11 grudnia, 2020

Voltcraft Gamma Check A

Dozymetr ten kłuł mnie w oczy już od dłuższego czasu, jednak z racji wysokiej ceny i podejrzewanej niskiej czułości ciągle odwlekałem zakup. Jego cena rynkowa w Polsce wynosi bowiem aż 700 zł, zaś na eBay, w przeliczeniu - 800 zł! Miernik zaś jest dość toporny i ma mało funkcji, choć jego czułość nie jest tak niska, jak by się można było początkowo spodziewać. Tym niemniej w tej cenie można już kupić Terrę-P, dwa Polarony albo przy odrobinie szczęścia i używanego Gamma Scouta. Na szczęście po wielu latach udało mi się trafić na okazyjną ofertę i mogłem rozpocząć testy miernika Gamma Check A.

 


Jest to produkt znanej firmy Voltcraft, produkującej elektroniczną aparaturę pomiarową, zarówno dla indywidualnych użytkowników, jak i dla przemysłu. Nie jest to więc producent skupiony wyłącznie na sprzęcie dozymetrycznym, jak firmy Ecotest, Soeks czy Quarta Rad. Produkty takich firm są zwykle mniej dopracowane niż wytwórców wyspecjalizowanych w dozymetrii,  o czym zaraz się przekonamy.

***

Gamma Check A wyróżnia się wśród dozymetrów przede wszystkim obudową, która przypomina nieco czytnik kodów kreskowych skrzyżowany z pilotem od telewizora. Jej maczugowaty kształt z wyprofilowanym chwytem umożliwia długie pomiary bez zmęczenia ręki, tak częstego przy kurczowym trzymaniu w dwóch palcach typowych miniaturowych dozymetrów.

 

Pod względem konstrukcyjnym Gamma Check A jest przedstawicielem drugiej, rzadszej "szkoły" budowy dozymetrów. W tym układzie licznik G-M jest całkowicie zasłonięty obudową, jednak nie ma dodatkowego filtra odcinającego promieniowanie beta i wyrównującego charakterystykę energetyczną. Obie te funkcje spełniane są częściowo przez ściankę samego licznika (zwykle szklaną, mającą dawać namiastkę kompensacji energetycznej), a częściowo przez obudowę, jednak ich wydajność jest niższa niż tradycyjnego filtra. W efekcie dozymetr mierzy całe promieniowanie gamma oraz większość emisji beta, filtracja jest minimalnie lepsza niż przy zupełnie odsłoniętym detektorze. W podobnym układzie zbudowano jeszcze chińskie BR9B i JMV-2, rosyjski Radex One i Atom Simple czy krajowe Radiatex MRD-1 i MRD-2. Obecnie w dozymetrach dominuje raczej całkowite odsłanianie detektora z pozostawieniem jedynie kratki w obudowie (Soeks 01M, Rodnik 3). O samych "szkołach" budowy dozymetrów pisałem na łamach Postępów Techniki Jądrowej [LINK].

***

Detektorem promieniowania jest szklany licznik G-M typu J302βγ produkcji chińskiej. Przypomina popularny, również chiński, M4011, powszechnie stosowany obecnie jako "zamiennik" SBM-20.

Źródło - Strefazero.org (link)

Niestety dostępne w internecie specyfikacje  licznika J302βγ są dość skąpe, a miejscami sprzeczne (raz podawane są wartości w mR/h, raz w R/h). Licznik jest uważany nawet za odpowiednik polskich DOB-50 i DOB-80, czyli detektorów przeznaczonych do wysokich poziomów promieniowania, dodatkowo pracujących w układzie prądowym, a nie impulsowym. 
Zerknijmy na szczegółowe parametry licznika J302βγ oraz porównanie z innymi z tej serii. Niestety poniższe zestawienie jest niepełne, brakuje niektórych danych właśnie dla naszego licznika:

 

https://www.pascalchour.fr/ressources/cgm/chine_cgm.pdf

Pomimo szklanej ścianki i jeszcze ukrycia za plastikiem obudowy dozymetru czułość J302βγ jest całkiem wysoka, nawet na słabe źródła. Szklane liczniki, którymi obecnie zastępuje się nieprodukowane już SBM-20, są coraz bardziej zbliżone czułością do SBM-20, choć nadal nieco ustępują pod względem czasu reakcji na wzrost mocy dawki.

***

Gamma Check A pracuje w dwóch trybach - pomiaru mocy dawki i dawkomierza (dosimeter). Moc dawki mierzona jest w µSv/h z regulowanym czasem uśredniania 30-180 s, zaś dawka w µSv i mSv w przedziale czasowym 6-48 h. Niestety tryby te nie pracują równolegle (!) - możemy mierzyć albo moc dawki, albo dawkę - co jest najpoważniejszą wadą tego przyrządu.

 Wynik wyświetlany jest na niewielkim (2x16 znaków) wyświetlaczu LED o niebieskim podświetleniu. Oprócz bieżącej mocy dawki widzimy też liczbę zliczonych impulsów w danym cyklu pomiarowym (CNT) oraz czas trwania cyklu w s, który może być wyświetlany w sekundach lub w postaci rosnącego paska. 


Dzięki temu widzimy, czy wynik jest jeszcze zgrubny, bo cykl dopiero się rozpoczął, czy już dokładniejszy, pod koniec cyklu.  Na podstawie liczby impulsów i czasu zliczania możemy ustalić "surowy" wynik w cps, dzieląc te wartości przez siebie, niestety nie jest on wyświetlany bezpośrednio w cps. 

Dozymetr jest skalibrowany dla energii promieniowania cezu-137, ale producent podpowiada w instrukcji, że  znając wynik w cps możemy użyć własnego współczynnika kalibracyjnego dla energii promieniowania innego izotopu. Oczywiście współczynnika nie wprowadzimy do oprogramowania dozymetru, musimy obliczeń dokonać samodzielnie.

