25 marca, 2021

DKS-1 Iris - dozymetr z zegarem i budzikiem

Dozymetr ten został wykonany przez firmę ("małe przedsiębiorstwo") Elsis z Połtawy. Jest to jeden z wielu prostych mierników promieniowania, powstałych po katastrofie w Czarnobylu. Na ich  tle wyróżnia się dodatkowymi funkcjami, jakimi są zegar i budzik, a także kilkoma ciekawymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi.


Przyrząd mierzy łączną moc dawki promieniowania gamma i silniejszego beta w zakresie 0,1-9,99 µSv/h. Detektorem promieniowania jest pojedynczy licznik G-M osłonięty jedynie plastikiem obudowy przyrządu. Brak jest ołowianego ekranu, odcinającego promieniowanie beta i wyrównującego charakterystykę energetyczną, jednak plastik eliminuje część niskoenergetycznego promieniowania. Jest to więc konstrukcja pośrednia, którą określiłem w moim artykule [LINK] jako "II szkołę" budowy dozymetrów. Układ ten nie był popularny zarówno w przyrządach poczarnobylskich, jak i we współczesnych, gdyż nie mierzy ani całej emisji gamma+beta, ani czystej gamma.

 

http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=49

W dozymetrze Iris stosowano popularne liczniki SBM-20-1, znane z większości radzieckich kieszonkowych dozymetrów, jednak niektóre egzemplarze miały fabrycznie montowany licznik SBM-32. Jest on odpowiednikiem SBM-20, różniącym się głównie sposobem mocowania - zamiast wyprowadzeń w szklanych przepustach na końcach korpusu, jedno z nich podłączone jest przez opaskę bezpośrednio do ścianki obudowy. Podobny układ zastosowano w miniaturowych licznikach SBM-10, SBM-21 oraz polskich DOI-80 i DOI-30.

 


Czułość licznika SBM-32 nie odbiega znacząco od SBM-20, a parametry pracy są zbliżone:

  • napięcie progu 250-320 V
  • napięcie pracy 400 V
  • długość plateau 100 V
  • nachylenie plateau 0,15-0,2%/V
  • bieg własny 0,5 cps (mniejszy niż SBM-20, mający 1 cps)

Wymiary również są bardzo podobne (średnica 10 mm, długość 105 mm przy 108 mm w SBM-20), jedynie obudowa ma jednolitą powierzchnię, bez wzmacniających żeberek. Niższy bieg własny pozwala podejrzewać, że ścianka jest nieco grubsza niż w SBM-20. Licznik opisywany jest jako przeznaczony do pomiaru promieniowania gamma i twardego (żestkogo) promieniowania beta [LINK], a w dostępnych specyfikacjach występują pewne różnice [LINK]. Niestety trudno znaleźć bliższe informacje o tym detektorze, podejrzewam małoseryjną produkcję. W poniższej tabeli zestawiono podstawowe parametry radzieckich liczników serii SBT, SBM i SI, załapał się nawet SBM-32:

 


Dozymetr uruchamiamy czerwonym przyciskiem po pierwszym włożeniu baterii. Wyświetlają się wówczas cztery zera i musimy ustawić godzinę, bez tego nie przejdziemy dalej. Przycisk UCz zmienia godziny, UM - minuty. Następnie możemy ustawić budzik, jednak nie jest to konieczne, możemy zostawić 00:00. Dozymetr będzie teraz wyświetlał czas w formacie 24 h, jednocześnie cały czas prowadząc pomiar promieniowania. 


Aby zobaczyć wartość mocy dawki, wciskamy klawisz z symbolem "koniczynki". Pomiar odbywa się w cyklach trwających 40 s, wynik z każdego cyklu wyświetlany jest aż do zakończenia następnego cyklu, po czym jest aktualizowany.

 Mamy więc tu ten sam tryb pracy, co w trybie "cyklicznym" w EKO-1. Jeśli wartość pomiaru w danym cyklu przekroczy 0,5 µSv/h, to na zakończenie tego cyklu rozlegnie się krótki sygnał dźwiękowy. Dźwięku tego niestety nie możemy wyłączyć. Dozymetr ma też sygnalizację impulsów za pomocą "klików", wyłączaną przyciskiem z symbolem głośnika. Działa ona zarówno w trybie dozymetru,jak i zegara, a jej włączenie sygnalizowane jest symbolem dźwięku obok "koniczynki". Dźwięk do złudzenia przypomina odgłosy z radzieckich gier elektronicznych: 


Łączną dawkę odczytujemy, wciskając przycisk z symbolem koła. Jest ona podawana w milisiwertach, a instrukcja wspomina, że przy normalnych warunkach promieniowania pierwszy odczyt pojawi się po 3-4 dobach.


Dawka wyświetla się przez 30 s, po czym dozymetr wraca do trybu dozymetru, niezależnie, czy przedtem pracował w trybie zegara, czy dozymetru. Jeśli chcemy wrócić do trybu zegara, wciskamy przycisk IB. Wynik pomiaru możemy zresetować przyciskiem SBR, niestety oprócz restartu pomiaru mocy dawki wyzerowaniu ulegnie też  dawka kumulatywna. Czerwony przycisk pozwala na całkowite wyłączenie przyrządu, tracimy wówczas ustawienia zegara, budzika i zapisanej dawki.

 

 

Czułość dozymetru jest dość dobra, nawet pomimo osłonięcia licznika plastikiem obudowy. Pozostawiony dłuższy czas na paterze ze szkła kryształowego wskazał 0,2 µSv/h przy tle rzędu 0,12 µSv/h. Wyroby ze szkła uranowego dawały oczywiście wynik zaniżony względem Polarona czy Sosny, ale miernik je wykrywał. Problemem jest tylko długi czas pomiaru i konieczność odczekania ok. 3-4 cykli na jego pełne ustabilizowanie się. Oznacza to, ze musimy czekać 1,5-2 minuty, nawet jeśli źródło ma dużą aktywność. Równie powoli wynik spada, a reset przyciskiem SBR wyzeruje nam łączną dawkę. Co ciekawe, szczelina w obudowie jest po przeciwnej stronie niż licznik, choć instrukcja sugeruje korzystanie z tego dozymetru do pomiaru skażeń żywności, obiektów itp. 


Zakres pomiarowy jest bardzo mały, przypomina dozymetr Master-1. Największą czułość dozymetr wykazuje przy bocznej ściance, gdyż od spodu licznik osłonięty jest płytką drukowaną. Można to wykorzystać, jeśli chcemy nieco rozszerzyć zakres pomiarowy, szczególnie przy niskoenergetycznym promieniowaniu.

