Pokrywano nią nie tylko wyroby ozdobne (naczynia, figurki), ale również tak pospolite przedmioty, jak kółka do mebli [LINK] czy ceramiczne wyroby elektrotechniczne. Pokrętło od włącznika światła Siemens-Prima znalazłem podczas porządków w częściach elektrycznych i opisałem w 2014 r. [LINK]. Następnie zdjęcia różnej porcelany elektrotechnicznej z polewą uranową udostępnił mi Adam ze strony Była sobie elektronika (pozdrowienia!):

Dodatek związków uranu obniżał temperaturę topnienia polewy oraz zmniejszał napięcie powierzchniowe, polepszając przyleganie glazury do ceramiki. Czasem uranu dodawano tylko do warstwy podkładu pod właściwą glazurę, która pozbawiona była tego dodatku, a czasem obie zawierały uran, lecz w różnych proporcjach. 

Przez dłuższy czas niestety nie udawało mi się trafić na kolejne wyroby, pomimo regularnego przeczesywania zarówno targów, jak i śmietników. A gdy wreszcie trafiłem jeden egzemplarz na słynnym warszawskim bazaru staroci, cena zwaliła mnie z nóg - 250 zł. Musiałem się upewnić, czy sprzedawca nie żartuje, ale był święcie przekonany o takiej wartości obrotowego włącznika natynkowego, gdyż "matowa ceramika jest droga". Nie jestem przekonany, targ na Kole słynie z dwóch rzeczy: nieuprzejmych sprzedawców, niezainteresowanych sprzedażą oraz zawyżonych cen, obliczonych na naciąganie osób nieznających rynku antyków. 

Na szczęście niedługo potem udało mi się nabyć znacznie taniej ten oto obrotowy włącznik światła do instalacji natynkowych. Zaryzykowałem zakup online, bez możliwości sprawdzenia artefaktu dozymetrem. Gdy paczka przyszła, RKP-1-2 potwierdził słuszność zakupu. 


Zmierzona na szybko Sosną moc dawki beta+gamma wahała się między 17 a 26 µSv/h łącznej emisji, przystąpiłem więc do badania poszczególnych elementów włącznika. Demontuje się on bardzo łatwo po odkręceniu śrubki w pokrętle:


Aktywność wykazała jedynie ceramiczna podstawka mocowana do ściany, kopułka osłaniająca mechanizm wykonana jest z bakelitu, a pokrętło z ceramiki pokrytej nieaktywną czarną polewą.


Pokrycie uranową glazurą jest jedynie na zewnętrznej powierzchni, zatem na krawędziach wycięcia pod przewód widać zacieki polewy:


Czarna polewa uranowa, podobnie jak zielona i brązowa, wykazuje luminescencję w ultrafiolecie, ale tylko w emitowanym przez świetlówkę UV. 


Ultrafiolet z diody LED, mający inną długość fali, nie wywołuje świecenia czarnej polewy uranowej, sprawdziłem to również na w/w pokrętle od przełącznika Siemens-Prima.


Luminescencja pojawia się też na spodniej, nieszkliwionej części włącznika. Są to skutki dyfuzji związków uranu z polewy przez ceramiczny materiał włącznika. Podobny efekt zaobserwowałem w kieliszku do jajek firmy Buckeburg Keramik [LINK].

Pomiar sondą scyntylacyjną wykazał obecność niewielkiej emisji alfa (22 impulsy na 180 s czyli 0,12 cps) , zatem można pomyśleć o wykonaniu autoradiogramu na papierze fotograficznym.

