Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popkultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popkultura. Pokaż wszystkie posty

27 września, 2025

Lenka Elbe - URaNovA

Generalnie staram się unikać fikcji literackiej czy filmowej związanej z szeroko rozumianym zjawiskiem radioaktywności. Zbytnio mnie irytują nieścisłości, od prostowania których już nie umiem się powstrzymać, myślę też przy tym o szerszych konsekwencjach powielania utartych mitów o promieniowaniu. Jednak ostatnio skusiłem się na powieść czeskiej pisarki Lenki Elbe. Książka ma tytuł "Uranova", a właściwie "URaNovA", gdyż litery tytułu mają przywodzić na myśl chemiczne symbole uranu i radu.


Nie będę tu streszczał fabuły, nadmienię tylko, że główny bohater jedzie do Jachymova, znanego z kopalni uranu i radonowych uzdrowisk, aby wyjaśnić zagadkę śmierci swojej partnerki, która 30 lat wcześniej, odwiedzając swoją rodzinę, dosłownie zapadła się pod ziemię. W tle przewija się wątek przymusowej pracy w kopalniach uranu oraz zwalczania opozycji przez tajne służby Czechosłowacji. Powieść bym zaklasyfikował jako kryminał, w którym jednak pojawiają się elementy fantastyki, utrudniające jednoznaczną klasyfikację.

06 sierpnia, 2023

Film Oppenheimer

"Oppenheimer", łącznie z "Barbie", mającym premierę tego samego dnia (21 lipca), jest przebojem ostatniego miesiąca. Powstała nawet zbitka "Barbienheimer", nawiązująca do fenomenu jednoczesnej premiery tych dwóch produkcji. Ponieważ tytułowy bohater "Oppenheimera" jest postacią kluczową dla XX-wiecznej fizyki jądrowej, postanowiłem napisać kilka słów o tym filmie. Na wstępie zastrzegam, że nie jestem wyrafinowanym krytykiem filmowym. Lubię kino, jednak filmy traktuję jako dokument lub rozrywkę. Stąd też podobały mi się produkcje, mające fatalne recenzje ("1920 Bitwa Warszawska"), nie lubię też filmów przeintelektualizowanych, przegadanych i rozpsychologizowanych. Zastrzegam więc, że poniższy tekst nie będzie recenzją sensu stricte, a raczej zbiorem luźnych refleksji. 


26 kwietnia, 2020

Symulator reaktora atomowego

Jeżeli chcecie sprawdzić się w roli operatora reaktora atomowego, istnieje wiele symulatorów, zarówno online, jak i w postaci programów. Najprostsze - jak poniższy, produkcji Dalton Nuclear Institute, oferują jedynie kontrolę położenia prętów sterujących oraz ilość pary w generatorach - oba te parametry należy tak ustawić, by pokryć zmieniające się zapotrzebowanie na energię elektryczną. Produkcja prądu nie może być za mała, ale też nie za duża, gdyż w obu przypadkach słyszymy upomnienie i tracimy punkty. Idealna jest sytuacja, gdy krzywa produkcji pokrywa się z krzywą zapotrzebowania. 
Po chwili ćwiczenia można dojść do wprawy, choć lepiej nie usypiać czujności, bo reaktor lubi wymykać się spod kontroli. Uprzedzając pytania - nie wysadzimy go, a jedynie ulegnie awaryjnemu wyłączeniu, z którego zresztą dość szybko "wstaje". 


Cała gra jest zresztą przyspieszona w stosunku do czasu rzeczywistego, zarówno jeśli chodzi o rozruch reaktora, jak i dobowy cykl zapotrzebowania na energię elektryczną. 
Pomimo swej prostoty, gra jest emocjonująca, choć raczej nie zajmie nam wielu wieczorów. Plusem jest obrazowa multimedialna wizualizacja pracy reaktora, zarówno trójwymiarowa, jak i w przekroju. Gdy skończymy "kolejkę" ukazuje się nasza pozycja w rankingu, na stronie możemy też zrobić mini-quiz z wiedzy o działaniu reaktora. Link do symulatora

Drugi symulator, nazwany po prostu Nuclear Power Simulator, jest bardziej rozbudowany jeżeli chodzi o stronę techniczną (regulujemy obieg pierwotny i wtórny), a także ma dodatkowy aspekt ekonomiczny - zysk wypracowany przez elektrownię oraz wydatki na niezbędne naprawy siłowni. Odbyło się to jednak kosztem szaty graficznej, która jest znacznie uboższa i mniej intuicyjna. Wygląda trochę jak gry z początku lat 90. (pamiętacie sklep w Scorched Earth?).


