15 maja, 2018

Radium Girls


Niniejszy tekst powinien mieć tytuł "sprawa pracownic fabryk zegarów z tarczami malowanymi farbą radową", ale przypadek do historii przeszedł pod nazwą "Radium girls".
 Rad, odkryty przez Marię Skłodowska-Curie i Piotra Curie, szybko znalazł zastosowanie w medycynie do leczenia nowotworów. Jednocześnie odkryto zjawisko świecenia niektórych substancji, tzw. scyntylatorów, pod wpływem promieniowania radu. W ten sposób powstały radowe farby świecące, używane do zegarków i przyrządów pomiarowych, które musiały być widoczne w ciemności, szczególnie w lotnictwie czy marynarce. Stosowano je też do malowania numerów domów czy miejsc w kinach i teatrach, przyrządów celowniczych broni strzeleckiej, spławików wędkarskich, tarcz telegrafów i telefonów czy oczu lalek. Farby miały kilka nazw handlowych - Undark, Luna i Marvelite.

Produkcję zegarków z takimi tarczami rozpoczęło kilka firm w USA - m.in. U.S. Radium Corporation (przedtem Radium Luminous Material Corp.) czy Radium Dial Company. Akurat kraj ten przystąpił do I  wojny światowej, zatem powołanych do wojska mężczyzn zastąpiły kobiety. Praca była dobrze płatna, trzykrotnie więcej niż typowa pensja w fabryce, co stanowiło szczególną okazję dla ubogich dziewcząt, często nastolatek. Wieści o nowej profesji szybko roznosiły się pocztą pantoflową.  Potrzebna była precyzja i zwinne palce, gdyż pracownicom płacono od sztuki pomalowanej tarczy, zatem praca była szczególnie popularna u nastolatek o drobnych, zręcznych dłoniach. Płacono 1.5 centa za tarczę przy dziennej normie 250-300 tarcz. 


Pracownice szybko otrzymały przydomek "Ghost girls", gdyż po zakończeniu zmiany w fabryce ich ubrania świeciły od  pyłu farby radowej. Niektóre celowo malowały sobie nią paznokcie czy nawet zęby, by szokować świecącym uśmiechem. Malowano też ubrania, by "rozświetlić" prywatki. Największym zagrożeniem była jednak sama technika pracy. Tarcze zegarków były małe, często 3.5 cm średnicy, a używane do malowania pędzelki z wielbłądziego włosia szybko  ulegały zwichrowaniu. Przełożeni zatem polecali ślinić pędzelki językiem i ustami nadawać im zaostrzony kształt, niezbędny do precyzyjnego malowania cyfr.  Technika zwała się "lip, dip, paint", czyli w wolnym tłumaczeniu "pośliń, zanurz (w farbie), pomaluj". 

Oczywiście kierownictwo upewniało pracownice, że farba nie jest szkodliwa, a nawet ma lecznicze działanie, wszak radu używa się w medycynie. Było to działanie tym bardziej perfidne, ponieważ naukowcy i zarząd fabryki mieli pełną świadomość o  szkodliwości radu, nosili maski, ołowiane fartuchy a radu dotykali specjalnymi szczypcami,  osłaniając się ekranami. Zdrowiem szeregowych pracowników nikt się nie przejmował. Kobiety pracowały w niewentylowanych pomieszczeniach, a robocze fartuchy prały w domu. Dawka promieniowania dochodziła do 10 µSv/h, czyli 100-krotności naturalnego promieniowania tła, ale napromieniowanie zewnętrzne nie było tak szkodliwe, jak skażenie organizmu drogą pokarmową i oddechową.


Wkrótce pracownice zaczęły chorować. Zaczynało się od zębów -  jednego, potem następnych, wreszcie  rozkładowi ulegała cała szczęka czy wręcz kości twarzy. Często szczęka po prostu wypadała w kawałkach, pośród krwi i ropy. Zjawisko było podobne do "szczęki fosforowej" (phossy jaw), występującej u pracowników fabryk zapałek na skutek zatrucia białym fosforem. Do tego dochodziły bóle w kończynach dolnych, uniemożliwiające poruszanie się. Pierwsza ofiara, Mollie Maggia, zmarła na skutek  wykrwawienia, gdy rozkład tkanek twarzy przeszedł na gardło i jedną z żył szyjnych. 
źródło


Był rok 1922. Wkrótce zaczęły umierać kolejne pracownice. Firma przeprowadziła własne "śledztwo" w związku z pogłoskami, które miały negatywny wpływ na biznes. Oczywiście niczego nie wykazano, dopiero  niezależne dochodzenie w 1924 r. potwierdziło związek farby radowej i śmierci pracownic. Wzburzony prezes firmy powołał kolejne własne "śledztwo", poświadczał nieprawdę przed Departamentem Pracy i próbował zdyskredytować ofiary jako chcące wyłudzić odszkodowanie. Fałszywy lekarz Frederick Flinn, niemający ukończonych studiów medycznych, podjął się za darmo badania pracownic U.S. Radium Corp. i fałszywie twierdził, że nie mają nawet śladu zatrucia radem, choć niedługo później umierały. Katherine Moore usłyszała te zapewnienia aż 8 razy, po czym zmarła. 
Proces przeciwko firmie był trudny, gdyż powszechnie wierzono w dobroczynne działanie radu, a pojedyncze osoby nie miały szans w walce z wielką firmą, dysponującą ogromnym kapitałem i sztabem prawników. Ofiary radowej farby często były niezamożne i nie było ich stać nawet na własne leczenie, a co dopiero na prawników. Pamiętajmy też, że racji płci miały mniejsze szanse na wniesienie sprawy do sądu i pomyślny wyrok. Mało który adwokat był skłonny podjęcia się tak ryzykownej sprawy. Dopiero śmierć pierwszego mężczyzny doprowadziła do podjęcia oskarżenia (!). Dzięki opinii eksperta dr. Harrisona Martlanda, powiązano choroby pracownic z radiacją.



