Blog o promieniowaniu jonizującym, dozymetrii i ochronie radiologicznej. Zwalcza mity związane ze zjawiskiem radioaktywności i przybliża wiedzę z zakresu fizyki jądrowej oraz źródeł promieniowania w naszym otoczeniu.
Ten przenośny radiometr służy do pomiaru skażeń powierzchni emiterami promieniowania beta. Wyskalowano go w rozpadach na minutę z centymetra kwadratowego. Całkowity zakres od 10 do 10 mln rozp/min*cm2 podzielono na 6 podzakresów: 10-100, 100-1.000, 1.000-10.000, 10.000-100.000, 100.000-1000.000, 1000.000-10.000.0000.
Detektorem promieniowania jest licznik Geigera z okienkiem mikowym SI-8B (typu pancake). Licznik umieszczono w masywnym bakelitowym korpusie sondy, oznaczonej BDZB-01, i osłonięto zdejmowaną stalową klapką odcinającą promieniowanie beta przy pomiarze tła gamma. Klapkę należy założyć przed właściwym pomiarem, uruchomić przyrząd i pokrętłem "ustawianie zera" ustawić wskazówkę na zero, by miernik mierzył tylko emisję beta. Takie prymitywne odejmowanie tła gamma.
Czas ustalania się wskazań na dwóch pierwszych zakresach wynosi aż 200 s, na pozostałych "zaledwie" 100 s. Skalę i szyldy przełącznika zakresów pokryto farbą okresowego świecenia. Brak sygnalizacji dźwiękowej impulsów, co jest wadą przyrządu i zmusza do wpatrywania się w skalę. Pomiar resetowany jest przyciskiem sbros. Zasilanie odbywa się z 3 akumulatorów NKGC-1D połączonych szeregowo. Pobór prądu przy pomiarze promieniowania beta 55 mA, bez promieniowania beta - 45 mA, czyli dość sporo.
Pakiet akumulatorów wyjęty z komory:
Do miernika dołączane jest etui z grubej gumy, wyposażone w pas do zawieszenia miernika na ramieniu. Skutecznie chroni ono bakelitowy korpus przyrządu:
Pusty futerał i parciana taśma naramienna:
Miernik jest chwalony przez rosyjskich użytkowników zarówno przez wzgląd na wysoką czułość, jak również wysoki zakres pomiarowy, sprawdzony na różnych "gorących" artefaktach w Strefie wokół Czarnobyla. Poniżej przykładowe pomiary tym miernikiem porównane z wynikami Polarona", podanymi w zarówno w rozpadach na minutę z cm/2, jak i w µR/h (czyli dzielimy przez 100 by uzyskać µSv/h). A mierzone obiekty to:
waza ze szkła kryształowego
chlorek potasu chemicznie czysty
dwie elektrody średnicy 2 mm i długości 29 mm z lampy rtęciowej DRSz-250
minerał z kompletu sprzedawanego w kioskach
źródło kontrolne od rentgenometru DP-2 - tu Polaron pokazuje "poza skalą" (zaszkal).
Według jednego użytkownika tło gamma powinno wynosić ok. 10 rozp/min*cm2, tło gamma i beta powinno być oczywiście wyższe, moim zdaniem nawet dwukrotnie. Inny użytkownik zmierzył 45 rozp./min*cm2 tła gamma, choć ta wartość wygląda na zawyżoną, skoro bieg własny tuby nie przekracza 2 cps (60 cpm), a waza z kryształowego szkła daje 38-44 rozp./min*cm2.
Podsumowując, jest to bardzo przydatny przyrząd, szczególnie, gdy przez dłuższy czas poszukujemy źródeł w terenie i możemy natknąć się na "gorące plamy". Do wad zaliczyć można duże zużycie akumulatorów, brak sygnalizacji dźwiękowej zmuszający do ciągłego obserwowania skali oraz znaczną masę miernika wraz z sondą. Przyrząd jest dość rzadki, czasem pojawia się na rosyjskich i ukraińskich portalach aukcyjnych. Ostatnio nawet trafił się na Allegro, jednak w dość zaporowej cenie 800 zł.
Ten wyprodukowany w Rosji przyrząd jest jednym z najmniejszych pełnoprawnych dozymetrów dostępnych obecnie na rynku. Piszę "pełnoprawnych", gdyż znacznie mniejsze od niego są stare indykatory wielkości breloczka, sygnalizujące natężenie promieniowania za pomocą dźwięku i błysków diody LED, np. BIRI czy Swierczok. Nie są to jednak pełnowartościowe mierniki, które podają wynik na wyświetlaczu LCD.
Jak Rodnik 3 wygląda na tle konkurencji? Przyrząd jest nieco krótszy i wyższy niż omawiany niedawno Soeks 112, zaś cieńszy i krótszy niż nieprodukowany już PM-1203. Inny miniaturowy dozymetr, japoński Air Counter, jest znacznie dłuższy i nieco cieńszy.
Na tych przyrządach konkurencja się kończy, choć można jeszcze wspomnieć o Soeksie 01M, który jednak ma zupełnie inaczej rozplanowaną obudowę, cieńszą, ale o wiele szerszą.
***
Przejdźmy zatem do recenzji. Przyrząd jest produkowany przez rosyjską firmę IdealRatio, której dewizą jest: "bezpieczna przyszłość już dziś". Obudowa ma kształt prostopadłościanu o wymiarach 110 x 30 x 18 mm, przyrząd wraz z bateriami waży 67,5 g, bez baterii 45 g.
Rodnik 3 mierzy łączną moc dawki beta i gamma w µSv/h przy pomocy pojedynczego licznika G-M typu SBM-20, znanego z wielu rosyjskich i radzieckich dozymetrów (Priypat, Sosna, RKSB-104, Biełła, Soeks). Detektor ten wykrywa promieniowanie gamma o energii powyżej 30 keV i beta powyżej 500 keV, co przekłada się na wysoką czułość nawet dla miękkiego promieniowania.
Zakres mocy dawki mierzonej przez dozymetr jest dość duży: od 0,01 do 999,9 µSv/h. Ponadto przyrząd mierzy jeszcze do 1999 µSv/h, choć wynik będzie wówczas zaniżony. Wynika to z nieliniowej charakterystyki licznika GM typu SBM-20. Przekroczenie zakresu pomiarowego powoduje wyświetlenie symbolu "-OL-" (overload). W normalnych warunkach trudno taki wynik osiągnąć, nawet wyjątkowo aktywnymi zegarami lotniczymi czy minerałami.