 Miernik obsługujemy za pomocą klawiatury membranowej, która pracuje dość opornie, trzeba mocno wciskać przyciski, a i tak nie zawsze reagują

Do dyspozycji mamy następujące klawisze:

  • power/OK - włącznik, wyjście z menu do ekranu pomiaru
  • menu - wejście do menu, przewijanie pozycji menu
  • kursor lewy (po przytrzymaniu włącza/wyłącza funkcję autowyłączenia przyrządu po 5 cyklach pomiarowych, w menu - zmiana wartości danej pozycji)
  • kursor prawy (po przytrzymaniu włącza/wyłącza alarm progowy, w menu - zmiana wartości danej pozycji)

 Liczba pozycji menu nie jest duża:

  • dosimeter - funkcja dawkomierza, po włączeniu tej funkcji w menu wciskamy klawisz menu i wchodzimy w podmenu ustawień:
    • dosimeter time - czas pomiaru dawki w zakresie od 6 do 48 h co 6 h
    • dosimeter alarm - alarm przekroczenia dawki, zmiana co 0,25 µSv
    • display - wyłączenie podświetlania wyświetlacza na czas pomiaru dawki dla oszczędzania baterii
  • LCD mode - sposób wyświetlania upływającego cyklu pomiaru
    • bricks - rosnący pasek
    • pulses - czas w sekundach
  • LCD contrast - kontrast wyświetlacza, 1-15, domyślnie 4
  • average built - czas uśredniania, 30-180 s co 30 s
  • ticker - dźwięk impulsów
  • language - język: 
    • niemiecki
    • angielski 
    • niektóre komunikaty są zawsze dwujęzyczne, np. wyłączenie - aus/off

Czułość przyrządu jest wystarczająca nawet przy słabych źródłach w rodzaju niskoaktywnej ceramiki uranowej, szkła, granitu czy związków potasu, co nieco dziwi z uwagi na zastosowany szklany licznik G-M w plastikowej obudowie. 


Oczywiście na początku zakresu wahania wyniku są duże a czas ustalania się wskazań spory. Wynik przy słabych źródłach często oscyluje między 0,14 a 0,30 µSv/h. Detektor umieszczony jest blisko spodniej, płasko wyprofilowanej ścianki przyrządu, zatem możemy miernik stabilnie położyć na względnie płaskich powierzchniach


Reakcja na wzrost mocy dawki jest szybka, spadek wyniku też, ale niestety brak algorytmu resetującego pomiar przy gwałtownych zmianach wskazań, znanego choćby z mierników Soeks. Niestety wahania wyniku są dość duże i zmuszają do przyjmowania wartości środkowej. Przykładowo, przy siatce żarowej "Butterfly" z Indii wynik wahał się od 2,5 do 3,8 µSv/h. Brakuje  też zwiększania dokładności pomiaru wraz z czasem jego trwania, co znamy z bardziej zaawansowanych przyrządów firmy Soeks czy Radex, tutaj nawet po trwającym godzinę pomiarze wynik będzie miał takie same wahania, jak na początku.

  • talerzyk żółtawy niemiecki - 0,4 µSv/h
  • saletra potasowa 100 g - 0,3 µSv/h
  • siatka żarowa Butterfly - 2,5-3,6 µSv/h
  • medalion Quantum Pendant - 1,1-1,6 µSv/h
  • soczewka ze szkła torowego - 2,6-4,25 µSv/h
  • zegarek Delbana - 0,48-0,70 µSv/h
  • elektroda WT-20 - 0,48-0,76 µSv/h
  • medalion Bio Disc - 0,83-1,25 µSv/h
  • kompas AK - 3-4 µSv/h

Pomimo swej nazwy, Gamma Check A mierzy również promieniowanie beta, szczególnie to silniejsze, dla którego plastik obudowy nie jest żadną przeszkodą. Odcinane jest jedynie najsłabsze promieniowanie gamma oraz beta, które w dozymetrach z licznikiem metalowym odpowiadało za zawyżenie wskazań z powodu nieliniowej charakterystyki licznika G-M. 




Tutaj szklana ścianka licznika oraz plastik obudowy częściowo eliminują ten problem.Przy siatce żarowej nie mamy "odczytu" rzędu 30 µSv/h, a przy kompasie 40 µSv/h, tylko bardziej zbliżone do stanu faktycznego wartości - odpowiednio 3 i 4 µSv/h. Przy ceramice wyniki będą niejako w pół drogi pomiędzy pomiarem gamma przy użyciu dozymetru z solidnym filtrem (ANRI Sosna) a pomiarem za pomocą miernika z zupełnie odsłoniętym detektorem.


Podczas pomiaru impulsy sygnalizowane są też dźwiękami, funkcję tą możemy wyłączyć (opcja ticker w menu). Dźwięk jest dość cichy i nie zawsze zsynchronizowany z faktycznymi impulsami. Ciekawostką jest gniazdko słuchawkowe typu jack 3,5, umieszczone w tylnej części chwytu. Rozwiązanie takie rzadko pojawia się w miernikach klasy popularnej (jedynie w GMC-300E i 320 Plus), częściej w laboratoryjnych (RK i RKP z "Polonu") czy wojskowych (serie DP-5 i dP-66/DP-75). Do gniazdka możemy podłączyć typowe słuchawki lub przewód audio od komputera, niestety jest minimalnie za ciasne dla wtyku słuchawki nausznej SM-73, stosowanej w polskich radiometrach.


Sygnalizacja dźwiękowa niestety zwiększa pobór prądu, skracając żywotność baterii, zatem jeśli nie musimy z niej korzystać, lepiej ją wyłączyć. Szczególnie gdy jesteśmy w terenie, ponieważ wymiana baterii wymaga użycia śrubokręta.