 


Jeżeli chodzi o układ elektroniczny, to jego sercem jest chip KB1013WE3-2, wywodzący się z popularnych gier elektronicznych typu "jajeczka". Dozymetr reklamowany jest napisem Odnokristalnaja EWM na obudowie, co oznacza mikrokomputer jednoukładowy, stosowane wówczas określenie na mikrokontroler.

 

http://www.leningrad.su/museum/show_big.php?n=3194

Drugą rzeczą, która zwraca uwagę, jest wyświetlacz projektowany specjalnie dla tego dozymetru, o czym świadczy symbol promieniowania. 


Zwykle dla obniżenia kosztów używano uniwersalnych, stosowanych też w innych przyrządach. Przykładowo, Polaron ma LCD od multimetru, o czym świadczą ukazujące się podczas awarii symbole kiloherców, megaherców czy prądu zmiennego.

Trzecią kwestią jest transformator piezoelektryczny w przetwornicy, rozwiązanie rzadko stosowane w dozymetrach. Możliwe, że to jedyny dozymetr z tym typem transformatora. W poniższym module jest to element izolowany gąbką, w górnym prawym rogu:

 

http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=49

Transformator piezoelektryczny wykorzystuje efekt piezoelektryczny, czyli powstawania prądu w ściskanym krysztale lub drgania tegoż kryształu po doprowadzeniu prądu. Transformator wykorzystujący to zjawisko składa się z dwóch kryształów, większego i mniejszego. Do mniejszego doprowadzamy niskie napięcie, które wprowadza go w drgania. Z kolei drgania mniejszego kryształu powodują drgania większego, a w efekcie powstawanie w nim wysokiego napięcia. Obecnie stosuje się prostsze układy, np. przetwornice step-up wykorzystujące dławik.

Zasilanie odbywa się z baterii 9 V, która wg instrukcji powinna starczyć na 300 godzin pracy w trybie zegara i 12 godzin w trybie dozymetru. Zdziwiła mnie ta rozbieżność, zmierzyłem więc pobór prądu i wyniósł on 2,5-2,6 mA z akumulatorkiem dającym 8,7 V niezależnie od trybu pracy oraz tego, czy dźwięk jest włączony. Przeprowadziłem więc test - zostawiłem dozymetr uruchomiony w trybie zegara  z naładowanym do pełna akumulatorkiem EverActive 8,4 V 200 mAh. Wyłączył się pod koniec czwartej doby nieprzerwanej pracy, a więc wytrzymał ok. 90  godzin. Przy zastosowaniu baterii alkalicznej, której pojemność jest znacznie większa niż akumulatorka (900 mAh) czas pracy wydłużyłby się nawet i do 400 godzin. 

 ***

Dozymetr występował też w identycznie wyglądającej wersji DKS-2 zasilanej z dwóch baterii AA (wg rosyjskiego nazewnictwa A326). Różniła się ona też umieszczeniem przetwornicy obok innych układów na płytce drukowanej zamiast w dodatkowym module nad główną płytką. 

https://sfrolov.livejournal.com/203650.html

Dołączano do niej też porządnie drukowaną instrukcję w formie książeczki a nie kserowanej ulotki. Obie wersje charakteryzują się niską jakością wykonania obudowy i obwodów elektronicznych. Połówki obudowy są skręcone na dwa wkręty, ale mimo silnego dokręcenia mają pewien luz, a plastik trzeszczy w dłoni. Przyciski mają ostre, niewygładzone krawędzie, o które aż zahacza się palec.


Sam montaż obwodów jest wyjątkowo niestaranny, a do tego zajmuje znacznie więcej miejsca niż to konieczne. Na płytce montażowej jest bardzo dużo wolnej przestrzeni i bez problemu udałoby się ją zmniejszyć o połowę.


Ograniczeniem jest oczywiście długość licznika G-M (108 mm), jednak można byłoby chociażby baterię przenieść na przód, redukując dużą długość obudowy (158 mm).

***
W komplecie z dozymetrem znajduje się kartonowe pudełko, instrukcja i schemat. Napis na opakowaniu informuje nas, że przyrząd jest "miernikiem radioaktywnego promieniowania środowiska", a pod spodem wyszczególniono jego funkcje: intensiwnost' (pomiar mocy dawki), doza (pomiar dawki), czasy (zegar), tajmer (podejrzewam, że chodzi o budzik, choć na obudowie określony jest nazwą budil'nik).


Instrukcja wydrukowana jest w postaci składanej ulotki, a jakość druku sugeruje jedną z wczesnych drukarek. Schemat zaś powstał w programie komputerowym dedykowanym do tego celu:

Czas na podsumowanie. Przyrząd przedstawiłem głównie jako ciekawostkę, gdyż jego praktyczne zastosowanie jest ograniczone. Największą wadą jest powolna reakcja na zmiany poziomu promieniowania, bez niej wszystkie pozostałe można byłoby jakoś przełknąć. Niestety konieczność czekania prawie 2 minut na ostateczny wynik skutecznie zniechęca do używania tego przyrządu. Na dokładkę mamy niski zakres pomiarowy i słaby plastik, trzeszczący w dłoniach. 
Jedyne akceptowalne zastosowanie tego przyrządu to stale włączony monitor promieniowania, który ostrzeże nas o nagłym wzroście mocy dawki powyżej 0,5 µSv/h oraz umożliwi bieżącą kontrolę naturalnego tła promieniowania.

20 marca, 2021

Licznik Geigera DOI-80

DOI-80 jest miniaturowym licznikiem G-M produkcji polskiej, opracowanym w 1971 r., który zastąpił radzieckie liczniki STS-5 w większości krajowego sprzętu dozymetrycznego*.

http://qann.wikidot.com/rozkrak

Zgodnie z systematyką oznaczeń liczników G-M produkcji Przemysłowego Instytutu Elektroniki jest to licznik pracujący w układzie prądowym (D), chlorowcowy (O), metalowy cylindryczny (I), wielkości (względnej) 8, bez cokołu (0). Inne liczniki z tej serii to DOI-30 na bardzo wysokie poziomy promieniowania, rzędu dziesiątek i setek R/h, oraz DOI-50, stanowiący typ pośredni:

Korpus wykonany jest z metalu i stanowi jednocześnie katodę. Anoda jest z jednej strony zatopiona w stożku ze szkła, a z drugiej w szklanym przepuście.  Powoduje to, że przy niewłaściwym mocowaniu, np. za pomocą opaski obejmującej licznik, jest on bardzo podatny na uszkodzenia.