Wyniki pomiarów poszczególnymi dozymetrami (emisja łączna beta+gamma, na jednym z boków podstawki wynik nieco niższy) przedstawiają się następująco:

  • ANRI Sosna z 2 licznikami blisko siebie - 17-26 µSv/h
  • Radiatex MRD-2 - 6-7 µSv/h
  • BlackWings - 5,6-7 µSv/h
  • RK-21-2 - 2 µSv/h
  • Soeks Ecovisor F4 - 11,3 µSv/h
  • Pripyat' - 30-35 µSv/h
  • RK-67 - 23-28 µSv/h
  • EKO-C 130-160 cps (30-40 cps z filtrem), 7-8 µSv/h (1,8-2,3 µSv/h z filtrem)
Aktywność alfa była z kolei równomiernie rozłożona na całym obwodzie podstawki. Pomiary sondą SSU-3-2 ze scyntylatorem ZnS(Ag) wskazywały 1,2-1,3 cps Taki wynik jest efektem niskiej przenikliwości cząstek alfa - niezależnie od grubości uranowej polewy do detektora dostać się mogą tylko cząstki z wierzchniej warstwy. Z kolei przy pomiarze emisji beta i gamma, która jest bardziej przenikliwa, grubość glazury ma istotny wpływ na generowaną moc dawki. 

Na koniec brytyjski włącznik hebelkowy firmy "Crabtree", którego czarna glazura na podstawce nie wykazuje emisji powyżej tła naturalnego, zaś kopułka została wykonana z tworzywa sztucznego.


Do identyfikacji polewy uranowej niezbędny jest dozymetr, natomiast jeśli go nie mamy przy sobie albo kupujemy online, wówczas musimy polegać na badaniu organoleptycznym:
  • tworzywo sztuczne będzie cieplejsze w dotyku niż ceramika
  • ceramika ma bardziej zaokrąglone krawędzie, szczególnie przy otworze na śrubkę w pokrętle
  • tworzywo sztuczne zwykle jest bardziej porysowane i zmatowiałe niż ceramika 
  • połysk ceramiki jest "szklisty", tworzywa "jedwabisty"
  • na ceramice często są ledwo zauważalne pofalowania powierzchni, jak na gorącym oleju na patelni, powierzchnia tworzywa jest równa
  • pęknięcia są wyraźniejsze na ceramice i często odsłaniają biały porcelit
  • uranowa glazura może występować tylko na podstawce, pokrętle, kopułce lub wszystkich elementach elementach włącznika jednocześnie
Powyższe wskazówki pozwolą nam jedynie odróżnić tworzywo sztuczne od ceramiki i zadecydować, czy w ogóle jest sens ryzykować zakup w ciemno. Przy niskiej cenie i dobrym stanie włącznika możemy go nawet potem odsprzedać z zyskiem, gdyż są one chętnie nabywane do wnętrz w stylu retro.

Podsumowując, włącznik z polewą uranową to ciekawy artefakt, na który warto polować, ale niejako przy okazji, za rozsądną cenę lub za darmo, np. podczas rozbiórki starych domów. Zakup online jest bardzo ryzykowny, gdyż większość czarnych wyrobów ceramicznych nie zawiera związków uranu. Co innego, gdy możemy sprawdzić dozymetrem całe pudło starych części elektrycznych. Uranową porcelanę elektrotechniczną radzę traktować jako ciekawostkę - kolejne historyczne zastosowanie związków uranu, nieco mniej oczywiste niż przy wyrobach ozdobnych. Generowana moc dawki wystarcza do przetestowania większości kieszonkowych dozymetrów, zarówno z odsłoniętym detektorem, jak i z zakrytym przez plastik obudowy.

28 sierpnia, 2020

Pulpit kontrolno-załadowczy DP-21


Urządzenie to służy do ładowania i odczytu dozymetrów indywidualnych typu elektrooptycznego. Dozymetry te były kondensatorem powietrznym, który przed użyciem należało naładować do odpowiedniego poziomu. Następnie promieniowanie powodowało jonizację powietrza, a co za tym idzie, zmniejszanie się ładunku kondensatora. Aby odczytać przyjętą dawkę, należało zmierzyć pozostały ładunek. Stopień rozładowania był w pewnym zakresie proporcjonalny do przyjętej dawki. Nie była to doskonała metoda pomiaru ze względu na samorozładowanie kondensatora i duży błąd pomiaru, ale umożliwiała masową i tanią kontrolę narażenia żołnierzy w warunkach wojny jądrowej. Zarówno ładowanie, jak i pomiar stopnia rozładowania dokonywany był w tym samym przyrządzie, zwanym zariadno-izmieritielnoje ustrojstwo, czyli urządzenie pomiarowo-załadowcze. Niekiedy zwany był też pulpitem (pult) z racji charakterystycznego kształtu.