***

Spotkałem się z próbą zwiększenia czułości przez wywiercenie grupy otworów naprzeciwko licznika G-M. Tak przerobiony miernik pojawił się na węgierskim portalu aukcyjnym.

https://www.vatera.hu/sugarzasmero-gamma-check-a-2953129682.html#opened

Co do zasadności takich praktyk, mam mieszane uczucia. Czułość nieco skoczy i czas reakcji na słabe źródła skróci się, jednak stracimy resztki kompensacji energetycznej, zapewnianej m.in. przez obudowę. Jeśli miernik ma służyć tylko do wyszukiwania źródeł, to modyfikacja będzie zasadna, skrócimy czas reakcji na słabe źródła, np. szkło uranowe czy ceramikę o małej zawartości uranu. Jeśli jednak tym miernikiem chcemy ocenić narażenie  na promieniowanie jonizujące, gdzie istotne jest przede wszystkim twarde promieniowanie gamma, wówczas otwory w obudowie spowodują pewne zawyżenie wyniku.

***

Oprócz pomiaru mocy dawki Gamma Check A oferuje tez tryb dawkomierza. Umożliwia on pomiar dawki w czasie od 6 do 48 godzin, regulowanym skokowo co 6 godzin. Służy więc raczej do kontroli krótkich okresów narażenia, np. podczas wycieczki do Czarnobyla czy lotu samolotem, ewentualnie do dokładnego oszacowania tła promieniowania w danym miejscu. Niestety, jak już wspomniałem, oba tryby pomiaru nie działają łącznie. Po włączeniu w menu trybu dawkomierza wyłącza się pomiar mocy dawki, a na wyświetlaczu widzimy tylko przyrastającą dawkę i upływający czas pomiaru. Jest to bardzo istotna wada konstrukcyjna, którą trudno wytłumaczyć, szczególnie że równoległy pomiar dawki i mocy dawki mają nawet bardzo tanie dozymetry z Aliexpress, np. JMV-2 czy BR9B (choć nie wszystkie, vide LR-4011 i FS-2011).

Gdy włączony jest tryb dawkomierza, na wyświetlaczu widzimy wartość bieżącej zakumulowanej dawki oraz licznik upływającego czasu. 

W trakcie trwania pomiaru wyświetlacz może być wygaszony celem oszczędzania energii (funkcja dosimeter display w menu dosimeter). Gdy pomiar dobiegnie końca, dozymetr będzie wydawał serie pięciu sygnałów dźwiękowych do momentu skasowania alarmu przyciskiem OK lub wyłączenia miernika. 



Dozymetr może też alarmować o przekroczeniu progu dawki, ustawionego w menu dosimeter. Wartości ustawiać można w całym jego zakresie pomiarowym co 0,25 µSv.

***

Zasilanie odbywa się z typowej baterii 9V, umieszczanej w metalowym zacisku pod przykręcaną na śrubkę klapką komory baterii. Pobór prądu jest dość spory (10 mA) z uwagi na zastosowanie wyświetlacza LED, a przy włączonym dźwięku rośnie do 35 mA. Co gorsza, przyrząd pobiera 25 µA nawet wyłączony, co przez brak wskaźnika poziomu baterii może skutkować przykrą niespodzianką. Rozumiem brak miejsca na niewielkim, wypełnionym danymi wyświetlaczu, ale tą funkcję można było umieścić w menu. Zamiast tego mamy tylko komunikat "Battery OK" lub "change battery" po włączeniu przyrządu. Pozostaje stosować akumulatorki zamiast zwykłych baterii i mieć zawsze zapasowy przy sobie.Słabnącą baterię rozpoznamy po coraz bardziej anemicznym działaniu przyrządu oraz malejącej jasności podświetlenia wyświetlacza.

 


Ergonomia użytkowania jest wysoka, jeśli pominiemy opornie pracującą klawiaturę. Wyprofilowany chwyt dobrze leży w dłoni, a miernik jest wręcz idealnie wyważony - minimalnie ciąży na uchwyt, można go trzymać nawet na dwóch palcach ręki. 



Dzięki temu nie zmęczymy dłoni nawet przy długich pomiarach, co miałoby, gdyby środek ciężkości przesunięto na przód dozymetru. Wygoda noszenia okupiona jest co prawda dużymi rozmiarami, porównywalnymi jedynie z Gamma Scoutem, ale doceni ją każdy, kto musiał dłuższy czas ściskać w dłoni niewielkie pudełeczko typowego kieszonkowego dozymetru.

 


Wykonanie jest porządne, obudowa solidna, sprawia wrażenie kroploszczelnej, choć wolałem tego nie testować. Przedział baterii jest zakręcany na śrubkę, połówki obudowy dobrze spasowane, jedyny otwór to gniazdo słuchawkowe, zatem eksploatacja w deszczu nie powinna być problemem. Brakuje niestety uchwytu do paska na rękę czy smyczy, gdyż chwyt, choć wygodny i z matowego tworzywa, to jednak jest dość śliski.


W komplecie otrzymujemy pudełko i skróconą instrukcję w kilku językach (polskiego brak), którą można pobrać też ze strony producenta [LINK].


Czas na werdykt. Voltcraft Gamma Check A to dobry miernik: solidnie wykonany, ergonomiczny, dość czuły, ale... przepłacony. Za niewiele drożej można mieć czulszy i bardziej funkcjonalny miernik Terra P (200$ = 735 zł), a taniej - Polarona (ok. 400 zł), o nieco szybszej reakcji niż Terra, pomimo mniejszego zakresu. Tym niemniej, jeśli trafimy na okazyjną cenę, a potrzebujemy solidnego miernika do poszukiwania źródeł w terenie, Gamma Check A będzie dobrym wyborem.

Zestawienie wad i zalet jest dość jednoznaczne:

Plusy

  • dość duża czułość
  • wygodny chwyt
  • solidne wykonanie
  • gniazdo słuchawkowe
  • funkcja pomiaru dawki w czasie od 6 do 48 h

Minusy

  • pomiar dawki i mocy dawki nie działa jednocześnie
  • dokładność pomiaru nie rośnie wraz z kolejnymi cyklami pomiarowymi
  • ubogie menu
  • oporna klawiatura membranowa
  • duży pobór prądu
  • brak wskaźnika poziomu baterii
  • brak uchwytu do paska na rękę lub smyczy

06 grudnia, 2020

Kompas mapowy Silva typ 3 z farbą radową

Adam znalazł ciekawy kompas z farbą radioluminescencyjną znanej firmy Silva. Oddaję głos Autorowi. 