Detektory konfekcjonowano w małych styropianowych pudełeczkach dopasowanych do kształtu

https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1352390.html#6707747
 

DOI-80 wykrywa emisję gamma od 45 keV, zaś beta od 500 keV, czyli praktycznie tak samo jak STS-5 i odpowiedniki. Nie jest co prawda skompensowany energetycznie, ale z racji grubszej ścianki (80-100 mg/cm2) wykazuje mniejszą zależność energetyczną wskazań niż cienkościenne (40-50 mg/cm2) liczniki STS-5, SBM-20 i BOI-33. Ma też znacznie większy zakres pomiarowy, choć nominalnie rozpoczyna się on od 0,5 mR/h, czyli 5 µSv/h, kończy zaś na 5 R/h (50 mSv/h). Porównajmy to z 1,4 mSv/h** w liczniku STS-5 i pochodnych. Mniejsze wymiary oznaczają mniejszą objętość czynną i tym samym niższą wydajność ale za to większą odporność na przeciążenie. Detektor pracuje przy wyższym napięciu i ma niższy bieg własny niż wspomniane liczniki. Cytuję katalogowe dane z broszury "Detektory promieniowania jądrowego"(Warszawa 1973):

http://www.pwl.mikrokontroler.pl/detektory_promieniowania/detektory_promieniowania.pdf


Bardziej szczegółową specyfikację, znacznie odbiegającą od powyższej, podają A. Piątkowski i W. Scharf w publikacji Elektroniczne mierniki promieniowania jonizującego - poradnik, wydanej w 1979 r. (tablica 5.4):

  • zakres mocy dawki - 0,001-10 R/h (dla Co-60)
  • grubość ścianki - 80-100 mg/cm2
  • materiał ścianki - 28% Cr, 72% Fe
  • długość czynna - 28 mm
  • napełnienie - Ne, Ar, halogenki
  • napięcie pracy - 450-650 V
  • długość plateau - 200 V
  • nachylenie plateau - 8%/V
  • bieg własny - 10 cpm (w osłonie 50 mm Pb + 3 mm Al)
  • czas martwy - max 55 µs
  • trwałość - 5*10^10 imp

W cytowanej publikacji podano również dane innych liczników produkcji PIE, które zamieszczam dla porównania:


Z uwagi na pracę w układzie prądowym, a nie impulsowym, DOI-80 wymaga nieco odmiennego układu połączeń niż typowe liczniki G-M:



Licznik DOI-80 był stosowany w wojskowych rentgenoradiometrach DP-75, które zastąpiły serię DP-66. W mierniku tym odpowiadał za pierwsze cztery zakresy pomiarowe, umożliwiające również indykację promieniowania beta. Kolejne trzy zakresy były obsługiwane przez podobny, tylko znacznie mniejszy licznik DOI-30. Pozwoliło to zmniejszyć liczbę liczników w sondzie z trzech do dwóch, gdyż zakres licznika DOI-80 pokrywał się zarówno z STS-5, jak i z DOB-50, stosowanymi w DP-66 i DP-66M.


Ten sam układ DOI-80+DOI-30 zastosowano w rentgenoradiometrach pokładowych DPS-68M i M1, które zastąpiły DPS-68 z zestawem trzech liczników takim samym jak w DP-66.


Licznik DOI-80 montowano też w radiometrach RK-20 i RK-21, mających zakres 1 µSv/h - 100 mSv/h oraz funkcję indykacji promieniowania beta.

Podobnym, choć nowszym przyrządem, był radiometr cyfrowy EKO-D, o zakresie 0,1 µSv/h - 99,99 mSv/h. W tym przyrządzie licznik umieszczono w wyściełanej gąbką ołowianej tulejce o grubości ścianki 0,9 mm, w której wycięto szczelinę 4 mm dla zachowania indykacji promieniowania beta.


Na blogu Adama  (Była sobie elektronika....) możemy obejrzeć sondę EPP do monitora Sapos-90, w którym obok DOI-80 pracował licznik DOI-50 oraz po drugiej stronie płytki drukowanej 3 liczniki STS-6 produkcji radzieckiej:

http://qann.wikidot.com/rozkrak

W powyższej sondzie licznik DOI-50 uległ kompletnemu zniszczeniu na skutek pęknięcia szkła, podczas gdy metalowe liczniki STS-6, choć wgniecione, nadal działały. 

Podobnie stało się w przypadku sondy licznikowej SGB-2D - z licznika DOI-80 wyrwało się zarówno wyprowadzenie, jak i szklane zakończenie bańki:


Doraźnie licznik ten można zastąpić za pomocą DOI-30, jednak czułość będzie znacznie niższa. 


***

Można powiedzieć, że DOI-80 dominował w krajowych przyrządach dozymetrycznych do mierzenia małych i średnich mocy dawek, zarówno cywilnych (RK-20), jak i wojskowych (DP-75). Jego konkurent i rówieśnik, czyli BOI-33, będący klonem STS-5, montowany był jedynie w późniejszych wersjach RK-67 oraz wszystkich RK-67-3.  Z krajowych liczników G-M na małe dawki DOI-80 był de facto najczęściej stosowanym. Drugie miejsce należy do szklanego BOB-33 z początku lat 60., który omawiałem wcześniej [LINK].

 

Licznik ten, choć ma niewątpliwe zalety przydatne w wojskowym rentgenoradiometrze czy mierniku dawki stosowanym w ochronie radiologicznej, to w "domowej dozymetrii" wykazuje pewne wady. Gruba ścianka (80-100 mg/cm2, czyli 2x grubsza niż STS-5) eliminuje najsłabsze promieniowanie, które jest dla nas najbardziej interesujące, jeśli poszukujemy szkła uranowego czy ceramiki. Przewagę ma tu STS-5 i pochodne, choć za cenę znacznego zawyżenia wyniku z powodu większej zależności energetycznej. Z kolei jak spodziewamy się przeciążenia, lepszy będzie DOI-80, którego zakres rozbudowany jest w stronę wyższych dawek. Wadą licznika jest też wrażliwość na udary mechaniczne przy niewłaściwym montażu, a także niestety bardzo mała podaż na rynku. Trudno więc dziwić, że większość amatorskich konstrukcji opiera się na popularnym STS-5 lub SBM-20. Na forum Elektroda spotkałem jednak ciekawy projekt autorskiego dozymetru na DOI-80.

https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1352390.html#6707747

Podsumowując, licznik ten skonstruowano w konkretnym przeznaczeniu i nie było nim poszukiwanie niskoaktywnych źródeł, tylko ocena narażenia na promieniowanie gamma w szerokim zakresie przy zachowaniu małych wymiarów. I decydując się na dozymetr z tym licznikiem (fabryczny lub autorski) musimy się z tym liczyć.


Jeśli podobał Ci się wpis i chcesz wspierać moją twórczość, zapraszam na mój profil na Patronite - https://patronite.pl/anonymousdosimetrist


-----------------------------

* w tym samym roku opracowano też BOI-33, czyli licznik na promieniowanie beta, chlorowcowy, metalowy cylindryczny, wielkości względnej 3, cokołowany obustronnie kapturkami, który można uznać za klona STS-5. Licznik ten jednak nie przyjął się poza radiometrami RK-67 i RK-67-3. 