Takie połączenie z jednej strony lepiej oddaje całokształt funkcjonowania elektrowni jądrowej, której zadaniem jest przede wszystkim zarobek, z drugiej utrudnia skupienie się na aspekcie naukowym. Na szczęście strona oferuje różnego rodzaju tutoriale - podstawowy, szczegółowy oraz dodatkowe porady i strategie. Symulator wciągnie nas na dłużej, jeśli tylko poświęcimy odpowiednio dużo czasu na naukę. Link - http://www.nuclearpowersimulator.com/
***
Trzeci symulator jest produkcji polskiej - stworzyła go grupa programistów pod auspicjami Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Tutaj mamy do czynienia z reaktorem wodno-wrzącym (BWR), w przeciwieństwie do powyższych, gdzie sterujemy reaktorem wodno-ciśnieniowym (PWR). Oznacza to, że występuje tylko jeden obieg wody chłodzącej, która wrze w reaktorze, napędza generatory prądu i po skropleniu w skraplaczach jest z powrotem wtłaczana do obiegu. Rozgrywka może być prowadzona na dwa sposoby. W łatwiejszym regulujemy położenie prętów kontrolnych, od którego zależy moc reaktora, natomiast obieg wody sterowany jest automatycznie. Możemy też otworzyć lub zamknąć jeden z zaworów na wyjściu pary z reaktora - jeden prowadzi do turbiny i skraplacza, drugi bezpośrednio do skraplacza - ale jeśli zamkniemy jeden, drugi otworzy się automatycznie. Nie możemy "zadusić" reaktora zamykając oba zawory. Cała reszta sterowana jest przez program. W drugim rodzaju rozgrywki wszystkimi parametrami sterujemy ręcznie - możemy zamykać zawory, odłączać generator od sieci, wyłączać pompy itp. Ekran główny wygląda tak samo w obu rozgrywkach, a rodzaj gry wybieramy zaznaczając chceckbox "automatyczna regulacja obiegu wody i pary":


Ten typ rozgrywki to większe wyzwanie, początkowo kilka razy doprowadzimy do awaryjnego wyłączenia reaktora i komunikatu "zabawa skończona":



Kolejna zakładka zawiera wizualizację reakcji zachodzących w reaktorze przy danym ustawieniu prętów kontrolnych - neutrony mają postać cienkich białych kresek strzelających w różnych kierunkach. Przy niskiej mocy jest ich mało, choć nawet przy zerowej pojawiają się pojedynczo, jako efekt spontanicznych rozszczepień jąder uranu:


Gdy jednak podniesiemy pręty, robi się ich coraz więcej, a przy pełnej mocy cały środek rdzenia jest biały. Swoją drogą prędkość przesuwu prętów była chyba wzorowana na RBMK-1000 z Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej...


W kolejnej zakładce można zerknąć na wykresy poszczególnych parametrów pracy reaktora, takich jak moc, położenie prętów sterujących, ciśnienie pary, obroty turbiny i moc elektryczna oddawana przez generator. Wykresy mam 3 i na każdym z nich możemy ustawić wyświetlane innego parametru, aby móc porównać ich wzajemną korelację. Z prawej strony mamy raporty pracy reaktora z tymi samymi danymi, uzupełnionymi o współczynnik mnożenia neutronów i inne zdarzenia, np. otwarcie zaworów, przekroczenie mocy dopuszczalnej. 


W ostatnim menu są awarie, które możemy zesłać na nasz reaktor wraz z opisem skutków uszkodzeń elementów, jest też opcja generowania awarii losowej:


Symulator jest dość prosty w obsłudze i zadowoli zarówno laików, jak i osoby bardziej zagłębione w temat. Na forum Strefazero w swoim czasie istniała rywalizacja na jak największe moce osiągane na tym symulatorze. Rekord wyniósł 2353 MW [LINK]. Pamiętajmy oczywiście o rozróżnieniu między mocą cieplną reaktora, a mocą elektryczną. Obie podawane są w megawatach, ale przy mocy cieplnej do symbolu jednostki dodawane są litery th w indeksie dolnym, zaś przy elektrycznej - e. Moc cieplna reaktora to łączna ilość energii cieplnej generowanej w rdzeniu, zaś moc elektryczna - ilość prądu powstającego w generatorach podłączonych do reaktora. Przyjmuje się, że reaktor o mocy cieplnej 3000 MWth daje 1000 MWe, czyli jego sprawność wynosi 30 %.
Program można pobrać za darmo ze strony Programosy.pl [LINK]
***
Jeżeli jesteście żądni wrażeń i dobrze się znacie na technice reaktorowej, polecam... oryginalny radziecki trenażer TOP-1 do reaktora RBMK-1000. Powstał w 1991 r. dla systemu MS-DOS, zatem do uruchomienia wymaga albo starego komputera, albo emulatora, np. DOSBox. Szczerze mówiąc, polecam pierwsze rozwiązanie, wystarczy 486 czy nawet 386 albo jakiś z pierwszych pentiumów, gdyż emulator DOSa na nowych maszynach nie zawsze dobrze działa. Program miał na celu zapoznanie z zasadą działania i dynamiką energobloku wykorzystującego reaktor RBMK-1000. Przeznaczono go pod pulpit sterujący IUR z trzema konsoletami.


Zanim uruchomimy reaktor, musimy postawiać rozliczne parametry jego pracy:


W tym menu widzimy m.in. temperaturę chłodziwa na wejściu do strefy aktywnej reaktora, szybkość rozgrzewania, współczynnik parowy, współczynnik temperaturowy dla paliwa i grafitu, zatrucie jodem i ksenonem itp. Jak widać, nie jest to zabawka dla amatorów.



Jeżeli już uruchomimy reaktor i nie wyskoczy nam żaden błąd, zobaczymy takie oto ekrany - wierzę na słowo rosyjskiemu internetowi [LINK], u mnie program nie działa:


 Jak widać, stopień komplikacji jest o kilka rzędów wielkości wyższy niż w poprzednich programach, trudno się dziwić, to trenażer dla przyszłych operatorów prawdziwych elektrowni.


Pamiętajmy też, że bloki z reaktorami RBMK-1000, nieco zmodyfikowanymi, nadal są używane w Rosji, zaś w Czarnobylu ostatni reaktor wyłączono dopiero w 2000 r.


Jeśli próbowaliście zabawy z tym symulatorem, dajcie znać w komentarzach!
Póki co znalazłem jeszcze inny symulator RBMK-1000, tym razem firmy Simgenics [LINK]. Poniżej link z rozruchu reaktora -jak widać, ma nieco nowszą szatę graficzną i jest jeszcze bardziej rozbudowany:


Firma oferuje również inne symulatory reaktorów jądrowych, ale są przeznaczone bardziej dla specjalistów szkolących się na przyszłych operatorów.

Nie są to oczywiście jedyne symulatory dostępne w sieci, wybrałem najbardziej popularne i przystępne oraz w charakterze ciekawostki radziecki program z 1991 r. Jeżeli chcielibyście zasugerować inne symulatory, dajcie znać w komentarzach.

03 kwietnia, 2020

Fukushima memes

O katastrofie w elektrowni jądrowej Fukushima Dai-Ichii pisałem niedawno [LINK], obiecując szersze omówienie memów związanych z tym wydarzeniem. Wyszukałem zatem ok. 70 najbardziej reprezentatywnych, z których następnie przeprowadziłem dalszą selekcję, głównie pod względem typowości oraz oryginalności. Można je podzielić na kilka grup. Pierwsza to kopie "Meanwhile in Chernobyl", powielające wyświechtane klisze o mutacjach popromiennych. Zastosowano jednak inny dobór zwierząt:






Choć oczywiście pojawiają się kopie tych czarnobylskich, jedynie z nowym podpisem:



Albo z dodanymi nowymi elementami. Chciałoby się powiedzieć nihil novi sub sole... 