Za namową właściciela i autora tego bloga postanowiłem opisać jaki fant trafił ostatnio w moje ręce. Jest to w pełni sprawny kompas mapowy firmy Silva, typ 3.



Firmy Silva nie trzeba przedstawiać chyba żadnemu miłośnikowi outdooru/survivalu/bushcraftu itp. , jednak dla ludzi spoza branży napiszę kilka słów. Firma ta powstała w Szwecji w 1933 roku i wtedy też wyprodukowała swój pierwszy kompas. W 1935 roku wyprodukowała pierwszą latarkę czołową, a w 1939 – pierwszy kompas z lusterkiem. Firma ciągle się rozwija i  produkuje obecnie także odzież outdoorową, plecaki, bidony, oraz sprzęt elektroniczny, taki jak krokomierze i urządzenia do nawigacji GPS.


Niestety nie udało mi się ustalić z jakich lat pochodzi ten egzemplarz, na pewno jednak jest dość stary.  Kupiłem go w sklepie w którym sprzedawane są starocie pochodzące ze Szwecji za naprawdę  symboliczną kwotę.  Kompas ten  zainteresował mnie nie jako pasjonata radioaktywności, a jako amatora turystyki/bushcraftu – kupiłem go po prostu jako kolejny kompas do użytku na wypadach w teren. Dopiero gdy przypadkiem przyłożyłem do niego włączonego Pripiata, odkryłem jego dodatkową właściwość  - otóż trzy namalowane  punkty (widoczne na fotografii) to nie farba okresowego świecenia, a najprawdziwsza farba radowa.


Poniżej wyniki pomiarów promieniowania. O ile wyniki pomiarów promieniowania w punktach 1 i 2 nie powalają, to w przypadku trzeciego punktu i po obróceniu kompasu do góry dnem zaczyna być ciekawiej:

Jak widać nie żałowano farby radowej (dodajmy do tego też to, że wgłębienie w którym owa farba się znajduje nie jest niczym osłonięte ). 


Czy będę używał tego kompasu?  Nie. Mam kilka innych, które również działają dobrze, a przy tym są bezpieczniejsze. Ten egzemplarz zabezpieczę (również przed ekshalacją radonu) i  pozostawię w kolekcji.


Jak widzicie – czasami można przypadkiem trafić na bardzo ciekawe fanty, dlatego polecam  zawsze idąc na giełdę staroci/ targowisko czy do sklepu ze starociami - nosić ze sobą kieszonkowy radiometr. [To może być nawet tani miernik z Aliexpress, gdyż promieniowanie radowych farb świecących jest dość silne. Oczywiście lepiej wziąć Polarona czy Terrę, gdyż wtedy możemy także szukać szkła uranowego czy ceramiki - przyp. red.].


Pozdrawiam serdecznie

Adam „Mad Boar”

02 grudnia, 2020

"Uradowana" fontanna w Świeradowie-Zdroju

Maciek postanowił podzielić się swoim artykułem o uzdrowisku w Świeradowie-Zdroju, słynnym z wód leczniczych, w tym radonowych. Znajduje się tam bowiem pewna ciekawa fontanna. Oddaję głos Autorowi.


***

Na przełomie września i października wyjechałem z rodziną na krótki urlop do Świeradowa – Zdroju.  Miejscowość jest malowniczo położona w Górach Izerskich w województwie dolnośląskim tuż przy granicy z Czechami. Jako dozymetrysta amator zabrałem swój miernik typu KB6011 tak na wszelki wypadek. Dopiero na miejscu dowiedziałem się, że Świeradów słynie z leczniczych źródeł, gdzie liczne uzdrowiska oferują zabiegi przy wykorzystywaniu wody radonowej.  

Pierwszą wzmiankę o świeradowskich wodach można odnaleźć w książce wydanej w 1572 r., autorstwa berlińskiego lekarza Leonarda Thurneyssera, który wspomina w niej o zimnych i ciepłych mineralnych i metalicznych wodach świeradowskiego źródła, nazywając go “świętym źródłem”.


W naukowej publikacji z 1600 r. pn. “Stirpium et fossilium silasiae catalogus...” autorstwa Kaspera Schwenckfelda z Gryfowa, napotkać można wzmiankę „o kwaśnych wodach mineralnych, której biją ze źródła przy wsi Fegebeutel pod wysokim lasem”. W innej książce z 1607 r. pisze on: "Źródło piwne, szczawa, nosi swoją nazwę od koloru i lekko ostrego, albo lekko kwaśnego smaku o niecodziennym niepodobnym do domowych napojów. Tryska i wypływa przy powalonym lesie, w odległości jednej mili za Mirskiem przy rzece Kwisie, obok wsi nazywanej Fegessbeutel (Czyści Sakwa), w podmokłym i bagnistym miejscu. Ma ono w swojej zawartości sól górską i żelazną ochrę. Działa otwierająco, czyszcząco, pędząco, gasi pragnienie, zaostrza apetyt, wypędza żółć, wydobywa piasek, przepłukuje jelita i koi rozpaloną wątrobę. To źródło przyciąga ludzi, którzy nie mogą jeść".
Chociaż na przełomie XVI i XVII wieku wiadomości o leczniczych właściwościach wód zlokalizowanych w Świeradowie zaczęły rozchodzić się po śląskiej ziemi, to Wojna Trzydziestoletnia odłożyła w czasie moment rozpoczęcia ich użytkowania w celach leczniczych.
O źródle kwaśnych wód mineralnych, u źródeł Kwisy pisał w 1667 r. I. Nason. O leczniczym zastosowaniu wód dowiadujemy się także z kroniki śląskiej Fryderyka Luca z 1683 roku, gdzie autor opisywał dwa, jak to określił, słynne źródła wód mineralnych, leżące w pobliżu źródeł Kwisy. Natomiast z badań przeprowadzonych w 1783 r. wynikało, że wody świeradowskie skutecznie leczą szereg schorzeń i niedomagań, między innymi pobudzają apetyt, wstrzymują wymioty, leczą stany lękowe, choroby żołądka i wątroby.
W 1754 r. tzw. górne źródło zostało ocembrowane i okryte dachem, a przy nim wybudowano małe schronisko.
W uzdrowiskowej przeszłości Świeradowa istotną datą jest 1768 r., z którym kojarzono początek zorganizowanej działalności uzdrowiskowej miasta. W roku tym poprawiono obudowę górnego źródła, a obok niego wybudowano dom mieszkalny z 14 pokojami, tzw. „stary dom źródlany”, gdzie przebywali kuracjusze. W lipcu 1770 r. została założona księga kuracyjna.
Ważnym momentem dla rozwoju turystyki i uzdrowiska był rozwój komunikacji kolejowej w regionie. Wybudowanie w latach 1846-1866 linii kolejowej pomiędzy Wrocławiem a Gorlitz (a dalej do Drezna i Berlina), a także z Węglińca do Jeleniej Góry (przez Gryfów) i dalej przez Wałbrzych do Wrocławia znacznie przybliżyło kurort mieszkańcom nawet odległych regionów państwa pruskiego (z Gryfowa do Świeradowa ok. 15 km). Na ostatnie ćwierćwiecze XIX wieku przypadł okres znacznej rozbudowy i modernizacji istniejącej bazy i urządzeń sanatoryjnych. W latach tych liczba kuracjuszy zwiększyła się z 500 osób w 1873 roku do 5000 w 1893 roku. W 1909 prywatny inwestor wybudował połączenie kolejowe między Świeradowem i Mirskiem (Mirsk już wcześniej – w 1884 roku – uzyskał połączenie kolejowe z Gryfowem), a tuż przed pierwszą wojną światową ulice miasta zostały zelektryfikowane, zainstalowano także wodociągi.