** zgodnie ze specyfikacją licznika STS-5 zakres kończy się na 1440 µSv/h, jednak w wielu dozymetrach (RK-67, RG-1) rozszerzano go  do 2400, zastrzegając jednocześnie, by nie prowadzić długo pomiarów powyżej 200 mR/h (vide notka o RK-67).

15 marca, 2021

DP-66 czy DP-75 - który wybrać?

DP-66 i DP-75 to wojskowe mierniki promieniowania, należące do grupy rentgenoradiometrów. Rentgenoradiometr to przyrząd łączący w sobie cechy rentgenometru (wysokie moce dawki) i radiometru (niskie moce dawki i skażenia). Przez wiele lat stanowiły podstawowy sprzęt dozymetryczny Sił Zbrojnych PRL, a następnie Wojska Polskiego, po czym masowo trafiały do demobilu. Jeszcze kilka lat temu można było je nabyć za 50-100 zł na Allegro i w sklepach militarnych. W handlu dostępne były również części z zestawów naprawczych. Od dłuższego czasu jednak podaż maleje, co zgodnie z prawami rynku powoduje wzrost cen. Rośnie też popyt na te zasłużone konstrukcje, które pomimo upływu lat nadal są bardzo przydatne w amatorskiej dozymetrii. Postanowiłem więc napisać krótkie kompendium wad i zalet poszczególnych modeli.

 


Najstarszy z nich to DP-66, opracowany w 1966 r. Najwcześniejsze egzemplarze, jakie widziałem, pochodzą z 1968 r. Zakres pomiarowy od tła naturalnego do 200 R/h, uzyskany dzięki zastosowaniu 3 liczników G-M: STS-5, DOB-80, DOB-50. Za najniższe dwa zakresy odpowiada STS-5, znana ze swej czułości, która niestety jest trochę tracona przez konstrukcję sondy. Otóż nawet w pozycji do pomiaru emisji beta okienko pomiarowe zasłonięte jest cienką folią aluminiową oraz metalową osłoną, w której wykonano nacięcia, mające przepuszczać cząstki beta. 


Z drugiej jednak strony przyrząd wyskalowany jest nie tylko w jednostkach mocy dawki (mR/h, R/h), ale też aktywności cząstek beta (rozp/min*cm2). Nie mamy więc bardzo irytującego zjawiska, jakim jest pomiar aktywności beta w jednostkach mocy dawki. Oczywiście pamiętajmy, że wynik ten jest "surowy", bez uwzględniania współczynnika kalibracyjnego dla poszczególnych izotopów. Zjawisko szerzej opisałem przy notce o kalibracji [LINK].

Do zalet DP-66 należy bardzo solidne wykonanie - głowica sondy jest wyjątkowo masywna. Nawet przypadkowe upuszczenie na ziemię nie powinno jej zaszkodzić, przynajmniej licznikowi STS-5, z którego zwykle najczęściej korzystamy.  Szklane DOB-50 i DOB-80 są  kruche, ale rzadziej używane. Zasilanie odbywa się z 2 baterii R-20, a do ich wymiany nie trzeba wyjmować miernika z futerału, gdyż ma on wycięcie na zakrętkę pojemnika baterii. 


W wersji DP-66M wprowadzono inną konstrukcję sondy, zwiększającą dostęp cząstek beta do okienka pomiarowego. Zamiast obracać metalowy pierścień nad okienkiem pomiarowym, osłona sondy po odkręceniu odskakuje na sprężynie. Ukazuje się nam licznik STS-5 osłonięty tylko cienką folią z tworzywa sztucznego. Okienko niestety nie obejmuje całego licznika, ale nawet tak mały fragment wystarcza do pomiaru większości źródeł, również słabych. 

http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=65&topic=34

Czułość licznika STS-5 jest wykorzystana w znacznie większym stopniu. Niestety równocześnie nie ma skali w rozpadach na minutę, choć instrukcja obsługi podaje przelicznik dla pomiaru aktywności beta



Warto wspomnieć jeszcze o wersji DP-66M1. Od poprzednika różni się przede wszystkim zastosowaniem tranzystorów krzemowych zamiast germanowych i to npn, a nie pnp. Zastosowano też  gniazdo zasilania zewnętrznego, które umożliwia podłączenie dowolnego źródła prądu stałego o napięciu między 10 a 30 V. Trzeba tylko pamiętać o właściwej polaryzacji, na szczęście zaznaczono, który wtyk to "plus". Jest to bardzo wygodne przy pracy stacjonarnej, jeśli przewidujemy dłuższe pomiary. Nie ogranicza nas to też do napięć 3, 6 lub 12 V, akceptowanych przez wkręcaną  w gniazdo baterii przystawkę zasilania zewnętrznego, znanej z dwóch starszych modeli. Możemy użyć dowolnego zasilacza, np. od drukarki lub laptopa, albo instalacji samochodowej 24 V.

Wersja ta ma jednak dość poważną wadę, a mianowicie przełącznik zakresów jest dużo gorszej jakości niż ten stosowany w DP-66 i DP-66M - w wielu starych egzemplarzach DP-66M1 dosłownie się rozpada.


Ostatni z całej tej serii to DP-75. Najnowszy z wojskowych rentgenoradiometrów, najbardziej zaawansowany technologicznie i jednocześnie najmniej użyteczny. W przyrządzie tym wprowadzono daleko idące modyfikacje. Przede wszystkim zastosowano miniaturowe liczniki G-M typu DOI-80 i DOI-30. Pierwszy odpowiada za niższe zakresy, montowano go też w radiometrach RK-20, RK-21, EKO-D. Drugi jest używany na wyższych zakresach, które rozszerzono aż do 500 R/h. W takich warunkach po godzinie przyjmiemy dawkę śmiertelną LD50/30. Dodano też sygnalizację przekroczenia jednego z 5 progów - wówczas miernik włącza podświetlenie skali, a w słuchawce rozlega się sygnał alarmowy. Właśnie - słuchawka. W przeciwieństwie do wszystkich DP-66, w DP-75 nie ma dźwiękowej sygnalizacji impulsów. Słuchawka służy tylko do informowania o przekroczeniu progów. Jest to chyba największa wada tego przyrządu - dźwięk jest bardzo przydatny zarówno przy poszukiwaniu źródeł, jak i na różnego rodzaju pokazach. Drugą wadą jest wyraźnie niższa czułość na promieniowanie beta i niskoenergetyczne gamma, ponieważ licznik DOI-80 ma mniejszą objętość czynną i grubszą ściankę. Jest za to bardziej odporny na przeciążenie i bardzo trwały.