...ale czy na pewno? Temat mutacji popromiennych w kręgu kultury japońskiej od razu przywołuje Godzillę:






Nie mogło też zabraknąć Wojowniczych Żółwi Ninja:


Temat mutacji popromiennych doczekał się również całkowicie nowych odsłon. "Zmiany", które dotknęły cytryny, przypominają Cthulhu 




I słynny Pieseł (Doge) "po chorobie popromiennej":


Świecenie kocich oczu dzięki odbijającej światło błonie odblaskowej (tapetum lucidum) jest kanwą dla wszelkiego rodzaju memów związanych z promieniowaniem, kosmitami itp.:

Jeszcze na koniec trochę z ludźmi:




Ponieważ Fukushima, w przeciwieństwie do Czarnobyla, nie jest mglistym wspomnieniem z epoki przedinternetowej, tylko współczesnym wydarzeniem rozgrywającym się praktycznie online na oczach świata, memy dotyczące tej katastrofy odzwierciedlają również całą debatę, jaka miała miejsce w następnych latach. W przypadku Czarnobyla śmiano się praktycznie tylko z mutacji, ponieważ o innych aspektach zwyczajnie nie wiedziano, albo już zapomniano i nie byłyby nośnym materiałem na memy. Tu z kolei mamy np. echo odejścia Niemiec od energetyki jądrowej i przestawiania się na odnawialne źródła energii:








Opłakiwanie "prawdziwych ofiar" czyli... przemysłu jądrowego, który miał rzekomo być w sposób forsowny brandowany jako "przyjazny środowisku", a teraz cała robota na marne...

Zwróćcie uwagę na maski - przecież to tzw. "świńskie ryje" z czasów Czarnobyla:
Przypadek czy dyskretna aluzja do 1986 r.?

https://www.youtube.com/watch?v=xSOYZ7YFKlo

Nadmierne reakcje (overreactions) również znalazły swoje odzwierciedlenie:




Brak rzetelnych informacji czy wręcz kłamstwa ze strony rządu Japonii stworzyły kolejną grupę memów:
Poniższy obrazek sugeruje, że niby ci sami ludzie, którzy kiedyś ostrzegali przed zagrożeniami energetyki jądrowej, dziś są jej propagatorami? Nie sądzę, przeciwnicy zawsze używali podobnych argumentów, a Fukushima dostarczyła im jedynie amunicji, zaś zwolennicy przez awarię z 2011 r. znaleźli się w defensywie, przez co, broniąc się przez atak, zwarli szeregi i przystąpili do kontry.



Tutaj jeszcze dodatkowo mój ulubiony motyw chłodni kominowych, które emitują jedynie parę wodną, a są od dziesięcioleci przedstawiane jako ilustracja zanieczyszczenia środowiska.



Chłodnie takie występują zarówno w elektrowniach jądrowych, jak i w spalających paliwa kopalne. A tak na marginesie, obecnie sytuacja zmieniła się o tyle, że niedawno opatentowano technikę wypuszczania spalin przez chłodnie kominowe, zatem przestały być takie zupełnie niewinne. Przez wiele lat były jednak zupełnie nieadekwatnym symbolem zatruwania środowiska przez przemysł.
***
Ciekaw jestem źródła poniższych rewelacji. Liczba zgonów na 1000 mieszkańców spadała w Japonii do 1979 r., a potem zaczęła stopniowo rosnąć (o 0,1 pkt. proc. rocznie), dodatkowo przyspieszając w 2004 (0,2 pkt. proc. rocznie) - polecam analizę tych statystyk [LINK].




Dla leniwych umieszczam zrzut ekranu - celem lepszej czytelności podzieliłem wykres na dwa etapy - od ostatniego roku ze spadkiem śmiertelności aż po rok przed katastrofą i następnie od 2010 r. do 2020. 



Podaję jeszcze inne źródło - Knoema.com [LINK], ale dane mówią to samo - nie można stwierdzić korelacji awarii z 2011 r. ze wzrostem liczby zgonów, gdyż ten trend zaczął się znacznie wcześniej, a przyspieszył minimalnie po 2004 r., czyli 7 lat przed awarią.
***
Ten mem chyba stworzył ktoś z jakiegoś antypolicyjnego ruchu w rodzaju naszego JP100% czy innych dindunuffinów. 



Homer Simpson, choć został zatrudniony w przemyśle jądrowym, to źle tłumaczy podstawowe jednostki dozymetryczne. Od biedy można uznać, że z bekerelem niezbyt popłynął, choć promieniowanie rzadko kiedy oznacza świecenie światłem widzialnym, ale często potocznie obecność promieniowania nazywa się "świeceniem". Jednak na pewno napromieniowanie nie sprawi, że będę świecił i promieniował ani nie zapewni mi dodatkowych oczu. Wspomniane mity omawiałem poprzednio [świecenie - LINK, aktywacja - LINK, mutacje - LINK].