Dom Zdrojowy w Świeradowie Zdroju, lata 1905-1910 [3]

Z danych wynika, że na przełomie lat 1920 – 1930 Świeradów był miejscowością na wskroś kuracyjną. Znajdowało się tu kilka znanych zakładów lecznictwa uzdrowiskowego (Dom Zdrojowy z 70 pokojami, Łazienki Leopolda, w których odnotowano 50 pokoi), 23 restauracje, gospody i kawiarnie, 128 domów wynajmujących kwatery, 9 garaży samochodowych, wypożyczalnie samochodów, poczta, telegraf, rozmównica publiczna, obiekty rekreacyjno-sportowe, handlowe, prywatne kolegium nauczycielskie.[1]
Jednym z najbardziej znanych punktów Świeradowa jest Dom Zdrojowy, do którego przylega rozległy park ze ścieżkami spacerowymi. Dom Zdrojowy został wybudowany w 1899 roku według projektu znanego architekta o nazwisku Grosser. Budynek powstał na fundamentach Domu Źródlanego, wybudowanego w 1781 r., który uległ zniszczeniu podczas pożaru w 1895 r.
Pomimo średnio sprzyjającej pogody udaliśmy się na spacer i zawitaliśmy właśnie do Domu Zdrojowego na kawę i ciastko. W plecaku oczywiście miałem mój mały miernik i gdy tylko odnalazłem źródło/fontannę, jakie często w tego typu obiektach występują, zabrałem się do pomiarów.  

Widok ogólny na Dom Zdrojowy w październiku 2020 r. 
Obiekt podzielony jest na dwa budynki, które łączy najdłuższa na Dolnym Śląsku Hala Spacerowa (80 metrów). Obok na tarasach (160 metrów) znajduje się tzw. „Sztuczna Grota”, gdzie niegdyś była pijalnia wód mineralnych. Również w tym miejscu zaczyna się Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza.
Wejście do pijalni wody mineralnej 

W piwnicach zabytkowego Domu Zdrojowego znajduje się  Muzeum Zdrojowe znane również jako Muzeum Górnictwa Uzdrowiskowego. Jego otwarcie miało miejsce we wrześniu 2014 roku z okazji 260-rocznicy ocembrowania pierwszych świeradowskich źródeł wód mineralnych. W muzealnych piwnicach znajdują się ekspozycje ukazujące historię uzdrowiska oraz początki wykorzystania tutejszych źródeł.[2]
W połowie hali spacerowej, a nad muzeum Zdrojowym znajduje się fontanna. Czy można było pobierać z niej wodę to nie wiem, a podczas mojej wizyty była nieczynna. Nie wiem niestety również dlaczego była nieczynna, czy dlatego, że jest już wyłączona trwale z użytkowania, czy z powodu pandemii COVID-19, ale wody tam nigdzie nie było…

Fontanna w hali spacerowej Domu Zdrojowego.


Tuż obok fontanny znajduje się sklep z upominkami, kubkami, pocztówkami oraz można napić się wody mineralnej nalanej prosto z kranu. Skorzystałem z oferty i nalałem wody do małej butelki. Wróćmy jednak do fontanny, gdzie wody nie było, ale przecież wiadomo, że o ile woda popłynęła sobie w siną dal, o tyle związki mineralne lubią osadzać się na wszystkim (wszyscy walczymy chociażby z kamieniem kotłowym w czajnikach elektrycznych). Uruchomiłem dozymetr i umieściłem go w zagłębieniu okalającym fontannę, gdzie na pewno lała się wcześniej woda. 




Praktycznie od razu urządzenie żwawiej wydało dźwięki i wskazywane wartości rosły i rosły. Z początkowych 0,26 μSv dookoła fontanny, przez 0,45 μSv aż do 0,68 μSv w chwilowym odczycie. Po dłuższym pomiarze urządzenie wskazywało średnią moc dawki na poziomie 0,61 μSv.