Ostatnią kwestią jest zasilanie - przyrząd wymaga 3 baterii R-20 zamiast 2, i to w dodatku bardzo świeżych (1,6 V bez obciążenia). Baterie dające bez obciążenia 1,5 V podczas testu zasilania nie wychylają wskazówki do zakresu kontrolnego, choć w DP-66 przy tych samych bateriach wskazówka osiąga 2/3 czerwonego łuku skali. Spotkałem się też z opinią o zastosowanym mikroamperomierzu MEA-32 200 µA, który jest bardziej podatny na przepalenie niż MEA-33 100 µA znany z DP-66, RK-67, RKP-1-2 itp.

 *** 

Podsumowując, najlepszym wyborem byłby DP-66M na równi z wersją DP-66M1, która jest dość rzadka. Ma on największą czułość na niskoenergetyczne promieniowanie spośród omawianych modeli, a zastosowane w nim elementy elektroniczne umożliwiają naprawę we własnym zakresie. Drugi w kolejności byłby DP-66, choć konstrukcja sondy nieco tłumi słabe promieniowanie, ale skala umożliwia bezpośredni odczyt liczby rozpadów z cm2. Porównanie konstrukcji sond mówi samo za siebie:

http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=65&topic=34

Z uwagi na starszą konstrukcję jest niestety większa szansa na uszkodzenia wywołane zużyciem materiałów. Ostatni, paradoksalnie, to DP-75. Czułość na słabe źródła jest najniższa, a awaryjność najwyższa, przy trudności z dostępem do części. Brak dźwięku impulsów na deser. Jedyna przewaga to sygnalizacja progowa, jeśli potrzebujemy monitora promieniowania, który nas zaalarmuje o nagłym skoku mocy dawki.

***

Oczywiście pamiętajmy o wspólnych wadach tej serii, jakimi są gabaryty i masa. Jeśli jednak decydujemy się na któryś z nich, polecam DP-66M. Jeśli chcemy nieco mniejszy i lżejszy przyrząd o podobnych parametrach, możemy wybierać spośród bogatej oferty radzieckich rentgenoradiometrów serii DP-5. Od omawianych DP-66 i DP-75 różnią się przede wszystkim brakiem możliwości ładowania dozymetrów optycznych - zainteresowanych odsyłam do osobnych recenzji.


Jeżeli używacie któregoś z przyrządów serii DP, zarówno polskiej, jak i radzieckiej, albo macie uwagi do powyższego zestawienia, dajcie znać w komentarzach.


PS. Podobał Ci się wpis i chcesz widzieć więcej ciekawych materiałów na moim blogu? Wesprzyj Twórcę na Patronite.pl - https://patronite.pl/anonymousdosimetrist

10 marca, 2021

Dymne szkło uranowe


Szkło uranowe bez dodatkowych domieszek ma charakterystyczną, cytrynowożółtą barwę, jarzącą się w świetle słonecznym. Dodatek związków żelaza nadaje mu barwę zieloną, od bladoseledynowej aż po ciemną, wręcz butelkową. Niekiedy spotyka się też kolor morski, a mleczne szkło uranowe jest albo w odcieniach bieli (tzw. wazelinowe) lub jasnej zieleni (tzw. jadeitowe). O poszczególnych rodzajach szkła pisałem w osobnej notce [LINK].

Cechami charakterystycznymi szkła uranowego  jest radioaktywność oraz zielonkawożółta luminescencja w ultrafiolecie. Luminescencja jest mniej pewnym wyznacznikiem, gdyż niektóre nieradioaktywne gatunki szkła świecą (np. manganowe), zaś niekiedy różne domieszki tłumią luminescencję uranu. Zdarza się też, że szkło zawiera naturalne substancje radioaktywne, jak  np. szkło kryształowe (ołowiowe), choć tutaj wzrost poziomu promieniowania względem tła jest mniejszy niż przy szkle uranowym.

Poszukując szkła uranowego trzeba mieć dozymetr o dość dużej czułości - najlepiej mający dwa odsłonięte liczniki G-M lub licznik okienkowy. Od biedy wystarczy z pojedynczym, choć wtedy pominiemy najmniej aktywne egzemplarze. Szukając, najlepiej sprawdzać każdy wyrób ze szkła, za wyjątkiem przezroczystego szkła bezbarwnego. Jest to trochę uciążliwe i naraża nas na humory sprzedawców, ale nagroda będzie warta wysiłku. Stosując bowiem tą metodę, trafiłem na wazon ze szkła, które początkowo wyglądało na czarne.

 

Od razu rozpocząłem dokładniejszy pomiar, trzymając naczynie jak najdalej od pozostałych, aby wyeliminować wpływ tła. Wskazania były jednak bezsporne, co przesądziło o zakupie. Po dowiezieniu przedmiotu do domu mogłem mu się wreszcie na spokojnie przyjrzeć, a następnie dokonać pomiarów.

Wyrób jest nietypowy jak na szkło uranowe. Wyróżnia się przede wszystkim barwą - wykonany jest ze szkła "dymnego", co dobrze widać w świetle przechodzącym. Kolor przypomina popularne niegdyś małe szklaneczki "Arcoroc" i kuchenne miseczki. W świetle odbitym szkło sprawia wrażenie całkowicie czarnego, zaś barwa wykazuje pewne zmiany w zależności od kąta patrzenia.

Ultrafiolet powoduje luminescencję, przypomina ona jednak bardziej świecenie ceramiki z glazurą uranową niż szkła. Skupienie snopa ultrafioletu na małym punkcie wazonu powoduje bardzo wyraźne świecenie, jest ono jednak ciemnozielone, bez żółtawego odcienia.


Lepszy efekt osiągniemy za pomocą świetlówek UV, które mają mniejszą dominantę światła widzialnego. 

Odcień fluorescencji przypomina czarną glazurę uranową na porcelanie elektrotechnicznej


I wreszcie coś, co nas najbardziej interesuje, czyli promieniowanie. Jako mierniki referencyjne przyjąłem Polarona i Sosnę z 2 licznikami blisko siebie, których wskazania są bardzo zbliżone do siebie, a którymi mierzyłem całą swoją kolekcję. 