Wynik podawany jest na wyświetlaczu LCD, zamiennie z wyświetlaniem bieżącego czasu. Zmiany funkcji, jak również innych ustawień, dokonujemy jednym przyciskiem, który jest też włącznikiem urządzenia i jego jedynym elementem sterującym. Co ciekawe, domyślną funkcją "Rodnika 3" jest zegar, wyświetlający godziny i minuty w formacie 24 h, zaś by przejść do wskazywania mocy dawki, musimy krótko wcisnąć wspomniany przycisk.
Wówczas przez 3 sekundy miernik wyświetli procent naładowania baterii, poprzedzony literą B (test baterii można pominąć, wciskając przycisk jeszcze raz, oszczędzimy 2 sekundy):
Następnie zacznie wskazywać wartość bieżącej mocy dawki. Powtórne wciśnięcie przycisku z powrotem włączy zegar. Warto zaznaczyć, że pomiar mocy dawki cały czas trwa w tle, nawet jeśli dozymetr jest w trybie wyświetlania czasu. Nie musimy więc specjalnie włączać trybu dozymetru, by mieć pewność, że miernik stale mierzy aktualny poziom promieniowania. Można się o tym przekonać w prosty sposób - w trybie zegara zbliżyć dozymetr do źródła, poczekać kilkanaście sekund i wejść w tryb dozymetru - wynik pokaże wartość charakterystyczną dla danego źródła, choć przyrząd podczas pomiaru wskazywał czas. Dozymetr ma funkcję automatycznego powrotu do trybu zegara po określonym czasie, który można zmienić w ustawieniach. Jeśli planujemy długie pomiary, sugeruję zupełnie wyłączyć tę opcję.
Oprócz pomiaru bieżącego poziomu promieniowania Rodnik 3 ma też funkcję sygnalizacji progowej, uruchamiającej alarm po przekroczeniu uprzednio ustawionej wartości mocy dawki. Sygnalizacja może odbywać się za pomocą dźwięku alarmu, który można wyłączyć, a także w postaci symbolu trójkąta na górnym brzegu wyświetlacza LCD. Jeśli jesteśmy w trybie zegara, przekroczenie progu oznaczone będzie oprócz trójkąta również jednostajnym miganiem diody LED, jednak przyrząd nie przejdzie automatycznie w tryb dozymetru, jak robił to np. PM-1203.
Rodnik 3 ma też sygnalizację impulsów, generowanych w liczniku przez promieniowanie, za pomocą błysków diody LED i sygnałów dźwiękowych. Obie te funkcje można wyłączyć w menu, jest też możliwość ustawienia długości pojedynczego sygnału impulsu, czyli jego brzmienia. Co ciekawe, dźwięk impulsów jest wyłączany przez sygnalizację przekroczenia progu, nawet przy wyłączonym dźwięku alarmu. Przy włączonym to jeszcze bym zrozumiał, wszak głośnik jest jeden, ale przy wyłączonym nie ma to sensu, a może być nawet mylące. Szczególnie, jeśli próg jest ustawiony na 0,5 µSv/h (wartość domyślna), a sygnalizacja dźwiękowa wyłączona - wówczas powyżej tej wartości dźwięk impulsów nagle ucichnie.
Dozymetr niestety nie ma funkcji zliczania łącznej dawki przyjętej przez przyrząd, co uniemożliwia zastosowanie go jako dawkomierza indywidualnego. Jest to poważna wada, szczególnie że Rodnik 3 z racji niewielkich wymiarów i małego poboru prądu byłby idealny jako stale włączony dawkomierz, który zawsze można mieć przy sobie. Trudno zrozumieć pominięcie tej funkcji, zwłaszcza że posiada ją większość obecnie produkowanych dozymetrów, tak rosyjskich, jak i chińskich.
Zastosowany licznik G-M typu SBM-20 ma dużą czułość i teoretycznie pozwala na mierzenie nawet słabych źródeł, w rodzaju granitu, szkła kryształowego, związków potasu, popiołu itp. Niestety osłonięty jest dość gęstą kratką w plastikowej ściance obudowy - szczeliny mają wymiar 1 x 11 mm i rozstawione są co 2,8 mm na całej długości licznika.
Na domiar złego plastik ma grubość ok. 3 mm, zatem słabe promieniowanie przedostaje się do licznika jedynie przez wspomniane wąskie szczeliny. Powoduje to, że przy pomiarze emisji ze szkła uranowego, najbardziej "miękkiej" z powszechnie dostępnych źródeł, wynik jest zaniżony ok. 2-3 razy w stosunku do pomiarów z Sosny i Polarona (podane czerwoną czcionką):
Można zatem przyjąć, że dozymetrem tym zmierzymy moc dawki od wyrobów emitujących co najmniej 0,5 µSv/h. Czas ustalania się wyniku pomiaru, jak również stabilność wskazań, zależą od stałej czasu, którą możemy zmienić w ustawieniach. Domyślna wartość to 60 sekund i jest ona stanowczo za długa - przyrost wyniku jest bardzo wolny, rzędu 0,2 jednostki na sekundę przy silniejszych źródłach i 0,02 na sekundę przy słabszych. W tym samym tempie wynik będzie opadał po odsunięciu źródła - zobaczcie na filmie:
Dlatego też stałą czasu sugeruję zmniejszyć do 20, jeśli zależy nam na szybkości pomiaru kosztem mniejszej dokładności. Gdy chcemy znacznie dokładniejszego pomiaru np. tła naturalnego w jakimś miejscu, możemy wydłużyć ją nawet i do 240 s. Wartość zmieniamy skokowo w menu ustawień, o którym jeszcze wspomnę. Na poniższym filmie widać, że wynik rośnie znacznie szybciej, jeśli skrócimy stałą czasu:
Dozymetr mierzy łączną emisję gamma i beta, osłabioną nieco przez gruby plastik obudowy i niewielkie szczeliny nad detektorem. Istnieje jednak możliwość pomiaru samej emisji gamma - wystarczy w tym celu użyć klapki-filtra od dozymetru Polaron Pripyat'. W tylnej ściance obudowy znajdują się wbudowane magnesy, mające w założeniu umożliwić umocowanie dozymetru np. na lodówce, ale od biedy utrzymają też wspomniany filtr. Wówczas, jeśli mierzymy źródło punktowe, klapka skutecznie odetnie emisję beta, niestety przy przestrzennych źródłach (zegary lotnicze) część promieniowania przedostanie się bokami obudowy. Zamiast klapki od Polarona można użyć blachy ze stali grubości 1,4-1,8 mm.
Same magnesy nie są zbyt mocne i dozymetr umieszczony na lodówce nieco się obsuwa. Nie radzę montować go na drzwiach lodówki, gdyż podczas ich zamykania może zwyczajnie odpaść pod wpływem siły bezwładności. Można za to przyczepić go do różnych stabilnych powierzchni metalowych, jak np. tablica magnetyczna czy ścianka naszego sejfu ze "świecidełkami".