Zresztą świecenie na skutek radiacji, zwłaszcza tej przyjętej przez organizm żywy, to mój ulubiony mit:


Tapetum lucidum u krów. Mem nieaktualny z racji kolejnej reformy oświaty, likwidującej gimnazja:



Nie wiem, czy na pewno chcę zrozumieć, o co chodzi w tym obrazku...




Z kolei ta rzeźba ma symbolizować proces odbudowy po nuklearnej awarii i przedstawiać bezatomową Japonię - stąd symbol słońca na ręce figury, symbolizującego OZE. Moim zdaniem chybiony pomysł, rzeźba stanowi tani wyciskacz łez połączony z creepy-postacią z kiepskiego horroru.



Na szczęście każda akcja rodzi reakcję i antyatomowa propaganda spotyka się z kontrą. Szantażowanie zdjęciami rzekomych mutacji popromiennych nie działa na krytycznie myślące jednostki. Jeśli przeanalizujemy tego typu obrazki choć przez chwilę, to przekonamy się, że są to zdjęcia dziwnie wyglądających, ale normalnie występujących gatunków lub zmian wywołanych przez nowotwory przed Fukushimą albo schorzeń powodowanych przez pasożyty. Myślę, że wiele osób, widząc po raz pierwszy takie gatunki jak żabnica czy grzbietoród, od razu pomyślałoby "mutant!". A mutacje wywołane promieniowaniem są nie do odróżnienia "na oko" od tych spowodowanych przez czynniki chemiczne, szczególnie dla laika. Ale wystarczy, by hasło było nośne, jak chociażby to, że produkcja "maści tygrysiej" grozi... wyginięciem tygrysów (jeśli już, to koali, bo robi się ją m.in. z eukaliptusa). I tłum ma igrzyska "w słusznej sprawie", mogąc do woli szczuć i pluć jadem w internecie, bo też zwykle na internetowym wrzasku się kończy...




Niestety, przekona to tylko przekonanych. Jak ktoś spał na biologii, a do tego ma tzw. ogólną orientację spiskową, to każde tłumaczenie będzie uważane za element spisku. Pewną szczepionką może być duża dawka rzetelnych książek i filmów popularnonaukowych podawana od najmłodszych lat plus regularny trening w krytycznym myśleniu i szukaniu "drugiego dna". Jeśli jednak zostało to zaniedbane, nadrobienie zaległości może nie być możliwe. Polecam też "Czynności antystystemowe", do których m.in. zalicza się krytyczne myślenie:


https://pl.pinterest.com/pin/420594052688366635/?lp=true



Istnieje też spora grupa proatomowych memów, kontrujących pofukuszimską histerię. Szczególnie "wysokie" moce dawek w rejonie elektrowni, które jak można się przekonać, są znacznie niższe niż w wielu rejonach świata:


Źródło - Refutations to Anti-Nuclear Memes





To samo w kwestii "zabicia życia w Pacyfiku" przez zrzut skażonej wody z elektrowni w Fukushimie. Amerykańskie testy jądrowe umieściły w tym oceanie o wiele więcej radionuklidów i o znacznie wyższych aktywnościach.




Porównanie zawartości naturalnego uranu i potasu, skutków testów jądrowych, Czarnobyla i Fukushimy w wodach oceanów i atmosferze:

https://www.facebook.com/R2ANM/photos/a.1561349920772560/1924452021129013/?type=3&theater

A teraz trochę dodatkowych, niewygodnych faktów o odnawialnych źródłach energii, w tym wypadku o panelach słonecznych. Na obrazku porównano powierzchnię paneli słonecznych, które miałyby taką moc jak cała elektrownia w Fukushimie, z terenem ewakuowanym po awarii (zielony) i terenem wykluczonym z użytkowania w 2013 r. (różowy). Jako wzorzec mocy wybrano położoną na podobnej szerokości geograficznej elektrownię Sarnia Solar Photovoltaic Plant w stanie Ontario w USA (na zdjęciu wkopiowanym z prawej u góry). Moc tej elektrowni to zaledwie 97 MW, czyli potrzeba 300 takich siłowni, by dać moc generowaną przez 6 reaktorów z Fukushimy (4696 MW). Pokrycie panelami tak dużego terenu wykluczyłoby go z użytkowania na znacznie dłużej niż stale kurcząca się strefa wykluczenia wokół Fukushimy. A w kraju o tak małej powierzchni i górzystym terenie jak Japonia jednym z kluczowych czynników jest powierzchnia, którą można poświęcić pod infrastrukturę energetyczną.