Następnie wziąłem się do badania innych miejsc fontanny szukają oczywiście „hot spotów”. Osady często zbierają się przy odpływach, przez to od razu przyłożyłem miernik na jednego z nich:


Niestety miernik wskazał maksymalnie 0,36 μSv/h. Woda widoczna przy kratce pochodzi prawdopodobnie z jakiegoś kubka gdy ktoś wylał resztę zakupionej w pobliskim sklepiku. Poza tym miejscem cała fontanna była sucha. 
Pamiętając wpisy pewnego blogera, miłośnika ceramiki uranowej, położyłem miernik na zewnętrznym murku fontanny by zobaczyć czy to może same płytki „świecą” i mnie tu na osady nabierają. Niestety płyteczki były ewidentnie nieaktywne i chyba nawet tłumiły promieniowanie:


Miernik również przykładałem do tych jasnych płytek, ale pomiar był identycznie niski na poziomie promieniowania tła, a nawet niższy, o czym za chwilę. 
Przeszedłem fontannę dookoła przykładając dozymetr tu i tam, ale nic więcej ciekawego nie znalazłem, a w zasadzie miernik nie znalazł. 
Uzbrojony w nabytą butelkę wody mineralnej poszedłem na pobliską ławeczkę sprawdzić jak ona „świeci”. Najpierw sprawdziłem promieniowanie tła na pobliskim krzewie, gdzie miernik wskazał 0,18 μSv/h. 


Następnie przyłożyłem miernik do butelki:


Wynik 0,17 μSv/h pokazuje, że nie napijemy się zupy radowej. Oczywiście zdaję sobie sprawę z ułomności wykonanego badania spowodowanej zarówno budżetowym miernikiem, jak i amatorską metodą pomiaru. Po odparowaniu wody i wrzuceniu w spektrometr pozostałych osadów zapewne pojawiłyby się ślady pierwiastków z szeregu uranowo-radowego, ale to już zostawiam właściwym laboratoriom czuwającym nad bezpieczeństwem kuracjuszy Świeradowa Zdroju. Ostatecznie zabrałem wodę do domu i podlałem moje kaktusy. 
Oprócz przygody z fontanną wyjąłem miernik w podziemnej trasie turystycznej "Kopalnia św. Jan" w Krobicy leżącej na obrzeżach Świeradowa. Nie będę przedłużał opisu samej kopalni, ale tuż pod koniec spaceru w jednej z nieudostępnionej dla zwiedzających sztolni postawiona była aparatura do pomiaru radonu. Aparaturę postawiono w pobliżu końca rury przez którą wypływała woda kopalniana. Niestety miernik nie wskazał nic ponad promieniowanie tła (może nieco większe z uwagi na obecność skał itp., ale nic szczególnego).   
Jak widać, warto mieć mały, kieszonkowy dozymetr ze sobą, gdyż nigdy nie wiadomo kiedy uda się znaleźć coś ciekawego. Sam miernik KB4011 jest lekki i niewielkich rozmiarów, więc nie zabiera cennego miejsca w torbie czy plecaku. Ma wystarczającą czułość na promieniowanie z większości popularnych źródeł, więc do zgrubnych pomiarów nadaje się idealnie i jednocześnie nie sieje zamętu. Nie zawsze chciałbym zwracać na siebie uwagę chodząc z miernikiem gabarytów żelazka RKP-1-2. Wypad w góry udał się znakomicie pomimo przekropnej pogody. Sama miejscowość jest malowniczo położona i dla takich nie wprawionych w chodzeniu po górach jak ja idealna. Można zabrać całą rodzinę i znaleźć coś ciekawego dla każdego.  

Źródła:
Zdjęcia bez przypisu wykonał autor.

***
Dziękuję za bardzo treściwy artykuł! Zachęca do dokładnego przeegzaminowania tej fontanny za pomocą dozymetru z okienkiem mikowym oraz sondy scyntylacyjnej czułej na promieniowanie alfa. 
Zatem, jeśli będziecie w Świeradowie-Zdroju, wpadnijcie tam z miernikiem, tylko proszę - dyskretnie. Nie róbmy niepotrzebnej sensacji z pomiarów promieniowania, a nasze działania tłumaczmy spokojnie i rzeczowo, w razie potrzeby odsyłając do publikacji naukowych i popularnonaukowych. Niestety radiofobia w społeczeństwie jest bardzo silna i nieostrożnym działaniem możemy zasłużyć na sensacyjne nagłówki w prasie brukowej, np. "Radioaktywna fontanna! Lepiej nie pij z niej wody [ZOBACZ ZDJĘCIA]". Dla wielu osób nawet nieznaczny wzrost wskazań dozymetru wywołuje od razu skojarzenia z Czarnobylem i Hiroszimą, a wywołanie paniki mogłoby wręcz "spalić" ten zasłużony zakład kuracyjny.

Edit 2024 - znalazłem w wykazie uzdrowisk z 1948 r. informację o radioaktywnych wodach leczniczych ze Świeradowa i Swoszowic:

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa (wbc.poznan.pl)

Inne reklamy radioaktywnych wód (sprzed wojny):

Genealogy Indexer - 1922 Poland Business Directory, image 376


Genealogy Indexer - 1916 Saint Petersburg Polish Calendar, image 15

28 listopada, 2020

Ranking dozymetrów dostępnych na rynku w 2020 r.

Zgodnie z życzeniem jednego z Czytelników umieszczam swoisty "ranking" dozymetrów klasy popularnej, dostępnych obecnie w handlu. Uwzględniłem w nim tylko mierniki dla użytku amatorskiego, nie ma więc w nich laboratoryjnych radiometrów serii RK czy RKP, ani tym bardziej mierników wojskowych (seria DP i in.). Zestawienie dotyczy zarówno przyrządów obecnie produkowanych, jak również najważniejszych mierników "poczarnobylskich", czyli z początku lat 90. Wykaz oczywiście nie jest pełny, uwzględniłem w nim jedynie modele najczęściej pojawiające się w sprzedaży. Pod uwagę brałem głównie rynek krajowy (Allegro, Olx), ale też zagraniczny (eBay, Aliexpress), szczególnie jeśli chodzi o droższe czy rzadsze przyrządy. Wiele spośród nich było recenzowanych na blogu, więc po dodatkowe informacje odsyłam do odnośnych notek.