Obudowa wykonana jest z mocnego plastiku i nie ma niepotrzebnych szczelin, poza okienkiem pomiarowym i otworem głośniczka. Na prawym krótszym boku umieszczono ucho do smyczy, co pozwala nosić dozymetr na szyi lub przy pasku i uwalnia ręce. Przyrząd ma kształt prostopadłościanu, więc możemy podstawić go na każdej ściance i nie turla się jak Soeks 112.
Aby wymienić baterie (2 paluszki AAA), musimy otworzyć obudowę, odkręcając 4 wkręty z łbem krzyżakowym. Może się to wydawać skrajnie niewygodne, jednak pobór prądu jest tak mały (0,01 mA), że baterie starczą na bardzo długo:
15000 h (625 dni) w trybie pomiaru
80000 h (9 lat) w trybie wyświetlania czasu
90000 h (10 lat) gdy jest wyłączony (prąd jest zużywany tylko na podtrzymanie pamięci zegara, co pokazuje, że pobór pracującego zegara jest niewiele większy niż wyłączonego).
Zerknijmy jeszcze na menu ustawień przyrządu. Aby do niego wejść, musimy długo przytrzymać przycisk na obudowie - po 4 sekundach miernik wyłączy się, ale mimo to trzymamy dalej, wówczas od razu wchodzi do menu ustawienia czasu. Najpierw zacznie migać cyfra godzin, jeśli nie chcemy jej zmieniać - musimy długo wcisnąć przycisk, wtedy miga cyfra minut, znowu trzymamy długo przycisk i już jesteśmy we właściwym menu. Mamy tu następujące pozycje, które naprzemiennie wyświetlają swoją skróconą nazwę i bieżącą wartość:
ADJ - korekta wskazań zegara, krótkie wciśnięcia powodują opóźnienie 1 sekundy na 3 doby, następne zmniejszają o 1 aż do 30 i dopiero wtedy możemy przyspieszać wskazania, znowu co 1 sekundę
AVE - stała czasu (czas uśredniania), zmieniana skokowo co 20 s w zakresie 20-300 s, domyślnie 60 s
LEV - próg sygnalizacji, zmieniany skokowo co 0,05 µSv/h w przedziale 0,25 - 1 µSv/h i potem co 0,5 µSv/h w zakresie 1-10 µSv/h, domyślnie 0,5 µSv/h
PUS - długość dźwięku wciśnięcia przycisku w zakresie 1-100 ms lub wyłączony (--), wartość domyślna 50 ms
QUA - długość dźwięku impulsów w zakresie 1-100 ms lu wyłączony (--), domyślnie 100
SHU - czas, po którym następuje automatyczne wyłączenie, do wyboru wartości 5-60 min. zmieniane skokowo co 5 min., domyślnie 5 min.
ALA - włączenie dźwięku alarmu progowego
LED - włączenie sygnalizacji impulsów diodą LED
FAC - reset do ustawień fabrycznych
ostatnia pozycja w menu wyświetla napis "SAVE" i informuje o zapisaniu danych.
Menu nie jest zbyt ergonomiczne z powodu obsługi tylko jednym przyciskiem - jeśli pomylimy się przy wyborze parametru, musimy przejść przez wszystkie następne jego wartości i dopiero możemy zacząć od nowa. Dlatego pamiętajmy, że aby przejść do następnej pozycji w menu, musimy przycisk wciskać długo, gdyż krótkie naciśnięcie zmienia ustawienie danej pozycji. Można było to rozwiązać wygodniej, za pomocą dwóch kursorów. Konieczność długiego (4 s) trzymania przycisku przy każdej wartości znacznie wydłuża czas poruszania się po menu, zatem lepiej raz skonfigurować dozymetr stosownie do potrzeb i potem nie zmieniać ustawień.
***
W komplecie jest dość szczegółowa instrukcja obsługi po rosyjsku, w postaci książeczki formatu A6. Miła odmiana po niechlujnie napisanych skrótowych świstkach od chińskich dozymetrów.
Pod koniec znajdują się podstawowe informacje dotyczące promieniowania alfa, beta, gamma i neutronowego, oraz przykładowe wartości dawek i mocy dawek wraz z ich działaniem:
0,15 µSv/h - tło naturalne (warto wspomnieć, że w niektórych rejonach wyższe, np. w górach)
1,5 µSv/h - tło podczas przelotu samolotem (nieco zaniżone, pomiary dozymetrami wykorzystującymi ten sam detektor wskazują 3-5 µSv/h - LINK). Poniżej faktyczny pomiar za pomocą Rodnika 3 na pokładzie samolotu:
2,28 µSv/h - średnia dopuszczalna wartość tła dla pracowników elektrowni jądrowych
17,12 µSv/h - moc dawki wyraźnie zwiększająca prawdopodobieństwo powstania raka - niestety nie uściślono, czy musiałaby być podana na całe ciało, czy na konkretny organ, a także - przez jaki czas. Narażenie kilkuminutowe na taką moc dawki z pewnością raka nie wywoła.
0,002 Sv (2 mSv) - dawka, którą otrzymuje człowiek w ciągu roku (chyba tylko od źródeł naturalnych, łączna dawka w Polsce to 3,2-3,6 mSv)
0,05 Sv (50 mSv) - maksymalna roczna dawka dla pracowników elektrowni jądrowych (w Polsce - 20 mSv)
5 Sv - dawka, po otrzymaniu której 50 % napromieniowanych umrze w ciągu 60 dni (jak już, to 30 dni - jest to dawka LD50/30, pisałem o tym w notce o dawce śmiertelnej - LINK)
100 Sv - śmierć nastąpi w ciągu kilku godzin.
Plus za podanie poziomów odniesienia dla wartości, które mogą być wskazywane przez dozymetr, dzięki czemu mniejsze jest ryzyko paniki w razie zauważenia niewielkiego wzrostu wskazań oraz większa świadomość zjawisk związanych z radiacją. Można byłoby jeszcze rozszerzyć ten wykaz, np. o wartości tła w różnych regionach świata czy moc dawki od kilku przykładowych wyrobów zawierających substancje radioaktywne (zegarki, siateczki żarowe, granit).
W specyfikacji technicznej dozymetru znalazłem błąd w zakresie energetycznym mierzonego promieniowania gamma - podane jest 0,3-1,5 MeV, a powinno być, zgodnie z charakterystyką użytego licznika G-M 0,03 MeV (30 keV).
Co ciekawe, instrukcja poleca ten dozymetr policji, straży pożarnej, straży granicznej i w ogóle wszystkim służbom, brakuje chyba tylko Kościelnej Służby Porządkowej. Takie podejście wręcz śmieszy, gdyż sugeruje, że służby te nie mają profesjonalnych mierników na wyposażeniu i muszą używać kieszonkowego dozymetru klasy popularnej. Ale cóż, każdy kupiec swój towar chwali.