 Już małżonkowie Curie widzieli zagrożenie związane z promieniowaniem działającym na ciało od zewnątrz. Działanie przez skażenie  wewnętrzne było o wiele bardziej szkodliwe z uwagi na tzw. radiotoksyczność radu. Rad jako powinowaty do wapnia gromadził się w kościach, a emitowane cząstki alfa niszczyły tkankę kostną i szpik. Chore  kobiety miały po prostu dziurawe jak sito kości i cierpiały na spontaniczne złamania - również kręgosłupa. Tworzyły się też guzy na twarzy, kolanach czy biodrach, często rozmiarów piłki futbolowej. Ich ciała emitowały światło w nocy, co było jaskrawym dowodem oskarżenia.
Walka sądowa miała znaczenie priorytetowe, gdyż nadal wiele kobiet pracowało malując zegarki  farba radową. Dla chorych kobiet nie było już ratunku, ale można było ocalić pozostałe, które nie wchłonęły jeszcze tak dużej ilości radu. Przy malowaniu tarcz pracowało wówczas ok. 4000 kobiet. Zatrucie radem nie było wówczas chorobą zawodową, gdyż sprawa pracownic fabryki zegarków była pierwszym przypadkiem wystąpienia tych schorzeń. Według obowiązującego prawa roszczenia z tytułu choroby zawodowej trzeba było wnieść w ciągu 2 lata, podczas gdy zatrucie radem "wylęgało" się po 5 latach, po nagromadzeniu większej ilości tego pierwiastka.

 Pierwszy proces zakończył się ugodą pozasądową - wypłaceniem odszkodowań na poczet leczenia w zamian za wycofanie pozwów. Przystano na takie rozwiązanie obawy przed przeciąganiem rozpraw przez firmę i postępów choroby pracownic.  Czas naglił, kobietom zostały 4 miesiące życia. Firma i tak wyparła się odpowiedzialności,  twierdząc, że gdyby farby stwarzały zagrożenie życia, przestaliby ich używać. Przedstawiciele firmy posunęli się nawet do kradzieży zniszczonych radem kości po sekcji zwłok jednej z pracownic!
Pojawiały się też plotki o syfilisie jako przyczynie chorób pracownic, co miało je zdyskredytować  w opinii publicznej. Prezes jednej z firmy cynicznie twierdził, że chciał pomóc "upośledzonym" kobietom i je zatrudnić, a to był błąd, który teraz zemścił się na nim w postaci tych oskarżeń (!). Co ciekawe, jeden z założycieli fabryki skaził sobie palec radową farbą i powstały na nim poważne rany, nie wywołało to jednak działań mających na celu ochronę zdrowia pracownic.
Wielki Kryzys nie ułatwiał procesu, ofiary oprócz innych pomówień, były oskarżane o pozywanie jednego z niewielu ocalałych pracodawców. Catherine Wolfe (primo voto Donohue) dzięki pomocy pracującego pro bono prawnika werszcie trafiła do sądu w 1938 r. Swoje zeznania składała leżąc na łożu śmierci. Jej zwycięstwo  w 1939 r. było zwycięstwem zza grobu - nie żyła już od roku. W chwili śmierci ważyła 60 funtów  (27,2 kg). Sprawa ta przyczyniła się do uchwalenia nowych ustaw dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy oraz przyznawania odszkodowań z tytułu chorób zawodowych. Farbę radową stosowano jeszcze długie lata, lecz liczba wypadków i zachorowań przy pracy znacznie się zmniejszyła.




Treść notatki jest przetłumaczonym i uzupełnionym z innych źródeł artykułem ze strony Buzzfeed - https://www.buzzfeed.com/authorkatemoore/the-light-that-does-not-lie?utm_term=.oyQlkdLbE&ref=mobile_share#.osEpKx192

Tutaj można znaleźć dokładny skład i aktywność radowej farby - https://www.orau.org/ptp/collection/radioluminescent/radioluminescentinfo.htm

Krótki opis sprawy (9 ofiar śmiertelnych, 70 poważnych zachorowań) - http://www.johnstonsarchive.net/nuclear/radevents/1920USA1.html



Artykuł na stronie Fotoblogia, z którego zaczerpnąłem dane do uzupełnienia oryginalnego tekstu - https://michalstraczek.fotoblogia.pl/7100,radium-girls

Aspekt prawny zagadnienia
http://iancpilarczyk.com/the-radium-girls-deodands-and-the-rise-of-workers-compensation/

Rys historyczny i naukowy - https://scripophily.net/unstracofrag1.html

Historia matactw fałszywych lekarzy przy sprawie - http://www.newenglandhistoricalsociety.com/waterbury-radium-girls-secret-killer/

Na deser - sztuka "Radium Girls" wystawiana niedawno:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!

[komentarz ukaże się po zatwierdzeniu przez administratora - treści reklamowe i SPAM nie będą publikowane!]