W kwestii ceny przyjmowałem najczęściej pojawiającą się wartość (dominantę), jako bardziej reprezentatywną niż średnia arytmetyczna. Ceny dotyczą nowych egzemplarzy mierników produkowanych współcześnie, w przypadku zaś dozymetrów już nieprodukowanych, przyjąłem ceny sprawnych, dobrze zachowanych egzemplarzy. Wartości w euro i dolarach przeliczyłem po bieżącym kursie NBP. Podane wartości są oczywiście orientacyjne i mają pokazać jedynie rząd wielkości, zaszeregowanie dozymetru do określonej "półki".

Wybór wad i zalet dokonany został na podstawie mojego subiektywnego uznania, opartego w większości na własnych testach. Nie jest to żadnym razie pełna charakterystyka przyrządu, a jedynie zaznaczenie pewnych kwestii, mniej lub bardziej istotnych dla nabywcy. W niektórych przypadkach o dozymetrze trudno powiedzieć coś dobrego (Palesse 26K86), inne zaś nie mają istotnych wad (Mazur PRM9000). W innych zalet jest dużo, a wad niewiele (Radex RD1008).

dozymetr pomiar osłona detektora cena zalety wady
Air Counter S γ i częściowo β plastik obudowy 250 małe wymiary mały zakres pomiaru, powolny czas reakcji
ANRI Sosna β+γ zdejmowany filtr 300-400 bardzo solidna obudowa, jednoznaczny wynik, tryb zliczania impulsów brak pomiaru w trybie uśredniania wyniku
Atom Simple γ i częściowo β plastik obudowy 300 wysoka czułość, małe wymiary nie współpracuje z każdym telefonem
Biełła γ folia ołowiana 200-300 dobre ekranowanie licznika umożliwiajace pomiar samej emisji gamma długi czas pomiaru, toporna obudowa
BlackWings β+γ plastik obudowy 300-400 duża czułość, dawkomierz z przelicznikiem na roczną dawkę, wynik też w cps reset dawkomierza po wyłączeniu, ubogie ustawienia
BR6 β+γ kratka 300 duża czułość, niska cena, funkcja histogramu nieszczelna obudowa, toporne wykonanie
BR9B γ i częściowo β plastik obudowy 300 względnie duża czułość, niska cena, funkcja histogramu niska czułość na słabe promieniowanie
Cajoe GMV-2 γ i częściowo β plastik obudowy 250 prosta obsługa niska czułość na słabe promieniowanie, łatwość przeciążenia
DKS-04 γ +neutrony ekran z kadmu 300 duży zakres pomiarowy, krótki czas pomiaru, czułość na neutrony, tryb dawkomierza niska czułość na słabe promieniowanie
Ekorad EKO-1 α+β+γ zdejmowany filtr 400 duża czułość, funkcja odejmowania tła, pomiar mocy dawki i aktywności nieergonomiczne menu
FS-2011 β+γ kratka 250 dużo progów alarmu, dość dobra czułość brak funkcji dawkomierza
Gamma Scout α+β+γ dwie przesłony 1400-2500 osobne przesłony odcinające promieniowanie α i β, współpraca z PC, dużo funkcji logowania pomiaru słabe ekranowanie, nieszczelna i wątła obudowa, brak dźwięku i alarmu w najtańszej wersji, dozymetr jest stale włączony, baterię musi wymienić serwis
GQ GMC-320 Plus β+γ kratka 400 dużo funkcji pomiaru, duża czułość, współpraca z PC, opcja termometru nieszczelna obudowa, brak filtra
GQ GMC-500 Plus β+γ kratka 500 dużo funkcji pomiaru, duża czułość, współpraca z PC, opcja termometru, współpraca z PC przez Bluetooth brak filtra
GQ GMC-600 Plus α+β+γ kratka 1100 duża czułość, dużo funkcji pomiaru, współpraca z PC przez Bluetooth brak filtra
Greentest EKO-5 γ i częściowo β plastik obudowy 500-800 funkcja testera zawartości azotanów w żywności mały zakres pomiarowy, niska czułość, wysoka cena
Jupiter SIM-05 γ folia ołowiana 400 duży zakres pomiarowy, krótki czas pomiaru na II zakresie mało progów alarmu
KB4011 β+γ kratka 300 szybka reakcja na zmiany mocy dawki, małe wymiary mało progów alarmu
LR4011 β+γ kratka 250 względnie duża czułość, niska cena, funkcja histogramu toporne wykonanie, brak funkcji dawkomierza, mało progów alarmu
Master-1 γ folia ołowiana 100-200 małe rozmiary mały zakres, łatwość przeciążenia, niewielka dokładność
Mazur PRM9000 α+β+γ kratka 2200 duża czułość ubogie i toporne menu, wysoka cena, brak filtra odcinającego promieniowanie α i β
MS-04B Expert α+β+γ zdejmowany filtr 300-400 duża czułość, krótki czas pomiaru na II zakresie nieintuicyjna obsługa, wada fabryczna wymagajaca korekty w elektronice, tandetne wykonanie
Palesse 26K86 γ folia ołowiana 200-300 brak wadliwa elektronika, długi czas pomiaru, mały zakres
Polaron Pripyat' β+γ zdejmowany filtr 400-500 duża czułość, szybki czas reakcji nawet na słabe źródła, pomiar napięcia baterii, skuteczny filtr promieniowania β powolny spadek wyniku,brak resetu
Radex ONE γ i częściowo β plastik obudowy 450 małe wymiary niska czułość na słabe promieniowanie
Radex RD1008 α+β+γ zdejmowany filtr 1400 osobny równoczesny pomiar β i gamma, funkcja odejmowania tła, bardzo mały pobór prądu, alarm wibracyjny delikatna budowa
Radex RD1503 β+γ kratka 400 duża czułość, wskaźnik dokładności pomiaru mały zakres pomiaru, niewygodne menu
Radex RD1706 β+γ kratka 800 duża czułość, wskaźnik dokładności pomiaru, duży zakres pomiarowy, alarm wibracyjny niewygodne menu
RadiaScan 701A α+β+γ zdejmowany filtr 1400 duża czułość wysoka cena
Radiatex MRD-2 γ i częściowo β plastik obudowy 400 możliwość logowania wyniku i współpracy z PC, opcja własnej korekty charakterystyki czułości licznika małoseryjna produkcja
Radiation Alert Inspector α+β+γ kratka 1000-1600 duża czułość brak filtra
RKSB-104 β+γ zdejmowany filtr 400 duża czułość, opcja przedłużonego pomiaru przydatna przy słabych źrodłach nieszczelna obudowa, kłopotliwa zmiana trybu za pomocą mikroprzełączników
Rodnik 3 β+γ kratka 300 małe wymiary, duża czułość, funkcja zegara, magnesy w obudowie,mały pobór prądu brak funkcji dawkomierza, niewygodne menu
Smart Geiger γ i częściowo β plastik obudowy 150 bardzo małe wymiary niska czułość na słabe promieniowanie, mała dokładnosć pomiaru, podatność na zakłócenia, nie współpracuje z każdym telefonem
Soeks 01M β+γ kratka 600 funkcja histogramu, reset pomiaru przy skoku wyniku brak uszczelnień, długi czas reakcji na słabe źródła, duży pobór prądu
Soeks 112 β+γ kratka 400 małe wymiary, niski pobór prądu brak uszczelnień, długi czas reakcji na słabe źródła, nieergonomiczne menu
Soeks Ecovisor F4 β+γ kratka 1000 liczne funkcje dodatkowe - pomiar EMF, twardości wody i zawartości azotanów, duża czułość krótki czas pracy na akumulatorze, brak współpracy z PC
Soeks Quantum β+γ kratka 1600 szybki czas reakcji, osobny wskaźnik impulsów dla każdego licznika liczniki po bokach urządzenia a nie obok siebie, czyli do pomiaru promieniowania otoczenia,a nie artefaktów
Terra P β+γ zdejmowany filtr 700 solidne wykonanie, duża czułość, duży zakres pomiaru, funkcja dawkomierza i alarmu, funkcja uśpienia, zegarek i budzik czas reakcji i wyświetlanie wyniku wolniejsze niż w Polaronie
Voltcraft Gamma Check A γ plastik obudowy 700 funkcja dawkomierza, ergonomiczna obudowa tylko pomiar gamma
Voltcraft Gamma Check Pro γ plastik obudowy 900 funkcja dawkomierza, współpraca z komputerem, ergonomiczna obudowa tylko pomiar gamma