  • RKS-20.03 Pripyat - 1,8-2,1 µSv/h
  • ANRI Sosna (2 liczniki blisko siebie) - 1,7-1,8 µSv/h
  • ANRI Sosna (2 liczniki rozstawione szeroko) - 1,5 µSv/h
  • RK-67 - 1-1,5 µSv/h
  • Soeks Quantum - 0,9 µSv/h
  • Rodnik 3 - 0,76 µSv/h
  • RAdiatex MRD-2 - 0,4-0,5 µSv/h
  • RKP-1-2 - 32 cps 
  • KB6011 - 0,42 µSv/h
  • EKO-C - 20 cps
  • MKS-01SA1M - 264 rozp./min*cm2 (tryb "alfa")
  • Radex RD1008 - 95 rozp./min*cm2 (okienko bardziej oddalone od krawędzi niż w/w)

Jak widać, aktywność tego szkła to "średnia półka". Nie jest to szkło niskoaktywne (<1 µSv/h wg Polarona), ale moc dawki nie jest też "wysoka" (>3 µSv/h wg Polarona). Jego promieniowanie można zmierzyć każdym dozymetrem na liczniku SBM-20 lub kompatybilnym (STS-5, BOI-33), nawet jeśli detektor jest całkowicie osłonięty obudową (np. Radiatex MRD-2). W przypadku dozymetrów z chińskim szklanym licznikiem M4011 pomiar zajmie nam dłuższą chwilę, aż wynik się ustabilizuje, ale wzrost ponad tło nadal będzie wyraźny. Jeśli mamy licznik okienkowy lub "żelazko", skok wskazań będzie natychmiastowy.

Wyrób wyróżnia się przede wszystkim barwą, zarówno w świetle widzialnym, jak i w ultrafiolecie, i pokazuje, że warto sprawdzać dozymetrem każde szkło, które nie jest przezroczyste.  Podsumowując, jest to najciekawszy wyrób ze szkła uranowego, jaki znajduje się w mojej kolekcji. Jeżeli trafiliście kiedyś na ten gatunek szkła uranowego, dajcie znać w komentarzach.


***


Edit 2024 - w tym roku przybyły mi dwa nowe naczynia w charakterystycznym, dymnym odcieniu, zaś promieniowanie i luminescencja zdradzają obecność uranu:



Oba wyszukane metodą "na przyrządy", która po raz kolejny dowiodła swojej skuteczności..


***

Zachęcam też do wspierania bloga, zarówno pośrednio, poprzez zakup dozymetrów [LINK], jak i bezpośrednio, przez Patronite lub BuyCoffeeTo 


06 marca, 2021

Dozymetr MKS-01SA1M

Dozymetr MKS-01SA1M należy do grupy najbardziej zaawansowanych technologicznie dozymetrów proponowanej przeze mnie systematyki [LINK], a także do najwyższej półki cenowej wśród sprzętu dostępnego obecnie na rynku. Produkuje go rosyjska firma Aunis w kilku wersjach: MKS-01SA1, SA1B, SA1M .

Miernik ten mierzy moc dawki promieniowania gamma w µSv/h oraz aktywność powierzchniową emiterów alfa i beta w rozp./min*cm2. Detektorem promieniowania jest okienkowy licznik G-M typu Beta-1 z okrągłym okienkiem mikowym typu pancake.

02 marca, 2021

Dozymetry optyczne DKP-50 i DS-50

Promieniowanie jonizujące, jak sama nazwa wskazuje, powoduje powstawanie jonów (atomów o ładunku elektrycznym) w ośrodku, przez który przechodzi. Jonizacja azotu i tlenu zawartych w powietrzu powoduje, że zaczyna ono przewodzić prąd elektryczny. Zjawisko to zostało wykorzystane do detekcji promieniowania już podczas pierwszych prac Henriego Becquerela i małżonków Curie. Stosowano wówczas m.in. elektroskop, który ulegał stopniowemu rozładowaniu, kiedy promieniowanie jonizowało powietrze wewnątrz jego obudowy.

Źródło 

Zasada ta została wykorzystana podczas zimnej wojny przy konstrukcji dozymetrów indywidualnych, stosowanych głównie w wojsku, ale też  w przemyśle jądrowym. W Polsce najczęściej stosowano przyjęte z ZSRR wojskowe dozymetry DS-50 i DKP-50 oraz ich cywilne wersje DK-02. Miały one postać aluminiowych rurek, mieszczących miniaturowy kondensator, który najpierw ładowano w specjalnym przyrządzie, a następnie, po ekspozycji na promieniowanie, odczytywano wynik.  W użyciu były dwa typy:

27 lutego, 2021

Przeprogramowanie dozymetru KB6011 i KB4011

Właśnie nabyłem chiński dozymetr KB6011, który był niedawno recenzowany przez Maćka [LINK]. Jest to ulepszona wersja KB4011, omawianego przeze mnie rok temu [LINK]. W stosunku do modelu podstawowego wykazuje różnice w trybie pomiaru łącznej dawki, który dodatkowo zlicza czas pomiaru oraz liczbę przypadków przekroczenia progu alarmu. 


Funkcja ta jest uruchamiana przez powtórne wciśnięcie górnego lub dolnego przycisku (pierwsze wciśnięcie włącza histogram). I tu zaczął się problem - trybu tego nie dało się włączyć, naciśnięcie przyciska  wyrzucało mnie z histogramu z powrotem do głównego ekranu. A przecież miernik był wyraźnie opisany na tylnej ściance jako KB6011! 

23 lutego, 2021

Trytowy celownik do Beryla

Przyrządy celownicze z oświetlaczami trytowymi stosowano w różnych modelach broni strzeleckiej, zarówno jako wyposażenie podstawowe, jak i dodatkowe. W tej drugiej kategorii znajduje się m.in. zestaw do karabinków Tantal wz.  88 i Beryl wz. 96. 


Składa się on ze szczerbinki, montowanej w miejsce oryginalnej, oraz muszki, mocowanej sprężynowym zatrzaskiem na osłonie fabrycznej muszki. 


19 lutego, 2021

Indykator promieniowania KF-12-P

http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=336

Przyrząd ten jest jednym z najprostszych indykatorów promieniowania spośród szerokiej gamy tego typu wyrobów, masowo produkowanych dla ludności po katastrofie w Czarnobylu. Impulsy promieniowania sygnalizowane są błyskami diody LED i dźwiękami, a właściwie jękami w głośniczku. Jak ktoś chce posłuchać tych mrożących krew w żyłach "brzdęknięć" - LINK. Tło naturalne rzędu 0,1 µSv/h generuje 25 impulsów na minutę, zaś "praktycznie nieprzerwany sygnał" powstaje już przy 5 µSv/h. 

13 lutego, 2021

Wesprzyj mojego bloga na Patronite.pl

 Szanowni Czytelnicy!

Bloga prowadzę już ponad 7 lat i zawsze robiłem to w oparciu o własne środki. Teraz jednak, chcąc móc recenzować droższe, zachodnie przyrządy, muszę zwrócić się do Was z prośbą o wsparcie. Założyłem więc profil na Patronite.pl: - https://patronite.pl/anonymousdosimetrist

Kwoty, którymi możecie wesprzeć moją twórczość to 7, 14 i 21 zł - w zależności od Waszych chęci i możliwości. Każde wsparcie spotka się z odpowiednią gratyfikacją na blogu - po szczegóły odsyłam do profilu. Moim głównym celem jest zakup miernika Mazur PRM-9000, ale mam też na oku inne przyrządy z tej półki. Każda kwota, nawet i 7 zł, przybliży mnie do realizacji tego celu. Jeśli więc lubisz mojego bloga i chcesz, by pojawiały się na nim stale nowe, ciekawe treści, proszę wejdź na Patronite.pl i dołącz do patronów mojej twórczości. O postępach zbiórki będę informował na bieżąco, a link do profilu dodatkowo umieściłem na panelu bocznym bloga. Jeśli nie możesz wesprzeć mnie osobiście, powiadom swoich znajomych. Za wszelką pomoc z góry dziękuję! Stay tuned!