***
Końcowa ocena przyrządu Rodnik 3 nie jest jednoznaczna, zatem najpierw zerknijmy na zestawienie cech dodatnich i ujemnych:
Zalety:
duża czułość
małe wymiary i masa
niewielkie zużycie baterii
alarm progowy
zegar
pomiar w tle
solidna i stabilna obudowa
mocowanie na magnes
Wady:
brak trybu dawkomierza (najpoważniejsza)
brak uszczelnień okienka pomiarowego (jak i w większości tego typu mierników)
nieergonomiczne menu ustawień
brak resetu pomiaru (częściowo można zniwelować zmniejszając stałą czasu)
W mojej ocenie jest to przyrząd, który nadaje się do szybkiej identyfikacji ceramiki z polewą uranową oraz szkła uranowego, minerałów uranu i toru oraz radowych farb świecących - czyli wszystkich popularnych źródeł promieniowania. Jednak przy mniej aktywnym szkle czas reakcji będzie dłuższy, a wynik mniej pewny.
Rodnik 3 nie sprawdzi się zaś jako dawkomierz zliczający skumulowaną dawkę, choć funkcja alarmu progowego będzie przydatna podczas wycieczki do Strefy czy Kowar. Małe wymiary umożliwiają noszenie przyrządu zawsze ze sobą jako EDC (Every Day Carry), a jak wiemy, często najlepszy dozymetr to ten, który mamy akurat przy sobie.
Ponieważ w recenzji odnosiłem się do Soeksa 112, zapytacie pewnie o jego porównanie z Rodnikiem 3. Przewagą Rodnika 3 jest mocniejsza obudowa, brak szczelin (poza okienkiem pomiarowym), większy wyświetlacz, ucho do smyczy. Czułość jest nieco wyższa z racji większych otworów odsłaniających licznik G-M oraz stabilnej, prostopadłościennej obudowy, zapewniającej lepszą geometrię układu pomiarowego. Dozymetr pewniej leży w dłoni, trudniej go upuścić. Brak za to funkcji dawkomierza, a menu ustawień jest wyjątkowo nieergonomiczne. Ceny obu są porównywalne, przy czym Soeks 112 jest w bieżącej sprzedaży w Polsce, zaś Rodnika 3 trzeba sprowadzać przez eBay z Rosji. Ostateczna ocena zależy jednak od Waszych potrzeb i preferencji.
Pomiar promieniowania jonizującego za pomocą przyrządów radiometrycznych obarczony jest wieloma błędami pomiarowymi, wynikającymi zarówno z charakteru promieniowania, jak i konstrukcji przyrządu, w tym zastosowanego detektora, a także warunków środowiskowych. Część błędów omówiłem w notce o licznikach Geigera, które są jednymi z najpopularniejszych detektorów, tutaj jednak chciałbym zebrać całość błędów, również wynikających z ogólnej metodyki pomiarów.
Tłumienie w ściance detektora, szczególnie istotne dla promieniowania alfa, które wymaga specjalnych liczników z cienkim okienkiem mikowym, w którym i tak ulega tłumieniu do 60% cząstek. To samo dotyczy promieniowania beta - liczniki STS-6 o metalowych ściankach rejestrują cząstki beta o energii powyżej 500 keV, zaś BOB-33 o ściankach szklanych - dopiero od 700 keV. Dla porównania, okienko mikowe 2 mg/cm2 jest przepuszczalne dla cząstek beta powyżej 150 keV.
Wydajność detektora - licznik GM ma prawie 100 % wydajność dla promieniowania beta, lecz zaledwie 1 % dla gamma, z kolei detektor scyntylacyjny NaI(Tl) ma kilkadziesiąt razy większą wydajność dla emisji gamma niż licznik GM.
Selektywność detektora - liczniki GM nie odróżniają rodzajów promieniowania, wszystko co pokona ściankę licznika i dostanie się do jego objętości czynnej, jest zliczane, otrzymujemy zatem taki "groch z kapustą". Jeśli chcemy zmierzyć tylko określony rodzaj emisji, konieczne zastosowanie jest licznika scyntylacyjnego - np. scyntylator ZnS(Ag) jest czuły tylko na emisję alfa i nie będzie mierzył promieniowania beta i gamma, w przeciwieństwie do okienkowego licznika GM, który zliczy wszystkie te rodzaje promieniowania. Nawet jeśli dozymetr wyposażony jest w przesłony, które odcinają poszczególne rodzaje promieniowania (np. Gamma Scout), to zawsze albo wytłumią za dużo promieniowania, które chcemy mierzyć, albo przepuszczą to, które powinno być odfiltrowane.
Nieliniowa charakterystyka energetyczna licznika G-M - jak wspominałem w notce o licznikach GM, w przypadku pomiaru promieniowania o energii odbiegającej od wzorca (zwykle Cs-137 lub Co-60) należy się liczyć ze znacznymi przekłamaniami, nawet rzędu 40%. Liczniki GM są paradoksalnie bardziej czułe na słabsze promieniowanie niż na silne, stąd potrzeba tzw. kompensacji energetycznej. Polega ona albo na owinięciu detektora folią ołowianą, albo na zastosowaniu grubszej ścianki samego licznika. Wówczas do objętości czynnej przedostanie się mniej promieniowania, na które licznik jest bardziej czuły, zaś silniejsze promieniowanie i tak przedostanie się przez ekran. Poniżej charakterystyka licznika DOI-80, który ma dość grubą ściankę:
Dla liczników okienkowych nieliniowość energetyczna jest jeszcze bardzie widoczna. W tym przypadku przy padaniu promieniowania na boczną ściankę liczba zliczeń jest względnie stała powyżej 100 keV, natomiast przy padaniu na okienko jest dla energii 30-100 keV mocno zawyżona:
Zależność temperaturowa detektora - w przypadku liczników scyntylacyjnych wzrost temperatury zwiększa tzw. prąd ciemny fotopowielacza, czyli powstający bez udziału impulsów świetlnych ze scyntylatora. Temperatura wpływa też na inne typy detektorów oraz ogólnie na układy elektroniczne. Dla radiometru RK-67 dodatkowy uchyb pomiaru wynosi 0,6 % mierzonej wartości na każdy 1 st C w przedziale 20-40 st. C i 0,3 % na każdy 1 st. C w przedziale -20 - +20 st.C.