Po przeanalizowaniu tej tabeli można wyróżnić kilka segmentów oraz swoistych faworytów.

  • proste dozymetry gamma produkcji radzieckiej, w większości nieprzydatne, chyba że mamy silniejsze źródła tego promieniowania (zegary lotnicze, kompasy)
  • proste dozymetry beta-gamma produkcji chińskiej i radzieckiej, które zwykle mierzą łączną moc dawki beta+gamma, niekiedy trochę osłabioną przez plastik obudowy
  • dozymetry beta gamma mające porządny filtr promieniowania beta - w tym segmencie niewiele jest nowoczesnych przyrządów (Terra-P) i kilka starych konstrukcji (Pripyat', Sosna)
  • dozymetry z licznikiem okienkowym różnych rozmiarów, zarówno miniaturowym (Gamma Scout), jak i typu pancake, wyposażone w filtry lub mierzące tylko łączną emisję alfa+beta+gamma, znacznie droższe. Szczytową konstrukcją jest Radex RD1008, który wykorzystuje dwa liczniki okienkowe i podaje osobno wartość mocy dawki gamma i aktywności beta.

Zatem ostatecznie, jaki dozymetr wybrać? Na sam początek, do szukania większości źródeł i bieżącego monitorowania otoczenia wystarczy prosty miernik z Aliexpress, nawet taki z detektorem zakrytym przez plastik obudowy. Gdy chcecie szukać szkła uranowego, warto wybrać przyrząd, gdzie licznik G-M osłonięty jest jedynie kratką, przyrządy takie są niewiele droższe. Jeśli dozymetria Was nie wciagnie, nie poniesiecie dużego wydatku, natomiast nawet na prostym mierniku nauczycie się podstaw pomiarów dozymetrycznych. Następnym krokiem może być stary dobry Pripyat', który nawet dziś, 30 lat od opracowania, nadal jest bezkonkurencyjny i pod pewnymi względami przewyższa nowszą i droższą Terrę. Mając taki miernik, możemy mierzyć promieniowanie typowych źródeł promieniowania w przedmiotach codziennego użytku. Sam przez większość czasu korzystam z Polarona, używając Sosny, gdy szybko chcę mieć konkretny wynik. Polaron wykryje przeważającą większość szkła uranowego (niskoaktywne nieco wolniej), całość ceramiki oraz farb świecących.

Zakup dozymetru z licznikiem okienkowym powinien być dobrze przemyślany, gdyż oprócz wyższej ceny jest on również znacznie bardziej podatny na uszkodzenia mechaniczne, a wzrost czułości nie jest radykalnie większy w stosunku do układu dwóch liczników metalowych, np. STS-5. Po więcej informacji odsyłam do notek o licznikach okienkowych.

Ostrzegam też przed przeinwestowaniem - nie kupujmy drogiego miernika, którego większości funkcji nie będziemy wykorzystywać, ani tym bardziej miernika, którego cena jest nadmierna w stosunku do osiągów. Pamiętajmy też, że przyrządy z wyższej półki są trudniejsze do odsprzedaży. Mniej osób wyda na dozymetr, zwłaszcza pierwszy, kwotę rzędu 1000-1500 zł, w przeciwieństwie do mierników budżetowych, który czasem uda się sprzedać nawet i przeciętnemu "Kowalskiemu", chcącemu hobbystycznie "poszukać promieniowania" lub obawiającemu się powtórki Czarnobyla. Piszę o tym dlatego, ponieważ dozymetria nie każdego wciągnie, nawet po początkowym zainteresowaniu i sprawdzaniu dozymetrem każdego przedmiotu w otoczeniu. Jeśli potrzebujecie dodatkowej porady, chcecie kupić lub sprzedać dozymetr, piszcie przez formularz kontaktowy bloga. Służę konsultacją!