Pulpit ten pojawia się często w literaturze dotyczącej wojskowej obrony przeciwatomowej  z lat 50 i 60. choć nie zawsze jest opisany oznaczeniem typu, ale po układzie pokręteł można potwierdzić jego tożsamość. Wkrótce zastąpiły go nowocześniejsze i prostsze w obsłudze przyrządy DP-23, które omawiałem uprzednio [LINK]. Niedługo potem zrezygnowano ze stosowania dozymetrów indywidualnych bez odczytu bezpośredniego, tzw. ślepych, które musiały być zarówno ładowane, jak i odczytywane w we wspomnianym pulpicie. Takim dozymetrem był np. DS-50, używany zarówno w armii ZSRR, jak i PRL. 


Przekrój na slajdzie instruktażowym Wojskowej Agencji Fotograficznej z końca lat 50.:

https://promieniowanie.blogspot.com/2024/07/slajdy-szkoleniowe-wojskowej-agencji.html

Zamiast DS-50 wprowadzono nowsze dozymetry z odczytem bezpośrednim (DKP-50), które odczytywano, patrząc przez okular pod światło, a do ich ładowania stosowano proste pulpity załadowcze - wojskowe PZ-65 lub cywilne ZD-02, ewentualnie gniazda w rentgenoradiometrach DP-66 i DP-75. W okresie przejściowym używano wspomnianych DP-23, które mogły ładować oba typy dozymetrów oraz odczytywać te bez odczytu bezpośredniego.


Zaletą "ślepych" dozymetrów było nieco mniejsze samorozładowanie niż tych z odczytem bezpośrednim, a dodatkowo żołnierz noszący dozymetr nie mógł sam sprawdzić, jaką dawkę pochłonął  Stąd też niepotwierdzona informacja, że dozymetry "ślepe" dostawali szeregowi, a z odczytem - oficerowie.  Zostawmy tą kwestię na boku i wróćmy do naszego pulpitu.


DP-21 jest konstrukcją lampową, potrzebującą do zasilania zarówno baterii anodowej o napięciu 320 V, jak i ogniw żarzenia 1,5 V. Uruchomienie wymaga wykonania następujących czynności:
  • przełącznik kontrol' nulja / rabota (kontrola zera / praca) przestawić w położenie kontrol' nulja
  • pokrętło rodzaju pracy przestawiać kolejno na pozycje: nakal (żarzenie), anod (anoda), smieszczienije (opadanie?) i odpowiednimi regulatorami nastawić wskazówkę na pozycje Un, Ua, Ec na skali
  • przestawić pokrętło rodzaju pracy na pozycję zariadnoje naprjaż. (napięcie zasilania), przełącznik prowierka/rabota (test / praca)  na pozycję "rabota"
  • przełącznik diapazon (zakres) na potrzebny zakres, i ustawić wskazówkę na Uz pokrętłem zariadnoje naprjaż.
  • przełącznik rodzaju pracy przestawić w położenie rabota, przełącznik kontrol' nulja / rabota (kontrola zera / praca) przestawić w położenie kontrol' nulja, wcisnąć przycisk sbros. (zrzut) i nastawić wskazówkę na zerze górnej podziałki przy pomocy regulatora ust. nulja (ustawianie zera)
  • przestawić przełącznik ontrol' nulja / rabota (kontrola zera / praca) w położenie rabota, wcisnąć przycisk sbros i ustawić wskazówkę na zielonej kresce pokrętłem ustanowka szkaly 
  • po 3 minutach rozgrzewania sprawdzić jeszcze raz ustawienia granicznych punktów skali - zera i zielonej kreski. Jest to potrzebne aby lampowy woltomierz mierzący napięcie dozymetrów pracował w płaskim fragmencie charakterystyki siatkowo-anodowej lampy.
  • uff, przyrząd jest wreszcie gotowy do pracy. 