Ciśnienie atmosferyczne w przypadku komory jonizacyjnej - w radiometrze komorowym DK-3 dodatkowy błąd pomiaru wynosi 0,2 % na każdy mm Hg różnicy od warunków normalnych (760 mm Hg). Ciśnienie zwykle waha się w zakresie ok. 740-780 mm Hg, czyli wynikający z tego błąd sięga +/- 4 %.
Nieliniowość wskaźnika wychyłowego w miernikach z podziałką liniową - dokładność wyników jest największa w ok. 2/3 skali, zatem należy tak dobrać zakres pomiarowy, aby mierzoną moc dawki odczytać właśnie z tego odcinka skali. Jeżeli ustawimy za wysoki zakres i wynik będzie podawany na początku skali, odczytamy zawyżoną wartość. Najłatwiej to sprawdzić za pomocą radiometru RK-67. Problem nie występuje przy skali logarytmicznej.
Zależność kierunkowa w przypadku prostopadłego i równoległego umieszczenia detektora względem wiązki promieniowania. Zależność ta występuje zarówno w przypadku samego licznika, jak i kompletnego radiometru - w pierwszym przypadku wynika z drogi, jaką kwant gamma musi pokonać w liczniku, a w drugim od obudowy. Zależność ta jest silniejsza w przypadku mierników o metalowej obudowie, a także dla miękkiego promieniowania. Instrukcje obsługi powinny podawać charakterystykę kierunkową danego przyrządu, choć zwykle podają to jedynie specyfikacje przyrządów laboratoryjnych.
Napięcie zasilania - wraz ze spadkiem napięcia przyrząd zwykle zaniża wskazania, choć bardziej jest to widoczne przy znacznym zużyciu baterii. Większość przyrządów ma układy stabilizujące napięcie i np. wspomniany RK-67 może pracować jeszcze przy 1,6 V (nominalnie 3 V), zaś Polaron Pripyat do 5 V (nominalnie 9 V). Pobór prądu zwykle rośnie wraz mocą mierzonej dawki, wiele radiometrów przy tle naturalnym pobiera pojedyncze miliampery, jednak przy wyższych natężeniach promieniowania pobór rośnie do kilkunastu mA.
Skoro jesteśmy przy napięciu zasilania całego przyrządu, to zwróćmy uwagę na napięcie zasilania sondy pomiarowej podłączonej do radiometru uniwersalnego. Powinno być zgodne z napięciem podanym na karcie badania przyrządu, ale co robić, jeśli takiej karty nie mamy? Zbyt wysokie powoduje wzrost biegu własnego licznika, a przy znacznym przekroczeniu wartości nominalnej może go uszkodzić. Za niskie - poniżej progu Geigera - też nie jest wskazane, gdyż licznik będzie wówczas pracował w obszarze ograniczonej proporcjonalności swojej charakterystyki.
Zużycie detektora (licznik G-M, scyntylacyjny) - w przypadku licznika GM zwiększa się nachylenie charakterystyki, scyntylator pogarsza swe właściwości i przestaje nadawać się do precyzyjnych pomiarów spektrometrycznych. Dość odporne na zużycie są komory jonizacyjne, mają jednak inne ograniczenia (rozmiar, czułość).
Zużycie innych elementów elektronicznych, szczególnie w przyrządach liczących sobie kilkadziesiąt lat. Szczególnie dotyczy to kondensatorów, które z upływem lat zmieniają parametry, zwiększając albo zmniejszając swoją pojemność. Stąd też przy remontach i przeglądach warto je kontrolować i wymieniać.
Rozrzut jakości podzespołów elektronicznych, szczególnie w starszych przyrządach krajowej produkcji, montowanych sposobem rzemieślniczym w małych seriach. Wiele elementów dobierano doświadczalnie, gdyż nie trzymały parametrów i nie można było produkować dozymetrów w sposób przemysłowy.
Czas martwy - z właściwości licznika GM wynika, że przez pewien czas po zarejestrowaniu cząstki radioaktywnej nie jest w stanie wychwycić on następnej cząstki. Przy mniejszych natężeniach promieniowania nie stwarza to problemów, ale przy większych prowadzi do sporych zaniżeń wyników. Odpowiednie układy elektroniczne są w stanie kompensować czas martwy licznika G-M przy wyższych częstościach zliczania.
Przeciążenie licznika - przy wyjątkowo silnym przeciążeniu (np. 100-krotności najwyższego zakresu) w niektórych przyrządach może występować zjawisko cofania się wskazówki, które jest groźnym w skutkach fałszowaniem wyników. Przykładowo gdy radiometr ma zakres do 250 mR/h, lecz przy mocy dawki 3000 mR/h wskazówka pokazuje... 200 mR/h, czyli 30 x mniej! Stąd też specyfikacje dozymetrów powinny podawać wartość największego przeciążenia, przy którym jeszcze nie występuje cofanie się wskazówki.
Nie są to oczywiście wszelkie możliwe błędy pomiarowe aparatury dozymetrycznej, z jakimi można się spotkać, ale najważniejsze, wpływające na wynik pomiaru naszym miernikiem. Instrukcje obsługi do większości przyrządów zwykle podają tylko tzw. podstawowy błąd pomiaru dla poszczególnych wartości oraz nierównomierność charakterystyki energetycznej promieniowania gamma. Bardziej szczegółowa specyfikacja jest podawana w dokumentacji dozymetrów laboratoryjnych, mają one też, siłą rzeczy, mniejszy uchyb pomiaru. Przykładowo, przy RK-67 i RK-21 podstawowa niepewność pomiaru promieniowania gamma wynosi +/- 15%, natomiast dla ANRI Sosna +/- 30 %. Z kolei w przypadku RKSB-104 błąd zależy od zakresu mierzonej mocy dawki: pomiędzy 0,10 a 1 µSv/h wynosi aż +/- 40 %, natomiast powyżej 1 µSv/h "tylko" +/- 25 %. Pamiętajmy o tym, gdy zauważymy różnice we wskazaniach pomiędzy kilkoma egzemplarzami tego samego typu dozymetru albo nawet i w jednym przyrządzie.
Jeśli uważacie, że w powyższym wykazie coś trzeba uzupełnić, dajcie znać w komentarzach.
W ciągu ostatnich lat Chiny, obok Rosji, stały się głównym dostawcą amatorskiego sprzętu dozymetrycznego w Polsce. Zaczęły dość tandetnym BR-6, by następnie zaoferować wzmocniony BR-9B, po nim zaś przyszedł czas na bliźniacze przyrządy KB4011 i KB6011.
Są to kieszonkowe radiometry beta-gamma, różniące się od siebie drugorzędnymi szczegółami:
KB6011 - licznik Geigera Huahe M4011 lub rosyjski SBM-20*, błąd pomiaru +/- 10%, funkcja pomiaru czasu narażenia na promieniowanie oraz zliczania przypadków kontaktu z promieniowaniem.