Pamiętajmy też, że materiały użyte do budowy paneli słonecznych mogą być równie niebezpieczne jak odpady nuklearne, zwłaszcza że zużyte panele też trzeba będzie jakoś utylizować. Dla porównania część odpadów z elektrowni jądrowych można przetwarzać, produkując nowe paliwo, zaś procent tych najgroźniejszych jest niewielki. Przeważają odpady nisko- i średnioaktywne. A jak wygląda sprawa nieradioaktywnych, ale toksycznych pierwiastków w rodzaju arsenu, zawartego w panelach lub rtęci, występującej w węglu?


Zerknijmy jeszcze na liczbę ofiar w energetyce jądrowej. Poniższy przykład jest analogiczny do kwestii bezpieczeństwa transportu lotniczego w porównaniu z kołowym. 


Nieporównanie więcej osób ginie w wypadkach drogowych niż lotniczych, jednak liczba ofiar pojedynczej katastrofy samolotowej, jej przebieg i niewielkie szanse przeżycia działają na wyobraźnię, tworząc mit większego ryzyka podróży powietrznych. Zagrożenia transportu samochodowego są też na swój sposób "oswojone" w społecznym odbiorze, gdyż wypadki te zdarzają się tak często, że media relacjonują jedynie bardziej drastyczne z nich.



Z kolei ten obrazek przypomina podział na głównie obozy w tej dyskusji, zwykle pokrywające się z preferencjami politycznymi i obyczajowymi. Energetyka oparta na spalaniu węgla - prawica, energetyka z przewagą OZE - skrajna lewica, energetyka jądrowa (wspierana przez OZE) - umiarkowana lewica i trochę centrum.

Porównanie gęstości energii z najpopularniejszych źródeł - dopóki nie opanujemy kontrolowanej syntezy termojądrowej, palma pierwszeństwa będzie przypadać uranowi:

Postęp techniczny zawsze wywoływał opór. Parowozy miały zabijać ptaki, powodować, że kury przestaną się nieść a krowy dawać mleko. Niedługo przed pierwszym lotem braci Wright kilku panów ręczyło honorem, że maszyna cięższa od powietrza nie może latać. Lekarz, który jako pierwszy zalecił dezynfekcję rąk w szpitalach i wyeliminował gorączkę połogową, został tak zaszczuty, że skończył w szpitalu psychiatrycznym. Zatem przełóżmy antyatomowe argumenty na... ogień u ludzi pierwotnych:




I podobnie jak w przypadku Czarnobyla - panika, ewakuacja i stres spowodowały większe szkody niż promieniowanie. Niektórzy jednak wolą żyć w antyatomowym Matrixie, zaludnionym przez popromienne mutanty.



Do walki ze skażeniami po Fukushimie zaangażowano nawet... konopie indyjskie. Jednak zastosowanie roślin w procesie fitoremediacji, czyli usuwania substancji toksycznych ze środowiska nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać twórcom poniższego obrazka. Skażenia chemiczne są przez rośliny zwykle choć częściowo metabolizowane, a nawet jeśli nie, to powstałą biomasę można spalić, gdzie zwłaszcza związki organiczne ulegną rozkładowi do substancji prostych.


Skażenia promieniotwórcze mają niestety taką cechę, że nie da się ich zniszczyć, można je jedynie przemieścić. Zatem choć rośliny wchłoną radionuklidy z gleby, to z kolei same staną się odpadam promieniotwórczymi, które trzeba będzie składować. Spalenie ich przeniesie pierwiastki promieniotwórcze do dymu i popiołu, choć oczywiście zmniejszy objętość skażonego materiału. Technologia ta wymaga jak widać dalszych badań i nie wygląda tak różowo jak w teorii.

***
Wróćmy jeszcze do samych memów i zerknijmy na kilka z działu "varia", czyli bez kategorii, cicer cum caule:








Na sam koniec współczesny akcent - nawiązanie do Igrzysk Olimpijskich w Tokio.

Jeśli spotkaliście się z jakimiś innymi memami, które powielają wierutne bzdury na temat katastrofy w Fukushimie albo ogólnie energetyki jądrowej, ale w związku z tym wydarzeniem, dajcie znać w komentarzach. Zasoby internetowych memów są tak ogromne, że życia by mi nie starczyło, jakbym chciał je wszystkie zewidencjonować. Szczególnie, że spora część z nich to wtórny chłam o niskim poziomie graficznym i merytorycznym.