08 lutego, 2021

Książka "Przyrządy dozymetryczne dla ludności"

Ta licząca zaledwie 65 stron publikacja, której autorem jest B.W. Polenow, została wydana w 1991 r. przez Energoatomizdat (Wydawnictwo Energetyki Atomowej) w Moskwie. Powstała na fali zwiększonego zainteresowania zagadnieniami ochrony radiologicznej po katastrofie w Czarnobylu, gdy zaczęły podnosić się żądania wyposażenia ludności w przyrządy dozymetryczne popularnego użytku. 



Praca podzielona jest na rozdziały, z których pierwszy omawia podstawowe pojęcia dotyczące dawek, aktywności, mierników i rodzajów promieniowania. Rozróżniony jest m.in. indykator do szacowania mocy dawki, dozymetr do pomiaru dawki i jej mocy oraz dozymetr-radiometr do pomiaru zarówno aktywności i gęstości strumienia cząstek, jak i mocy dawki. Następnie omówione są poszczególne akty normatywne dotyczące narażenia na promieniowanie, obowiązujące w ZSRR. Przeanalizowano naturalne tło promieniowania i przedstawiono również narażenie od diagnostyki medycznej, przelotów samolotem i oglądania telewizji. Dawki podano w mikrosiwertach, a w nawiasach - w mikro- i miliberach (ber - biologiczny ekwiwalent rentgena, radziecka jednostka równoważnika dawki*)

04 lutego, 2021

Kieszonkowy radiometr cyfrowy RK-20

O istnieniu tego miernika dowiedziałem się z dokumentacji, otrzymanej dzięki uprzejmości firmy Polon-Alfa. Przyrząd miał być następcą RK-10. wprowadzono go do produkcji w 1986 r. i wypuszczono zaledwie 50 szt. Od poprzedniego modelu odróżniał się głównie zastosowaniem wyświetlacza LED w miejsce wskaźnika wychyłowego oraz kształtem sondy, mieszczącej miniaturowy licznik Geigera DOI-80 zamiast typowego z rodziny STS-5/BOI-33/SBM-20. Pomimo przeszukiwania odmętów internetu, zarówno krajowego, jak i zagranicznego, nigdzie nie natrafiłem na zdjęcie przyrządu, że o jakimkolwiek egzemplarzu nie wspomnę. Nie było go nawet na rosyjskim forum RHBZ ani niemieckiej stronie Radiomuseum.org. Jedyny trop zaprowadził mnie do książki p. Grzegorza Jezierskiego "Radiografia przemysłowa" z 1993 r., w której to publikacji przyrząd został pokrótce omówiony. Dzięki uprzejmości Autora mogę przedstawić fotografię urządzenia:

cyt za: G. Jezierski, Radiografia przemysłowa, s. 573

30 stycznia, 2021

Dozymetr "Azimut-2"

Źródło - http://forum.rhbz.org/topic.php?forum=2&topic=296

Ten kieszonkowy dozymetr, wyprodukowany został przez Sormowskij Zawod "Łazur'" w Niżnym Nowogrodzie. Urządzenie łączy w sobie funkcje indykatora i prostego radiometru gamma. W trybie indykatora impulsy sygnalizowane są dźwiękiem i błyskami jednej z trzech diod - zielonej, żółtej i czerwonej, w zależności od zakresu w którym znajduje się mierzony poziom promieniowania. W trybie pomiaru włącza się dwucyfrowy wyświetlacz LED, podający wynik. Pomiar trwa od 1 do 60 sekund w zależności od mocy dawki, wynik trzeba przemnożyć przez mnożnik widniejący przy tej diodzie, która akurat błyska podczas pomiaru. Do wyboru mamy mikrosiwerty lub mikrorentgeny. Zakres wynosi 0,1-99 µSv/h , czyli tak jak w większości tego typu radiometrów.  

25 stycznia, 2021

Kategorie cenowe dozymetrów

W swoim artykule o układach konstrukcyjnych dozymetrów [LINK] skupiłem się głównie na kwestiach technicznych, problem cen zarysowując jedynie z grubsza. Teraz chciałbym przyjrzeć się bliżej ofercie rynku przy różnych poziomach budżetu.

  

Pierwsza półka, dla której pasuje nazwa "plankton", to zakres do ok. 200 zł. W tej cenie mamy wszystkie indykatory promieniowania oraz najprostsze radiometry gamma z epoki poczarnobylskiej i najtańsze dozymetry z Aliexpress. Czasem trafi się lepszy radiometr beta-gamma, uszkodzony albo w "nieznanym" stanie technicznym, który okaże się sprawny lub wymagający tylko drobnej naprawy. Niekiedy ktoś nieświadomy wartości sprzętu sprzeda go znacznie poniżej wartości. Jeśli bacznie obserwujemy rynek, a do tego dużo chodzimy po bazarach, możemy upolować czasem taką okazję. Wymaga to jednak czujnego monitorowania rynku, gdyż konkurencja nie śpi i na Polarona za 200 zł rzuca się jak szczerbaty na suchary. Poza tym w dobie internetu weryfikacja wartości zajmuje chwilę, co często powoduje efekt odwrotny - przeszacowanie ceny.


Czy na tej półce znajdziemy coś dla nas? Najprostsze indykatory odradzam, gdyż przeważnie mierzą jedynie silniejszą emisję gamma, a do tego nie mają jakiejkolwiek skali. Proste radiometry mają spory rozrzut jakości - Master-1 to szmelc, natomiast Biełła będzie całkiem przyzwoitym wyborem przy silniejszych źródłach (zegary, kompasy). Z kolei tanie mierniki z Aliexpress, mierzące łączną emisję (np. GMV-2)  możemy kupić, jeśli nie jesteśmy pewni, czy wciągnie nas dozymetria albo potrzebujemy tylko odróżnienia emiterów promieniowania od obiektów nieradioaktywnych. Nadadzą się do większości "codziennych źródeł" oprócz niskoaktywnego szkła uranowego. 

20 stycznia, 2021

Dozymetr DMC 2000 S

Dozymetr DMC-2000S jest uboższą wersją DMC-2000XB, którego recenzję, autorstwa Maćka, miałem przyjemność prezentować w zeszłym roku [LINK].