Przedmiotem recenzji będzie wersja KB4011. Jest ona minimalnie tańsza niż KB6011, a brak dodatkowych funkcji nie obniża znacząco funkcjonalności przyrządu. Co ciekawe, dodatkowe funkcje wersji KB6011 można włączyć w KB4011, jeśli wciśniemy jednocześnie dwa skrajne przyciski [LINK].
Detektorem promieniowania jest szklany licznik Geigera typu M4011, znany z chińskich dozymetrów BR-6 i BR-9B, amerykańskiego GQ GMC-320 Plus i zestawów DIY pod Arduino. Zakres mierzonych energii podawany przez instrukcję zawiera się między 0,048 a 1,5 MeV i można przyjąć, że jest porównywalny z zakresem liczników SBM-20/STS-5 (0,03-1,5 MeV). Detektor owinięto cienką folią aluminiową, aby wyeliminować wpływ promieniowania ultrafioletowego, na które ten licznik jest podatny**. Niestety nieco tłumi to niskoenergetyczną emisję i wydłuża czas reakcji na słabe źródła.
Detektor jest osłonięty jedynie kratką w plastikowej ściance obudowy i nie ma filtra odcinającego promieniowanie beta, przez co dozymetr mierzy mieszankę promieniowania gamma oraz beta. Z punktu ochrony radiologicznej nie jest to ścisłe, gdyż przy ustalaniu narażenia na promieniowanie najważniejsza jest dawka od promieniowania gamma, które ma największą przenikliwość i jest najbardziej szkodliwe. Udział emisji beta w tych zastosowaniach zwykle można pominąć, chyba że mamy do czynienia z silnymi źródłami beta-aktywnymi. Jednak jeśli szukamy "świecących" obiektów, wówczas odsłonięty detektor ma znaczną przewagę nad licznikiem schowanym w obudowie - zareaguje szybciej i wykryje słabsze źródła. Szerzej o tym pisałem przy recenzji BR-9B i Soeksa 112, zatem tam odsyłam po teoretyczne podstawy.
***
Dozymetr uruchamiamy, wciskając na 2 sekundy środkowy przycisk na przednim panelu. Jeśli przytrzymamy go za krótko, wyświetlacz jedynie na chwilę włączy się i zgaśnie. Gdy dozymetr jest włączony, krótkie wciśnięcie środkowego przycisku umożliwia wejście do menu, wybór poszczególnych pozycji i ich zatwierdzanie, nawigujemy zaś skrajnymi przyciskami. W menu mamy zaledwie 4 pozycje:
alert - ustawienie jednego z 4 progów mocy dawki, których przekroczenie włączy alarm
cleardata - reset zapisanej łącznej dawki (i czasu pomiaru oraz liczby narażeń na promieniowanie w wersji KB6011)
back - powrót do ekranu głównego
Wynik pomiaru podawany jest na monochromatycznym wyświetlaczu z pomarańczowym podświetleniem, które można wyłączyć dla oszczędzania baterii lub uniknięcia dekonspiracji. Niestety wyłączenie podświetlenia nie jest trwałe i po ponownym włączeniu dozymetru znowu musimy je ręcznie wyłączać. Brak też regulacji jasności, ale na szczęście domyślny poziom jest wystarczający w większości warunków świetlnych.
Oprócz wyświetlania wyniku dozymetr sygnalizuje impulsy błyskami bardzo jaskrawej pomarańczowej diody. Jej światło wręcz bije po oczach, jeśli mierzymy w pomieszczeniu, a na dworze widoczna jest nawet w słoneczny dzień.
Po przekroczeniu 0,5 µSv/h podświetlenie ekranu zaczyna migać, a w dolnym prawym rogu pojawia się napis "ALARM" zamiast "NORMAL". Opcja ta działa nawet jeśli wyłączymy sygnalizację przekroczenia progu określonej mocy dawki. Widać protekcjonalne podejście producenta do użytkownika: choćbyś sygnalizację progu wyłączył, migający ekran nadal przypomni, żeś moc dawki 0,5 µSv/h przekroczył.
Jeśli zaś przekroczymy 99,99 µSv/h, do czego wystarczy zegar lotniczy albo "kontrolka" beta-aktywna, wówczas wynik wyświetlany będzie na ciemnym tle. Takie dodatkowe podkreślenie, że mierzymy wartości trzycyfrowe, swego rodzaju "dobicie puenty dechą":
Funkcja sygnalizacji progowej umożliwia wybór jednego z czterech progów: 0,5, 1, 2 i 5 µSv/h. Niestety wartości progu nie można zaprogramować samodzielnie, co jest poważną wadą miernika. Producenci chyba założyli, że użytkownik po prostu nie powinien się znajdować w obszarze mocy dawki powyżej 5 µSv/h i dodatkowe progi nie będą potrzebne. Drugim mankamentem sygnalizacji progowej w KB4011 jest jej sprzężenie z dźwiękową indykacją impulsów - czyli albo mamy dźwięk impulsów i alarm przekroczenia progu, albo miernik jest kompletnie niemy.
Gdyby nie fabrycznie zaprogramowane progi, dałoby się to obejść, ustawiając tak wysoki próg, by nie móc go przekroczyć i włączyć alarmu, np. 1 mSv/h. Może to być bardzo uciążliwe, gdy zależy nam, by słyszeć wahania poziomu mocy dawki, ale brzęczenie alarmu przy 5 µSv/h jest nam zbędne. Sam alarm ma dźwięk przypominający tani budzik elektroniczny, zaś impulsy sygnalizowane są kliknięciami, które nieco przypominają dźwięk w słuchawkach DP-5B. Niestety brak jest regulacji głośności, nawet najprostszej, trójstopniowej. O włączeniu dźwięku informuje nas ikona przypominająca oznaczenie alarmu wibracyjnego w telefonie, umieszczona na górnym pasku. Obok niej znajduje się ikona sygnalizacji świetlnej, zawsze włączona, oraz ikona baterii.
Wynik pomiaru podawany jest w µSv/h na głównym ekranie albo w formie wykresu z ostatnich 100 s w impulsach na sekundę (cps). Wykres uruchamiamy, wciskając górny lub dolny przycisk na przednim panelu. Nieco dziwi to zdublowanie funkcji, drugi przycisk mógłby np. resetować pomiar albo wyłączać dźwięk lub podświetlenie. Pomiar w cps mógłby się wyświetlać na głównym ekranie, np. w miejscu niepotrzebnego napisu βγX-ray, który tylko niepotrzebnie marnuje miejsce.
