10 czerwca, 2018

Radiometr Terra-P

Tym razem dozymetr Terra-P w wersji podstawowej przybliży nam Adam (Mad_Boar) - oddaję głos:

Za namową autora i właściciela niniejszego bloga postanowiłem opisać dozymetr-radiometr Terra P. Jest  to nowoczesny przyrząd dozymetryczny produkowany przez ukraińskie zakłady  EcoTest z Lwowa. Urządzenie to  zakupiłem w kwietniu 2017 r. na wyprawie do Strefy Czarnobylskiej, zorganizowanej przez jednego z czołowych polskich organizatorów.  Organizator ten pomaga w zakupie radiometrów Terra, wystarczy wcześniej zgłosić chęć jego zakupu i mieć przygotowaną odpowiednią kwotę w dolarach USA (w tamtym roku było to 160 $), by już pierwszego dnia wyprawy cieszyć się nowiutkim, żółtym urządzeniem zwanym Terra P.
Radiometr otrzymujemy w estetycznym kartonowym pudełku, wewnątrz którego znajduje się nasz przyrząd w plastikowym ochronnym blistrze, oraz instrukcja obsługi (niestety tylko w języku ukraińskim) W instrukcji mamy zapis z datą produkcji i potwierdzenie kontroli jakości dozymetru z podpisami odpowiedzialnych za to pracowników. Ponadto dołączone jest etui wykonane ze sztucznej skóry z przezroczystą ścianką czołową. Przypomina ono etui na stare telefony komórkowe, no i urodą nie grzeszy, ale spełnia swoje zadanie, a dzięki temu że jest ono wyposażone w klips – nasz przyrząd możemy przypiąć np. do pasa, szelki plecaka itp.


Terra P w pokrowcu. Obok Polaron Pripyat'. Źródło [link]

Urządzenie wykonane jest bardzo solidnie i estetycznie, obudowa i klapki właściwie spasowane, ponadto jest uszczelniane, więc zachlapanie wodą na pewno nie zaszkodzi elektronice ani tubie Geigera (dodatkowo chronionej warstwą przezroczystego tworzywa). Samo urządzenie jest bardzo poręczne. Rozmiarami i wagą bardzo zbliżone jest do słynnego telefonu Samsung Solid 2710.


Na ścianie frontowej mamy opis trybów pracy urządzenia, logo firmy, oraz stosowne informacje o certyfikacie europejskim CE i klasie uszczelnień (IP20). Na odwrocie z kolei mamy klapkę osłaniającą tubę Geigera, drugą klapkę pod którą są baterie, oraz małą tabliczkę z opisem:
  • Zakresu pomiarowego radiometru, 0,01 – 999,9 µSv/h lub 0,01-99,99 mRem/h
  • Zakresu pomiaru dawki pochłoniętej, 0,001-9999 mSv, lub 0,1-999,900 mRem
  • Bezpiecznego naturalnego poziomu promieniowania tła ≤ 0,30 µSv/h i ≤ 0,07 mSv/24h


Terra P zasilana jest dwoma bateriami AAA (małe paluszki), które również są dołączone do zestawu.
Urządzenie oferuje nam 4 podstawowe funkcje:
  • Bieżący pomiar promieniowania gamma, a po zdjęciu klapki ochronnej – także beta,
  • Pomiar dawki pochłoniętej przez dozymetr,
  • Zegarek,
  • Budzik (jakby ktoś miał zaspać na pociąg ze Sławutycza do Strefy :) )
Całą obsługę Terry P realizuje się dwoma przyciskami umieszczonymi po bokach urządzenia, nieco powyżej wyświetlacza ciekłokrystalicznego. Obsługa jest prosta, choć dla kogoś kto ma ją w ręku pierwszy raz problem stanowić może ustawienie godziny i progu alarmu (od 0,01 µSv/h do 9,99 µSv/h, standardowo ma ustawione 0,30 µSv/h). Lewym przyciskiem urządzenie się załącza lub „budzi” z trybu uśpienia, a po jego przytrzymaniu – mamy do dyspozycji funkcję ustawiania progu alarmu, oraz włączanie/wyłączanie dźwięku. Po uruchomieniu urządzenie pokazuje bieżący pomiar promieniowania, a  jednym naciśnięciem lewego przycisku - zerujemy pomiar i przyrząd mierzy od nowa.


Pod prawym przyciskiem mamy  po kolei: pochłoniętą dawkę promieniowania w mSv, godzinę i budzik, a potem znowu bieżący pomiar. Naciskając i trzymając prawy – urządzenie wyłącza się  na stałe. Jeżeli natomiast tego nie zrobimy to po jakimś czasie licznik się usypia i pozostaje w trybie czuwania. Jednak gdy "dostanie" promieniowanie przekraczające próg alarmu - natychmiast się budzi i uaktywnia alarm.