Jak widać, jest to typowa procedura uruchamiania przyrządów lampowych z tamtych lat, bardzo podobna obowiązywała przy radiometrach DP-11B oraz rentgenometrach D-08. Radziecki DP-1 miał ją już uproszczoną, a dalsze ograniczenie czynności obsługowych wprowadzono w DP-2. Wszystkie kroki rozpisane są na tabliczce przymocowanej do obudowy:


Ładowanie dozymetrów odbywa się w gnieździe zarjad  (z lewej u dołu), odczyt w gnieździe izmiernienije (u góry z prawej). Gniazda powinny być osłonięte nakrętkami na łańcuszkach, często jednak ich brakuje. Pomiar zaleca się prowadzić krótko - wcisnąć dozymetr do gniazda i zaraz po wychyleniu wskazówki wyjąć. 

https://promieniowanie.blogspot.com/2024/07/slajdy-szkoleniowe-wojskowej-agencji.html

Wskazówka zatrzymuje się na wartości napięcia, jakie zostało zmierzone w kondensatorze, można zatem bez pośpiechu zapisać wynik. Odczytanie rozładowuje dozymetr do końca, zatem ponowny odczyt nie jest możliwy. Przed odczytaniem następnego dozymetru należy wcisnąć przycisk sbros, aby wskazówka pojawiła się z powrotem na prawej granicznej kresce skali. Tak, dobrze czytacie, wskazówka wychyla się w lewo, odwrotnie niż w miernikach mocy dawki.


Przyrząd ma dwa zakresy, według fabrycznej instrukcji na pierwszym dozymetry ładowane są napięciem 19-21 V, a ich zakres wynosi 5 R z podziałką co 0,1 R, zaś na drugim ładuje się je napięciem 190-210 V, przy zakresie 50 R z podziałką co 1 R. Podejrzewam, że umożliwia to ładowanie tych samych dozymetrów niższym lub wyższym napięciem w zależności od spodziewanego narażenia na promieniowanie.

Przyrząd występuje w dwóch wersjach - A i B, które różnią się jedynie źródłem zasilania. 
  • DP-21A wymaga:
    • ogniwo 1,66-ТМЦ-У-28 (3С) - 1 szt.
    • ogniwo 1,3-ФМЦ-0,25 - 13 szt.
    • bateria 87-ПМЦГ-0,15 (ГБ-80) - 4 szt.

  • DP-21B potrzebuje mniejszej liczby ogniw i baterii
    • ogniwo 1,6-ПМЦ-У-8 (2С) - 1 szt.
    • ogniwo 13-АМЦГ-0,5 - 2 szt.
    • bateria 100-ПМЦГ-0,005 - 3 szt.




W komplecie oprócz pulpitu znajduje się też 200 dozymetrów indywidualnych typu "ślepego", całość transportowana jest w dwóch skrzyniach:


Cały zestaw (skrzynia dozymetrów i pulpit DP-21) na cytowanych już slajdach instruktażowych WAF:

https://promieniowanie.blogspot.com/2024/07/slajdy-szkoleniowe-wojskowej-agencji.html

Również na wystawie dotyczącej obrony przeciwlotniczej i przeciwatomowej z 1959 r., która miała miejsce gdzieś na Wybrzeżu, możemy zobaczyć pulpit i zestaw dozymetrów:

Zbiory NAC - Wojskowa Agencja Fotograficzna (LINK)

Jeszcze rzut okiem do wnętrza - pośrodku układu widoczna lampa elektrometryczna:




I plansza instruktażowa radzieckiej obrony cywilnej, niestety w niskiej rozdzielczości:


Inna plansza, przeznaczona dla wojska:

Źródło - eBay [LINK]

Źródło - eBay [LINK]

Źródło - eBay [LINK]