Przyrząd ma długość "cyklu pomiarowego" (czyli stałą czasu) rzędu 15 sekund, a po 4 tych okresach podaje średnią, wyświetlaną mniejszą czcionką na prawo od głównego wyniku. Rozpoczęcie każdego kolejnego okresu uśredniania sygnalizowane jest kolejnym kwadratem w dolnym lewym rogu wyświetlacza.
Powoduje to, że przy słabszych źródłach, poniżej 1 µSv/h, wynik spada do 0,3-0,6 µSv/h przy rozpoczęciu kolejnego cyklu (a czasem i do 0,11). Problem nie występuje, gdy mierzymy mocniejsze źródła, wówczas wynik jest odpowiednio szybko "uzupełniany" nowymi impulsami zanim spadnie.
Dozymetr również zlicza łączną dawkę nagromadzoną podczas użytkowania, ukazując ją u góry z lewej strony wyświetlacza. Bogatsza wersja KB6011 mierzy również czas pracy przyrządu oraz liczbę przypadków przekroczenia poziomu alarmowego. Instrukcja twierdzi, że taki dozymetr pozwoliłby lekarzowi ocenić narażenie organizmu pacjenta na promieniowanie podczas tomografii komputerowej. Cóż, wydaje mi się, że do tego służą profesjonalne przyrządy, zaś podczas badania nie można mieć przy sobie urządzeń elektronicznych. Zatem bez konsultacji z personelem nie próbujcie przemycać dozymetru na badanie! Co innego pomiar w bagażu skanowanym na lotnisku, z tego co wiem, to obecnie służby raczej nie robią problemów. Pomiar łącznej dawki przyda się też podczas wycieczki do Strefy, Świerku czy Kowar, oraz podczas lotu samolotem, czyli wszędzie tam, gdzie okresowo możemy być narażeni na podwyższony poziom promieniowania.
***
Podczas pomiaru wynik przyrasta dosyć szybko i jest to dużą zaletą przyrządu. Błyski diody przyspieszają od razu i pierwszy skok wyniku mamy faktycznie po 1 sekundzie, jak twierdzi instrukcja. Jeśli pomiar przekroczył ok. 0,7 µSv/h, to po odsunięciu źródła w ciągu 5 sekund wynik wraca do tła naturalnego. Stąd też pewnie brak przycisku "reset" - dozymetr resetuje się sam, gdy nastąpi gwałtowny spadek mierzonej mocy dawki. Co innego w przypadku, gdy zmierzymy źródło dające zaledwie 0,4 µSv/h - wówczas zejście do tła naturalnego zajmuje kilkadziesiąt sekund. Zrobiłem test zegarkiem "Delbana", przy którym najpierw zmierzyłem 0,42 µSv/h, a następnie odsunąłem od dozymetru. Miernik sprawił wrażenie, jakby zawiesił się na wartości 0,42 przez 30 sekund, potem wynik spadł do 0,33, a po kolejnych 36 sekundach wrócił do 0,11. Przy dłuższym pomiarze od strony dekla zegarka (0,33 µSv/h) po 25 sekundach od odsunięcia wynik spadł zaledwie do 0,28. W takiej sytuacji szybciej będzie wyłączyć i włączyć miernik (albo przysunąć do silnego źródła).
Zauważyłem też, że wynik wolniej spada, jeśli włączona jest sygnalizacja dźwiękowa (vide wcześniejszy filmik), zatem jeśli chcemy naprawdę szybkiej reakcji dozymetru, musimy wyłączyć dźwięk.
Jeżeli chodzi o czułość, to dozymetr reaguje nawet na słabe źródła, takie jak niskoaktywna ceramika uranowa, związki potasu czy granit, jednak potrzebuje dłuższego czasu, by ustalić wynik. Obecność dodatkowych, szerokich wycięć z boku obudowy, odsłaniających licznik G-M, ułatwia dotarcie z dozymetrem trudno dostępnych miejsc np. w naczyniach.
Różnice w wynikach przy pomiarze dolnym i bocznym okienkiem są pomijalne - elektroda WT-20 przyłożona od boku daje wynik 0,9-1,1 µSv/h, zaś od spodu 1,18-1,23. Ponieważ okienko pomiarowe nie ma uszczelnień, miernik może nałapać pyłu i wilgoci, więc w terenie lepiej mierzyć trzymając go w woreczku foliowym.
Przyjrzyjmy się jeszcze wynikom podawanym przez KB-4011. Jak już wspomniałem, zastosowany licznik GM ma czułość porównywalną ze stosowanymi choćby w Polaronach, Sosnach i Soeksach SBM-20. Jednak owinięcie folią aluminiową, mniejsza średnica licznika oraz mniejsze okienko w obudowie powodują, że wynik jest niższy w stosunku do osiąganego w/w miernikami. Poniżej zestawienie pomiarów KB-4011 z wynikami ANRI 01-02 Sosna (gamma+beta/gamma):
ozdobny kafel z polewą uranową - 10 µSv/h (62/0,22)
wazonik z polewą uranową - 8,5 µSv/h (41/tło)
figurka praczki z polewą uranową - 0,55 µSv/h (1,5/tło)
Różnice wynikają przede wszystkim z geometrii układu pomiarowego, czyli tego, jaka część promieniowania źródła dociera do detektora. Wpływ na to ma rozmiar i kształt licznika, jego umieszczenie w obudowie, gęstość oczek siatki ochronnej a także kształt samego źródła. Mniej promieniowania trafi do pojedynczego, cienkiego licznika owiniętego folią aluminiową i ukrytego za dość gęstą plastikową kratką niż do dwóch grubszych liczników pokrytych jedynie cienkim celofanem. Ponadto, wymienione źródła emitują złożone promieniowanie (alfa, beta, gamma) o różnych energiach, które w różnym stopniu dociera do licznika i generuje w nim wyładowania. Zatem wynik mierzony przez KB4011 będzie wyższy niż zmierzony Sosną czy Polaronem z zamkniętą klapką, ale niższy niż mierzony z otwartą. Dla przeciętnego użytkownika, który chce wiedzieć, czy coś promieniuje, oraz z jaką mniej więcej intensywnością, jest to bez znaczenia.
Zasilanie odbywa się z wbudowanego akumulatorka, który możemy ładować przez port mini-USB. Producent w komplecie daje jedynie kabel, dzięki któremu możemy użyć nie tylko ładowarki od telefonu, ale też powerbanku albo komputera. O ładowaniu akumulatora informuje nas miganie diody na kolor zielony, a stałe światło oznacza koniec ładowania. Czas pracy na jednym ładowaniu to ok. 15 godzin wg danych z Amazona - instrukcja o tym niestety milczy. Podczas testu miernik, po pełnym naładowaniu, był włączony bez przerwy przez 12 godzin, zużywając między 1/4 a 1/3 pojemności akumulatora. Test prowadziłem z wyłączonym dźwiękiem i włączonym podświetleniem. Szacuję, że faktyczny czas pracy bez dźwięku i podświetlenia może być znacznie dłuższy niż te 15 h.