Terra P ma jedną tubę Geigera. Reaguje całkiem szybko, ale wyświetla wynik z pewnym opóźnieniem – po przystawieniu go do źródełka promieniowania - słychać pikanie i  dopiero za parę sekund pojawia się wskazanie na wyświetlaczu. Terra reaguje wyraźnie wolniej niż Polaron Prypiat, natomiast wyniki pomiarów  na obu przyrządach są niemal identyczne ( co wg mnie dobrze świadczy zwłaszcza o tym drugim, ponad 20 lat starszym urządzeniu).


Wielką zaletą Terry P jest zasilanie – dwa małe paluszki są do kupienia w każdym kiosku/sklepiku, a ponadto - nawet gdy urządzenie jest pozostawione w trybie „czuwania”  - wytrzymuje aż około pół roku.  Na wyświetlaczu mamy prosty wskaźnik poziomu energii w baterii – 4 „klocki” na pełnej baterii, a w miarę zużywania – liczba „klocków” się zmniejsza. Wadą jest to, że po wyłączeniu trwałym lub wymianie baterii zeruje się godzina, poziom alarmu i pochłonięta dawka promieniowania. Producent mógł to rozwiązać za pomocą małej bateryjki podtrzymującej, takiej jak np. w komputerach. 
Zakres pomiarowy Terry P to od 0,01 - do 999 µSv/h. Po przekroczeniu zakresu mierzy nadal, ale pomiar może być obarczony  błędem. Maksimum zmierzone moim egzemplarzem to ok. 600 µSv/h – na słynnym chwytaku w Strefie Czarnobylskiej. W piwnicach szpitala w Prypeci kolega "przekręcił" wypożyczoną od organizatora Terrę P do wartości ~2,4 mSv/h.

Terra reaguje też na słabe źródełka promieniowania – np. szkło uranowe, elektrody wolframowe WT-20  do spawania metodą TIG. Robi to jednak wolniej niż stary Polaron Prypiat. Jest to spowodowane posiadaniem tylko jednej tuby Geigera, wobec dwóch w starszym przyrządzie. 



Klapka, która powinna odcinać promieniowanie beta przy pomiarze gamma w rzeczywistości przepuszcza część tego promieniowania. Przy źródle beta (np. szkle uranowym)  Terra P wskazuje  w przypadku niektórych egzemplarzy tego szkła niewielkie  promieniowanie wykraczające ponad tło, a Polaron z zamkniętą klapką nie reaguje wtedy wcale. Sama klapka jest bardzo pewnie zamocowana, przez co niełatwo ją zgubić. Niestety nosząc Terrę w oryginalnym etui tracimy dostęp do klapki. [Oczywiście, jak ktoś chce, może sobie uszyć na maszynie własny futerał z dostępem do klapki i małą kieszonką, gdzie możemy umieścić klapkę, by się nam nie zgubiła. - odsyłam do osobnej notki o futerałach]
***
Podsumowując – Terra P to bardzo dobry przyrząd radiometryczno – dozymetryczny. Ma duży zakres pomiarowy, możliwość ustawienia progu alarmu, jest wykonany solidnie i estetycznie, a przy tym niewielki i  bardzo poręczny. Pomimo pewnych wad i stosunkowo wysokiej ceny jestem w stanie z czystym sumieniem polecić Terrę każdemu kto interesuje się tematyką promieniowania i wybiera się do Czarnobylskiej Strefy wykluczenia. Z drugiej strony w mniej ekstremalnych warunkach, gdy chcemy szybko znaleźć "świecący" przedmiot, np. na giełdzie staroci, wystarczy nam nieco tańszy i starszy Polaron Pripyat.
***
Na sam koniec, jakby kogoś interesowało "co lalka ma w środku" - wnętrze dozymetru (źródło)





2 komentarze:

  1. Szukałem takiego porównania. Brakuje mi jeszcze porównania ich czułości na niskich wartosciach. Czy jednak dwie rurki nie robią lepszej roboty niż jedna. I jeszcze jedno - Czy faktycznie jak widzę w Terrze wyświetlacz jest tak fatalnie i nietrwale podłączony przez tą tasiemkę na klej przewodzący ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa liczniki oznaczają przede wszystkim szybszy czas reakcji, zwłaszcza przy słabych źródłach - i tutaj Polaron długo nie będzie miał konkurencji. Jest to bardzo istotne jak mamy np. wyrób z niskoaktywnego szkła uranowego i chcemy SZYBKO ustalić, czy to na pewno szkło uranowe. Przy jednym liczniku będziemy czekać wieczność, a wynik będzie miał spore wahania, zaś przy dwóch wzrost wskazań jest wyraźniejszy i bardziej stabilny. Co do elektroniki to niestety nie wiem :(

      Usuń

Jeśli znajdziesz błąd lub chcesz podzielić się opinią, zapraszam!

[komentarz ukaże się po zatwierdzeniu przez administratora - treści reklamowe i SPAM nie będą publikowane!]