DMC-2000S jest typowym przyrządem przeznaczonym dla oceny indywidualnego narażenia na promieniowanie jonizujące, zarówno łącznej przyjętej dawki, jak i chwilowego natężenia promieniowania. Mierzy wyłącznie promieniowanie gamma (50 keV - 6 MeV) oraz silną emisję beta (np. Sr-90). Detektorem jest dioda krzemowa, a zakres pomiaru rozciąga się od tła naturalnego aż po 10 Sv/h. Niestety wartość pomiaru mocy dawki wyświetlana jest dopiero od 10 µSv/h, choć wartości niże, aż do tła naturalnego, też są mierzone i akumulowane. Czyli zostawiając miernik w miejscu o normalnym tle promieniowania, na wyświetlaczu będziemy widzieć ciągle zero, jednak po kilku godzinach zmieni się wartość łącznej dawki. Ogranicza to funkcjonalność dozymetru w "codziennych" zastosowaniach, ale pamiętajmy, że to sprzęt mogący mierzyć bardzo wysokie poziomy promieniowania, występujące przy awariach radiacyjnych, wybuchach jądrowych, radioterapii itp. Zakres pomiaru dawki kończy się na 10 Sv, czyli ponad dwukrotności dawki śmiertelnej (ok. 4,5 Sv) . Pomiar mocy dawki prowadzony jest do aż  10 Sv/h - godzina ekspozycji całego ciała w takich warunkach to pewna śmierć, zaś pół godziny - 50 % szans na śmierć w ciągu miesiąca przy braku leczenia. Miernik nie powinien ulec nasyceniu (cofaniu wskazań) przy mocy dawki do 50 Sv/h, zaś maksymalny zakres dawki jest podawany na 100 Sv. Jak widać, są to warunki rodem spod IV bloku Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej chwilę po wybuchu. Trudno się dziwić, że przy takich założeniach konstrukcyjnych dozymetr pomija wyświetlanie mocy dawki poniżej 10 µSv/h (1 mrem/h).

15 stycznia, 2021

Autoradiogramy cz. IV

Właśnie wywołałem autoradiogramy nastawione pół roku wcześniej. Tym razem źródłami były małe naczynka ceramiczne z obrzeżami pokrytymi glazurą uranową. Pomimo dość zbliżonych średnic różniły się znacznie grubością ścianki oraz ilością uranowej glazury. 


Generowana moc dawki nie była duża, jednak przy autoradiogramie najważniejsza jest aktywność alfa, gdyż cząstki te, jako silnie jonizujące, najbardziej zaczerniają emulsję fotograficzną. Ponieważ mają mały zasięg (centymetry w powietrzu, ułamki milimetra w materii), przeto w tworzeniu obrazu będzie brała udział jedynie warstwa glazury najbliższa powierzchni. Poniżej skan naczyń użytych do autoradiogramu:

11 stycznia, 2021

Przelicznik czy integrator?

Tryby pracy dozymetrów omawiałem kilka lat temu, wówczas jednak użyłem własnego nazewnictwa, ukutego od najbardziej reprezentatywnego modelu wykorzystującego dany tryb [LINK]. Tym razem chciałbym przedstawić temat od strony teoretycznej, gdyż wszystkie wymienione wówczas tryby można sprowadzić tak naprawdę do dwóch:

  • tryb integratora (uśredniający)
  • tryb przelicznika (zliczający).

Pomiar integratorowy oznacza podawanie średniej częstości impulsów wedle pewnej określonej stałej czasu. Stała ta jest to czas, po którym wynik osiągnie 2/3 swojej rzeczywistej wartości. Może być on niezmienny lub regulowany. 

Zwykle do dyspozycji są dwie wartości (fast/slow), lub też stała czasu jest wybierana automatyczne w zależności od zakresu pomiarowego (krótsza na wyższym). Radiometry uniwersalne mają często płynną regulację stałej czasu lub kilka wartości ustawianych skokowo. Układ integratora jest to zwykle obwód RC, w którym od pojemności C zależy wartość stałej czasu, zaś od oporności R zakres pomiarowy. Krótka stała czasu przydatna jest przy dużych częstościach zliczania - zapewnia szybki wzrost wyniku, choć jednocześnie powoduje znaczne jego wahania w okresie równym długości stałej czasu. Czyli np. w RK-67 wynik będzie się wahał w okresie 10 s, zaś w Polaronie 20 lub 200 s, w zależności od wybranej stałej. Aby uzyskać miarodajny wynik, musimy odczekać aż 5 długości stałej czasu.

07 stycznia, 2021

Układy konstrukcyjne dozymetrów

O podstawowych układach konstrukcyjnych dozymetrów do użytku amatorskiego planowałem pisać już od dłuższego czasu. Zapowiedzi notki na ten temat pojawiały się na blogu przy prawie każdej recenzji kieszonkowego miernika. Ponieważ jednak tekst rozrósł się do rozmiarów przekraczających ramy typowego wpisu na blogu, postanowiłem opublikować go w czasopiśmie naukowym. Przekonały mnie do tego pozytywne opinie specjalistów, za które chciałbym w tym miejscu podziękować. Wybór padł na Postępy Techniki Jądrowej, w których, po naniesieniu niezbędnych poprawek i uzupełnień, artykuł właśnie został opublikowany. 

Nie chcąc spoilerować, zamieszczam tylko streszczenie artykułu i link do numeru PTJ, w którym został opublikowany (strony 27-35) - http://www.ichtj.waw.pl/ptj/Pliki/ptj2020no4.pdf



Zapraszam do lektury i czekam na recenzje w komentarzach. Planuję raz na jakiś czas publikować na łamach tego pisma, gdyż internet, choć tak nośny, jest jednak też bardzo ulotny. 

03 stycznia, 2021

Dozymetr Pripyat' z wytwórni Galicz-M

Dozymetry RKS-20.03 Pripyat' (Prypeć) były produkowane łącznie w czterech wytwórniach [LINK]. Najczęściej pojawiają się na rynku wyroby kijowskich zakładów Radiopribor im. S. P. Korolewa, gdzie opracowano tą konstrukcję oraz lwowskiej fabryki "Polaron", od której dozymetr wziął nieformalną nazwę. Nieco rzadsze są produkty zakładów "Arsenal" z Kijowa, jednak prawdziwym "białym krukiem" są dozymetry z fabryki "Galicz-M" ze Lwowa. Pisząc notkę o różnicach w budowie dozymetrów z poszczególnych wytwórni znalazłem zaledwie jedno zdjęcie miernika z tej fabryki. Z informacji, jakie udało mi się uzyskać wynika, że fabryka Galicz-M powstała po upadku zakładów Polaron. Być może to jakaś filia Polarona, gdyż instrukcja do prezentowanego egzemplarza sygnowana jest przez zakłady... Polaron.