Miernik pozostaje jedynie kolekcjonerską ciekawostką i to dość rzadką, gdyż jeszcze nie spotkałem się z nim w kraju, w przeciwieństwie do rosyjskich i ukraińskich portali aukcyjnych. Jest też oczywiście szczegółowo omówiony na forum RHBZ, skąd też pochodzą powyższe zdjęcia - http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=57&p=1

Gwoli ścisłości, DP-21 to oznaczenie całego kompletu, czyli pulpitu wraz z dozymetrami indywidualnymi, tak samo jak DP-22, DP-23 i DP-24. Komplety DP-22W i DP-24 zawierają ten sam pulpit załadowczy, różnią się jedynie liczbą dozymetrów w zestawie, DP-22A ma starszy typ pulpitu:

DP-22A - 50 dozymetrów z odczytem bezpośrednim, starszego typu


DP-22W - 50 dozymetrów z odczytem bezpośrednim, nowszego typu.

DP-24 - 5 dozymetrów z odczytem bezpośrednim, nowszego typu.


24 sierpnia, 2020

Dozymetr Kwant-103I


Źródło - http://rhbz.pw/thumbnails.php?album=173

Ten kieszonkowy radiometr beta-gamma najbardziej podobny byłby do ANRI Sosna, oczywiście z wieloma zastrzeżeniami. Mierzy moc dawki gamma w mikrorentgenach na godzinę w zakresie 10-9999 µR/h (0,1-99,99 µSv/h), jak również aktywność właściwą beta powyżej 1,5 kBq/kg. Czujnikiem promieniowania są 2 tuby Jedynego Słusznego Typu, owinięte folią ołowianą z wycięciem w miejscu okienka pomiarowego. Ekranuje to tuby przed "puszczeniem" promieniowania beta z boków, przepuszczając je jedynie od strony okienka. Tutaj widzimy dozymetr z wyjętymi płytkami drukowanymi - jedna ma liczniki GM i przetwornicę, druga układy scalone i wyświetlacz, tego samego typu co w przyrządach Biełła, Fon, Raton, Expert itp.

Źródło - https://www.youtube.com/watch?v=wr2fc8BQn2Y

Samo okienko ma klapkę, odcinającą promieniowanie beta przy pomiarze emisji gamma. Tutaj prawdopodobnie brak uszczelnienia, które powinno osłaniać wnętrze miernika przed dostawaniem się zanieczyszczeń, w tym pyłu radioaktywnego.
Poniżej nieco estetyczniej wykonany egzemplarz, zdjęcia ze strony Meshok.net [LINK]:
Poszczególne przecinki na wyświetlaczu mają swoje specjalne znaczenie - pierwszy z prawej oznacza rozładowanie baterii, drugi trwanie pomiaru, trzeci przepełnienie licznika. Po zakończeniu pomiaru, który trwa ok. 50 sekund, przecinki znikają i możemy odczytać wartość mocy dawki w mikrorentgenach na godzinę. Dla uzyskania wyniku w mikrosiwertach dzielimy przez 100.

Filmik z pracy można obejrzeć tutaj, co ciekawe, odwrotne podłączenie tub G-M powoduje znaczny wzrost wskazań - z 922 na 3070 µR/h (9,22 i 30,7 µSv/h).

Co do funkcjonalności przyrządu, mierzy dłużej niż Sosna i nie jest tak pancernie wykonany, jednakże z racji odsłoniętych liczników GM będzie przydatny przy słabszych źródłach, szczególnie emitujących promieniowanie beta i miękkie gamma - pod tym względem bije na głowę np. Biełłę czy Mastera. Niestety przyrząd bardzo rzadko występuje nawet za naszą wschodnią granicą - naliczyłem łącznie 3 egzemplarze, przedstawione w tej notce. Tym niemniej jest to ciekawa konstrukcja, gdyż większość prostych radiometrów ery poczarnobylskiej to proste radiometry gamma z 1 licznikiem GM całkowicie owiniętym folią ołowianą. Radiometry beta-gamma można policzyć na palcach obu rąk - Polaron, Sosna, RSKB-104, RKGB-01, Expert i parę innych.