Wykonanie miernika jest solidne, plastik nie trzeszczy w dłoni, nie ugina się, nie ma niepotrzebnych szczelin, nie licząc okienka pomiarowego. Przyciski mają może minimalnie za duży luz, ale to już czepialstwo. Jakość wykonania pozytywnie wyróżnia KB4011 spośród innych chińskich dozymetrów, szczególnie od wyjątkowo tandetnego BR-6. Zwraca uwagę brak śrub łączących obudowę, jej połówki połączono najprawdopodobniej "na wcisk", ale nie będę tego sprawdzał, by nie zniszczyć sprzętu. Poniżej zdjęcie wnętrza ze strony Amazona:
KB4011 jest lekki (82 g) i ma małe wymiary (115 x 50 x 20 mm), zatem możemy go zawsze mieć przy sobie. Obsługa jest intuicyjna, a przyciski możemy wciskać równie wygodnie prawą, jak i lewą ręką. Z uwagi na delikatność sprzętu lepiej przenosić go w sztywnym, wyściełanym futerale.
W fabrycznym komplecie oprócz dozymetru i kabla jest też pudełko i skrócona instrukcja po angielsku i po chińsku. Dane techniczne podane przez producenta są bardzo skąpe:
czas reakcji - poniżej 1 s dla mocy dawki 20 µSv/h, czyli dość sporej, dla niższych wydłuża się do kilkunastu sekund
W instrukcji opisano sposoby posługiwania się dozymetrem przy mierzeniu poszczególnych źródeł - po przetłumaczeniu, uzupełnieniu i usunięciu niezręczności brzmią one tak:
metoda ogólna - umieścić dozymetr naprzeciwko obiektu i poczekać 60 s (4 cykle), aż wynik stanie się stabilny
promieniowanie marmuru, granitu, materiałów budowlanych - mierzyć przez 5 minut i odczytać wartość średnią (average) na wyświetlaczu
diagnostyka jodem-131 - umieścić przy tarczycy, mierzyć 1 minutę, odczytać bieżącą moc dawki (real-time)
promieniowanie tła - umieścić 1 m nad ziemią na otwartym terenie, aby uniknąć wpływu promieniowania beta z gruntu, mierzyć 5 minut, odczytać średnią
poszukiwanie źródeł - włączyć tryb histogramu i skanować obiekt tylną ścianką miernika, obserwując histogram i nasłuchując dźwięku impulsów
nieszczelności ekranowania aparatury rentgenowskiej - obserwować wskazania mocy dawki podczas pracy aparatury
Jak widać wskazówki są merytoryczne, choć ich sposób sformułowania niezbyt fortunny. W oryginale wspomniano jedynie o marmurze jako o potencjalnie radioaktywnym materiale budowlanym, pomijając granit i różnego rodzaju cegły produkowane z popiołów. Przy diagnostyce jodowej kazano umieścić dozymetr przy "zmianie patologicznej" (lesion), choć w większości przypadków badania jodowego będzie to tarczyca. Bez komentarza zostawię sformułowanie dotyczące aparatury rentgenowskiej: while make contact with radiation rays
Cenna jest też tabela mocy dawki z zaleceniami postępowania przy każdej z wartości. Za bezpieczne uznano wartości do 0,5 µSv/h, uznanej za "międzynarodowy standard". Moc dawki rzędu 2-3 µSv/h podczas lotu samolotem zaleca przyjmować "okazjonalnie", obiektywów emitujących 7 µSv/h nie dotykać często, a małych kawałków uranu, dających powyżej 40 µSv/h - wcale. Od skanera bagażu (>60 µSv/h) radzi odizolować się ołowiem. Nie wiem natomiast, co to jest "energy stone", emitujący aż 100 µSv/h, od którego trzeba trzymać się z dala. (podejrzewam, że jakiś kolejny szarlatański wynalazek w rodzaju medalionów z torem-232 [LINK])
W przypadku diagnostyki jodem-131 (>100 µSv/h) i tomografii komputerowej (>999 µSv/h) instrukcja radzi trzymać się wskazówek lekarza.
Przyszedł czas na werdykt. KB4011 jest bardzo udaną konstrukcją, która sprawdzi się zarówno przy poszukiwaniu szkła i ceramiki uranowej, jak również minerałów czy wyrobów z farbą radową. Dodatkowo może służyć za dawkomierz podczas przebywania na terenie o podwyższonym poziomie promieniowania, a także do pomiarów uśrednionych, prowadzonych przez dłuższy czas. Oczywiście przy słabszych źródłach czas reakcji będzie wolniejszy, ale to akurat wspólna cecha wszystkich dozymetrów z pojedynczym detektorem. Zresztą słabe źródła stanową niewielką część obiektów, które zwykle przychodzi nam mierzyć.
KB4011 bije na głowę niezbyt udany BR-9B, zaś od BR-6 odróżnia go znacznie lepsza jakość wykonania, mniejsza obudowa i dużo szerszy zakres pomiarowy. Jak dla mnie jest to jeden z lepszych dozymetrów klasy popularnej, które są obecnie dostępne na rynku.
I na sam koniec odsyłam do notki o moim niedawnym odkryciu - otóż w wersji KB4011 można uaktywnić funkcje droższej wersji KB6011 [LINK].
* informacja zaczerpnięta ze strony Amazon.com, rosyjski licznik G-M miał mieć szybszy czas reakcji i większą wytrzymałość - KB6011 model have SBM-20 version and general version. The general version uses the domestic Chinese Huahe M4011 Geiger tube, which has the same specs as the SBM-20 Geiger tube, However,the SBM-20 Geiger version has slightly superior response speed and durability.Compared with KB4011, KB6011 has more extensive test functions. Including the exclusive "excessive radiation contact count statistics function" and "radiation exposure time statistics function".
** jako promieniowanie jonizujące (ionizing radiation), czasem zwane też radioaktywnym, przyjęło się uważać emisję alfa, beta, gamma oraz neutrony. Gwoli ścisłości ultrafiolet również jest w stanie wywołać jonizację w liczniku Geigera, nie mając nic wspólnego z radioaktywnością. Istniały nawet specjalne liczniki Geigera dla pomiarów promieniowania ultrafioletowego, wyposażone w okienko kwarcowe, przepuszczalne dla tych promieni. W zwykłych licznikach wpływ UV jest szkodliwy, gdyż zawyża pomiar, stąd szklane liczniki albo malowano czarną farbą (BOB-33) albo ukrywano w obudowie (M4011 w BR-9B) lub owijano folią aluminiową, jak w omawianym mierniku